czwartek, 30 września 2010

LeBron James, dwukrotny MVP ligi, uciekinier z Cleveland, bohater Miami, ekstremalnie utalentowany koszykarz i gwiazda showbuisnessu, związał się z Dr. Dre i będzie, a w zasadzie to już jest, twarzą słuchawek PowerBeats by Dr. Dre.

Beats to marka firmy Monster i robi piękne designerskie produkty wysokiej klasy i jest bardzo lubiana w środowisku koszykarskim. Jeśli widzicie sportowca ze słuchawkami, na których widnieje małe, czerwono-białe B, możecie być pewni, że to właśnie te najbardziej znane i chyba już kultowe słuchawki od jegomościa Doktora.

Na zdjęciu poniżej kawałek Dr. Dre i LBJ podczas spotaknia na Fenwey Park w Bostonie. Na szyjach oczywiście słuchawki Beats Solo za ekstremalne 349 dolarów. Na rynku są też sto dolarów droższe Beats Pro.

Sprzęt, który promuje James to słuchawki douszne, specjalnie profilowane tak, aby przy intensywnych ćwiczeniach fizycznych nie wypadały z uszu i zapewniały maksimum komfortu - dacie wiarę, że nie płacą mi za ten tekst?

We worked with LeBron to make sure these would be the ultimate headphones for athletes. I'm always about the performance, the sound, and LeBron brought what he needed in terms of function to the table. I've been wearing the prototype for Powerbeats in the gym every day for the last few months so I can honestly say they're the best headphones for working out - mówi Dre.

 

Beats Solo to 350 dolarów, PowerBeats LeBrona prawie połowa ceny 'dużej' wersji - za douszne trzeba zapłacić 179 USD. Słuchawki dostępne są w trzech kolorach. Białym, czarnym i czerwonym. Coś wam to przypomina? Ah, no tak kolory Heat.

Co o samym dealu ze swoim przyjacielem Dr. Dre mówi LeBron?

Music has always been an important part of my life and a crucial element of my training regime. It helps me achieve a higher level of focus that ultimately helps me win. I needed a headphone that would fit securely while working out, but it had to have the best sound quality. I know my friends and fellow professional athletes will love PowerBeats as much as I do.

Na zakończenie zakulisowe wideo z treningu podczas którego krecono reklamówkę PowerBeats. W rolach głównych oczywiście LeBron, Dr. i słuchawki.

EDIT: Niestety, wideo zza kulis zostało usunięte z YT. Wklejam samą reklamę. Jeśli ktoś znajdzie to Behind the scenes, bardzo proszę o zlinkowanie.

16 sierpnia podczas konferencji prasowej zwołanej przez władze WKK Wrocław, ogłoszono podpisanie kontraktu z Adamem Wójcikiem i plan zespołu na najbliższe kilka lat. Zgromadzeni w siedzibie klubu dziennikarze na pamiątkę dostali replikę medalu, który wywalczyli w Hamburgu m.in. gracze WKK Wrocław.

Z wiadomych przyczyn - połamane kości podudzia - na konferencję nie dotarłem, ale pamiątkowy medal czekał i w końcu trafił w moje ręce. Dla tych, którzy nie widzieli, a są ciekawi jak wygląda srebrny, ciężko w tym przypadku powiedzieć, krążek, załączam zdjęcia.

Bardzo fajny pomysł na prezent i miły gest ze strony władz WKK.

11:38, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 września 2010

Greg Popovich powszechnie uważany jest za strasznego sztywniaka. Co oczywiście jest ogromną pomyłką.

Poniższe video nie jest wielką rewelacją, ale pokazuje jak Popovich bezproblemowo komunikuje się z mediami i z nimi żartuje.

Największy z żartów Popa to oczywiście Hack A Shaq w piątej sekundzie spotkania pomiędzy Spurs i Suns. Wiemy na co narzekał Wielki Kaktus, Wielki Skrzat, Diesel etc. Nie podobało mu się nigdy to, że Spurs stosują taktykę faulowania wielkoluda.

