Europa

piątek, 06 września 2013

Nie jestem w stanie drugi raz napisać tego samego wpisu! Ale spróbuję.

Nie wiem czy to moja przeglądarka czy blox spłatał mi tak zwanego figla, ale zawsze jak piszę w przeglądarce, to coś wywali się na plecy.

Wpis o Eurobaskecie był emocjonalny do granic możliwości, nie da rady odtworzyć go w takiej formie w jakiej został napisany po raz pierwszy. 

Nie wiem kiedy ostatnio chciało mi się płakać tak często w ciągu jednego dnia.

A piszę ten wpis ze łzami w oczach, ze smutkiem, żalem. Prostymi, prymitywnymi wręcz, ale takimi uczuciami, które przeżywają obecnie chyba wszyscy kibice koszykówki.

Coś we mnie pękło. Nie umiem wytłumaczyć sobie tego, co stało się w Celje i współczuję tym, którzy tam pojechali. Mimo tego, że zobaczą tak dużo, tak wspaniałej koszykówki.

To co po meczu z Czechami mówi Dirk Bauermann, piękne słowa i prośby o nie skreślanie tego zespołu, to po prostu puste słowa, które (przynajmniej dla mnie, nic już nie znaczą). 

Dostaliśmy na Słowenii potężne lanie i generalnie nie wiem czy nie byłoby mniejszym skandalem gdyby Grzegorz Bachański w tym momencie zwolnił wszystkich i odesłał do domu, a mecze oddał walkowerem.

Mi naprawdę nie przychodzi to łatwo, ja wcale nie chciałem, żeby oni przegrywali, żebym mógł (jak pewnie powiedzą mi niektórzy) w końcu się do czegoś dopieprzyć. Chyba nikt z nas nie chciał takiego obrotu sprawy, baliśmy się tego co może stać się w pierwszym czy drugim meczu, ale czy ktoś naprawdę dopuszczał do siebie myśl, że te dwa spotkania potoczą się dla nas tak tragicznie?

Po meczu z Czechami rozmawiałem z wieloma znajomymi, wyładowywaliśmy frustrację obrzucając błotem większość graczy, naszych liderów. Nie obyło się bez przekleństw. Mam nawet wrażenie, że gdyby niektóre słowa zostały wypowiedziane publicznie, zarówno ja jak i moi znajomi dostalibyśmy pozwy sądowe o zniesławienie. Byliśmy zdenerwowani, a tak naprawdę nic nie mamy do tych chłopaków. Ale ja nawet w nerwach ciągle miałem łzy w oczach. Po raz pierwszy od bardzo dawna (jeśli nie w ogóle po raz pierwszy w życiu), zareagowałem na porażkę kadry koszykarskiej i w ogóle jakiegokolwiek zespołu, niczym rozhisteryzowana nastolatka. 

Czułem się jakby właśnie rzuciła mnie miłość mojego życia. Jakby zostawiła mnie z pękniętym sercem, a ja zrobiłem dla niej wszystko i byłem gotowy zrobić jeszcze więcej. Czułem lęk, strach, niepokój, brak zrozumienia, chęć poprawienia tego co już się stało, dokonania niemożliwego, bo przecież to nic trudnego. Ale jednak niemożliwe. To już się stało i nic nie jestem w stanie zrobić.

Muszę pogodzić się z tym co się stało i iść dalej. Ale jak, skoro nie umiem pogodzić się z tymi porażkami, nie umiem odpowiedzieć sobie na pytania co było nie tak? Co zawiodło? Czy to był tylko przypadek (ten drugi mecz), czy też traktowanie meczów turniejowych jak ligi i gdzieś tam z tyłu głowy przekonanie, że w rewanżu da się odrobić straty? Zapomnieliśmy o tym, że każdy mecz takiego turnieju jest na wagę złota? 

Nie wiem, nie chcę już znać odpowiedzi na te pytania, bo to wszystko w tym momencie nie ma po prostu znaczenia i nie jest istotne. Niestety, ale dla nas ten Eurobasket się już skończył.

Przykro jest cytować Kubę Sienkiewicza, ale ... To już jest koniec.

00:21, anfernee , Europa
Link Komentarze (6) »
środa, 04 września 2013

Maciej Lampe zmienił buty. Zamiast Nike Soldier VII, grał w meczu przeciwko Gruzji w KDV Birch.

Tyle, jako KolekcjonerButów, chciałem napisać (co zrobiłem na Twitterze) po tym, dramatycznym dla nas spotkaniu przeciwko Gruzji. Uznałem jednak, że to stanowczo za mało.

