środa, 30 września 2009

Doszło do nieuniknionego, choć mało prawdopodobnego - Greg Popovich trener San Antonio Spurs zmienił podejście do swoich zawodników i drużyny.

Znany zamordysta i traktujący za niezmienialne zasady przez siebie ustalone Popovich powyrywał stos kartek z oficjalnego playbooka San Antonio Spurs. Popovich uznał, że mnogość schematów jest zbyt duża, aby w ciągu roku gracze mogli je opanować.

W ten sposób jego zawodnicy - szczególnie ci nowi, który w Spurs jest aż 8 - szybciej będą mogli przyswoić założenia stawiane przez szkoleniowców.

It is true that guys we bring in usually do better the second year than the first year. That's been pretty steady. So because of that we really made a concerted effort this summer to cut the number of things we want them to remember offensively. We've cut back significantly in that regard so we can have a quicker learning curve with the new guys.

Trener Spurs podzielił też swoich graczy na dwie grupy społeczne - Learners i Returners.

It's almost like the returning guys are doing a lot of coaching and teaching on the floor. They're communicating a lot with the other guys and trying to get them used to what certain phrases mean or what the definitions are for what we do, offensively and defensively.

Atmosferę rodziny, którą Popovich wytworzył w drużynie Spurs chwali nowy nabytek drużyny Antonio McDyes. Weteran parkietów NBA, który był już na 13 obozach przygotowawczych w 4 różnych drużynach twierdzi także, że obóz Spurs nie różni się praktycznie niczym od reszty obozów w innych zespołach. Jedynym szczegółem jest to, że w San Antonio wszyscy chcą, aby wszelkie ćwiczenia były wykonywane perfekcyjnie. Jest to wręcz rozkazem. 

Obozy przygotowawcze w NBA ruszyły pełną parą. Wystarczy wejść na zakazany w niektórych momentach sezonu, przez NBA serwis mikroblogowy i poczytać kolejne notki przedstawicieli klubów, czy samych zawodników. Praktycznie każda zawiera nowe doniesienia z obozów. 

Stephen Curry pisze np.: Good first day at the office. Training camp is tough but fun and good to get all the guys together. Back at it on the AM...day 2

Rudy Gay: Good day of practices! Great team day. Can't wait for day 2

Zachwala nawet samo NBA: You won't believe the trick shot @AI9 hit during 1 of his training sessions 'til you watch this Flip Video Diary

Były gracz Knicks Allan Houston obserwował trening Knicks: 1st day of Knicks Training camp was good. Everybody came in healthy. Looked sharp for the 1st day. I got tired watching them run!

Blake Griffin jakby nie przejęty swoim pierwszym sezonem w NBA oznajmia za to coś zupełnie innego: Everybody be on the look out for my first set of Panini trading cards being released within the next week.

11:59, anfernee
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 września 2009

mj2mj3

Za - http://basketbawful.blogspot.com/

23:34, anfernee , NBA
Link Komentarze (1) »

Wszem i wobec, szerokiej gawędzi ogłaszam oficjalnie, że rozpoczynamy konkurs, w którym nagrodą główną jest milion Euro w gotówce.

Jeśli ktokolwiek będzie w stanie być na meczu drugiej kolejki ekstraklasy PLK w Zgorzelcu i jako przeciwników zobaczy drużynę PBG Basket Kwidzyń dostanie ode mnie owy milion Euro.

Dlaczego?

Jeden z oficjalnych dokumentów PGE Turowa Zgorzelec, który został wyprowadzony na rynek twierdzi, że zgorzelecki klub rozegra mecz z powyższą drużyną. Dokument ten to karnet upoważniający do wstępu na spotkania drużyny z nadgranicznego miasta. 

Wstyd, że podobno profesjonalnemu klubowi zdarzył się tak okropny błąd. Rozumiem pomyłkę w nazwie drużyny, ale żeby z PBG Basket Poznań zrobić tak karkołomny twór trzeba być wyjątkowo zdolnym.

Posługując się terminologią bokserską, wypunktujmy:

1. Zamieniono ostatni człon, którym jest nazwa miasta i w ten sposób nijak nie wiadomo, czy chodzi o PBG Basket Poznań, czy Bank BPS Basket Kwidzyn.

2. Popełniono też błąd w nazwie miasta - nazywa się ono KwidzyN, a nie KwidzyŃ. (Mało wyraźne na zdjęciu, ale uwierzcie, ta kreska nad N tam jest).