Ten dowcip Popovicha to dla mnie chyba najlepszy żart w całej historii NBA. Przebija nawet zdjęcie spodni Anfernee Hardaway'owi przez Michaela Jordana podczas All Star Game w 1996 roku w ... San Antonio.

Edit:

I wyskrobane na Twitterze na profilu Iminola. Pop i młody dziennikarz.

poniedziałek, 27 września 2010

Dziś w biegu i bez wstępu. Nie pisałem o.

O 17 tytułach, a w zasadzie banerach mistrzowskich, które nikomu nie imponują. Dziwne, bo zawsze wydawało mi się, że to całkiem pokaźna liczba. Tylko czy dla Bostonu nie okaże się ona taką samą barykadą jak dla Śląska Wrocław? Kibice w stolicy Dolnego Śląska czekają na osiemnastkę od bardzo, bardzo, bardzo dawna. I jeszcze długo poczekają, bo jak wszyscy doskonale wiedzą, Śląsk w ekstraklasie koszykarskiej nie istnieje. Czyżby 17 była nową pechową liczbą?

O ignorowaniu Isiah Thomasa - i tyle w temacie.

O sagach, a w zasadzie o modzie na sagi. Nie wiem czy wszyscy zapatrzyli się już w Modę na sukces, czy też inny tasiemiec, ale co chwilę Melo czy Rudy, wcześniej Iverson, a w Polsce mamy własną sagę. Tematem jest nowy trener kadry. Sam, o przyjęcie posady trenera Polaków, pytałem Blatta, który ma ważny kontrakt z federacją rosyjską. Padają też nazwiska Kazlauskasa czy Pacecasa.

O niecierpliwości i oczekiwaniu na prezenty. Dla miłośników koszykówki i gier video, święta są w październiku, kiedy światło dzienne pada na kolejne edycje gry NBA 2K. Na blogach i oficjalnej stronie produktu jest dostępnych gro materiałów video. Święta w tym roku będą wspaniałe i współczuję tym, którzy jako prezent wybiorą sobie produkcję Electronic Arts.

O Pennym Hardaway'u. Jednym z moich ulubionych zawodników i tym, że byłby wielki, gdyby nie kontuzje.

O Przemysawie Zamojskim, który w ubiegłym tygodniu podczas turnieju o Puchar Śląska Wrocław doznał kontuzji kolana. Ponownie. Niestety nie wygląda to dobrze i może skutkować się nawet zakończeniem kariery.

O WKK Wrocław i debiucie w drugiej lidze Adama Wójcika. Najmłodszy klub z Wrocławia przegrał inaugurację z Pleszewem, ale nie ma co załamywać rąk. Relacja ze spotkania na oficjalnej stronie WKK, a kilka ciekawych słów o publice znajdziecie na 3Sekundy.

sobota, 25 września 2010

Lubię to określenie i dlatego po raz kolejny go użyję - jakiś czas temu, napisałem tekst o problemach Górnika Wałbrzych. Rzecz jasna problemach finansowych, dużych długach jakie ma klub i komorniku, który zajął konta Górnika.

Gdy w 2009 roku Górnik Wałbrzych spadł z PLK, nikt nie robił tajemnicy z faktu, że klub jest winny swoim koszykarzom zaległe pieniądze. Sławomir Kapuściński, ówczesny prezes SSA Górnika Wałbrzych, podpisał zawodnikom oświadczenia, w których zawarto obietnicę spłaty długów i przeprosiny za zaistniałą sytuację. Wśród wierzycieli klubu, którzy oświadczenia otrzymali, znaleźli się Daryll Greene, Kristian Ercegović, Damien Argrett, Marcus Carr, Tomasz Zabłocki i Kamil Chanas.

Tylko tym graczom Górnik zalegał za wypłaty przeszło 140 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze prowizje agentów, które wynoszą 10 proc. zarobków zawodników. W gronie tych, którym klub zalega pieniądze są także: Rafał Glapiński i Maciej Raczyński oraz grający w Treflu Sopot Marcin Stefański i Adam Waczyński.

