Wpisy z tagiem: Prokom
czwartek, 04 marca 2010
Dziś krótko. O sukcesach, o awansach w dyscyplinie sytuującej się na uboczu sportu w Polsce. Milion w środe, milion w sobotę - takim hasłem posługiwał się popularny Totolotek, by zachęcić społeczeństwo do płacenia podatku od naiwności. Niektórym, tym wygrywającym kumulacje ta naiwność się opłaciła, innym nie. Szczęście z powodu kumulacji na pewno mogą odczuwać kibice koszykówki w Polsce. Pogrążona w zapaści dyscyplina sportu odniosła w środę dwa sukcesy. Ogromne sukcesy. Do Elite 8 w Eurolidze awansował Asseco Prokom Gdynia, jeszcze wyżej bo w Final Four znalazła się kobieca drużyna Wisły Can-Pack Kraków. I Wisła i Prokom trafiły po milionie, ale takim, który przyniósł radość nie tylko wygrywającym, ale i większej rzeszy obserwujących losowe numery pojawiające się na tablicy wyników. O awansie Asseco Prokomu do elitarnej ósemki Euroligi powiedziano już wiele. Dużo o tym sukcesie pisze Adam Romański, na łamach Sport.pl, słusznie emocjonuje się Grzegorz Kubicki. Przypomina też, że znalezienie się Prokomu w ósemce najlepszych drużyn kontynentu, to wyrównanie osiągnięcia Lecha Poznań sprzed blisko 20 lat. Kilka dni temu sukces Prokomu został zauważony przez dziennikarzy TVN, a ściślej mówiąc, śniadaniowy, równie elitarny jak Elite 8, program Dzień Dobry TVN. Andrzej Sołtysik i Magda Mołek rozmawiali z Qyntelem Woodsem, Davidem Loganem i Adamem Hrycaniukiem na temat bliskości awansu, na temat spędzania wolnego czasu. Temat koszykarski w porannym programie TVN to z pewnością kolejna składowa sukcesu. Wisła Can-Pack znalazła się poziom wyżej niż Prokom, bo jest już w Final Four. Wspomina o tym Łukasz Cegliński na Sport.pl. To osiągnięcie w ostatnich latach żeńskie kluby koszykarskie z Polski osiągały już trzykrotnie (Wisła po raz pierwszy), więc w przypadku drużyny prowadzonej przez Jose Hernandeza potrzeba awansu do ścisłego finału i powalczenia o złoto. Osobiscie brakuje mi tylko wygranej Prokomu, chciałem aby zespół z Gdyni postawił kropkę nad przysłowiowym I, awansując do elity bez matematycznych rozważań nad ilością małych punktów, a dzięki większej ilości zwycięstw. Tak, czy inaczej środę można uznać za dobry dzień dla zespołów z Polski.
czwartek, 25 lutego 2010
Ja chcę być świadkiem tych wydarzeń, tych emocjonujących, tych o których można mówić z uśmiechem na ustach i chwaląc zespoły, zawodników, jak bardzo byłyby przez nas uwielbiane czy znienawidzone. Chcę by historia dokonywała się na moich oczach, tak jak dokonuje się w skokach narciarskich odzyskał formę, tak jak dokonywała się w F1 gdy Robert Kubica był tym pierwszym i do tej pory jedynym Polakiem, tak dokonywała się gdy wszyscy z zapartym tchem byliśmy szczypiornistami i oglądaliśmy zmagania naszych twardzieli, tak jak byliśmy siatkarzami czy siatkarkakmi, gdy kadry podnosiły puchary i chwaliły się medalami. Tak, chcę tego. Teraz jest to możliwe i w koszykówce, gdzie za chwilę, za parę dni, miejmy nadzieję, Prokom znajdzie się wśród ośmiu najlepszych drużyn Europy. Kilka tygodni temu jeden z moich wpisów na blogu zatytułowałem Prokom