3. Co gorsze, Bank BPS Basket Kwidzyn nie występuje w tym sezonie w Polskiej Lidze Koszykówki.

Dowód w postaci fotografii poniżej.

 

17:51, anfernee , PLK
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 września 2009

Top 10 zawodników NBA, którymi nie chcielibyście być. Kolejność przypadkowa. 

1. Stephon Marbury (brak klubu ... dożywotnio) - Samozwańczy najlepszy rozgrywający na świecie - już to mówi o tym jak popapraną głowę ma Marbury. Ego Stephona powalało wieloma innymi sytuacjami okołosportowymi - przez ogromne ciśnienie na przeniesienie się do mekki koszykówki, Nowego Jorku, aż po rozbijanie każdej drużyny w jakiej się znajdował. Kariera sportowa Stephona zakończyła się w Bostonie, gdzie tytułu nie zdobył - a byłaby to całkiem ciekawa sytuacja, posłuchać Marburego po wygranym finale NBA.

Przyjechałem pomóc Celtom i mojemu koledze Kevinowi Garnettowi w powtórzeniu ubiegłorocznego sukcesu. Beze mnie w składzie nie byłoby możliwości wygrania przeciwko Lakers, to ja zatrzymałem Kobe Bryanta, a wcześniej LeBrona Jamesa - przecież to mój histeryczny płacz, w przeze mnie stworzonej telewizji, doprowadził do choroby psychicznej największych gwiazd innych zespołów.

Wyobrażacie to sobie?

Akurat płacze Stephona są prawdą, tylko że doprowadzały do histerycznego śmiechu wszystkich kibiców koszykówki, nie tylko zawodników.

2. Tim Duncan (San Antonio Spurs) - Żaden człowiek z uczuciami nie jest w stanie pracować tak jak bohater tego akapitu. Bez polotu, finezji, emocji - bez jakiejkolwiek chwili zastanowienia - po prostu jak robot. Dla skrzydłowego koszykówka wydaje się być jak malowanie domu - trzeba to zrobić, więc wykonajmy tą robotę dobrze - nic ponadto. Duncan to uosobienie perfekcjonizmu - wykonuje polecenia bez zająknięcia, robi wszystko spokojnie, z perfekcją jaką niepowstydziliby się Niemcy. Strzela jak wyborny snajper wykonujący rzuty karne - zawsze w okienko i do dziury. Po meczu nie okazuje emocji, nie krzyczy na kolegów, tylko grzecznie udaje się do domu. Brak jakiejkolwiek mimiki twarzy i emocji u Duncana to zapewne efekt uboczny miłości Tima do pływania - wszakże w basenie z zanurzoną głową ciężko w jakikolwiek sposób o uśmiech, czy wytrzeszcz oczu.

3. LeBron James (Cleveland Cavaliers) - bo kto normalny może aż tak mocno pomylić sporty? Lekkoatleta, skoczek wzwyż, sprinter i kulturysta znalazł się w koszykówce. James kompletnie nie pasuje nawet do aktualnej, tak mocno fizycznej NBA. Na miejscu Jeremy Clakrsona - prezentera Top Gear - zaprosił bym Jamesa do programu i kazał ścigać się z Bugatti Veyronem, czy innym Koeningsegiem. Dla utrudnienia, rzekomy Król, miałby na swojej przeszkodzie ustawione betonowe ściany, które zapewne nie robiłyby mu wielkiej różnicy.

4. Każdy gracz występujący w NBA w latach 90’ - Karl Malone, John Stockton, David Robinson, Patric Ewing, Charles Barkley, Reggie Miller - co łączy tych wielce wybitnych graczy? Podpowiedź - Michael Jordan. To on zawsze stawał na drodze wielkich gwiazd lat dziewięćdziesiatych. To jego nie lubił w play-off każdy zawodnik przeciwników i płacząc wieczorami w poduszkę klął jak szewc uderzając rękoma w łóżko.

5. Partnerzy Michaela Jordana - bo kimkolwiek byście nie byli zawsze będziecie w cieniu Jordana. Scottie Pippen wie to najlepiej. Z wielgachnej czarnej dziury udawało chwilami przebić się tylko Dennisowi Rodmanowi, który to kopnął kamerzystę w genitalia, to przebrał się w ślubną kieckę, albo ewentualnie uwiódł kolejną gwiazdę z ogromnymi piersiami. Zresztą, Jordan nawet w kalejdoskopie gwiazd Dream Teamu błyszczał i nie dawał wejść na podium innym wielkim.

