poniedziałek, 26 sierpnia 2013

GoPro bez zawleczki w obudowie? Znalazłem rozwiązanie.

To będzie wpis z serii roboczo przeze mnie nazwanej user-content, czyli taki, który ma zaproponować czytelnikowi realne rozwiązanie jakiegoś problemu lub dać całkiem użyteczną wiedzę.

W tej serii, na KolekcjonerzeButów ukazały się m.in. wpisy dotyczące obuwia budżetowego do koszykówki oraz tego przecenionego.

Wracając jednak do dzisiejszego tematu. Wszyscy wiemy doskonale, że firmy produkujące samochody wcale nie zarabiają kroci na sprzedaży aut, a na sprzedaży części do wytworzonych przez siebie automobili. Podobna sytuacja ma miejsce wśród producentów sprzętu. Apple zarabia na bardzo, bardzo drogich akcesoriach, pojedyncze podzespoły komputerowe (dyski SSD) potrafią być droższe niż średniej klasy laptop, podobnie zresztą jak oryginalny pilot do telewizora, którego cena może przekroczyć nasze najśmielsze oczekiwania.

Często spotykamy się też z sytuacją, w której nie możemy dokupić pojedynczego elementu, który akurat uległ zniszczeniu, a zostajemy zmuszeni do dokupienia całego kompletu części.

Ale zaraz, bo ten wpis miał być o sporcie, a przynajmniej o jednym z elementów dookoła sportu.

Do rzeczy.

Od niedawna jestem szczęśliwym posiadaczem kamery sportowej GoPro Hero3 Silver (tak gdyby jakiś ciekawski znowu chciał zaglądać mi w portfel - nie dostałem od nikogo, kupiłem sam, udowodnię w zeznaniu podatkowym jak już wybierzecie mnie na posła). Sprzęt jest rewelacyjny, ale nie w tym rzecz (tak, mam nadzieję, że GoPro wynagrodzi moje piękne słowa na ich temat darmowymi akcesoriami).

Montując kamerę na ramie roweru miałem malutki wypadek. Wyjmując sprzęt z obudowy, spod jednego z przycisków wypadła mała – nazwijmy ją – zawleczka, która pozwala utrzymać przycisk w obudowie. Malutkie kółeczko z dziurkami (widoczne na zdjęciu - oryginalne są te srebrne) spadło na podłogę i niestety nie byłem w stanie go odnaleźć.

Kamera funkcjonuje ok, obudowę da się zamknąć, ale ci którzy mają ten sprzęt, wiedzą, że nie nadaje się już do zdjęć podwodnych, a przycisk będzie po prostu wypadał, bo nie jest niczym przytrzymywany.

Płakałem, następnie pytałem w sklepach z akcesoriami GoPro, szukałem na stronie internetowej i Allegro. Bez powodzenia. Nikt, ale to absolutnie nikt nie był mi w stanie pomóc z tym fantem. Chciałem kupić przyciski i zawleczki, bo przecież to musi być gdzieś do kupienia. Pomyłka, można kupić jedynie całą obudowę. Profesjonaliści odsyłali mnie do internetu (daa), nie mogli znaleźć rozwiązania.

Nie, nie wydam 200+ złotych na całość, skoro potrzebuję jednego, drobnego elemetu. Zrobię to staroświeckim polskim sposobem – kombinatoryką. Dorobię ten element sam, albo wsadzę tam coś, co będzie spełniało jego funkcję.

Znam dość dużo osób, ale najlepszym inżynierem, takim pomysłowym Dobromirem w takich sytuacjach jest mój dziadek. Dziadek filozof i swego czasu główny inżynier ruchu w Elektrowni Turów, gdzie wyszkolił większość pracujących obecnie specjalistów.

Domyślacie się, że znalezienie rozwiązania nie zajęło mu dłużej niż kilka minut? Ten 83-letni facet wziął obudowę, wrócił z nią za pół godziny. Z ułomnej stałą się pełnosprawna.

Jak? Ta mała zawleczka, która wygląda niczym kosmiczna technologia, to nic innego niż zwykła część, którą możemy spotkać w ... zegarkach. Dziadek wziął obudowę do zegarmistrza, a ten w trzy minuty uzupełnił brakujący element. No jest innego koloru, jest nieco większy (nie przeszkadza zupełnie w funkcjonowaniu) niż jego oryginalni bracia od GoPro, ale jest i działa.

