sobota, 22 grudnia 2012

Zaledwie kilkadziesiąt godzin temu premierę miały Jordan XI Bred. Na warszawskim otwarciu, które Kicks Store i Michał Beta zorganizowali w typowo amerykańskim stylu był Łukasz Cegliński. Hamburgery, piwo, grzane wino, hip-hop. Zresztą przeczytajcie jego relację w Sport.pl

Bardzo żałuję, że mieszkam około 400 kilometrów od stolicy Polski, bo też z chęcią spędziłbym kilkanaście godzin na mrozie i podotykał nowego wypustu (możemy tak mówić/pisać?) od Jordan brand. Nie było mi to dane 21 grudnia, ale już po świętach, kiedy buciki do mnie dotrą, zapewne będę cieszył się niczym dzieci siadając na święta przed telewizorem, w którym właśnie rozpoczyna się coroczny seans Kevina.

Tymczasem dzięki świątecznemu zwolnieniu czasu, mam chwilę, żeby napisać kilka zdań o ... dziesiątej edycji snikersów LeBrona Jamesa - także czarno-czerwonej, takiej jak XI Bred. I to w wersji Nike+. Czyli tej, która mierzy jak intensywnie biegamy, jak szybko biegamy czy jak wysoko skaczemy.

Wprowadzony na przełomie lutego i marca system Nike Plus do butów treningowych czy koszykarskich to analogiczny odpowiednik tego, co daje nam czujnik do biegania w bucie zwany kiedyś Nike Run+.

O ile o systeme do biegania mówiło się sporo i dokupowało do niego osobne czuniki, bransoletki etc - i wcale nie było to dziwne - tak otwieranie pudełka z LeBronami było conajmniej ciekawe. Nigdy bowiem nie przytrafiło mi się, żeby po otwarciu nie wiedzieć co jest ciekawsze - czy samo obuwie, czy elektronika, którą do niego dołożono.

Jak już domyśliłem się, że same czujniki nic nie dadzą wziąłem w ręke także czerwono-czarne obuwie. W porównaniu do Run+, do buta koszykarskiego wkładamy 2,5 raza większy czujnik i możemy cieszyć się z kilku dodatków, o których wspomniałem wcześniej. W pudełku z LeBronami znajdują się dwa czujniki z bardzo prostą instrukcją zainstalowania i sparowania ich z telefonem - sam proces trwa zaledwie kilka minut.

W przypadku iPhone'a 4 potrzebujemy podłączyć do telefonu mały odbiornik, gdy chcemy używać 4S (i zapewne 5) taki dodatkowy dziwoląg nie jest potrzebny. Nie wiem niestety jak wygląda sytuacja w przypadku telefonów z Androidem, bo takiego pod ręką nie posiadam.

Po pierwszym podłączeniu systemu ... będziecie zapewne jak ja skakali po domu niczym małe trampolinki i sprawdzali jak wysoko tym razem udało się oderwać nogi od podłogi. Ten proces bicia rekordów trwa około 12-15 minut i jest podniecający niczym zdjęcia Megan Fox z Transformersów.

A co o bucie? Wygląda na szorstki, twardy - nawet trochę nieprzyjemny. Jak jednak mawiał mój profesor na studiach - skąd tylko patrząc możesz wiedzieć, że to krzesło jest niewygodne? - tak i z LeBronami X jest podobnie, bo pozory mylą. Buty są przyjemne w dotyku, wykonane z bardzo miękkich materiałów (do tego solidnych).

Po kilkunastu podskokach, szybkim truchcie stwierdzam, że LeBron X+ to but przeznaczony raczej dla graczy siłowych, masywnych, takich w typie LeBrona. Niscy, którzy potrzebują większych szybkości przy zmianie kierunku biegu, zwrotności, mogą nie być do końca zadowoleni. Ci, którzy wysoko skaczą, pewnie jednak nie będą narzekać - choć zastanawia mnie kwestia systemu Air na całej podeszwie - czy będzie powodem podkręconych kostek? Bo lądując na 'kantach' podeszw, buty mocno się wyginają. Amortyzacja jest całkiem przyjemna, ale osobiście mając problemy z podkręcaniem stawów (tak, za duża masa) zastanawia mnie czy w tym obuwiu wspomniany kłopot będzie miał miejsce.