6. Tracy McGrady (Houston Rockets) - Lepiej znający się na medycynie niż na sporcie, być może lepiej też na gadaniu bzdur, ciągle kontuzjowana gwiazda. McGrady miał tyle operacji i urazów, że nie sposób ich zliczyć. Mi w pamięć zapadła jego zapowiedź rodem od Stephona Marburego. McGrady przechodząc do Magic oświadczył bowiem oficjalnie, że jako pierwszy zawodnik po Oscarze Robertsonie będzie miał średnie na poziomie tripple-double. Co z tego wyszło? Dwucyfrowy wynik w opuszczonych spotkaniach każdego roku. Poza tym ciężko być gwiazdą, która nigdy nie poprowadziła swojego zespołu choćby do drugiej rundy pla-off, a osłabiony brakiem gwiazdy skład, grał lepiej i awans wywalczył bezproblemowo.

7. Graczem wybieranym w drafcie przez Los Angeles Clippers - od początku kariery każdy z tych zawodników jest skazany na niepowodzenia i często nigdy nie jest w stanie zacząć grać o coś. Problemem jest nie tylko poziom sportowy jaki prezentują Clippers, lecz także nagminne kontuzje, które trapią graczy tej drużyny, lub mizerność w jaką popadają. Poza tym granie w tym samym mieście co bardziej utytułowani i szanowani Lakers, to tylko wisienka na torcie. Sorry Blake Griffin, ale jesteś w miejscu gdzie frustracja tylko i wyłącznie wzrasta i nigdy nie osiąga poziomu maksymalnego. 

8. Isiah Thomas - O ile zawodnikiem pokroju Thomasa chciałby być każdy niezbyt wyrośnięty młodzieniec, tak rozmiana na drobne jednego z przywódców Bad Boys budzi odrazę. Thomas był trenerem, menagerem i wszechwiedzącym guru zarówno w Toronto, Indianie jak i nieszczęsnych New York Knicks. Z tych ostatnich stworzył doskonałe źródło dochodu dla degeneratów, psychopatów i zapuszczonych grubasów.

9. Quentin Richardson (klub bliżej nieznany nawet dla samego gracza) - Upychany w każdej możliwej wymianie tego lata, niczym worek kartofli Richardson chyba nikomu w NBA nie jest potrzebny. Można powiedzieć, że Quentin jest niczym gra komputerowa, którą już przeszliśmy - jutro można iść do kolegi piętro wyżej i wymienić się na coś co on ukończył. Problem tylko w tym, że gry Quentin Richardson nikt nie potrzebuje, ale z litości bierze, bo druga strona nie da żyć, gdy się nie zgodzimy.

10. Tony Parker (San Antonio Spurs) - Szybki, przebojowy, lider drużyny, mistrz NBA, MVP finałów, lider kadry narodowej, rozchwytywany przez fanów, do tego mąż przepięknej Evy Longorii. Nic tylko pozazdrościć. Niby tak, ale wyobraź sobie, że odwiedzasz nowych ludzi, a tam nad łóżkiem w sypialni wisi zdjęcie Twojej żony. Wkurzasz się? Tony Parker pewnie nie raz spotkał się z czymś podobnym, bo przecież jego żona Eva Longoria to celebrytka znana od Gwinei Równikowej po Papuę Nową Gwinę. Jej zdjęcia można oglądać od bilboardów, kolorowych gazet, po sypialnie.

Jak wielu z was, chciałoby żyć ze świadomością, że na jego kobietę ślini się każdy napalony małolat, a w sumie co trzeci facet na tej planecie? Nic dziwnego, że Parker jest łysy. Po prostu ukrywa brakiem fryzury kolejne siwe włosy.

P.S. Dzięki Daro za konsultację i pomoc.

20:21, anfernee , NBA
Link Komentarze (4) »
sobota, 26 września 2009

Rafał Niewiadomski na ZP-1 opisał już w kilkuset słowach więcej niż ja, to co różni NBA 2K10 i NBA Live 10.

Moja rola ograniczy się więc do kilku emocjonalnych zwrotów po krótkich podbojach z NBA 2K10 Draft Combine.