Koszt? Wraz z robocizną całe, astronomiczne, ogromne ... 5 złotych. Zamiast 200? Nie powiem, opłacało się włączyć w sobie trochę polskości i zamiast kupić obudowę, po prostu pomyśleć. 

piątek, 23 sierpnia 2013

Radzki. Zwariowałeś! – pomyślałem podczas mojej ostatniej wizyty w Zgorzelcu. – Chcę zorganizować spotkanie wszystkich zainteresowanych tematyką sneakersów! Sneaker Con w Polsce? Dlaczego nie spróbować? – kołatało w głowie. Szalony pomysł! Skąd w ogóle mi się wziął?

Do tej pory myślałem, że moje uwielbienie do kicksów przyszło w momencie, gdy kochana ciocia z Australii wysłała do Polski Nike Waffle Racer. Oj, myliłem się strasznie.

Okazuje się, że to wszystko zasługa Jakuba Boehme. Nie wiecie kto to? Boehme to filozof, gnostyk, mistyk, uznany za pierwszego filozofa, który pisał po niemiecku (tak, wtedy Łużyce należały do naszych zachodnich sąsiadów), a nie po łacinie. A do tego, to ówczesny mistrz szewski. Ze Zgorzelca. Tak jak ja!

Określany jest najlepszym szewcem wśród filozofów i najlepszym filozofem wśród szewców. M.in. na cześć Boehmego w Zgorzelcu i Goerlitz organizowane jest co roku wielkie święto, podczas którego w obu miastach można spotkać handlarzy z całej Polski i kawałka Niemiec. Festyn ma przypominać o istnieniu na terenie Łużyc Górnych w XVI i XVII wieku było szlaku Via Regia. Drogi, która byłą drogą królewską i przez to była pod specjalną ochroną. Kupcom dawało to możliwość spokojnego podróżowania i uniknięcia rujnujących ich grabieży. Ale dość przynudzania o historii.

Będąc ostatnio w rodzinnych stronach spotkałem się z przyjacielem mojego ojca, który zna mnie tak długo jak cała moja rodzina. Zawsze wiedziałem, że Maciek miał swój udział w organizacji Jakubów (tak nazywa się to święto i jarmarczny festyn), ale byłem zaskoczony że aż tak dużo. Od słowa, do słowa, okazało się, że Maciek i jego ojciec, znany osobom w moim wieku jako Dziadek Dobrzyński (autor kilku książek o Zgorzelcu i okolicy) byli pomysłodawcami i twórcami koncepcji całego festynu.

- Młody – zwrócił się Dziadek do swojego syna kilkanaście lat temu – a może tak by tak wykorzystać fakt, że mamy tu dom Jakuba Boehme i przebiegał przez Zgorzelec szlak Via Regia?

Maciek odpowiedział tylko „ok.", a reszta jest historią. W Jakubach, niestety ostatnio mocno zaniedbanych, bierze udział ogromna liczba osób, festyn stał się jedną z wizytówek Goerlitz i Zgorzelca, a po stronie niemieckiej impreza rozrosła się tak, że ściąga turystów. A wszystko przez to, że jeden facet przypomniał sobie o fakcie istnienia szewca Jakuba Boehme!

W Polsce to postać zapomniana, ale doceniana za granicą. Dom szewca Beohmego w Zgorzelcu odwiedził nawet sam Nicolas Cage, wielki fan filozofii mieszkańca Łużyc Górnych. Boehme wywarł też niezwykły wpływ na polskich twórców, Adama Mickiewicza czy Juliusza Słowackiego, którzy wzorowali się na pracach szewca filozofa.

Oficjalnie uznaje się, że patronem szewców i tkaczy byli Święci Kryspin i Kryspinian. Można uznać także, że są to ci sprawujący pieczę nad nami, sneakerheadami. Jednakże tak jak nie można pominąć, że ojcem naszej pasji i patronem tego zainteresowania jest Michael Jordan, tak też ja na pewno zapamiętam na zawsze, że Jakub Boehme naznaczył mnie miłością do butów.

I dlatego wzorem Jakubów chciałbym, aby w końcu udało nam się stworzyć coś podobnego. Coroczne spotkanie wszystkich zainteresowanych tematyką sneakersów! Sneaker Con w Polsce! Wierzę w to! Chcę tego spróbować! Zróbmy to razem! 

Oryginalny wpis pochodzi ze strony Kolekcjonerbutow.pl

czwartek, 22 sierpnia 2013

Na dzień przed rozpoczęciem turnieju w Lublinie, wracam jeszcze do tego co działo się w Belgii i chwilę wcześniej.

Czy turniej, który rozgrywaliśmy tydzień temu odpowiedział na jakieś pytania dotyczące reprezentacji narodowej? Na pewno, ale jeśli ktoś przegapił niektóre odpowiedzi widoczne na ekranie telewizora oraz zacięte dyskusje na Twitterze, ja odpowiadam i dopowiadam kilka rzeczy właśnie tutaj.