Wady? Jak na moje oko cena - blisko 300 dolarów to bardzo dużo jak za buty do koszykówki. Kolejna to pytanie - jak długo wytrzymają czujniki i ile będą kosztowały zamienniki? W systemie biegającym było to około 100 złotych. Tutaj na pewno będzie drożej, bo potrzebujemy nie jednego, a dwa czujniki. Reasumując - kwestie finansowe w Polsce spowodują, że wielu raczej zdecyduje się na wersję bez systemu Nike+.

Podsumowując - sama zabawa przy skakaniu i sprawdzaniu rekordów jest bardzo fajna. Buty są z najwyższej półki jakościowej, na nodze leżą dobrze i nie obcierają w żadnym miejscu.

Ciekawią mnie dwie rzeczy. Kiedy ktoś wykorzysta Nike+ w treningu i meczach i będzie umiał połączyć dane z sensorów tak, aby ocenić graczy. Drugim znakiem zapytania jest - kiedy amatorzy zaczną ten system traktować jak kolejną fajną zabawkę i w domach zacznie sie namiętne skakanie i bicie rekordów podczas przyjacielskich nasiadówek. 

P.S. A tymczasem, dokładnie w moje imieniny wychodzą Xmas edition - Kobe VII, KD5 i LeBron X. 


15:58, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 grudnia 2012

Turów i Śląsk zagrają razem, ale nie przeciwko sobie, we wrocławskiej Orbicie. Dwa czołowe zespoły opowiednio Tauron Basket Ligi i zaplecza ekstraklasy.

Nie ma szans, żeby w tym momencie jakikolwiek zespół w pierwszej lidze mógł zagrozić Śląskowi Wrocław. Absolutnie, kategorycznie nie ma teraz na to szans. Śląsk pewnie - choć wcale nie buńczucznie - kroczy do upragnionego awansu i powrotu na salony.

Najgroźniejsi rywale po porażkach ze Śląskiem zastanawiają się jak wzmocnić swoje szeregi tak aby móc stanąć do wyrównanej walki. Niektórzy (bo podobno AZS Kutno i Stal Ostrów) dzwonią już do WKK Wrocław i chcą z klubu wyciągnąć m.in. Bartosza Diduszko.

Czy to wzmocnienie coś da? Na pewno dostarczy jakości, ale czy będzie to tak duża jakość aby ktokolwiek z czołówki, kto pozyska młodszego z braci Didi mógł zagrozić wrocławianom? Patrząc na to jak funkcjonuje Śląsk szczerze wątpię.

Dlaczego? Bo wrocławianie to zespół, który jest bardzo silny ... w każdym możliwym miejscu. Ma świetnych wysokich, którzy potrafią zdominować każdy zespół w lidze. Bo jak inaczej nazwać taki zestaw jak Krzysztof Sulima, Radosław Hyży, Michał Gabiński i silny, waleczny Łukasz Diduszko? Ma znakomitych rozgrywających, którzy jak trzeba to zdobędą punkty, albo usuną się w cień, aby strzelcy - Adrian Mroczek-Truskowski, Paweł Kikowski - mogli zasypać gradem pocisków kosz przeciwnika. Ma również świetnych zawodników zadaniowych - Norberta Kulona, Pawła Bochenkiewicza czy Tomasza Prostaka, którzy dają z ławki bardzo dużo energii. Ma też duet trenerski, który nie pozwala drużynie się rozluźnić.Po tym jak wrocławianie mieli problemy w jednym z meczów wyjazdowych w przerwie pomiędzy drugą i trzecią kwartą spędzili w szatni zaledwie 180 sekund. Tyle wystarczyło, aby Jankowski i Chudeusz wpompowali ducha walki w swój zespół. Jak to się skończyło? Tak jak Śląsk do tego przyzwyczaił - +30.

