Wpisy z tagiem: plkk
sobota, 13 lutego 2010
Podczas Euro All Star Weekend 2009, doszło do sytuacji niezbyt często spotykanej w koszykówce kobiet. Sylvia Fowles zostawiona w kontrze wsadziła piłkę do kosza. Zobaczcie sami.
Nie umywa się to do podniebnych akrobacji panów, ale każdy wsad wśród kobiet jest mocno nagłaśniany. Pierwszy dunk w historii występów WNBA wykonała niekwestionowana gwiazda tej ligi Lisa Leslie, drugim poszczycić się mogła Candace Parker. Parker jest też pierwszą kobietą, która wsadziła piłkę do kosza podczas turnieju NCAA i pierwszą, jaka zrobiła to dwukrotnie w jednym meczu ligi akademickiej. Tak wsadza Parker.
Wracając do wątku meczu gwiazd w Europie, w którym grają panie, w tym roku odbędzie się on w Polsce, a dokładnie w Gdyni. Będzie to pierwsze tego typu wydarzenie w naszym kraju.
sobota, 06 lutego 2010
Chyba niedługo zamienię się w jakiegoś koszykarskiego Pudelka, ale linki, które napływają do mnie z najróżniejszymi zdjęciami koszykarek po prostu nie mogą zostać zmarnowane. Pasjonaci basketu fascynują się wieloma elementami koszykarskiego rzemiosła. Piękno tej dyscypliny sportu to nie tylko wspaniałe akrobacje nad koszami, wsady, bloki, cross-overy, podania za plecami, zacięte końcówki etc. etc. Piękno koszykówki na blogu prezentowałem kilkanaście dni temu wraz z umieszczeniem na nim zdjęć Milicy Dabović. Piękno koszykarskie możemy podziwiać i poniżej.
Pani na zdjęciu to koszykarka Wisły Can-Pak Kraków Maja Vucurović. Kibice z Krakowa już okrzyknęli zawodniczkę najpiękniejszą kobietą w całej Polskiej Lidze Koszykówki Kobiet. No cóż, trudno się z nimi nie zgodzić.
Żeby za bardzo nie zboczyć z tematu koszykarskiego - bo w końcu w dużej mierze blog jest właśnie o tej dyscyplinie sportu - dla zainteresowanych Maja w stroju Wisły.
A w bonusie w barwach Wisły, aczkolwiek nieco bardziej skąpym stroju niż koszulka bez rękawków.
I jak tu nie kochać koszykówki w wykonaniu kobiet?
wtorek, 02 lutego 2010
Maleńka, malutka, tyci, tyci koszykarka - niższa nawet niż najniższy w historii NBA Muggsy Bouges mierzacy 159 centymetrów - podpisała kontrakt w CCC Polkowice. Shannon Bobbitt, bo o niej mowa, ma zaledwie 157 centymetrów i będzie grała - a sami zgadnijcie na jakiej pozycji. Ta najniższa koszykarka w historii PLKK wygląda tak.
Grała już w WNBA w zespole Los Angeles Sparks - w tych samych Sparks, które brały udział w bójce w Detroit. Po bijatyce Bobbitt została zawieszona na dwa mecze. W Polkowicach zastąpiła Ryan Coleman, z której klub nie był zadowolony. Coleman natomiast wylądowała w Bydgoszczy.
Maleńka, prawda? Prawdę mówiąc nie kojarzy się nikomu jej nazwisko z Hobit? Podobieństwo istnieje także we wzroście. CCC Polkowice ściągają do ligi kolejną ciekawostkę - wcześniej w drużynie pojawiła się córka Karla Malone'a - Cheryl Ford. Zatrzymajmy się na chwilę przy zawodniczce noszącej takie samo nazwisko jak uznawany za ojca motoryzacji Henry Ford na jednym ze zdjęć z Polkowic wyglądała jakby brakowało jej tylko wózka inwalidzkiego. Zobaczcie sami - ta z prawej w pomarańczowym.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Nową zawodniczką w Blachach Pruszyński Lider Pruszków została Milica Dabović. Niech fotografie poniżej powiedzą wszystko o tym dlaczego warto wybrać się do podwarszawskiej miejscowości na jakikolwiek mecz.