Nieco chaotycznie, nieco ze smutkiem i trochę z tlącą się nadzieją, postaram się podsumować ten pierwszy mecz.

W momencie kiedy przegrywaliśmy siedmioma punktami, na Twitterze i hashtagu #EBPL nie było paniki. Było zagrzewanie do walki.

Chwilę później, gdy przewaga gruzinów niespodziewanie wzrosła do 15 i więcej punktów, fanom koszykówki puściły newry. Niektórzy twierdzili, że wyżywamy się na kadrze zamiast ją dopingować.


Nie zgadzam się absolutnie, ja widziałem ogromną liczbę fanów i wpisów, którzy ze szczękami na podłodze i oczami pełnymi łez nie mogli uwierzyć w to co się dzieje. Bo przecież to MY mieliśmy wygrać ten mecz i rozpocząć wędrówkę do awansu.

Tak nie było, bo dostaliśmy od Gruzji straszliwe lanie. Był za to pokaz bezsilności.

I wcale nie mam zamiaru pastawić się nad kadrą kompletnie nieudaną inauguracją. Wszyscy doskonale widzieli co stało się w Celje. Współczuję tylko tym, którzy oglądali to na żywo, tym którzy zwalniali się z pracy, wracali w pośpiechu do domu i łamali przepisy drogowe, by tylko zobaczyć swoich ulubieńców, tych bohaterów, którzy na białym koniu mieli wjechać do koszykarskiej ekstraklasowej Europy.

Gruzja po raz kolejny (pamiętacie mecze eliminacji Eurobasketu jakieś chyba 3 lata temu?) obnażyła nasze największe braki. O nich też nie ma co mówić, bo analizy gry kadry Polski przed rozpoczęciem turnieju wyraźnie i kilkunastokrotnie podkreślały gdzie możemy spodziewać się kłopotów. I dokładnie tak było, ale zdarzyło się jednak nieco więcej niż tylko problemy na obwodzie czy niecelne trójki.

Nie umiem znaleźć jednego słowa, które opisze ten, było nie było, fenomen. My po prostu mam problem z presją, graniem o coś, zachowaniem się jak ... ktoś, kto od lat gra w koszykówkę. I wcale nie chodzi o chęci, bo nie wierzę w to, że któremuś z tych graczy nie zależy i się nie chce.

Mówię (piszę) o przyzwyczajeniu. Przyzwyczajeniu do gry na wysokim poziomie, przeciwko dobrym zawodnikom, dostosowywaniu się do sytuacji, do nieroztapiania się mentalnie gdy przeciwnik czymś zaskoczy jakimś drobnym elementem. Obserwując kadrę dzisiaj miałem wrażenie, że nasi koszykarze mają z tym problem, a tylko nieliczni pokazują, że nie zależnie od sytuacji oni po prostu robią swoje.

Podam przykłady na bazie meczu z Gruzją. Popatrzmy na takiego Przemysława Zamojskiego, jego imiennika Karnowskiego czy Mateusza Ponitkę. Czy ktokolwiek jest w stanie powiedzieć coś złego o ich grze w meczu inaugurującym nasze występy na Eurobaskecie? Nie. Czy którykolwiek z nich czymś zaskoczył? Nie. Oni po prostu grali swoje. Bo tacy są. Przemek Karnowski i Mateusz Ponitka nauczyli się tego, że po prostu trzeba grać, już w najmłodszych latach w kadrach młodzieżowych, wywalczeniu srebra Mistrzostw Świata, walce w Gonzadze (ten pierwszy) gry na wysokim poziomie europejskim w Prokomie (ten drugi). Zamojski od lat natomiast ogrywał się i w kadrach i w Euroligowm zespole z Trójmiasta.

Ta cecha nie jest obca też Marcinowi Gortatowi, Maciejowi Lampe czy Thomasowi Kelatiemu. Zastanawiające jest tylko to, gdzie byli ci zawodnicy podczas meczu z Gruzją. Bo powiedzmy sobie szczerze - zagrali, bardzo, bardzo słabo. Mieli być liderami zespołu, ani jeden z nich w tym spotkaniu nie stanął na wysokości zadania.

W meczach nie tylko z Czechami, ale i całą, dużo mocniejszą resztą, wszyscy nasi gracze muszą zdawać sobie sprawę z tylko jednej podstawowej rzeczy, która może okazać się kluczem do zwycięstw - wy umiecie grać w koszykówkę i absolutnie nie macie czego się obawiać. 