Co więcej, czasami te trzydzieści punktów przewagi zostało powiększane przez graczy drugiego, ba nawet trzeciego planu. Wspomniani zadaniowcy wchodzili na parkiet i powiększali przewagę w koncówkach spotkań. Śląsk walczy, bije się od pierwszych minut i jak podkreślają liderzy tej drużyny - Hyży i Mroczek-Truskowski - pierwsza piątka wchodzi na parkiet po to, żeby wypracować kilkunastopunktową przewagę, a następnie oddać pole do popisu kolegom, aby ci dopełnili zniszczenia przeciwnika.

Jak to wychodzi? Pisałem kilka razy na Twitterze: ze Stalą Ostrów +17, z MKS Dąbrową Górniczą + 32, z AZS Kutno +41.

I szkoda, że w Orbicie nie zmierzą się Śląsk z Turowem. Może za rok w finale? :-) O tym drugim zespole więcej napiszę na początku tygodnia. Gracze z Wrocławia bardzo chcą bowiem potyczki z zespołem Tauron Basket Ligi. Chcą, bo chcą się sprawdzić, chcą udowodnić samym sobie, że mogą wygrywać z tymi teoretycznie lepszymi.

Całe szczęście, że w Intermarche Basket Cup, już niedługo Śląsk może trafić nawet na Anwil Włocławek i w meczu odwiecznych rywali udowodnić swoją wartość. A my będziemy mogli przekonać się w jakim miejscu i jak naprawdę silny jest ten zespół.

Zanim to jednak nastąpi, we Wrocławiu czeka nas koszykarska niedziela. O 14 w Orbicie Śląsk kontra AZS Radex Szczecin, a następnie Turów zagra z olbrzymią koszykarską marką - Unicsem Kazań. 

 

P.S. Jakby ktoś przegapił, w międzyczasie we Wrocławiu odbyła się konferencja zapowiadająca polsko-czeski mecz gwiazd. Popatrzcie na filmik.

Jak ważne to wydarzenie jest na Dolnym Śląsku niech świadczy fakt, że sam marszałek województwa - Rafał Jurkowlaniec - zaangażował się w jego promocję (

11:33, anfernee
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 grudnia 2012

W ostatnim czasie producenci koszykarscy zasypali nas wypustami - to retro, to nowych modeli. Pojawiły się Jordan 4 Bred, pojawiły się KD5, ale przede wszystkim światło dzienne padło ostatnio na Kobe VIII i wczoraj w nocy na nowiusieńkie Jordany XX8.

Te dwie ostatnie nowości przypominają mi rywalizację, najpewniej już przez wielu zapomnianą.

Zobaczcie więc.

A teraz, gdybyście mieli kupić buty do koszykówki, to które byście wybrali?

Dwudzisty ósmy już but z serii Jordan będzie dostępny na rynku od 15 lutego 2013 roku i jest ... nieco kosmiczny. Mi osobiście przypomina Nike Glove, w których grał Gary Payton. 

 

Z podniesioną 'skarpetą' nie są zbyt atrakcyjne, ale z rozłożoną, robią piorunujące wrażenie.

A Kobe VII? Prawie klasycznie nie różnią się bardzo od modelu sprzed ośmiu lat, roku czy czterech. Zmiany w wyglądzie są kosmetyczne, ale zapewne ze względu na wygodę znajdą wielu, wielu, wielu sympatyków. W samym PLK tych butów w ostatnim czasie było tak dużo, jak klepek w parkiecie. 

Które z tych butów wybieracie?

09:35, anfernee , Inne
Link Komentarze (6) »
sobota, 17 listopada 2012

Kilkanaście dni temu do drzwi moich sąsiadek zapukał kurier i zostawił paczkę z moim nazwiskiem. W środku, jak pisałem już na Twitterze i Instagramie, były nowe Nike KD5.