lepszy od CSKA Moskwa. Wtedy chodziło o to, że zespół z Gdyni zajmuje wyższe miejsce w tabeli TOP16 niż legendarny w Europie zespół z Moskwy. Przed meczem z Prokomem, na Twitterze dodałem Czy ktoś ich lubi, czy nie, dzisiaj wszyscy przywdziewamy barwy Prokomu, niech ten sukces się ziści. Tytuł dzisiejszego wpisu mógłby być ten sam, tyle tylko, że teraz Prokom wygrał z CSKA Moskwa i na naszych oczach doszło do kolejnego historycznego wydarzenia. Samo zwycięstwo cieszy, ale jeszcze bardziej cieszy to, że prowadzony przez Tomasa Pacecasa zespół jest o tyci, tyci, malutki kroczek od awansu do Elite 8. Oficjalna strona Prokomu pisze po zwycięstwie: Mecz wyglądał jak wielka zacięta bitwa, gracze z Moskwy maszerowali i ginęli, atakowali zwartym murem, aby na końcu przegrać z honorem. Real, CSKA, kto następny? Dla dobra koszykówki w Polsce miejmy nadzieję, że następną drużyną, która polegnie przeciwko Prokomowi będzie Unicaja Malaga i to przypieczętuje historyczny triumf. Radość i emocje w artykule chwalącym Prokom widać u mojego redakcyjnego kolegi Grzegorza Kubickiego. Podkreśla on ogromny sukces zespołu z Gdyni, wspominając o tym, że CSKA to zespół megaklasowy, potęga w Europie. Nie dał rady słynny Real, nie dało wielkie CSKA. Koszykarze Prokomu znów zadziwili Europę, a po wygranej w wicemistrzem Euroligi 88:81 są o krok od historycznego awansu do najlepszej ósemki. Rosjanie to potęga, która w Gdyni skończyła znakomitą serię dziesięciu wygranych w Eurolidze. Trudno w tej chwili rozstrzygać, który sukces Prokomu był większy - zwycięstwo z Realem w rundzie zasadniczej czy teraz z Rosjanami? Najważniejsze jest to, że polska drużyna jeszcze nigdy nie miała tak udanego sezonu w Europie i w końcu może zagrać w najlepszej ósemce Euroligi. Praktycznie każdy portal i gazeta piszą, że Prokom praktycznie znalazł się już w najlepszej ósemce Starego Kontynentu. Bycie świadkiem czegoś wielkiego i przełomowego powinno spowodować powszechną radość i kibiców wprowadzić w stan ekstazy, euforii, czy choćby zadowolenia. Niestety nie do końca da się odczuć takie postawy w świecie koszykarskim. Nie wątpię, że wielu, nawet przeciwników Prokomu, cieszy się z tego ogromnego dla nas, dla polskiej koszykówki wydarzenia, ale niechętnie mówi o emocjach. Adam Romański w jednym z podcastów PLK.pl wspominał, że liga będzie miała problem jeśli Prokom awansuje do ósemki, że mecze Euroligi będą pokrywały się z meczami ligowymi, ale to będzie problem ligi i niech ten problem zaistnieje. Nie sposób nie zgodzić się z tą tezą, nie sposób nie kibicować nawet nie samemu Prokomowi, który można darzyć antypatią, nie sposób nie kibicować koszykówce i temu, czego gdynianie dokonują. Na deser wypowiedź Adama Hrycaniuka, której środkowy Prokomu udzielił zaraz po meczu dla stacji Canal+Sport. Jest genialna, a zachowanie Hrycaniuka pokazywało jak bardzo ważna i emocjonująca była dla graczy z Gdyni, ta właśnie wygrana. Parę tygodni temu palnąłem, że jesteśmy jedną z lepszych drużyn w Europie, potem się trochę złapałem za głowę, "co ja powiedziałem, ale teraz okazuje się, że to może być prawda.