I teraz pytanie - czy ktokolwiek z odwiedzających pamięta, jak na imię ma owa pani?
piątek, 01 stycznia 2010
Nasz cykl dobiegł końca, podsumowaliśmy Marcina Gortata, który miał do nas pretensje na swoim twitterze, podsumowaliśmy PLK - tutaj nikt się nie odezwał, rozmawialiśmy o NBA i dostało nam się od kibiców, pisaliśmy o EuroBaskecie i Europie - tu też raczej cisza. Wszystko to zrobiliśmy w cztery dni w czterech tematach (ładnie złożył to w całość Michał Owczarek, więc przepiszę za niego i u siebie) Dziękuję osobiście wszystkim, którzy brali udział w zabawie, wszystkim którzy czytali i tym którzy byli inspiracją do wspólnych działań. Zaangażowani w ten mini projekt byli, wspomniany Michał Owczarek (Pick and roll), Łukasz Cegliński (A skull full of maggots), Maciej Kwiatkowski (Zawsze po pierwsze), Jakub Wojczyński (Piłka i dwa kółka) oraz Michał Rodziewicz (3 sekundy). To na pewno nie koniec, będziemy chcieli powrócić przy pierwszej nadarzającej się okazji - o ile taka nadejdzie. Wszystkiego dobrego w nowym, 2010 już roku.
wtorek, 29 grudnia 2009
Zgodnie z ustaleniami pomiędzy kilkoma blogerami dziś ukazała się druga część z cyklu Blogerzy spod kosza. Maciek Kwiatkowski, Michał Rodziewicz, Michał Owczarek, Jakub Wojczyński i moja skromna osoba, dyskutują o koszykówce ligowej w Polsce. Więcej w niej niestety negatywów, niż pozytywów - a o baskecie kobiet nie mówi się praktycznie wcale, pomimo tego, że sukcesy klubowe odnoszą właśnie przedstawicielki płci pięknej. Maciej Kwiatkowski: Dominacja Asseco Prokom doprowadziła do tego, że coraz więcej osób chciałoby w końcu zobaczyć jak mistrz przegrywa. Dlatego tak imponujące wrażenie zrobił na mnie pościg gdynian za Turowem w przedświątecznym pojedynku. Pokazali wtedy, że prócz dużej przewagi talentu nad resztą mają też charakter i wygranie meczu z Turowem było dla nich równie ważne co dla zgorzelczan. Nie wygląda na to, by mistrzostwo opuściło Trójmiasto, odkąd Asseco jest najlepszym ligi po obydwu stronach parkietu i ma dwóch najlepszych obwodowych kreujących grę. Michael Wright z Turowa potrafi opanować deski, ale co z obwodem? Po pierwszej rundzie wicemistrzowie są na szarym końcu w stratach i tylko młodzi koszykarze z Polonii 2011 wymuszają ich mniej niż Turów. Anwil? I tak mam wrażenie, że możemy dyskutować tylko o tym czy jakimś cudem uda się komuś urwać gdynianom dwa mecze w finale. Szczepan Radzki: Bądźmy chociaż trochę optymistami - jeśli hegemonia Prokomu (6 mistrzostw z rzędu) i Tomasa Pacecasa (8 tytułów) nie zostanie przerwana, kolejny rok pod względem poziomu ligi będzie jeszcze gorszy. Z grubym portfelem Ryszarda Krauze nie może nawiązać nawet Polska Grupa Energetyczna, reszta ligi walczy o podrzędne cele. Michał Rodziewicz: Prokom jest zdecydowanie najlepszy. Jedyna pozycja, na której mogą być słabsi to Michael Wright i Turów. Ale pomimo to najbliższa liga skupia się na wielkim oczekiwaniu. Na co? Na jakąkolwiek porażkę gdynian. Zdanie mam identyczne jak Maciek - jeśli nie nastąpi jakiś wielki rozłam w ekipie Tomasa Pacesasa, to dwie porażki w finale będą maksimum emocji w decydującym starciu. Jakub Wojczyński: Obniżenie poziomu ligi - poza Prokomem - nie podlega dyskusji. Dlaczego? Przepis o dwóch Polakach na parkiecie plus mniejsze budżety powodują, że grają tacy, a nie inni zawodnicy. I możemy się cieszyć, że Szubarga, Kitzinger i inni grają lepiej niż w poprzednich latach, ale coś za dużo jest tych nazwisk, które nagle zrobiły wielki postęp. Znowu się narażę kibicom Znicza Jarosław (który ma najsłabszy skład w historii swojej gry w PLK, ale radzi sobie najlepiej), ale jeśli rzucający obrońca o wzroście 190 cm ma prawie 9 zbiórek na mecz to źle to świadczy o całej naszej ekstraklasie... Podobnie jak to, że najlepszym blokującym ligi jest (z całym szacunkiem) Leszek Karwowski. Zespoły w PLK są coraz niższe, rzucający obrońcy udają niskich skrzydłowych, ci udają silnych skrzydłowych, a ci ostatni - środkowych. Prawdziwych centrów można policzyć na palcach jednej ręki. I z tym mamy się pchać do Europy? Są tacy, którzy mówią, że nawet kosztem obniżenia poziomu powinniśmy promować Polaków. Ale chyba nie takich jak Greg Surmacz? Całość artykułu do przeczytania w serwisie Sport.pl. Polecam. Pierwszy tekst z cyklu Blogerzy spod kosza dostępny jest pod tym adresem w portalu Sport.pl. W kolejnych dniach poruszone zostaną tematy NBA oraz kadry narodowej i Europy.