Sam but generalnie jest utrzymany w stylistyce, która Nike zaprezentowało już kilka lat temu. Mówię tu m.in. o Hyperdunk czy Hyperfuse. Przede wszystkim jednak, nowe, sygnowane nazwiskiem Kevina Duranta buty, są dużo, dużo ładniejsze niż czwórki, które gdyby nie beznadziejny i krzywy rzep, byłyby całkiem ok.

Materiały? Moim zdaniem świetne. W porównaniu do np. dziewiątej edycji butów LeBrona Jamesa (miałem je na nogach zaledwie kilka minut), KD5 wydają się być nieco przyjemniejsze i trochę bardziej miękkie niż wspomniane LeBrony.

Podeszwa jest stworzona tak, aby maksymalnie sprawować kontrolę i ułatwiać zmiany kierunku biegu. Mówię tu o poszerzanych elementach w oklicy śródstopa po zewnętrznej stronie buta. Dodatkowo pod shwooshem znajdują się niewidoczne na pierwszy i drugi rzut oka wywietrzniki.

Wydawałoby się, że bzdurna siateczka i szerokości kilku milimetrów nic nie wnosi i jest tylko bajerem. Ale tak nie jest, o czym przekonałem się gdy wyszedłem w KD5 do pobliskiego sklepu - ruch powietrza spowodował, że w stopy zaczęło mi być po prostu zimno. Ciekawi mnie jak to wszystko sprawdzi się na parkiecie, bo niestety natłok obowiązków nie pozwala mi przetestować buta w grze (mam nadzieję, że już niedługo).

KD5 mają bardzo fajne dodatki i szczegóły, które powodują, że sam but jest jeszcze ciekawszy. Pierwszy z nich to historia. Przede wszystkim jest to piąty model butów dla Duranta, dlatego też z tyłu znajduje się wyeksponowany w gwieździe Pentagon (pięć boków i odniesienie do budynku Pentagonu, który mieści się w Waszyngtonie, gdzie urodził się KD).

Ponadto na podeszwie zapisanych jest kilkanaście cyfr - średnie punktowe Duranta, area codes czyli nasze kody pocztowe Texasu, Maryland, Seattle i OKC. Jest także imię jego babci czy logo fundacji rodziców. Ciekawy i miły dodatek od strony historyjki i emocji, które mamy poczuć.

No i przecież świetnie wyglądają skuwki sznurowadeł.

Kolorystyka, którą widzicie na zdjęciach będzie dostepna w sprzedaży od 8 grudnia. iD są dostępne już od 6 listopada. Te drugie można stworzyć samemu dzięki Nike Store i wspomnianej już opcji iD. Chwilę później, bo 15 grudnia będzie można kupić wersję Bright Crimson, czyli taką:


Cena? W tym momencie w Nike Store wersją iD kosztuje 150 dolarów. Podstawowa kolorystyka to przypuszczalnie cena o 10, może maksymalnie 20 dolarów mniej.

A na koniec reklama, którą pewnie i tak wszyscy już znacie.

14:33, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 listopada 2012

Bez dłuższego komentarza - w weekend odbyło się spotkanie na szczycie zaplecza Tauron Basket Ligi. Grali dwaj faworyci do awansu do ekstraklasy - Śląsk i MKS Dąbrowa Górnicza.

Ci pierwsi wygrali 94:62. Jak ktoś nie był w Kosynierce, a jest ciekawy tego jak było, to zachęcam do zobaczenia Highlights z tego spotkania.

 

Więcej filmów od Śląska? Proszę bardzo. Generalnie 17-krotny mistrz Polski robi robotę jeśli chodzi o produkcje wideo.

09:57, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 listopada 2012

Piszę tę notkę z nieukrywanym żalem i rozgoryczeniem, chcę żebyście wszyscy wiedzieli, że czuję się oszukany.