Nie mogę znaleźć go na stronach internetowych Gazety, ale jest w archiwum newsów na www.gornik.walbrzych.pl.

Sprawa toczy się dalej. Dziś rozgrywki w pierwszej lidze inauguruje właśnie między innymi klub, który jest winny pieniądze wielu, naprawdę wielu zawodnikom mówiącym o tym głośno, zakładającym sprawy w sądzie, ale efektu jak nie było tak nie ma.

I Górnik pomimo ogromu długów zagra, choć teoretycznie nie powinien zostać do rozgrywek dopuszczony. W tym temacie wypowiada się Kamil Chanas, były zawodnik m.in. właśnie Górnika.

Rok temu Górnik spłacił mi połowę długu. Drugą część mieli oddać przed startem ligi w tym sezonie. Do tej pory tego nie zrobili, a z tego co wiem zagrają już w sobotę mecz ligowy. Tak nie można, mój prawnik mówi, że sprawa nadaje się tylko do prokuratury. Ja chcę odzyskać moje pieniądze, nie mogę tego wyegzekwować, a klub jest bezkarny.

Słusznie, że zawodnicy w końcu głośno mówią o problemach z jakimi się borykają. Górnik na pewno nie jest jedynym zespołem, który ma długi, a spłaty rozciąga na czas bliżej nieokreślony. A przecież to o zarobione pieniądze graczy chodzi, więc kto ma zabierać głos jak nie oni?

Po wielu rozmowach, które przeprowadziłem w sprawie Górnika, żal mi jest jedynego chcącego wziąć odpowiedzialność za kłopoty finansowe - Jarosława Juchniewicza. Został on bowiem pozostawiony sam sobie z problemami, których nie narobił. Inni doskonale znani włodarze wałbrzyskiej koszykówki, ci bardziej i mniej oficjalni, pochowali głowę w piasek i nie mają nic do powiedzenia.

czwartek, 23 września 2010

23 września to oficjalnie początek jesieni - przynajmniej według mojego kalendarza.

Niedługo startują sezony ligowe, a życie letnie zwolniło tempo. Zwolniło, bo 3 miesiące, które zazwyczaj fani koszykówki traktują jako odpoczynek od tej dyscypliny sportu, były tak intensywne jak chyba nigdy dotąd.

Wszystko zaczęło się 18 czerwca w momencie, w którym drugie z rzędu mistrzostwo NBA zdobyli Los Angeles Lakers.

I wtedy właśnie rozpoczął się jeden z najgorętszych okresów w koszykówce jakie pamiętam.

Tradycyjnie w lipcu miejsce miały obozy, których organizatorem był Marcin Gortat.

W Gazecie Wyborczej, oddziale we Wrocławiu rozpoczęliśmy cykl tekstów dotyczących reaktywacji Śląska Wrocław. Rozmawialiśmy z przedstawicielami kibiców, biznesu, sportu, władz miejskich. Skończyło się podobnie jak wcześniej, choć w tym roku próby działań były nieco solidniejsze niż przed 12 miesiącami. O czym w dalszych fragmentach notki.

Ogromna radość przyszła do Polski 10 lipca wraz z informacją o tym, że kadra Polski do lat 17 zagra w finale Mistrzostw Świata! Aby finał przeciwko USA zobaczyć, specjalnie kupowałem dostęp do FIBA TV. W tym miejscu jeszcze raz ogromne gratulacje dla Jerzego Szambelana i jego srebrnych chłopaków.

Miami Stars?

W czasie przerzucania się pomysłami na odbudowę koszykówki we Wrocławiu i ekscytacji wicemistrzostwem Świata do lat 17, fani NBA jak na gorących krzesłach wyczekiwali początku offseason i momentu kiedy gwiazdy najlepszej zawodowej ligi Świata będą mogły oficjalnie podpisywać kontrakty. W zasadzie czekali od momentu podpisania przez tych największych umów, które wygasały właśnie w lecie 2010 roku. Czekali na to, co powie Dwayne Wade, Chris Bosh i oczywiście LeBron James.