19:49, anfernee , Europa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 sierpnia 2013

Na dzień przed rozpoczęciem turnieju w Lublinie, wracam jeszcze do tego co działo się w Belgii i chwilę wcześniej.

Czy turniej, który rozgrywaliśmy tydzień temu odpowiedział na jakieś pytania dotyczące reprezentacji narodowej? Na pewno, ale jeśli ktoś przegapił niektóre odpowiedzi widoczne na ekranie telewizora oraz zacięte dyskusje na Twitterze, ja odpowiadam i dopowiadam kilka rzeczy właśnie tutaj.

Czy ten turniej miał znaczenie – lub też czy wygrane w meczach sparingowych mają znaczenie?

Tak, miał. Zupełnie nie zgadzając się z teoriami snutymi w głośnikach mojego komputera i telewizora podczas transmisji meczu z Hiszpanią czy późniejszych z turnieju w Belgii, twierdzę że wygrane w sparingach się liczą. Dlaczego? Bo pokonanie Izraela czy Włochów, w składach których znajdują się występujący w NBA i czołowych ligach Europy gracze, buduje morale i udowadnia naszym graczom, że mogą wygrywać z zespołami z TOP10 Europy. A to przed Eurobasketem niezwykle istotne. Ważne jednak, żeby nie popaść w samozachwyt i nie zbudować w kilka dni w sobie buńczucznego ego, które może spowodować szybki upadek.

Jak długim składem powinien grać Dirk Bauermann?

Niestety nie mamy w kadrze dwunastu zawodników, którzy mogą gwarantować ten sam, lub choćby zbliżony poziom. Rotacja podczas słoweńskiego Eurobasketu powinna zamknąć się w 7-8 graczach, ale oczywistym jest, że przy tak morderczym tempie turnieju, będzie to niemożliwe i po kilka minut dostaną także zmiennicy z końca ławki. Ci muszą sobie jednak zdawać sprawę, że należy wykorzystać każdą minutę w stu procentach i wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Filary kadry będą bowiem potrzebowały wsparcia, celnej trójki lub dwóch, minięcia, wymuszenia przewinienia czy dobrej obrony i w razie konieczności stanowczego faulu.

Czy poradzimy sobie z pressingiem?

Chyba nikt nie wątpi, że mocna obrona przeciwko naszym niskim graczom była jednym z największych problemów, które mogliśmy obserwować. Z meczu na mecz było coraz lepiej, bo do formy powrócił Łukasz Koszarek, Krzysztof Szubarga zaczął wykorzystywać swoją szybkość i przestał bać się kozłować (aż dziwne, że momentami tak naprawdę było), a wsparcie w postaci Thomasa Kelatiego na pozycji numer jeden było niezbędne. Nie ma się co oszukiwać, ale nie mamy na jedynce takich graczy jak Ricky Rubio czy Jose Manuel Calderon, nie możemy też za bardzo liczyć na wsparcie przy koźle od naszych dwójek, bo ci gracze raczej z piłką przez połowę nie przechodzili zbyt często. I o ile nie wątpię w to, że potrafią kozłować, to mocny pressing ze strony rywal może powodować spore problemy. Odpowiadając na pytanie – myślę, że tak, bo Dirk Bauermann ma pomysły, które mocno chowają wady naszego zespołu i było widać poprawę. Nie ukrywam też, że tego właśnie elementu boję się najbardziej w perspektywie meczów na Eurobaskecie.

Gdzie powinien grać Michał Ignerski?

Ignerski podobno mówi, że czuje się i chciałby już grać bardziej jako czwórka, a nie jak przez całą swoją karierę jako trójka. Jego życzenie momentami będzie pewnie mogło być spełnione, bo Bauermann często stara się grać niskim i szybkim składem, ale nie ma co dywagować, dużo minut na pozycji numer cztery Ignerski nie spędzi. Dlaczego? Bo pod koszem mamy Marcina Gortata i Macieja Lampe, a w zestawieniu z Ignerskim, Kelatim i Koszarkiem/Szubargą na obwodzie, ten skład prezentuje się naprawdę nieźle. Poza tym funkcjonowanie pary Lampe – Gortat pod koszem, jest podstawą funkcjonowania zarówno ataku jak i obrony tej kadry.

Ocena dla Dirka Bauermanna? Dlaczego nie!