Czy ten turniej miał znaczenie – lub też czy wygrane w meczach sparingowych mają znaczenie?

Tak, miał. Zupełnie nie zgadzając się z teoriami snutymi w głośnikach mojego komputera i telewizora podczas transmisji meczu z Hiszpanią czy późniejszych z turnieju w Belgii, twierdzę że wygrane w sparingach się liczą. Dlaczego? Bo pokonanie Izraela czy Włochów, w składach których znajdują się występujący w NBA i czołowych ligach Europy gracze, buduje morale i udowadnia naszym graczom, że mogą wygrywać z zespołami z TOP10 Europy. A to przed Eurobasketem niezwykle istotne. Ważne jednak, żeby nie popaść w samozachwyt i nie zbudować w kilka dni w sobie buńczucznego ego, które może spowodować szybki upadek.

Jak długim składem powinien grać Dirk Bauermann?

Niestety nie mamy w kadrze dwunastu zawodników, którzy mogą gwarantować ten sam, lub choćby zbliżony poziom. Rotacja podczas słoweńskiego Eurobasketu powinna zamknąć się w 7-8 graczach, ale oczywistym jest, że przy tak morderczym tempie turnieju, będzie to niemożliwe i po kilka minut dostaną także zmiennicy z końca ławki. Ci muszą sobie jednak zdawać sprawę, że należy wykorzystać każdą minutę w stu procentach i wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Filary kadry będą bowiem potrzebowały wsparcia, celnej trójki lub dwóch, minięcia, wymuszenia przewinienia czy dobrej obrony i w razie konieczności stanowczego faulu.

Czy poradzimy sobie z pressingiem?

Chyba nikt nie wątpi, że mocna obrona przeciwko naszym niskim graczom była jednym z największych problemów, które mogliśmy obserwować. Z meczu na mecz było coraz lepiej, bo do formy powrócił Łukasz Koszarek, Krzysztof Szubarga zaczął wykorzystywać swoją szybkość i przestał bać się kozłować (aż dziwne, że momentami tak naprawdę było), a wsparcie w postaci Thomasa Kelatiego na pozycji numer jeden było niezbędne. Nie ma się co oszukiwać, ale nie mamy na jedynce takich graczy jak Ricky Rubio czy Jose Manuel Calderon, nie możemy też za bardzo liczyć na wsparcie przy koźle od naszych dwójek, bo ci gracze raczej z piłką przez połowę nie przechodzili zbyt często. I o ile nie wątpię w to, że potrafią kozłować, to mocny pressing ze strony rywal może powodować spore problemy. Odpowiadając na pytanie – myślę, że tak, bo Dirk Bauermann ma pomysły, które mocno chowają wady naszego zespołu i było widać poprawę. Nie ukrywam też, że tego właśnie elementu boję się najbardziej w perspektywie meczów na Eurobaskecie.

Gdzie powinien grać Michał Ignerski?

Ignerski podobno mówi, że czuje się i chciałby już grać bardziej jako czwórka, a nie jak przez całą swoją karierę jako trójka. Jego życzenie momentami będzie pewnie mogło być spełnione, bo Bauermann często stara się grać niskim i szybkim składem, ale nie ma co dywagować, dużo minut na pozycji numer cztery Ignerski nie spędzi. Dlaczego? Bo pod koszem mamy Marcina Gortata i Macieja Lampe, a w zestawieniu z Ignerskim, Kelatim i Koszarkiem/Szubargą na obwodzie, ten skład prezentuje się naprawdę nieźle. Poza tym funkcjonowanie pary Lampe – Gortat pod koszem, jest podstawą funkcjonowania zarówno ataku jak i obrony tej kadry.

Ocena dla Dirka Bauermanna? Dlaczego nie!