środa, 17 lutego 2010
Popierając pomysł Rafała Tymińskiego z Przeglądu Sportowego, napisałem tekst o Pucharze bez znaczenia, zestawiając ze sobą możliwość gry i wynikające z tego profity w lidze VTB, z bezsensem rozgrywania Pucharu Polski. Występy w Pucharze Polski są obecnie tak znaczące dla koszykarzy i kibiców, jak rozgrywane przeze mnie mecze w NBA 2K10. Nagroda w wysokości 70 tysięcy złotych to dla klubów żadne środki finansowe, bo VTB za udział w meczu płaci ponad 40 tysięcy (10 tysięcy euro). Ale skoro nie pieniądze to może prestiż? Bullshit. Przypadkowy kibic o meczu AZS Koszalin - Asseco Prokom Gdynia nawet nie wiedział. Podobnie zresztą jest w starciu PGE Turów Zgorzelec - Anwil Włocławek. Tymi wydarzeniami interesują się ludzie w Koszalinie, Gdyni, Zgorzelcu i Włocławku. I podkreślam - kibice, a nie ci przypadkowi widzowie. Mogę zgodzić się z wpisami na forach internetowych, w których m.in. Adam Romański ocenia sam system rozgrywek jako sensowny i sprawdzający się, ale nie mam ochoty oglądać kolejnych bezsensownych zawodów, grania o pietruszkę i wygrywanie pucharu zakupionego w pobliskim sklepie sportowym. Prezes Poslkiej Ligi Koszykówki Jacek Jakubowski nie chce wypowiadać się o do końca o samym pucharze, bo PP nie podlega pod PLK. Chce natomiast, podobnie jak i ja, aby zwiększono rangę i prestiż tych rozgrywek - w związku z tym PLK ma walczyć o przejęcie organizacji pucharu. Jacek Jakubowski nie wyobraża sobie jednak, żeby zespoły takie jak Turów, czy Prokom nie brały udziału (wzorem Olimpiji Ljubljana) w rozgrywkach PLK. Dlaczego? - Taki ruch wypacza sens rywalizacji sportowej. Ok, slusznie. Niech więc te zespoły grają 3 razy w tygodniu - zakładam, że i Prokom i Turów w VTB będą w końcu musiały zagrać. Taki scenariusz dla drużyn koszykarskich w Europie staje się powoli normą i chcąc równać do najlepszych władze ligi i klubów muszą przejść na poziom wyżej. Zarówno poziom sportowy jak i organizacyjny. Niektórzy tumaczą się zbyt intensywnymi występami, pogodzeniem pucharów w Europie, ligi i do tego jeszcze PP. O mój Boże - można rzec. Przecież ten nic nie znaczący obecnie Puchar Polski to dla czołowych klubów zaledwie trzy występy przez całe 8-9 miesięcy. Tragedia, której nie są w stanie sprostać zawodowi sportowcy. Pomysł grania w lidze VTB popierają trenerzy - powiedzmy - zainteresowanych drużyn, Tomas Pacesas i Andrej Urlep. Oni doskonale wiedzą, że granie w tych rozgrywkach, może drużynom przynieść wiele korzyści i spowoduje znaczące poprawienie się poziomu sportowego. W końcu trzeba będzie starać się równać do takich zespołów jak CSKA i Khimki Moskwa czy Żalgiris Kowno. Przepustka do poprawienia poziomu, do poprawienia wizerunku i budowania pozycji koszykówki leży w rękach Rosjan, którzy chętnie widzieliby drużyny z Polski w swej lidze. Korzystajmy z kuponu lotto z pewną 5, zamiast bezskutecznie czekać na 6.
piątek, 05 lutego 2010
Doszedłem do siebie po dwóch dniach od wyczynu w Maladze. Oglądając mecz Asseco Prokomu Gdynia z Unicają nie mogłem uwierzyć w końcowy wynik. Nie wierzyłem przed meczem, jak to robił Łukasz Cegliński. Nie wierzę i po, ale nie wierzę w to co widzę w rankingu drużyn w TOP16 Euroligi. Prokom jest na pierwszym miejscu w swojej grupie przed CSKA Moskwa. Przed kim? Przed tym wielki, bogatym, znanym w całej Europie CSKA. Przed tym zespołem, w którym chcieli grać wszyscy najlepsi, przed tym zespołem, który ma(miał) jeden z największych budżetów. Przed tym zespołem, o którym można powiedzieć, że to europejski odpowiednik Boston Celtics (LA Lakers zostawiam dla FC Barcelony). Czy ktokolwiek mógł napisać taki scenariusz po dwóch meczach TOP16? Czy w ogóle był w Polsce taki optymista, który bez zostania obeśmianym mógł powiedzieć - Prokom będzie po dwóch meczach TOP16 lepszy od CSKA Moskwa? Zapamiętajmy ten widok.