Krótko, krótko, za krótko - tak wygląda streszczenie głośno zapowiadanego NBA 2K10 Draft Combine. Co prawda to tylko wstępniak do prawdziwej perełki jaką ma być NBA 2K10, ale i tak za krótko.

Dlaczego?

Ponieważ oprócz stworzenia zawodnika, które opisywałem kilkanaście dni temu, mamy do rozegrania zaledwie sześć meczów, w których do wykonania są poszczególne zadania (w każdym spotkaniu inne) i 5 ćwiczeń. Można też grać scrimage, ale to tylko 5 minut ostatniej kwarty, w której nie są liczone zupełnie żadne umiejętności.

Gdyby tych ćwiczeń było ok 20, gier do rozegrania 10-12 to można powiedzieć, że gra jest świetną prezentacją NBA 2K10.

A tak jest tylko dobrą zajawką przed pełną wersją najlepszego ‘sztucznego’ NBA.

Jeśli w ten sposób będzie wyglądał w 2K10 tryb kariery i tworzenia własnego gracza, to sądzę, że mało który z maniaków gry będzie katował sezony, association i inne. Wszyscy będą zaczynali kariery umiejąc rzucać tylko jedną ręką i doprowadzając swojego gracza do perfekcji. Poczytajcie co mają do powiedzenia twórcy gry.

My Player Mode – Create the ultimate NBA player and guide his every career move. Start as an undrafted rookie in the Summer Circuit; work hard enough and you may get an invite to participate in an NBA team’s training camp, or you may end up in the D-League. The road to being an NBA star is a long and hard battle.

Jak jednak prezentuje się sama gra od strony grywalności? Jest poprawa od wersji 2K9. Ruchy zawodników są coraz bardziej realne, w obronie odcinają od piłki, wystawiają ręce, a w ataku IQ komputerowych partnerów jest naprawdę godne podziwu.

Wracając jednak do krótkości Draft Combine - twórcy zrobili to specjalnie tylko i wyłącznie po to, aby promować 2K10. Gra wydaje się być wyciętą właśnie z my player mode i mocno zachęca do kupna całości. Promocja, na której zarabiamy (co prawda tylko pięć dolarów, ale zawsze to pięć dolarów)? Genialny ruch marketingowy.

Grałem też w demo NBA Live 10. Nie mam słów, kilka fajnych animacji przy rzutach i wejściach i na tym jak dla mnie kończą się pozytywy. Zawodnicy zachowują się jakby jeździli na łyżwach, a obrońcy jakby wokół nich było niewidzialne pole siłowe. To nie Gwiezdne Wojny panowie, stanowcze nie mówimy praktykom tego typu.

Premiera NBA 2K10 już 6 października, wersja standardowa będzie kosztowała 60 dolarów, wersja rocznicowa - pisałem o niej kilka tygodni temu w tym miejscu - 100 dolarów. Mnie osobiście porusza temat rocznicowy, ale pewnie w Polsce będzie nie do kupienia. Zresztą oficjalnie NBA 2K10 nie będzie można kupić w Polsce w ogóle - nie zapowiedziano bowiem dystrybucji. 

Nieoficjalnie wiem, że będzie w kilku specjalistycznych sklepach z grami około tygodnia po premierze. Ja swoją być może zakupię w Niemczech, tak jak zrobiłem to rok temu z 2K9.

Tak poza tym - ten filmik pokazuje mniej więcej możliwości gry.

 

19:48, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »

Kobiecy klub koszykarski z Leszna nosi nazwę Super-Pol (czyżby Michał Pol ze Sport.pl maczał palce w koszykówce żeńskiej?) Tęcza Leszno. 

Powinno się jednak nazywać -Bycza Super-Pol Tęcza Leszno. W Lesznie od tego sezonu będzie po prostu byczo. Dlaczego? Bo Bycza Woda Źródlana jest jednym ze sponsorów koszykarskiego klubu kobiecego z Leszna.

Tak czy inaczej działacze klubu z Leszna w najróżniejszy sposób starają się zachęcić do kibicowania ich drużynie. Wpadli nawet na pomysł nagrania oficjalnego hymnu klubowego. Miało być chyba rockowo, ale pomimo usilnych starań gitarzysty i pseudo-zachrypniętego wokalisty, nie jest. Tak czy inaczej polecam przesłuchanie hymnu tej bądź co bądź nietuzinkowej drużyny.