Szkoleniowiec ocenił każdego ze swoich zawodników i chyba jako pierwszy trener w Polsce nie bał się tego zrobić. Oczywiście w tekście, który możecie przeczytać tutaj (http://www.polskikosz.pl/news/108412/bauermann_ocenia_kadrowiczow_.html), znajduje się bardzo delikatna wyliczanka raczej silnych niż słabych stron kadry (i słusznie zresztą). Czy jednak ktokolwiek ocenił naszego nowego trenera? Chyba nie, choć strzępy tych ocen można spotkać na forach i Twitterze. Przede wszystkim trzeba nadmienić, że Bauermann to pierwszy od lat trener kadry (może z wyjątkiem Muli Katzurina), który wydaje się, że wie co robi i robi to na bardzo wysokim poziomie. Gracze ewidentnie go słuchają, a on zapewne słucha ich i jest otwarty na uwagi. Do tego ma także pomysł na grę i nie jest to pomysł, w który ma się wpasować reprezentacja, a raczej który Bauermann stosował już wcześniej i delikatnie zmodyfikował pod specyfikę naszych graczy. Cieszy to, że taktyka Niemca powoduje iż bardzo aktywni są pod koszem Maciej Lampe i Marcin Gortat. Ich dominacja w strefie podkoszowej będzie kluczem dla całej gry naszego zespołu. Patrząc także na zachowania szkoleniowca reprezentacji, można odnieść bardzo fajne i pozytywne wrażenie, że ten facet dobrze czyta grę i reaguje na wydarzenia boiskowe.

Obrona czy atak?

Bauermann mówi obrona, Radzki od zawsze (widziecie tytuł bloga?) mówi obrona, bo ta (i tu pewnie Bauermann się zgodzi) rodzi atak. Kluczem, jak już dwukrotnie nadmieniałem, jest para Lampe i Gortat. Defensywa gdy Marcin jest pod koszem funkcjonuje rewelacyjnie, nasi gracze obwodowi mogą ryzykować nieco mocniejszą obronę, bo wiedzą, że za plecami mają gracza, który przy ewentualnym minięciu, naprawi pewne błędy (było to widać gdy Gortat dołączył do kadry, Belgia i Włosi nie grali już tak łatwo pick'n'roll i nie wbijali się pod kosz jak wcześniej choćby Izrael). A na jakim poziomie defensywnym jesteśmy? Ciężko powiedzieć, ale Hiszpanii przez kilka minut w pewnym fragmencie gry daliśmy zdobyć zaledwie 2 punkty (Hiszpanii!), Izrael też miał kłopoty z naszymi obrońcami i w drugiej kwarcie zdobył tylko 12 punktów, a Belgia na początku czwartej odsłony gry miała na liczniku 34 oczka. Atak? Tutaj też fundamentem jest Lampe i Gortat. Nie dość, że ci dwaj wysocy współpracują ze sobą świetnie, to ich dobra gra pod koszem jest też kluczowa dla tych biegających po obwodzie (nie umiem napisać niskich, kiedy na dystansie czai się zwykle mierzący ponad 200 centymetrów Michał Ignerski). Gdy nasi podkoszowi będą zdobywali punkty, przeciwnicy po prostu będą musieli zacieśniać środek pola gry i tym samym otworzą pozycje dla naszych strzelców. Kelati, Ignerski, Koszarek, Szubarga, Zamojski, Waczyński i ciągle poprawiający swój rzut Ponitka, potrafią przymierzyć zza linii trzech punktów.

Czy po wygranej w Belgii możemy liczyć na rozegranie dobrego turnieju na Słowenii?

Dlaczego nie? Na pewno bardzo dobra postawa naszej kadry spowodowała, że wśród fanów koszykówki oczekiwania urosły do maksimum i już widzimy awans i wielki sukces kadry po 50 latach. Musimy jednak pamiętać, że turniej w Belgii był tylko turniejem sparingowym, w którym mimo tego, że wynik ważny, to jednak szkoleniowcy często sprawdzają pewne ustalenia, modyfikują zagrywki, dostosowują swój zespół. Eurobasket? Tam będziemy pod presją, nie będzie łatwo, bo każdy będzie bił się od pierwszych minut o jak najlepszy wynik, nie będzie odpuszczania i kombinacji, będzie walka przez duże W. Czy jesteśmy gotowi? Patrząc na ten zespół myślę, że będziemy, co więcej ja wierzę w to i widzę wiele argumentów, które dają nadzieję na to, że my w tym turnieju będziemy zrobimy coś wielkiego. W hurraoptymizm jednak nie popadam.