A oszukali mnie panowie z 2K Sports, którzy w najnowszej odsłonie swojej NBA dali nam bardzo fajny, niezwykle wciągający tryb MyCareer, ale dodali do niego opcję, która w stu procentach psuje zabawę.

Ci, którzy już grają w NBA 2K13 wiedzą, że aby ulepszać swojego gracza, potrzebujemy wydawać wirtualną walutę. Tą natomiast zdobywamy przez treningi, rozgrywanie meczów i nabijanie statystyk oraz oczywiście wypłatę z klubu.

Ale nie tylko, bo można zrobić także wypłatę ze swojego własnego portfela lub karty kredytowej, kupić VC w PS Store i ulepszyć gracza. A wszystko to za kilka śmiesznych złotych.

10 tysięcy VC kosztuje bowiem 10 złotych. To nic w porównaniu do tego, jak bardzo taka suma potencjalnego talentu może dać nam w grze. Za VC możemy też kupić nowe koszulki, słuchawki, czapeczki i inne pierdoły, w które ubierzemy Doskonale rozumiem ten ruch z punktu widzenia biznesu - 2K najzwyczajniej zarabia pieniądze.

Ale może na przykład udostępnić jedynie możliwość zakupy wizualnych udoskonaleń, zakupu innych rodzajów rzutów, albo nawet tych dodatków typu Acrobat, Finisher etc. Ale nie do cholery jasnej tak zwanego pure talentu, nie umiejętności!

2K Sports po prostu dało graczom możliwość pójścia na skróty (tak wiem, że nie muszę z niej korzystać) i wcale, ale wcale mi się to nie podoba. Chciałbym dojść do poziomu ponad 90 overall samodzielnie i byłem na dobrej drodze (miałem już 86). Mój zawodnik był już jednym z topowych graczy na swojej pozycji, z wielkim trudem i wysiłkiem rzucałem po 17 punktów w meczu, dodawałem 7-9 asyst i po 3-4 zbiórki oraz 1,5 przechwytu.

Czułem satysfakcję, teraz czuję że ktoś pozwala mi na oszukiwanie.

I tak sam też wydałem 30 złotych na 30 tysięcy VC. Kupione (dosłownie) upgrade'y spowodowały, że jestem topem, w każdym meczu podwajają mnie w co drugiej akcji. Gra się o niebo łatwiej. 

Całe szczęście, że w grze są tak zwane milestones, które powodują, że chce mi się grać dalej.

11:48, anfernee , Inne
Link Komentarze (3) »
piątek, 26 października 2012

Wiem, że kibice Anwilu będą niepocieszeni, ale nawet Ci najbardziej zagorzali fani muszą przyznać, że pracownicy Czarnych mieli bardzo ciekawy pomysł na zapowiedź najbliższego spotkania Tauron Basket Ligi.

10:27, anfernee , PLK
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 października 2012

W nowym numerze MVP opisałem po krótce rewelacyjne NBA 2K13. I zdania nie zmieniam, bo fizyka w tej grze powoduje, że jest ona bliska ideału - a jeśli nawet nieco dalsza niż mi się wydaje, to i tak twórcy zrobili kolejny mały kroczek programistyczny, który jest wielkim krokiem społeczności koszykarskiej.

Nie jestem jednak bezkrytyczny i tak samo jak bez problemu wymienię wady sprzętu od Apple, tak i NBA 2K13 ma swoje potknięcia, które mogą spowodować wybuchy negatywnych emocji.

Poniżej wymienię kilka rzeczy, które we mnie powodują delikatne narastanie frustracji. Grałem głównie w MyCarrer, więc najwięcej uwag mam do tego trybu. Ale nie zapomnę też o plusach i ciekawostkach.

Na początek negatywy.

Bad pass - w momencie kiedy piłka dochodzi do adresata ale była dotknięta (nie zmieniła kierunku ruchu) przez obrońcę. No głupie niemiłosiernie dodając do tego jeszcze fakt, że po takim pseudo złym podaniu, nie zalicza się nam asysta.