sobota, 26 grudnia 2009
W PLKK znowu się biją. Tym razem łokcie nie idą w ruch w ferworze walki, przy zbiórkach, przechwytach, szamotaninie w powietrzu i na ziemi. Tym razem zawodniczka została pobita przez ... trenera. Chodzi o Ewelinę Gale, która opuściłą już zespół Energi Toruń. Głównym powodem takiej decyzji jest zachowanie trenera Elmedina Omanicia podczas wspomnianego spotkania. Bośniak po jednej z nieudanych akcji zmienił Ewelinę Galę, a następnie naruszył jej nietykalność cielesną. Podczas zmiany zawodniczka wdała się w dyskusję ze szkoleniowcem. Jak sama twierdzi, nie było w tym nic nerwowego, zaczepnego, czy agresywnego. Po tej sytuacji trener Omanić ścisnał moją rękę w okolicach nadgarstka. Poczułam ból, więc wyrwałam rękę. W tym momencie trener zamachnął się i uderzył mnie w przedramię tak silnie, że mam siniaka. Później usiadłam na ławce, a trener wymachiwał rękoma przed moją twarzą, cały czas przeklinając w swoim języku. Krystian Góralski i Dawid Łopatka w artykule piszą, że nie był to pierwszy tego typu przypadek. Gala została uderzona przez trenera Elmedina Omanica już rok wcześniej podczas jednego z treningów. Kara została wymierzona za niechęć zrobienia krzywdy koleżance podczas gdy ta wchodziła pod kosz. Nie wiem kim jest Omanić, wiem natomiast - m.in. z tekstu wyżej wymienionych - że posadę w Wiśle Kraków stracił za podobne zachowanie. Zarząd klubu z Torunia nie zamierza wyciągać wobec trenera żadnych konsekwencji. Przynajmniej chwilowo. Władze tłumaczą się jednak w idiotyczny sposób - Jeśli sytuacja nie została sprowokowana przez zawodniczkę, wtedy podejmiemy odpowiednie kroki. Nawet jeśli prowokacja była, takie zachowanie ze strony Bośniaka nie powinno się przytrafić, jest naganne, sprawa powinna zostać wyjaśniona natychmiast, skonfrontowana z obiema stronami, a konsekwencje wyciągnięte - biorąc pod uwagę, że jest świadek zdarzenia, kibic z Pruszkowa, opisujący sytuację praktycznie tak samo jak zawodniczka. Na deser jednak wypowiedź dyrektor Energii Toruń Krystyny Bazińskiej. - Nie znam tej sytuacji z kilku stron. Nie mogę się wypowiadać. Powiedziałam Ewelinie, żeby ten problem zgłosiła do sądu. Dlatego nasz klub jest tak dobrze prowadzony, że nie podejmujemy pochopnych decyzji. Nie działamy na zasadach emocji. Nie robimy sądów kapturowych. Być może był to przypadek. Ta dziewczynka ma dziewiętnaście lat i zero szacunku dla koleżanek. Ja bardzo lubię Ewelinę, to bardzo wartościowy gracz. Dużo zrobiłam, aby myślenie o Ewelinie było pozytywne. I bym chciała, żeby tak było. Proszę zobaczyć, że jakaś nutka sympatii między Omaniciem a Galą była, gdyż występowali wspólnie w programie telewizyjnym „Koszykarska edukacja”. Moim zdaniem Ewelina jest jedną z ulubionych zawodniczek Omanicia. To jak władze klubu z Torunia są zapatrzone w szkoleniowca przechodzi wszelkie pojęcie. Nie ma się jednak co dziwić, skoro plotka mówi, że Omanić mocno udziela się także na rynku jako agent i większość (rok temu wszystkie) kontraktów w Toruniu to zawodniczki z jego stajni.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Wielki dziś dzień dla koszykówki w Polsce nastał - PZKosz po raz pierwszy rozdał nagrody nazwane szlachetnie Złotymi Koszami. Kto co dostał i dlaczego można przeczytać obszernie w tekście na Sport.pl. Gratuluję zwycięzcom, aby w przyszłym roku sprawili się jeszcze lepiej i żeby jeszcze więcej było firm i ludzi, chętnie inwestujących czas i pieniądze w koszykówkę. W cieniu, bo koszykówka kobiet, to jeszcze bardziej niszowa dyscyplina niż sama w sobie koszykówka, stoi sytuacja, która moim zdaniem jest obok wypowiedzi prezesa Polatowskiego, najgłośniejszym wydarzeniem dnia. Chodzi o autoryzowany wyiwad