Wszyscy doskonale wiemy, że powiedzieli dokładnie te same dwa słowa - Miami Heat. Będąc dokładnym - James powiedział więcej niż dwa słowa:

I’m taking my talents to South Beach.

Rozmowy o Decyzji James’a trwały i trwały. Jedni chwalili, inni obrzucali błotem prześcigając się w coraz to nowszych, ciekawszych, śmieszniejszych argumentach dotyczących złego/dobrego rozwiązania jakiego podjął się LBJ.

Na tym nie koniec, bo przecież jeden z najlepszych offseason w NBA to nie tylko nowa wielka trójka. Jeden z lepszych skrzydłowych tych lat, Amare Stoudemire, związał się kontraktem z New York Knicks, Carlos Boozer stał się Bykiem, a w jego miejscu w Utah pojawił się Al Jefferson. Wzmocnili się Lakers dodając do składu Stevea Blake’a i Matta Barnes’a, a Hedo Turkoglu znowu narzekał i znowu zmienił barwy klubowe. Tym razem nadmiar słońca może da Turkowi to czego oczekuje - witaminę szczęścia.

I mógłbym tak bez końca, bo trwa saga Carmelo Anthonyego, nie wiadomo co zrobi Portland i Rudy Fernandez, Allen Iverson i Stephon Marbury są niechciani, a do NBA z wyprawy po Europie wraca m.in. Linas Kleiza.

EuroBasket nie dla Polski - przynajmniej nie na boisku

Po tych tabelkach trejdowych nadszedł czas na koszykówkę na własnym podwórku. Polacy rozpoczęli przygotowania do eliminacji do Mistrzostw Europy 2011. Z trenerem, którego wybór krytykowany był od początku nominacji i jak się później okazało były to głosy słuszne. Polska kadra z graczem NBA w składzie, niezłymi uzupełnieniami i potencjałem jakiego dawno w zespole narodowym nie widzieliśmy, w katastrofalnym stylu nie wygrała meczu na wyjeździe i nie awansowała na EuroBasket. Co gorsze Polska przegrała nawet z półamatorską drużyną Portugalii, co jest wyczynem nie z tej planety.

Za te osiągnięcia Igor Griszczuk był atakowany i krytykowany z każdej strony, a jedynym który chciał go bronić był Roman Ludwiczuk. Osoba, która wybrała Griszczuka na selekcjonera. Krytyka dotknęła i złotoustego Romana, a efektem złego publicity było zakończenie prac twórczych nad blogiem Prezesa Polskiej Koszykówki. Polacy, w efekcie decyzji administracyjnej i powiększenia EuroBasketu z 16 do 24 zespołów, pojadą w 2011 roku na Litwę, ale miejmy nadzieję, że nie tylko bez Griszczuka, ale i Ludwiczuka.

ProkomGate i Mistrzostwa Świata

Mniej więcej w tym samym czasie kiełkowała ProkomGate, które prędko przerodziło się w ogromną medialną nagonkę, nad kretyńskimi pomysłami wychodzącymi od przedstawicieli związku i ligi. Prokom, który chciał grać w VTB, miał nie grać w PLK, na co nie zgodziło się praktycznie całe środowisko kibiców, większość mediów jak i sponsor ligi - Tauron. Mistrz Polski w lidze zagra, ale echo tych wydarzeń, syf i bałagan jaki wypłynął dzięki pomysłowi, na zawsze zmienił obraz koszykówki w Polsce i pokazał kto po jakiej stronie barykady stanął.

Najbardziej oberwało się znowu Romanowi Ludwiczukowi, bo chciał zadać - i zadał - ostatni cios, praktycznie (choć się tego wypiera) wpychając do zarządu PLK, Stanisława Trojanowskiego.

To były naprawdę gorące dni, w których koszykarska strona internetu w Polsce kipiała, a telefony trzeba było ładować kilka razy dziennie. Przy nagromadzeniu tylu negatywnych emocji i wydarzeń, blaskiem przebijały się doniesienia z drugiej ligi, gdzie WKK Wrocław w komunikatach medialnych i na specjalnie zwołanej konferencji prasowej zaprezentowało cykl szkolenia młodzieży i chęć awansu do ekstraklasy w ciągu dwóch najbliższych lat.

