środa, 26 sierpnia 2009

... Raz podnoszę pięćdziesiąt gramów, a innym razem sto gramów, i to zawsze w szklaneczce z lodem. W ubiegłotygodniowym numerze tygodnika Wprost lider formacji Big Cyc Krzysztof Skiba w ten sposób rozpoczął felieton o wdzięcznym tytule - Precz ze sportem!

Szeroko znany w Polsce artysta krytykuje ideę piłki nożnej, nie jest w stanie oglądać futbolu na murawach w Polsce twierdząc, że jest to granie na czas, beznadziejna kopanina, podawanie do tyłu i ciągła asekuracja. 

Pisze także - wszystkie sporty kojarzą mi się z masową rozrywką na poziomie wiejskiej dyskoteki. Piłkę nożną, jak wiadomo, wymyślili kapitaliści, aby zając czas wolny klasie robotniczej. Chodziło tylko o to, by w niedzielę po mszy robotnicy mieli co robić i nie musieli się lać w knajpach po gębie. Po latach piłka kopana stała się obok handlu narkotykami najlepszym interesem pod słońcem. Rozgrywki piłkarskie w Europie to mistrzowski patent na zarabianie pieniędzy, a organizacja, który tym cyrkiem kieruje, jest sprawniejsza niż cosa nostra. Polska liga to już nie cyrk, ale kabaret, ale o dziwo ciągle są naiwni, którzy chcą to oglądać.

Ostre słowa, ale nie gorzej Skiba potraktował żużel, czy kolarstwo - Uważam, że nie ma nic bardziej nudnego niż wyścigi kolarskie albo żużel. Relacje z maratonów rowerowych wyglądają jak fragmenty programów turystycznych. Tylko dla pięknych widoków i krajobrazów czasem warto rzucić na nie okiem. Zwykle wygląda to tak: grupa cyborgów w kretyńskich kaskach, ubranych w śmieszne obcisłe stroje przypominające zlot kochających inaczej, pedałuje przez kilka godzin, a komentator podnieca się i opowiada, ile jeszcze muszą przejechać. Dopiero przed metą pojawia się napięcie. Dramat! Żużel to widowisko z większą ikrą. Tu sam ryk silników nadaje zawodom bardziej widowiskowy charakter. Ale kręcenie się zawodników w kółko jest kompletnym idiotyzmem. Po dwóch biegach zaczynam ziewać, mimo że mój teść nie może oderwać oczu od telewizora.

Sporty elit to dziecinada, a boks Skibie podoba się do momentu wejścia bokserów na ring. W zasadzie najmniej oberwało się koszykówce, którą autor felietonu z tego co pamiętam oglądał kilka razy na żywo podczas meczów gwiazd PLK. Zarzutem odnośnie koszykówki jest ... niemożność patrzenia przez dłuższy czas na bandę drągali podskakujących śmiesznie pod koszem.

Kończąc felieton, jeden z moich ulubionych autorów i polskich muzyków pisze - I choć z najgorszych chorób można się wyleczyć, sport to zjawisko masowe i nieuleczalne. 

Nie krytykuję słów Skiby, nie jestem autorytetem, aby podważać wolność wypowiedzi znanego i szanowanego artysty, ba zgadzam się ze spłyceniem sportu, aczkolwiek można zrobić to z każdym, dosłownie każdym sportem. Formuła 1 - kręcą się po torze brzmiące jak kosiarki samochodziki, a wyprzedzania nie ma. Polo - no tu to chyba nie trzeba podejmować komentarza. Skoki narciarskie? Dziwię się, że tu nie było drobnego przyczepienia, bo to moim zdaniem najnudniejszy sport świata, polegający na ... leć Adam leć. 

Wracając do sedna - mówiąc o sporcie, jego nudności, efektowności mówimy o popularności, czy słupkach które definiują tak zwaną wartość marketingową dyscypliny. Obserwując z doskoku lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata w Berlinie, naszły mnie pewne refleksje. Jedna z Polskich sprinterek w sztafecie 4x100 metrów, powiedziała, że obecne sukcesy lekkiej atletyki być może przysłużą się boomowi na tą dyscyplinę sportu, może nawet zaistnieje podobny boom jak na siatkówkę - mówiła przesympatyczna sportsmenka. Osiem medali, kilka złotych i rekord świata to jednak za mało, aby mówić o wielkim szale i piskach związanych z powrotem do czołówki w kategorii - najbardziej oblegany sport w Polsce. 