No nie dość, że Super, to jeszcze Bycza i do tego ma hymn! Taki klub Tęcza już raz był - w słynnym Misiu Barei, ale aż tak super to on z całą pewnością nie był. Przypominając sobie recytujących pochlebstwa pracowników klubu Tęcza z Misia, ciekawe jaki miód na uszy prezesowi Byczej Tęczy wylewają jego podwładni.

Wydawać się może, że takie działania są komiczne, ale nawet jeśli tak to posłużę się moim ulubionym ostatnio cytatem - wyróżnij się albo zgiń - jak mawiał Jack Trout.

Szkoda tylko, że Bycza Woda Źródlana ma przedrostek Biało-Niebieska, bo nijak nie koreluje to z żółto-zielonymi barwami drużyny. 

To teraz hyc do kibicowania i pomagajmy zdobyć księżyc. 

Oficjalna strona klubowa koszykarek znajduje się pod tym adresem - http://tecza.leszno.pl

 

16:42, anfernee , PLKK
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 września 2009

Podano nam towar pierwszej klasy i zabrano go jak dziecku zabawki. To sadystyczne podejście przeżywa nie jeden z nas, ten stan umysłu, ducha, ciała jest nam obcy, choć mogliśmy spodziewać się najgorszego.

Tragiczne w skutkach było dla nas poznanie do tej pory nieznanego. Może nawet nie tyle nieznanego, co nienamacalnego. Przecież nie raz spotykaliśmy się w telewizji czy internecie. Ten towar był i zawsze będzie naszym ulubionym. Ta miłość trwała długo, miała swoje wzloty i upadki, aczkolwiek trwała. Teraz gdy dostarczono go nam w postaci towaru elite i było dane spotkać się nam oraz obcować przez dwa tygodnie, czujemy pustkę. Straciliśmy coś cennego, coś co przynosiło mi radość, coś tak pięknego, co wielu wyda się nierealne.

Przeżyłem ten pierwszy dzień po. Był tragiczny, zlany potem obudziłem się z myślą o kolejnych spędzonych razem chwilach, pot ten okazał się łzami - bo już się przecież nie zobaczymy. Przynajmniej nie niedługo

To fatalne uczucie, taki stan rzeczy przecież nie może się zdarzyć. Jak to możliwe? To nie jest normalne uczucie, to nie jest ten stan, przecież przed chwilą było tak pięknie. Przed kilkoma momentami istniała tylko ta jedna chwila, a teraz zniknęła niczym bańka mydlana.

Teraz wiem co czuł Adam Mickiewicz będąc na wygnaniu. To jakby ktoś obciął mi rękę i bił nią po plecach.

Pomimo usilnych prób znalezienia sobie miejsca i chwili spokoju, było to praktycznie niemożliwe. Nie potrafić z kimś porozmawiać o niczym innym jak tylko te niedawne ulotne momenty? Jak najbardziej. Spotkania z przyjaciółmi były męczarnią dla nas i dla nich. Byliśmy trochę jak trędowaci - w restauracji wszyscy patrzyli na nas jak na odszczepieńców, jak na kogoś nie z tej planety. Ale my tam naprawdę byliśmy, przeżyliśmy to i dotykaliśmy słońca. Dlaczego to już koniec?

Nie jesteśmy w stanie przeżyć tego, że to się skończyło, teraz kilka dni po rozstaniu cierpi wielu. Ale co z tego, że możemy łączyć się razem w bólu, skoro to rozrywa kaltkę piersiową i wyrywa serce ironicznie szepcząc, że te chwile choć prawdziwe były możliwe tylko krótkotrwale.

Powrót do szarej rzeczywistości bywa bolesny, a wielu z nas uderzyło o ziemię spadając z najwyższego światowego poziomu.

Co z tego, że i rodzima produkcja tego towaru istnieje, skoro jest ona wypaczeniem klasy i smaku, których kosztowaliśmy.

Dostajemy czasem towar międzynarodowy, ale europejski. Choć on tylko raz w roku w czterech odsłonach jest przepyszny, tak nie zastępuje tego najlepszego.

Nawet bardziej zagraniczny i długo używany nie pozostawia tylu wspomnień, dopiero na wiosnę rozkwita i dodaje emocji i spełnienia. Przeżywamy chwile miłosnego zadurzenia, chwile, które wszyscy dobrze znamy, choć każdy doświadcza tego na swój sposób i z inną miłością u boku.