Masz pytania? Mój Twitter @szczepanradzki 

09:33, anfernee , Europa
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 listopada 2011

Po trzech porażkach z rzędu, dwóch w lidze (Trefl i Czarni) i jednej, bardzo wysokiej w Pucharze Europy (50:75 z KK Buducnost Voli), PGE Turów Zgorzelec w końcu wygrał. Co prawda nie u siebie, bo zgorzelczanie są w pucharach bezdomni, ale zwycięstwo odniesione zostało w naprawdę emocjonującej końcówce.

Autor - Ronald Moore.

Zobaczcie.

12:10, anfernee , Europa
Link Komentarze (1) »
niedziela, 04 września 2011

Wczoraj w Polskim Radiu Wrocław powiedziałem, że Turcja nie pozostawi najmniejszych złudzeń i pokaże jak potężnym i silnym jest zespołem.

Nie pamiętam kiedy w ostatnim czasie tak bardzo cieszyłem się z własnej pomyłki! I uwaga, będzie chaotycznie, bo nie wierzę w to co się stało, a przecież POKONALIŚMY WICEMISTRZÓW ŚWIATA I MAMY OGROMNE SZANSE NA WYJŚCIE Z GRUPY.

Polacy od pierwszych minut grali punkt za punkt, prowadzili, odrabiali minimalne straty. Pod koszem w ataku rządził Adam Hrycaniuk, na obwodzie znakomicie grali Thomas Kelati, Łukasz Koszarek i niezwykły w meczu z wicemistrzem globu Dardan Berisha.

I to właśnie gracz Anwilu był autorem jednego z dwóch najważniejszych rzutów w tym spotkaniu. Berisha po koźle trafił z 6 metra nad Ersanem Ilyasovą, graczem NBA i na 12 sekund do końca meczu ustalił wynik na 84:83. W sumie Dardan Karabin Berisha zdobył 21 punktów.

Kilkadziesiąt sekund wcześniej Piotr Pamuła z bezczelnością, z prawie ósmego metra trafił trójkę, która także dawała nam prowadzenie. 

I tak właśnie rodzą się legendarne mecze. Skazywana na porażkę Polska, osłabiona brakiem teoretycznie najsilniejszych graczy z naszego kraju, ogrywa naszpikowany gwiazdami i wielkimi talentami zespół turecki. 

Brawo, brawo, brawo! Po tym meczu będę trząsł się pewnie jeszcze przez kilka godzin, bo to chyba największe zwycięstwo naszej kadry koszykarskiej jakie widziałem w życiu!

18:49, anfernee , Europa
Link Komentarze (8) »
środa, 10 sierpnia 2011

Świat koszykarski w Polsce obiegła dziś wieść o tym, że Marcin Gortat nie zagra na EuroBaskecie na Litwie. Powód? Brak ubezpieczenia, a dokładnie spełnienia warunków ubezpieczenia, które stawiają Gortat oraz jego agent, Guy Zucker.

Dokładniejsze relacje o tym między innymi na Sport.pl, gdzie można posłuchać co do powiedzenia ma nasz rodzynek w NBA. 

Jak sam twierdzi, bez odpowiedniego ubezpieczenia, ma za dużo do stracenia. 

Może i jestem fatalistą, może i ktoś mnie za to przeklnie, ale brak Gortata w kadrze w tym roku to z perspektywy dużego obrazka ... żadna strata. Przypomnę tylko, że Polska znalazła się w grupie między innymi z Turcją, Hiszpanią i Litwą. 

Z Gortatem czy bez, niestety, szans na poważny wynik nie mamy. Ten rok jest dla zespołu narodowego pewnego rodzaju poczekalnią i testem. Być może czasem, w którym trzeba sprawdzić innych, młodszych, perspektywicznych, takich którzy nie mieli szans, bo ciągle czuliśmy presję zrobienia czegoś. Czy to awansu, czy wyjścia z grupy, czy czegokolwiek innego.

I ja, nie broniąc Gortata, wcale się mu także nie dziwię. Będąc w jego sytuacji, zapewne też bardzo poważnie zastanawiałbym się nad tym, czy chciałbym utracić i przekreślić dziesięć lat treningów, wyrzeczeń i w końcu spełnienia swojego marzenia, dla (nazwijmy to brzydko) jednej imprezy. I wcale nie jest istotne to, czy kwestia braku podpisanych papierów i ubezpieczenia to naciski agenta, czy widzimisie Gortata czy może brak kompetencji władz PZKosz albo jakikolwiek inny powód. Nasz środkowy ma naprawdę dużo do stracenia. I nieważnym też jest to, że inne gwiazdy, duże gwiazdy jak np. Dirk Nowitzki czy Pau Gasol, grają z innym ubezpieczeniem.