Nie jest istotne, czy w meczu dzięki, któremu możemy oglądać Gdynian na pierwszym miejscu w grupie, Malaga nie trafiała, bo Prokom dobrze bronił, czy też nie miała dnia. Nie jest istotne, czy Prokom był dobrze przygotowany, czy Unicaja źle. Istotne jest zwycięstwo. Niektórzy twierdzą nawet, że podopieczni Tomasa Pacecasa, i on sam, mieli po prostu szczęście. Pytam - co z tego? Szczęście jest składową sportu. Ba, szczęście jest składową życia, skoro Prokom je miał, to tylko lepiej dla tego zespołu i nie ma co na ten temat dywagować. Mimo, że wielkim fanem koszykarskich popisów asów z Asseco Prokomu nie jestem, to będę mocno trzymał kciuki, aby awansowali do Elite 8. Co by nie mówić, koszykówka klubowa dzięki Prokomowi osiągnęła więcej niż klubowa piłka nożna w ostatnich latach. Wygrał z rewelacją rozgrwek Realem Madryt, jest o krok od awansu do kolejnej rundy i znalezienia się w elicie ośmiu najlepszych drużyn koszykarskich na kontynencie.
wtorek, 29 grudnia 2009
Zgodnie z ustaleniami pomiędzy kilkoma blogerami dziś ukazała się druga część z cyklu Blogerzy spod kosza. Maciek Kwiatkowski, Michał Rodziewicz, Michał Owczarek, Jakub Wojczyński i moja skromna osoba, dyskutują o koszykówce ligowej w Polsce. Więcej w niej niestety negatywów, niż pozytywów - a o baskecie kobiet nie mówi się praktycznie wcale, pomimo tego, że sukcesy klubowe odnoszą właśnie przedstawicielki płci pięknej. Maciej Kwiatkowski: Dominacja Asseco Prokom doprowadziła do tego, że coraz więcej osób chciałoby w końcu zobaczyć jak mistrz przegrywa. Dlatego tak imponujące wrażenie zrobił na mnie pościg gdynian za Turowem w przedświątecznym pojedynku. Pokazali wtedy, że prócz dużej przewagi talentu nad resztą mają też charakter i wygranie meczu z Turowem było dla nich równie ważne co dla zgorzelczan. Nie wygląda na to, by mistrzostwo opuściło Trójmiasto, odkąd Asseco jest najlepszym ligi po obydwu stronach parkietu i ma dwóch najlepszych obwodowych kreujących grę. Michael Wright z Turowa potrafi opanować deski, ale co z obwodem? Po pierwszej rundzie wicemistrzowie są na szarym końcu w stratach i tylko młodzi koszykarze z Polonii 2011 wymuszają ich mniej niż Turów. Anwil? I tak mam wrażenie, że możemy dyskutować tylko o tym czy jakimś cudem uda się komuś urwać gdynianom dwa mecze w finale. Szczepan Radzki: Bądźmy chociaż trochę optymistami - jeśli hegemonia Prokomu (6 mistrzostw z rzędu) i Tomasa Pacecasa (8 tytułów) nie zostanie przerwana, kolejny rok pod względem poziomu ligi będzie jeszcze gorszy. Z grubym portfelem Ryszarda Krauze nie może nawiązać nawet Polska Grupa Energetyczna, reszta ligi walczy o podrzędne cele. Michał Rodziewicz: Prokom jest zdecydowanie najlepszy. Jedyna pozycja, na której mogą być słabsi to Michael Wright i Turów. Ale pomimo to najbliższa liga skupia się na wielkim oczekiwaniu. Na co? Na jakąkolwiek porażkę gdynian. Zdanie mam identyczne jak Maciek - jeśli nie nastąpi jakiś wielki rozłam w ekipie Tomasa Pacesasa, to dwie porażki w finale będą maksimum emocji w decydującym starciu. Jakub Wojczyński: Obniżenie poziomu ligi - poza Prokomem - nie podlega dyskusji. Dlaczego? Przepis o dwóch Polakach na parkiecie plus mniejsze budżety powodują, że grają tacy, a nie inni zawodnicy. I możemy się cieszyć, że Szubarga, Kitzinger i inni grają lepiej niż w poprzednich latach, ale coś za dużo jest