Allow offensive rebound - szczególnie kiedy stoimy przy swoim zawodniku sześć metrów od kosza, a piłkę zbiera ktoś z drużyny przeciwnej. Nie zdarza się to często, ale ma miejsce. Kilka razy widząc ten komunikat po prostu głośno przeklnąłęm. Do poprawki.

Trudność z rozegraniem zagrywki - na początku miałem w ogóle kłopot ze znalezieniem opcji włączającej lubiane przez wielu z nas strzałki zagrywek. Jak już w końcu udało mi się przekopać przez menu (są w presentation), to ... uwaga - możemy grać zagrywki i wywoływać je, kiedy gramy jako PG, ale z innej pozycji już nie. I nawet pomimo włączonego playcalling i tak nie jesteśmy w stanie widzieć tego, co chce zagrać nasz rozgrywający.

Allow man to score - po zasłonie, na której w 99% przypadków następuje switch. Panowie z tym trzeba coś zrobić, w prawdziwym świecie za gracza ofensywnego mającego piłkę w rękach odpowiada też ten drugi obrońca od picka. W skrócie - twórcy gry nie uwzględnili w najprostszych sytuacjach czegoś takiego jak rotacja.

Save - nie wiem, czy twórcy chcieli specjalnie generować sobie ruch na serwerze, ale zapisywanie stanu gry po każdym przejściu z jednego punktu menu do drugiego, to jakiś absurd. Ponadto, zapisywanie trwa bardzo długo i ... trzeba być ciągle online. Przytrafiło mi się przypadkiem zagrać dwa mecze offline, a następnie stan gry wrócił do momentu kiedy konsola odłączyła się do internetu. WTF?

Jeremy Lin - gram jako PG, trafiłem w drafcie do Houston, gdzie wylądował ten, którym wszyscy fascynowali się w lutym (sam do tego grona się nie zaliczam). Walczyłem o pozycję, wygryzłem Lina z pierwszej piątki, ale w moim drugim sezonie Kevin McHale przesunął mnie na SG, a na jedynce gra absolwent Harvardu. Fajnie? Nie, bo Lin to typowy balhog!

Dream Team "MODE" - serdecznie wszyscy dziękujemy za stworzenie tego wybitnego trybu gry, którego po prostu nie ma. Akcja promocyjna 2k13 opierała się między innymi na pokazaniu Dream Teamu w rywalizacji z zespołem USA z 2012 roku. Miały być fajerwerki, wizyty w zakładach pracy, nagrody, uśmiechy. Skończyło się na dodaniu tych drużyn do puli wszystkich zespołów. No a my możemy zagrać zwykły exhibition aby pocieszyć się rywalizacją dwóch wcześniej wymienionych drużyn. Zagrałem raz i więcej nie mam zamiaru.

A co z pozytywami?

Są, ale wszystkich opisywał na pewno nie będę. Kilka z nich - REALIZM - można znaleźć w krótkiej recenzji w nowym magazynie MVP.

Wciągające MyCareer - w ubiegłym roku ten tryb nie był tak fajny jak w tym, nie wciągał tak bardzo i nie doprowadzał do tego, że w 20 dni rozegramy 1,5 sezonu. Przynajmniej ja tak nie miałem. Bardzo, bardzo dobre MyCareer (chciałem napisać świetne, ale jeszcze kilka rzeczy do poprawki widzę) powoduje, że nie chcemy włączać innych trybów gry.