Agnieszki Makowskiej, zawodniczki ŁKS Łódź, przeprowadzony przez dziennikarza portalu www.lkslodz.pl. Wybrałem najciekawsze moim zdaniem cytaty: Andrzej Nowakowski czy Mirosław Trześniewski? Który z nich jest/był lepszym trenerem? A.M.: Nie wiem czy powinnam się teraz wypowiadać na ten temat, gdy trener Trześniewski jest obecnym trenerem... Ja mimo wszystko jestem jednak za trenerem Nowakowskim. Przed sezonem trener narzekał na brak środków finansowych, przez co zespół nie może walczyć o najwyższe cele. Jak zatem wygląda kwestia wypłat, są zaległości wobec zawodniczek? A.M.: No właśnie zaległości są... Ech... Miało być lepiej niż w zeszłym sezonie, a z tego co wiem, to są spore zaległości z zeszłego sezonu. Ten sezon również zaczął się nieciekawie, ponieważ od samego początku pojawiły się opóźnienia. Finansowo stoimy cienko i jak na razie nie widać poprawy. Trener zawsze mówi, że "będzie, będzie", niby sponsorzy są ale tego nie widać. Czy zarząd informuje was o prowadzonych rozmowach z potencjalnymi inwestorami? A.M.: Coś tam wiemy, ale też nie przykładamy do tego większej uwagi. Gdyby "coś" było to chyba na naszych kontach by się to odbiło. A że u nas nic nie widać, żadnej poprawy, to uważamy, że takich ruchów nie ma, albo też umowy są opieszale podpisywane. Ciężko jest mi cokolwiek powiedzieć na ten temat, ponieważ nie chcę wchodzić w sferę finansową, pytać trenera czy podpisaliśmy taką czy inną umowę. Nie leży to do moich obowiązków, a ciągłe dopytywanie się czy mamy w końcu sponsora czy nie byłoby nudne. Ja tutaj gram i fajnie by było jak by wypłata była na koncie. Jest ciężko, zresztą w ŁKS zawsze było ciężko i chyba tak pozostanie bo poprawy nie widać. Czego możemy życzyć Agnieszce Makowskiej oraz ŁKS Siemens AGD w nadchodzącym 2010. roku? A.M.: Wypłaty!!! Lepszej trzeciej kwarty (śmiech), no i oczywiście wygranych. By ten procent rzutów z gry podniósł nam się chociaż o dziesięć procent. Mniej strat i byśmy wygrywały te mecze, bo już najwyższy na to czas. Brawa za odwagę, brawa za szczerość. W autoryzowanym wywiadzie Pani Agnieszka powiedziała otwarcie o klubie, w którym gra kilka gorzkich słów. Tą drogą powinno iść więcej sportowców, może pozbylibyśmy się chorych tworów, które zaciągają długi, likwidują spółki i powołują nowe tylko po to by nie płacić wierzycielom złamanego grosza. Cały wywiad na stronie www.lkslodz.pl. Czytając ten wywiad przypomniała mi się jedna z zupełnie odmiennych sytuacji - tych które stoją w opozycji do odwagi prezentowanej przez Panią Agnieszkę - sytuacji tchórzostwa. Kiedyś w rozmowie z jednym z najbardziej zadziornych graczy PLK spytałem, dlaczego skoro nie ma pieniędzy, to żaden z nich nie powie tego otwarcie, nikt nie wniesie protestu, nikt nie krzyczy, że zalegają, tylko pokornie zgadzają się na takie traktowanie, czasem nawet kłamiąc że odpowiednie kwoty na konto wpłynęły. W odpowiedzi usłyszałem (nie dosłownie, ale sens pozostanie) - Jeśli siedzimy cicho, to jest jeszcze szansa, że dostaniemy pieniądze, jak zaczniemy się aferować z finansami może być kiepsko.Wiesz jak to jest, czasem lepiej przemilczeć pewne sytuacje dla późniejszego dobra. Czasem lepiej, ale jak jest to jednorazowa zaległość, nie jeśli sytuacja powtarza się z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień i miesiąca na miesiąc. W innym wypadku trzeba w końcu wziąć sprawy we własne ręce, inaczej gracze są tak samo winni chorym nawykom, systemom i procedurom jak agenci nie domagający się swoich pieniędzy, czy zalegający z płatnościami kluby, lub sponsorzy nie wywiązujący się z umów. P.S. Gracz do dzisiaj nie dostał należnych mu, zapisanych w umowie pieniędzy, a szanse na ich dostanie ocenia się na około 5%.