tych nazwisk, które nagle zrobiły wielki postęp. Znowu się narażę kibicom Znicza Jarosław (który ma najsłabszy skład w historii swojej gry w PLK, ale radzi sobie najlepiej), ale jeśli rzucający obrońca o wzroście 190 cm ma prawie 9 zbiórek na mecz to źle to świadczy o całej naszej ekstraklasie... Podobnie jak to, że najlepszym blokującym ligi jest (z całym szacunkiem) Leszek Karwowski. Zespoły w PLK są coraz niższe, rzucający obrońcy udają niskich skrzydłowych, ci udają silnych skrzydłowych, a ci ostatni - środkowych. Prawdziwych centrów można policzyć na palcach jednej ręki. I z tym mamy się pchać do Europy? Są tacy, którzy mówią, że nawet kosztem obniżenia poziomu powinniśmy promować Polaków. Ale chyba nie takich jak Greg Surmacz? Całość artykułu do przeczytania w serwisie Sport.pl. Polecam. Pierwszy tekst z cyklu Blogerzy spod kosza dostępny jest pod tym adresem w portalu Sport.pl. W kolejnych dniach poruszone zostaną tematy NBA oraz kadry narodowej i Europy.
sobota, 19 grudnia 2009
Nie widziałem w tym sezonie PLK lepszego meczu niż ten Turowa z Prokomem. Nie widziałem, żeby aż tyle rzeczy mogło zdarzyć się w ciągu 45 minut na parkiecie. Turów przegrał z Prokomem 90:91. Ah co to był za mecz - niesamowite bloki, przechwyty i kontrataki kończone wsadami, walka w parterze i na wysokośći 10 piętra, wysoka przewaga jednego z zespołów, która stopniała w zaledwie kiladziesiąt sekund i pozwoliła powrócić emocjom na właściwe tory - wrzenia. Był dominujący pod koszami Michael Wright i ten który praktycznie nie dostawał piłki w końcówce spotkania. Był niewidoczny Qyntell Woods i obudzony Woods, slalomujący między obrońcami jak Alberto Tomba. Był zawiedziony Jan Jagla grający bardzo krótko i bohater całej Gdyni Adam Łapeta blokujący w szalenie istotnej akcji Michaela Wrighta. Był latający nad koszem Brandon Wallace i przybity do ziemi TJ Thompson. Był cichy bohater Justin Gray trafiający ważny rzut z dystansu i antybohater Gray, który zamiast wbijać się pod kosz postanowił z odchylenia przelobować dwóch rywali. W końcu była i dogrywka, spokojny Andrej Urlep i rozemocjonowany, machający rękoma, jak Urlep za najepszych lat, Tomas Pacesas. W końcu był też Ronnie Burrell - 20 punktów, 10 zbiórek przez 40 minut spędzonych na parkiecie. To nie wszystko. Burrell trafiał wtedy kiedy trzeba było. Doprowadził Prokom na 79:82 po celnym rzucie za trzy punkty na minutę do końca. Tak samo arcyważną trójkę trafił 30 sekund później doprowadzając do remisu i dogrywki. A w dogrywce dobił Turów kolejny raz umieszczając piłkę w koszu. Ronnie był tego dnia po prostu wielki. Mecz był iście telewizyjny, nawet przysłowiowy Kowalski mógł z zaciekawieniem oglądać ten pojedynek i nawet skusić się na zostanie kibicem tak egzotycznej ostatnio w Polsce dyscypliny, jaką jest koszykówka. Z drugiej strony koszykarskiej ekstraklasy - w kobiecej PLKK, a dokładnie w Krakowie też doszło do wielkich emocji - niestety mniej pozytywnych. Zawodniczka Odry Brzeg Brittany Denson uderzyła Dorotę Gburczyk w taki sposób, że ta musiała zostać odwieziona do szpitala. Gburczyk ma złamany nos z przemieszczeniem, nastąpiło też zatrzymanie akcji serca i oddechu. Nigdzie nie mogę jeszcze znaleźć w jaki sposób zawodniczka Wisły została uderzona. Mówi się o ciosie łokciem przy walce o zbiórkę. Mocno musiała ta Brittany machać, skoro