Nie wiem, czy z emocji nie pomieszałem nieco chronologii i czy wspomniana sytuacja z Trojanowskim oraz wypłynięciem do szerokiej publiczności WKK, nie działa się w czasie trwania Mistrzostw Świata, które wystartowały pod koniec sierpnia. Jednak kilka dni przed startem tureckiego turnieju, podczas spotkania sparingowego Serbia - Grecja, doszło do niecodziennej sytuacji, bijatyki i rzucania krzesłami. W związku z tym doczekaliśmy się zawieszeń m.in. Nenanda Krstica i Milosa Teodosica.

W samym turnieju Amerykanie - choć z powodu braku tych naj, naj, mało kto się tego spodziewał - stłukli wszystkich na kwaśne jabłko. Hiszpanie bez starszego Gasola zaprezentowali się przeciętnie, zaskakiwały za to Litwa i Turcja. Litwini odprawili podłamaną porażką z Turcją, Serbię i zajęli trzeci stopień podium, zaraz za gospodarzami turnieju.

Mistrzostwa Świata w Turcji przyniosły nie tylko czyste wyniki sportowe i potwierdziły dominację kadry USA. Dały nam też tyle emocji ile to tylko było możliwe. A w przypadku spotkania Brazylia - Argentyna, licznik wrażeń przekroczył wszystkie skale. To był, co pisałem już wtedy, najlepszy mecz koszykarski jaki najprawdopodobniej widziałem w życiu.

Kolejna próba reaktywacji i camp NBA

Trudne dwa tygodnie z koszykówką spod znaku MŚ, gdzie każdego dnia mogliśmy zobaczyć minimum dwa spotkania, to i tak nie koniec letniej karuzeli.

Wraz z końcówką MŚ Dolny Śląsk i całą koszykarską Polskę obiegła informacja o wrocławskim turnieju, który ma być próbą reaktywacji Śląska i zwrócenia uwagi biznesu właśnie w stronę finansowania koszykówki. Wyszło nieźle, choć rewelacji nie było. Poziom sportowy zapewniły Maccabi Tel Aviv, Lietuvos Rytas Wilno i Asseco Prokom Gdynia. Nieco odstawał PGE Turów Zgorzelec. Najciekawszym elementem turnieju była jednak prezentacja i filmiki z dawnych lat występów Śląska w ekstraklasie czy Eurolidze. Ciarki przechodziły po plecach, ale pozytywne emocje zostały zniszczone przez upolitycznienie otwarcia turnieju.

Czas turnieju o Puchar WKS Śląska Wrocław zbiegł się z terminem rozgrywania campu NBA Basketball Without Borders, w którym udział wzięło aż trzech Polaków - Mateusz Ponitka, Przemysław Karnowski i Piotr Niedźwiedzki. I nie byli jednymi z 50, ale wyraźnie zaznaczyli się w świadomości organizatorów - Ponitka był MVP całego obozu, Niedźwiedzki MVP meczu gwiazd, a cała trójka znalazła się w najlepszej piątce campu.

To, działo się ledwie 4 dni temu. I te 4 dni to był dla mnie najdłuższy odpoczynek od koszykówki tego lata. A przez kilka dni z powodu złamania kości podudzia przebywałem w szpitalu. Naprawdę, to były gorące, wrzące trzy miesiące, których powyższy opis zawiera jedynie najważniejsze wydarzenia, z którymi mogliśmy się spotkać. Nie ma tu nic o ruchach kadrowych w PLK i PLKK, kontuzjach Zamojskiego, Szubargi Chylińskiego, słusznej drodze sponsora PLK, firmy Tauron czy turniejach przedsezonowych.

Powyższa wyliczanka może wielu przypomnieć licealne wypracowanie, które polonistki kazały pisać po powrocie do szkoły, a tematem przewodnim było - jak spędziłeś wakacje. I w tej konwencji zakończę, tym co zostało powiedziane już na początku.