sobota, 19 grudnia 2009
Nie widziałem w tym sezonie PLK lepszego meczu niż ten Turowa z Prokomem. Nie widziałem, żeby aż tyle rzeczy mogło zdarzyć się w ciągu 45 minut na parkiecie. Turów przegrał z Prokomem 90:91. Ah co to był za mecz - niesamowite bloki, przechwyty i kontrataki kończone wsadami, walka w parterze i na wysokośći 10 piętra, wysoka przewaga jednego z zespołów, która stopniała w zaledwie kiladziesiąt sekund i pozwoliła powrócić emocjom na właściwe tory - wrzenia. Był dominujący pod koszami Michael Wright i ten który praktycznie nie dostawał piłki w końcówce spotkania. Był niewidoczny Qyntell Woods i obudzony Woods, slalomujący między obrońcami jak Alberto Tomba. Był zawiedziony Jan Jagla grający bardzo krótko i bohater całej Gdyni Adam Łapeta blokujący w szalenie istotnej akcji Michaela Wrighta. Był latający nad koszem Brandon Wallace i przybity do ziemi TJ Thompson. Był cichy bohater Justin Gray trafiający ważny rzut z dystansu i antybohater Gray, który zamiast wbijać się pod kosz postanowił z odchylenia przelobować dwóch rywali. W końcu była i dogrywka, spokojny Andrej Urlep i rozemocjonowany, machający rękoma, jak Urlep za najepszych lat, Tomas Pacesas. W końcu był też Ronnie Burrell - 20 punktów, 10 zbiórek przez 40 minut spędzonych na parkiecie. To nie wszystko. Burrell trafiał wtedy kiedy trzeba było. Doprowadził Prokom na 79:82 po celnym rzucie za trzy punkty na minutę do końca. Tak samo arcyważną trójkę trafił 30 sekund później doprowadzając do remisu i dogrywki. A w dogrywce dobił Turów kolejny raz umieszczając piłkę w koszu. Ronnie był tego dnia po prostu wielki. Mecz był iście telewizyjny, nawet przysłowiowy Kowalski mógł z zaciekawieniem oglądać ten pojedynek i nawet skusić się na zostanie kibicem tak egzotycznej ostatnio w Polsce dyscypliny, jaką jest koszykówka. Z drugiej strony koszykarskiej ekstraklasy - w kobiecej PLKK, a dokładnie w Krakowie też doszło do wielkich emocji - niestety mniej pozytywnych. Zawodniczka Odry Brzeg Brittany Denson uderzyła Dorotę Gburczyk w taki sposób, że ta musiała zostać odwieziona do szpitala. Gburczyk ma złamany nos z przemieszczeniem, nastąpiło też zatrzymanie akcji serca i oddechu. Nigdzie nie mogę jeszcze znaleźć w jaki sposób zawodniczka Wisły została uderzona. Mówi się o ciosie łokciem przy walce o zbiórkę. Mocno musiała ta Brittany machać, skoro doszło do tak poważnej kontuzji. W meczach Wisły bijatyka to normalna rzecz. Cztery lata temu Elaine Powell pobiła Jelenę Skerović. Amerykanka miała za pobicie postawione zarzuty prokuratorskie. W tym roku doszło też do bijatyki podczas meczu Tęczy Dudy Leszno z CCC Polkowice. Amisha Carter z CCC uderzyła w głowę Dominikę Nawrotek. Naprawdę może paniom czas stworzyć przed meczami coś na obraz MMA i pozwalać się najpierw wyżyć, bo jak tak dalej pójdzie koszykówka kobieca zostanie jednym z brutalniejszych sportów na świecie. Dorocie Gburczyk życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Edit: Brittany Denson w tym sezonie już zasłynęła z ostrej walki na parkietach PLKK. Amerykanka złamała nos Monice Krawiec z Energi Toruń. Proponuję coś zrobić z krewką zawodniczką, bo za trzecim razem przypadkowo kogoś zabije. Edit 2: Relacja Twitterowa z meczu Turów - Prokom na Sport.pl - czytając emocje naprawdę wracają, polecam! |
Archiwum
Zakładki:
Tagi
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|