doszło do tak poważnej kontuzji. W meczach Wisły bijatyka to normalna rzecz. Cztery lata temu Elaine Powell pobiła Jelenę Skerović. Amerykanka miała za pobicie postawione zarzuty prokuratorskie. W tym roku doszło też do bijatyki podczas meczu Tęczy Dudy Leszno z CCC Polkowice. Amisha Carter z CCC uderzyła w głowę Dominikę Nawrotek. Naprawdę może paniom czas stworzyć przed meczami coś na obraz MMA i pozwalać się najpierw wyżyć, bo jak tak dalej pójdzie koszykówka kobieca zostanie jednym z brutalniejszych sportów na świecie. Dorocie Gburczyk życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Edit: Brittany Denson w tym sezonie już zasłynęła z ostrej walki na parkietach PLKK. Amerykanka złamała nos Monice Krawiec z Energi Toruń. Proponuję coś zrobić z krewką zawodniczką, bo za trzecim razem przypadkowo kogoś zabije. Edit 2: Relacja Twitterowa z meczu Turów - Prokom na Sport.pl - czytając emocje naprawdę wracają, polecam! Wielki mecz na szczcie, pojedynek mistrzów, klasyk - najczęściej spotykane określenia dzisiejszego meczu pomiędzy Turowem Zgorzelec, a Prokomem Gdynia. Na ten mecz czekały miliony - no ok, może te kilka tysięcy zebrane przed telewizorami i okołodwóch tysięcy osób, które znajdą się na hali w Zgorzelcu. Tylko co tak naprawdę znaczy ten pojedynek? Dla Prokomu? Nic, ewentualne trzy dni jazgotu w mediach, kiedy ten przegra pierwszy mecz w sezonie. Zrobi się wielkie halo, bo niepokonany dotąd zespół, jak pisze Łukasz Cegiliński - został podgryziony i jest możliwość myśleć o czymś więcej. Jak Prokom wygra? Pokaże, że w lidze nie ma w tym momencie konkurenta, krzyki w prasie, telewizji, internecie, radiu będą nieco mniejsze i ucichną pewnie po dwóch dniach. Jeśli Turów sprawi niespodziankę i wygra - także stanie się zupełnie nic. Po prostu wygra, sezon jest długi, a my dziennikarze będziemy się emocjonować tym, że Andrej Urlep odmienił Turów i jest zbawcą, na którego w Zgorzelcu czekano. Przegrana - trochę powtórzę za Łukaszem - usprawiedliwiona będzie tym, że zespół prowadzony przez Urlepa jeszcze się zgrywa, a Prokom to po prostu drużyna, która wygrała z Realem Madryt. Cokolwiek by się nie stało będzie o czym mówić, a najpóźniej za tydzień wszyscy zapomną, że taki mecz w ogóle się odbył. Przypomni o tym później ktoś w internecie pisząc zapowiedź kolejnego spotkania tych drużyn. Pojedynek meczu? Andrej Urlep vs Tomas Pacesas - Pacesas pracuje w ten sposób, że najprawdopodobniej zajmie niedługo miejsce El Furiozo w kategorii znienawidzenia przez zawodników. Litwin przedsmak tego, co może go czekać już miał, kiedy Filip Dylewicz urządził mu taki PR, że ten nie mógł znaleźć Polaków do gry. Krążą opowieści, że panowie U i P się nie lubią, nie wiadomo tylko dokładnie dlaczego. Z ciekawością będę patrzył na to, jak reagują na to co dzieje się na boisku. Warto obserwować To jak Andrej Urlep ustawi obronę przeciwko Qyntelowi Woodsowi i Davidowi Loganowi. Urlep nie chciał zdradzić żadnych szczegółów, ale Woods vs Wysocki zapowiada się ciekawie. Na marginesie delikatnym blaskiem mieni się postać TJ Thompsona, który z Turowem jeszcze nie grał i pojedynek z Prokomem będzie jego debiutem w PLK. Ciekawostka Tomas Pacesas ma już 8 złotych medali w PLK. Odkąd pojawił się w lidze co rok zdobywa złoto. |
Archiwum
Zakładki:
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|