Porównanie do siatkówki też wypada blado - przecież liga siatkarska w naszym kraju jest jedną z najsilniejszych lig na całej kuli ziemskiej. Ponadto siatkarze grają jakby więcej. Rozgrywki klubowe, zaraz potem bardzo efektowne i silne rozgrywki Ligi Światowej. Lekka nie ma tego czegoś, żeby ludzie interesowali się nią cały rok - Golden League to obecnie słabej jakości zawody, a ME, MŚ, czy Igrzyska Olimpijskie to stanowczo za mało, aby można było mówić o długotrwałym efekcie. 

Pewnie, że będziemy oglądać, bo w przypadku tak dużych imprez, zawsze będą one pokazywane przez telewizję publiczną. Jednak po zakończeniu i wręczeniu medali jest ogromna dziura, której nie łatają nawet rekordy Bolta i kolejne potyczki Isinbajewej. 

Jak to się ma do koszykówki? Ano tak, że istnieje duża szansa na zwiększenie popularności dyscypliny (lipcowe badania Pentagon-Research  pokazują nawet, że koszykówka awansowała na trzecie miejsce pod tym względem) dzięki ostatnim ruchom - Marcin Gortat, Mistrzostwa Europy - to szanse na to, aby Krzysztof Skiba powiedział - tych drągali to moge oglądać, bo robią kawał dobrej roboty, a do tego oprócz sukcesu jest widowiskowo. 

10:45, anfernee
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 sierpnia 2009

Były zawodnik Turowa Bryan Bailey wziął ślub. Oto video z pierwszego tańca z wybranką serca rozgrywającego.

Moim zdaniem słabo. Bez tempa, bez charyzmy ... prawie jak na parkiecie.

 

12:11, anfernee
Link Komentarze (1) »
środa, 19 sierpnia 2009

Powrót po chwili odpoczynku po weekendzie przyniósł jak dla mnie zaskakujące przemyślenia.

Starałem się śledzić poczynania Polaków w meczach sparingowych - byłem w ubiegłym tygodniu we wtorek w Łodzi, środowy mecz widziałem w telewizji, piątkowy i niedzielny oglądałem na żywo, a sobotni w internecie. 

Mecze sparingowe mają to do siebie, że są testem utawień taktycznych, trenerzy wystawiają różne pierwsze piątki, starają się rotowac składem tak, aby sprawdzić przydatność graczy do takiej, a nie innej, obranej przez siebie koncepcji. W składzie kadry Polski prowadzonej przez Muli Katzurina był jeden, może dwóch pewniaków do występów od początku spotkania - Marcin Gortat i być może Michał Ignerski.

 

Osobiście sądziłem, że i Łukasz Koszarek ma bardzo duże szanse na pierwszą piątkę. Był w Hiszpanii, prezentował się całkiem nieźle. W ostatnim meczu przeciwko reprezentacji Włoch miał niesamowite 10 punktów i 11 asyst. Ostatni rok w PLK był dla Koszarka także bardzo udany. Jeśli nie pewniak do startu w kadrze, to rozkład sił Koszarek vs ktoś inny oceniałem na 80-20. 

I niespodzianka. W pierwszym meczu przeciwko Chorwacji startował Szubarga. 

- Na pewno Muli testuje ustawienia, patrzy jak Krzysiek Szubarga poradzi sobie z presją, chce zobaczyć czy w razie kontuzji Koszarka jego zmiennik da sobie radę - mówiłem wtedy.

Słowa te wydawała się potwierdzać dyspozycja Szubargi, który w pierwszym meczu z Chorwatami grał bardzo przeciętnie. Kolejny mecz i Szubarga znowu grał w pierwszej piątce, tym razem dużo lepiej. Dużo lepiej patrząc przez pryzmat swojej wcześniejszej dyspozycji i dużo lepiej niż jego partner Łukasz Koszarek. 