Koszykarskie rozgrywki startują dopiero za kilkanaście dni, a to było naprawdę gorące lato.

środa, 22 września 2010

Mniej więcej dziesięć miesięcy temu pisałem notkę o Katerinie Zohnovej. Wtedy zawodniczce Wisły Kraków. Pamiętacie?

Pewnie nie, ale polecam zobaczyć zdjęcie w tamtej notce i pamięć magicznie powróci.

Miesiąc później powstał wpis o Milicy Dabović, koszykarce Lidera Pruszków. Tego też zapewne nie pamiętacie, ale fotografia na pewno spowoduje wytężoną i skuteczną pracę części mózgu odpowiedzialnej za pamięć.

Tym razem supermodelkę do PLKK ściąga Tęcza Leszno, a jest nią pochodząca z Chorwacji Matea Vrdoljak.

Czy to wymaga jakiegoś komentarza? Może oprócz pytania - które z koszykarek PLKK mogłyby z powodzeniem występować w konkursach piękności?

wtorek, 21 września 2010

Turniej o Puchar Śląska we Wrocławiu przesunął o jeden dzień notkę Przemilczane w tygodniu. Na szczęście nie na stałe.

A o czym nie pisałem w tym tygodniu, a co warte było wzmianki?

O Carmelo Anthnym, którego opera mydlana trwa. Denver Nuggets nie chcą go sprzedać, za chwilę chcą. Mówi się, że Melo wyląduje w Chicago, kilka godzin później samolot leci do New Jersey. Tak jak moda na sukces i te odcinki powinny trwać dłużej niż nam się wydaje.

O hejtingu, gdzie obrzucany błotem od dłuższego czasu LeBron James wcale nie jest najbardziej nielubianym graczem w NBA. Wywołującym najwięcej złych emocji zawodnikiem w całej lidze jest Kobe Bryant. W rankingu na najnieulubieńszych sportowców Kobe jest pierwszy, a za nim plasują się Michael Vick, Tiger Woods, Chad Ochocinco i Terrel Owens.

O Lotosie Gdynia i licencji, z którą mistrz Polski miał problemy. Rzekome, bo nikt chyba nie spodziewał się, że Lotos w lidze nie zagra, przedłużała się po prostu szopka wokół dostarczenia do biur PLKK odpowiednich dokumentów. W mediach straszono tak długo, aż Lotos papiery dostał i w lidze zagra.

O Allenie Iversonie i Stephonie Marburym. Ten drugi z chęcią zagra w Chinach, gdzie ma ogromny rynek zbytu na swoje obuwie, drugi ciągle szuka klubu ale w ojczyźnie Yao Minga nie chce grać. Kilkanaście lat temu ci dwaj gracze mniej lub bardziej mnie elektryzowali, choć Marbury po odejściu z Timbervolwes raczej wzbudzał politowanie. Teraz rozmieniają się na bardzo, bardzo drobne.

O ulubionym sportowcu, którym jak wiemy doskonale nie jest Kobe Bryant ani LeBron James. Szczyt szczytów jak przystało na prawdziwego króla przestworzy zajmuje nie kto inny jak Michael Jordan. Na liście, którą znalazłem na Hoopsnotes, jest jeszcze dwóch koszykarzy. Czwarty jest Steve Nash i ku mojej uciesze zestawienie zamyka Tim Duncan.

O Ivanie Koljeviću, którego zakontraktował Turów Zgorzelec, a który to zawodnik był jednym z największych talentów w Europie. Koljević zszedł gdzieś ze ścieżki sukcesu i tuła się po niższych ligach niż można się tego było spodziewać.

O ulubionym obok Shaqa mówcy, Charlesie Barkleyu, który przyznał że podczas studiów brał pieniądze od agentów. I o ile nie jest to zgodne z przepisami NCAA, Sir Chalres ma sporo racji.