Szkoleniowiec ocenił każdego ze swoich zawodników i chyba jako pierwszy trener w Polsce nie bał się tego zrobić. Oczywiście w tekście, który możecie przeczytać tutaj (http://www.polskikosz.pl/news/108412/bauermann_ocenia_kadrowiczow_.html), znajduje się bardzo delikatna wyliczanka raczej silnych niż słabych stron kadry (i słusznie zresztą). Czy jednak ktokolwiek ocenił naszego nowego trenera? Chyba nie, choć strzępy tych ocen można spotkać na forach i Twitterze. Przede wszystkim trzeba nadmienić, że Bauermann to pierwszy od lat trener kadry (może z wyjątkiem Muli Katzurina), który wydaje się, że wie co robi i robi to na bardzo wysokim poziomie. Gracze ewidentnie go słuchają, a on zapewne słucha ich i jest otwarty na uwagi. Do tego ma także pomysł na grę i nie jest to pomysł, w który ma się wpasować reprezentacja, a raczej który Bauermann stosował już wcześniej i delikatnie zmodyfikował pod specyfikę naszych graczy. Cieszy to, że taktyka Niemca powoduje iż bardzo aktywni są pod koszem Maciej Lampe i Marcin Gortat. Ich dominacja w strefie podkoszowej będzie kluczem dla całej gry naszego zespołu. Patrząc także na zachowania szkoleniowca reprezentacji, można odnieść bardzo fajne i pozytywne wrażenie, że ten facet dobrze czyta grę i reaguje na wydarzenia boiskowe.

Obrona czy atak?

Bauermann mówi obrona, Radzki od zawsze (widziecie tytuł bloga?) mówi obrona, bo ta (i tu pewnie Bauermann się zgodzi) rodzi atak. Kluczem, jak już dwukrotnie nadmieniałem, jest para Lampe i Gortat. Defensywa gdy Marcin jest pod koszem funkcjonuje rewelacyjnie, nasi gracze obwodowi mogą ryzykować nieco mocniejszą obronę, bo wiedzą, że za plecami mają gracza, który przy ewentualnym minięciu, naprawi pewne błędy (było to widać gdy Gortat dołączył do kadry, Belgia i Włosi nie grali już tak łatwo pick'n'roll i nie wbijali się pod kosz jak wcześniej choćby Izrael). A na jakim poziomie defensywnym jesteśmy? Ciężko powiedzieć, ale Hiszpanii przez kilka minut w pewnym fragmencie gry daliśmy zdobyć zaledwie 2 punkty (Hiszpanii!), Izrael też miał kłopoty z naszymi obrońcami i w drugiej kwarcie zdobył tylko 12 punktów, a Belgia na początku czwartej odsłony gry miała na liczniku 34 oczka. Atak? Tutaj też fundamentem jest Lampe i Gortat. Nie dość, że ci dwaj wysocy współpracują ze sobą świetnie, to ich dobra gra pod koszem jest też kluczowa dla tych biegających po obwodzie (nie umiem napisać niskich, kiedy na dystansie czai się zwykle mierzący ponad 200 centymetrów Michał Ignerski). Gdy nasi podkoszowi będą zdobywali punkty, przeciwnicy po prostu będą musieli zacieśniać środek pola gry i tym samym otworzą pozycje dla naszych strzelców. Kelati, Ignerski, Koszarek, Szubarga, Zamojski, Waczyński i ciągle poprawiający swój rzut Ponitka, potrafią przymierzyć zza linii trzech punktów.

Czy po wygranej w Belgii możemy liczyć na rozegranie dobrego turnieju na Słowenii?

Dlaczego nie? Na pewno bardzo dobra postawa naszej kadry spowodowała, że wśród fanów koszykówki oczekiwania urosły do maksimum i już widzimy awans i wielki sukces kadry po 50 latach. Musimy jednak pamiętać, że turniej w Belgii był tylko turniejem sparingowym, w którym mimo tego, że wynik ważny, to jednak szkoleniowcy często sprawdzają pewne ustalenia, modyfikują zagrywki, dostosowują swój zespół. Eurobasket? Tam będziemy pod presją, nie będzie łatwo, bo każdy będzie bił się od pierwszych minut o jak najlepszy wynik, nie będzie odpuszczania i kombinacji, będzie walka przez duże W. Czy jesteśmy gotowi? Patrząc na ten zespół myślę, że będziemy, co więcej ja wierzę w to i widzę wiele argumentów, które dają nadzieję na to, że my w tym turnieju będziemy zrobimy coś wielkiego. W hurraoptymizm jednak nie popadam.

Masz pytania? Mój Twitter @szczepanradzki 

09:33, anfernee , Europa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 sierpnia 2013

Jak zapewne pamietacie Kobe Bryant tuż przed play-off doznał kontuzji ścięgna Achillesa. Lider Lakers nie był w stanie dokończyć sezonu ani zagrać w postseason.

Kobe to walczak i gracz niezwykle ambitny, wie to każdy fan koszykówki i udowadnia to nam po raz kolejny. Bryant już powrócił do treningu po operacji i ćwiczy m.in. na bieżni ... grawitacyjnej. 

Zobaczcie jak wygląda takie urządzenie.

 

A tak trenuje Kobe

14:40, anfernee , NBA
Link Komentarze (1) »
Subskrybuj RSS