Lepszy startowy overall - w ubiegłym roku, jak i bodaj dwa lata temu, startowaliśmy z overall na poziomie IQ kury - czyli 40. W tym roku twórcy gry postanowili, że tak dramatyczny poziom gracza odstrasza nawet najzagorzalszych fanów chcących być częścią NBA. Mi szybko nudziły się mecze z poziomu 18 minut, 1 punktu, 1 zbiórki, 2 asyst, 6 strat i FG na poziomie 0/12. Będąc trenerem z całą pewnością dałbym takiemu facetowi blisko 20 minut w meczu. Tym razem jest sensowniej, jesteśmy w stanie kozłować, rzucić w stronę kosza tak, aby piłka nie tylko dotknęła jego konstrukcji, ale i nawet wpadła do środka. Jesteśmy w stanie bronić i gdy trochę się postaramy, po pierwszym sezonie możemy już walczyć o uznanie w lidze.

Dodatkowe gry - np. na iOS czy Androida, gdzie dzięki kilku prostym minigierkom i quizom, możemy podbijać sobie poziom VC. To bardzo miło ze strony twórców 2k13, bo nabijanie VC tylko dzięki meczom to proces niezwykle czasochłonny. A jest też gra na Facebooku, ale prawdę mówiąc nie wiem co daje nam w rozgrywce konsolowej.

Tryb sezonu - rozegrałem zaledwie kilka meczów, ale mam drobne obserwacje in plus. Mam wrażenie, że w poprzednich wersjach Jaś Kowalski, przy minimalnym staraniu był w stanie wyłączyć z gry LeBrona Jamesa, Kevina Duranta, Kobe Bryanta. No, może nie całkowicie, ale zmarginalizować ich rolę. Tym razem nie jest to takie łatwe, a LeBron jak nie szybszy, to faktycznie silniejszy od rywala. W pojedynkę tych megagwiazd zatrzymać się po prostu nie da. I dobrze, bo to nierealne.

Stoją pod znakiem zapytania

Drills - z całą pewnością fajniejsze niż ostatnio, ale nagroda za wykonanie ćwiczeń od 20 do 60 VC, to stanowczo za mało. Albo po prostu się czepiam.

Social media - fajny dodatek, całkiem interesujące urozmaicenie menu, ale podobnie jak liczba fanów ogółem, nie wiem po co jest w grze. Nie chodzi mi o to, żeby z tego zrezygnować, ale o to, że nie znam celu tworzenia czegoś, co nic nie daje (a takie mam na ten moment wrażenie).

MyTeam - próbowałem, ale szybko straciłem cierpliwość. Zastanawiałem się, czy tego trybu nie wrzucić do negatywów, ale grałem za mało, za krótko i zbyt niecierpliwie, żeby być tak kategorycznym. Sprawdźcie po prostu sami.

Ogółem? Warto. O ile 2k12 od 2k11 nie dzieliła aż taka różnica, tak w 2k13 zmiany widać i czuć bardzo wyraźnie. Szczególnie zachęcający jest bardzo usprawniony tryb MyCareer. 

12:49, anfernee , NBA
Link Komentarze (8) »
czwartek, 27 września 2012

Awans to dopiero początek - tym hasłem promuje się koszykarski Śląsk Wrocław.

Śląsk, który w tym roku walczy o awans do ekstraklasy, Śląsk który ma w składzie Radosława Hyżego, Pawła Kikowskiego, Adriana Mroczka-Truskowskiego, Marcina Fliegera, Tomka Ochońko, Łukasza Diduszko, Krzysztofa Sulimę ... Te nazwiska, prowadzone przez duet Jankowski-Chudeusz mają zagwarantować awans do ekstraklasy. 

Dadzą radę?

Przekonamy się za kilka miesięcy, a tymczasem Śląsk uraczył nas filmem ropoczynającym rozgywki ligowe. 

Enjoy!

Zainteresowani biletami? Tu więcej szczegółów.

niedziela, 16 września 2012

Już za kilkanaście dni, a dokładnie 2 października w sprzedaży znajdzie się NBA 2K13. Nieco ponad dwa tygodnie oczekiwania są jak ten czas w młodości, kiedy czekałem na prezenty pod choinką.

A najbardziej nie mogę doczekać się tego.



10:16, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62
Subskrybuj RSS