O Turnieju we Wrocławiu, gdzie wystąpiły Maccabi, Lietuvos, Prokom i Turów. Emocje były podczas prezentacji, kibice trochę pokrzyczeli, a na meczach można było spokojnie rozmawiać z siedzącymi obok znajomymi. Turniej wygrało Maccabi, a stawkę zamknął Turów.

A na deser - D is for defence.

poniedziałek, 20 września 2010

Miałem napisać notkę o Najbardziej Wartościowych Zawodnikach - Niedźwiedzkim i Ponitce, którzy otrzymali wyróżnienia odpowiednio, za mecz gwiazd NBA Basketball Without Borders i cały turniej.

Zrobił to już jednak mój redakcyjny kolega Michał Owczarek, więc nie będę powielał słów uznania dla tych wybitnie uzdolnionych koszykarzy młodego pokolenia.

Oby tak dalej i oby sukcesy młodzieży były początkiem odradzania koszykówki w Polsce!

Tymczasem przeniosę się w czasy seniorów i turnieju o Puchar WKS Śląska Wrocław przytaczając wpis z bloga Tfurca.blox.pl

trwa turniej o puchar śląska wrocław. wczoraj byłem na dwóch meczach i dziś też będę oglądał dobrą koszykówkę. finał zapowiada sie ciekawie. występują takie tuzy jak maccabi tel aviv, letuvos rytas, asseco prokom gdynia i turow zgorzelec. paradox to, to, że nie ma śląska wrocław. on jest martwy od 3 lat. nie żyje. jest trupem. sprzeczność jest zatem. są kibice. jest zespół taneczny. są flagi. są okalski. śpiewy. ale nie ma głównego bohatera. cóż zatem za chory umysł wymyslił ten turniej. na grobie śląska wrocław zrobili sobie wesele. były filmy z przeszłości. 17 flag z datami, kiedy śląsk był mistrzem polski. byli nasi bohaterowie, których podziwialismy na parkiecie kiedyś - maciej zieliński, adam wójcik, dominik tomczyk. wielu niewymienionych bohaterów na trybunach zasiadło...

... i tu nagle na parkiet wchodzi działacz-wiceprezes i święte słowa o śląsku mówi (cała polska w cieniu śląska), za nim wchodzi kandydat na prezydenta wrocławia i też te swięte słowa wypowiada, a oboje oni nie mają prawa tego robić, bo to nieszczere bardzo, pod publiczke robione. oni nie zrobili nic by reaktywować trupa. teraz wycierają się tą legendą. podcierają. obiecują. kłamią. od trzech lat obiecują i nic nie robią. teraz głośniej, bo wybory samorządowe idą. a ja mówię, nie wolno wam tak robić...zabraniam.

jestem kibicem koszykówki od 15 lat. wiele razy gardło ździerałem na meczach. byłem też na ostatnim meczu śląska wrocław w brzegu dolnym. czekam aż powstanie z popiołów. wielu czeka. krzykniemy wszyscy wtedy: "CAŁA POLSKA W CIENIU ŚLĄSKA", wtedy też będzie wiekszy sens robić turniej o puchar śląska wrocław, a nie taki surrealistyczny jak wczoraj był i dziś będzie. smutne to wszystko. tragiczne.

na pewno wygra lepszy...

Osobiście też nie podoba mi się upolitycznienie turnieju, choć wiem że polityka i sport, biznes i sport to nierozerwalne już struktury.

sobota, 18 września 2010

Nieco ponad miesiąc temu na Ball don't lie ukazała się notka ze zdjęciaim Rajona Rondo w zielonej koszulce.

Nic w tym dziwnego, w końcu to Celt. Może oprócz tego, że na koszulce zamiast numeru 9 były podobizny Davida Lee i Derrica Rose'a.

Rondo zdradzał wtedy, że koszulka jest częścią kampanii reklamowej realizowanej dla 2K Sports i nowej edycji NBA 2K.

Wideo jest już dostępne, popatrzcie

Dla mnie i tak największą furorę robi ten t-shirt.

Tagi: nba 2k
12:22, anfernee , NBA
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3
Subskrybuj RSS