Czekamy jednak na ten jeden, jedyny, światowy towar, który dostarczony nam pod drzwi jest kwintesencją wszystkiego z czym się stykamy. Czasem aby go dostać przemierzamy świat, ale w końcu dostajemy swoje. Jesteśmy uzależnieni, ale dobrze nam z tym i wiemy, że miłość do produktu będzie trwała.

Niestety następny raz tego poziomu przytrafi się nam dopiero za rok, podadzą nam go Turcy podczas Mistrzostw Świata.

 

Półtora dnia po EuroBaskecie w Polsce.

 

 

Michał Hernes podesłał mi link do informacji o zyskach jakie uzyskało TVP sprzedając prawa do reklam podczas meczów EuroBasketu.

Moim zdaniem wyniki całkiem niezłe jak na tak mało popularną w Polsce dyscyplinę sportu. Gorze było np. z oglądalnością finału w TVP1,  Łukasz Cegliński pisał o niecałych 800 tysiacach widzów. No cóż, tak to jest jak finał jest o tej samej godzinie co Taniec z gwiazdami.

Wklejam całość bez żadnych zmian i przeróbek.

5,74 mln zł zarobiła Telewizja Polska SA dzięki sprzedaży czasu reklamowego przy koszykarskich mistrzostwach Europy – wynika z danych AGB Nielsen Media Research (cennikowe, bez rabatów).

Największe wpływy spółka osiągnęła z reklam emitowanych w TVP 2 (3,92 mln zł), która relacjonowała mecze Polaków oraz jeden z półfinałów. TVP 1 transmitująca finał zarobiła na reklamach 1,6 mln zł, a TVP Sport, która relacjonowała całe mistrzostwa, 210 tys. zł.

Mecze Polaków w TVP 2 oglądało średnio 1,5 mln widzów, dając stacji udział w rynku na poziomie 13,8 proc. Najwięcej widzów śledziło wygrany mecz Polaków z Litwą (1,89 mln widzów), a najmniej ostatnie spotkanie naszej reprezentacji w mistrzostwach - z Hiszpanami (1,1 mln widzów).

Spotkania w TVP Sport gromadziły średnio 32 tys. widzów przy udziale w rynku wynoszącym 0,36 proc. Największą oglądalność w kanale sportowym miało spotkanie Polska – Serbia (149 tys. widzów).

Natomiast pokazywany przez TVP 1 niedzielny finał Hiszpania – Serbia oglądało średnio 783 tys. widzów przy 6,48 proc. udziału w rynku. 

Oryginał tutaj - http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=20143

 

 

10:06, anfernee
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 września 2009

Po finale, piewrszy dzień BEZ EuroBasketu przyniósł zaskakujący zwrot wydarzeń. Otwarcie oczu równoznaczne było z śmigającym po głowie pytaniem - jakie dzisiaj mecze?

No cóż - już żadne. Dobrze, że niedługo startują ligi w Europie i NBA.

Finał w skrócie.

1. Milos Teodosić nie przeszedł testu. Hiszpanie tak mocno skupili na nim swoją obronę, że zawodnik Olympiakosu Pireus nie był w stanie zrobić na parkiecie praktycznie nic. 

2. Nie spełnił się także piękny sen gdzie underdog pokonuje wielki zespół naszpikowany gwiazdami.

3. Hiszpańska corrida zawitała na serbskie bruki i prawie nie pozostawiła po sobie śladu życia. Jak wiemy prawie robi dużą różnicę i dlatego Serbowie pomimo porażki są i tak zwycięzcami tego turnieju. Pokonali po drodze wielkie drużyny złożone z bardzo dobrych i genialnych zawodników, pokazywali charakter i nieustępliwość, a ponadto Serbowie mają średnią wieeku 22.6 lat i występ w finale Mistrzostw Europy jest być może dopiero początkiem ich sukcesu i zalążkiem wielkiej drużyny.

4. Pau Gasol - tutaj chyba nie trzeba nic dodawać. MVP turnieju, złoty medalista EuroBasketu, mistrz NBA, mistrz Świata, wicemistrz olimpijski. Więcej o Gasolu piszą koledzy m.in. na Sport.pl.

5. Niedzielne Rudy Fernandez show - dużo lepsze od poniedziałkowego Szymon Majewski show. Rudy biega jak sprinter, skcze jak skoczek wzwyż, wygina się jak gimnastyk i jest skuteczny jak ... cholera.