Bilans zysków i strat Gortata jest po prostu w tej sytuacji niekorzystny. Zyskać może praktycznie nic, stracić bardzo dużo. Gwarantowany kontrakt, przyszłość, marzenie, pieniądze, etc.

W tym momencie zapewne podniosą się głosy, że reprezentowanie kraju jest przywilejem, obowiązkiem i przyjemnością. Tak, jestem tego samego zdania, mam podobne odczucia i chciałbym, aby kadra którą obecnie prowadzi Ales Pipan była w komplecie. Chciałbym, aby w koszulkach - jeszcze bez Orzełka - biegali i Maciej Lampe i Michał Ignerski. I ci, którzy nie mogą, czyli Mateusz Ponitka oraz Przemysław Karnowski. 

Proponuję jednak małą zabawę. Niech każdy, kto nie zgadza się z tym, że Gortat nie zagra na Eurobaskecie, postawi się w jego sytuacji. Pomyślcie, że w tym momencie macie zagwarantowane 20 milionów dolarów, które dostaniecie w ciągu trzech lat. Jeśli tylko nie zrobicie sobie krzywdy podczas np, nazwijmy to umownie - Mistrzostw Europy. I zastanówcie się, jak duże ryzyko ponosicie, w momencie nie posiadania odpowiedniego zabezpieczenia. 

Wspomnę tylko o dwóch rzeczach - dostatnie i luksusowe życie ... do końca życia.

Na rozluźnienie dorzucam filmik, w którym starły się ze sobą reprezentacje Bahrajnu i Kuwejtu. Warto zobaczyć.

16:17, anfernee , Europa
Link Komentarze (6) »
czwartek, 21 lipca 2011

Za 2 godziny pierwszy mecz wrocławskich Mistrzostw Europy U18. Kilka zaprzyjaźnionych blogerów i dziennikarzy będzie nadawało z imprezy za pośrednictwem swoich witryn. Są to m.in. koledzy z 3 Sekundy, Jakub Wojczyński i Zawsze Po Pierwsze. Ja postaram się skrobnąć coś w miarę możliwości.

Odsyłam też do wywiadu z Jerzym Szambelanem, w którym szkoleniowiec podkreśla to, że młodym nie wolno mącić w głowach.

A tymczasem popatrzcie na to co zaprezentował Jimmer Fredette podczas swojego campu.

11:27, anfernee , Europa
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 kwietnia 2011

Zdobycie tytułu Mistrza Europy U18 i sukces sportowy i sukces reprezentacji Polski zapewnili organizatorzy turnieju . Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej przedstawiciele PZKosz, WKK Wrocław i miasta Wrocław mówili o planach dotyczących lipcowej imprezy.

- I believe - takimi słowami konferencję prasową dotyczącą Mistrzostw Europy U18 rozpoczynali prezydent miasta Rafał Dutkiewicz, właściciel WKK Przemysław Koelner, sekretarz generalny PZKosz Marcin Widomski oraz ambasador ME U18 Adam Wójcik.

Przed kilkunastoma dniami informowaliśmy o projekcie "I Believe", który gwarantuje zdobycie przez reprezentację U18 Mistrzostwa Europy. Jeśli się nie uda, organizatorzy turnieju przekażą 25 tysięcy złotych na Instytut Onkologii profesor Alicji Chybickiej.

Całość tekstu o Mistrzostwach Europy U18 dostępna jest na Sport.pl. Poniżej wideo, które można było zobaczyć na konferencji prasowej we Wrocławiu.

A wy wierzycie?

18:13, anfernee , Europa
Link Komentarze (9) »
piątek, 03 grudnia 2010

Jeśli ktoś nie widział co zrobił w tym tygodniu Jeremy Pargo z Maccabi Tel Aviv, to kliknijcie play. Komentarz zbędny.

środa, 17 listopada 2010

Nowa drużyna Iversona, Besiktas, przegrała pierwszy mecz EuroCup. Na usta cisną się pytania. Czy AI będzie czarował, wykonywał swoje zabójcze krosy, czy będzie w stanie prowadzić drużynę do zwycięstw, a nie destrukcji? Okaże się. Pewnikiem jest jednak, że Iverson w Besiktasie będzie sprzedawał bilety na spotkania tego zespołu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Subskrybuj RSS