6. Ricky Rubio nie dość, że zagrał niesamowite zawody przeciwko Teodosićowi, to jeszcze jak nie ma w zwyczaju, był skuteczny w ataku.

7. Obecność w Spodku Billa Russella, Oscara Robertsona - bezcenna. Tego nie trzeba nawet komentować. Pogratuwlować należy jednak Maćkowi Kwiatkowskiemu z WP.pl i ZawszePoPierwsze, prezentu, który podarował mu Russell.

Całość w kolejnych punktach

8. Promocyjnie wypadliśmy słabo, spore zgrzyty i niedogrania. W miastach, np. we Wrocławiu twierdzą, że FIBA zabroniła robić miasteczko kibiców w Rynku, podobnie jak rzekomo zabroniła stawiać bannery reklamowe. Poznań podobno też pokpił sprawę promocyjną.

9. Atlas Arena w Łodzi jest fajna, miła, duża i nowa. Na tym jej zalety niestety się kończą. Za mało toalet, sala konferencyjna bez wbudowanego nagłośnienia, brak infrastruktury sieci internetowych. Dobrze, że jest tak jak napisałem na początku nowa i duża :)

10. Dzięki EuroBasketowi miał wrócić boom na koszykówkę w Polsce. Miejmy nadzieję, że chociaż częściowo się udało, bo na tak naprawdę oprócz perełki w postaci Marcina Gorata, wiele osób związanych z mediami pracowało na to, aby koszykówka chociaż trochę podskoczyła w słupkach oglądalności.

10a. SMS od kolegi z Górnego Śląska - nie wiem czy wiesz, ale ja tu mam teraz samych ekspertów i znawców koszykówki, a doskonale zdajesz sobie sprawę jak z tą dyscypliną sportu w moim regionie jest. - Znaczy się, że może i Mistrzostwa Europy coś ruszyły.

11. Polacy nie zawiedli i nie zachwycili. Wygrali z kim mieli wygrać. Indywidualnie? Kilka wpisów poniżej da się odczytać mój ogląd sytuacji. 

12. Następna wielka impreza? Destination Turkey 2010.

destination turkey

 

12:39, anfernee
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 września 2009

1. Zakończenie EuroBasketu jest dowodem na piękno koszykówki - spotkały się drużyny, które w pierwszym meczu między sobą sprawiły spore niespodzianki. Serbia tym, że wygrała z faworyzowaną Hiszpanią. , Hiszpania porażką i brakiem jakiejkolwiek koncepcji gry.

2. Młodość kontra ogromna młodość. Milos Teodosić versus Ricky Rubio. Pojedynek rozgrywających z pierwszych stron gazet. 

3. Teodosić gra jak z nut. Podejmuje trafne decyzje, nie traci piłek i jest motorem napędowym Serbii. Prawdziwy rozgrywający, mówi się nawet, że kolejny Sarunas Jasikievicius.

4. Zmierzą się dwa różne style gry - finezja Hiszpanii i siermiężny, aczkolwiek skuteczny styl gry Serbów.

5. Gwiazdy kontra wyrobnicy. Przypomina się finał Lakers - Pistons. Z jednej strony naszpikowana gwiazdami reprezentacja Hiszpanii, z drugiej brudni i ciężko pracujący Serbowie. Hizpanie grają w najlepszych klubach Europy i NBA. Niektórzy zawodnicy Serbii np. w Holandii - Ivan Paunić

6. Podobnie zresztą jak w tamtym finale NBA, w drużynie wyrobników pierwsze skrzypce gra rozgrywający. W Pistons był to Chaucey Billups. W Serbii nie trzeba powtarzać kto, bo jego nazwisko padło tutaj już kilka razy.

7. Poza sportowo zmierzą się też mniejsze firmy produkujące odzież dla sportowców. Kappa vs Li-Ning. Ci pierwsi znani są przede wszystkim w środowisku piłkarskim. Drudzy ... bo w ich butach grał Shaq.

8. Ciekawe czy TVP pobije jakiś rekord oglądalności. Finał ma być transmitowany w TVP1 więc może i liczby będą zaskakujące.

9. Choć sądzę, że wygra Hiszpania, to ubieram dziś barwy Serbii. Go Srbija! Początek o 21:00.

17:53, anfernee , Europa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
Subskrybuj RSS