Podczas meczu, który kadra naszego kraju grała przeciwko reprezentacji Wielkiej Brytanii przyszła mi do głowy złota myśl. 

Szubarga nie jest lepszym koszykarzem od Koszarka. On jest koszykarzem bardziej elastycznym, jest zawodnikiem, który lepiej, szybciej i skuteczniej potrafi dostosować się do gry przeciwko lepszym od siebie graczom. Lepiej czyta grę i potrafi wykorzystać swoje atuty. Adaptacja do warunków jakie stwarzają przeciwnicy jest niesamowita. W ciągu trzech spotkań Szubarga zaczął radzić sobie z naprawdę dobrymi rozgrywającymi. Lepiej broni, lepiej podaje, lepiej penetruje - szkoda tylko, że średnio grozi rzutem. 

Krzysztof Szubarga

W efekcie - Szubarga rozwija się szybciej niż Koszarek. Gra przeciwko lepszym przeciwnikom podnosi u niego poziom zaangażowania i uczy. Było to widać choćby w meczach przeciwko Prokomowi, kiedy mocno osłabiona Stal Ostrów, dzięki Szubardze była naprawdę groźnym przeciwnikiem. 

Ciekawe jak bardzo Szubarga rozwinie się gdy obok niego będzie grał naprawdę klasowy rozgrywający. Albo gdy co mecz przyjdzie mu grać przeciwko zawodnikom z najwyższej półki.

Przekonamy się podczas Eurobasketu. Tak czy inaczej słowa uznania dla Muli Katzurina za wiarę w wydawałoby się słabszego gracza. 

P.S. Przyszło potwierdzenie z Izraela - John Thomas nie będzie zawodkiem Turowa. Jak podawał Interbasket podpisał kontrakt z Hapoelem Holon. 

P.S.2 I w kwestii wyjaśnienia - zdjęcie pod tekstem o mocnym składzie Turowa wybierał fotoedytor. Zakomunikowałem wczoraj, że na fotografii jest Zelimir, a nie Saso. Na papierze jest dobrze, w internecie nikt tego jeszcze nie zmienił.

Sam tekst nie mówi o tym, że takowe transfery będą poczynione - o co miano pretensje nawet w klubie ze Zgorzelca. Mówi raczej o tym, jaką drogę obiera Saso Obradović i jakiej klasy zawodników chciałby mieć w drużynie.

11:19, anfernee
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 sierpnia 2009

Ruchy transferowe w PLK nie ustają. W Polsce pojawiają się nowe twarze zarówno na ławkach trenerskich jak i wśród zawodników

Wczoraj w Treflu Sopot pojawił się nowy trener - Karlis Muiznieks. Ciekawy ruch i z pewnością udany, bo Muiznieks ma spore doświadczenie i jest uznanym szkoleniowcem. Prowadził między innymi kadrę Łotwy, czy BK Ventspils. Gorzej, bo w Treflu nie ma jeszcze składu i jedynym zawodnikiem w nowym zespole w PLK jest Iwo Kitzinger. Przynajmniej oficjalnie, bo nieoficjalnie kontrakt z zespołem podpisał także były zawodnik Turowa, Polpharmy, ŁKS Łódź czy Sportino - Grzegorz Mordzak.

Kto kolejny? Mnie ciągle ciekawi gdzie zagra Rafał Bigus, Marcin Stefański i Przemysław Frasunkiewicz. Zespoły w ekstraklasie potrzebują Polaków. A może nowa krew z pierwszej ligi? Czekam na zaciąg z zaplecza ekstraklasy, bo jest tam naprawdę kilku fajnych, godnych uwagi zawodników. Z nowym przepisem może i im uda przebić się na tak zwane salony.

Słuchy docierają też z obozu Turowa Zgorzelec. Nowym zawodnikiem ma tam być podobno John Thomas. Nie, nie ten John Thomas rozgrywający, który kiedyś występował w barwach Polpharmy i Stali Ostrów, tylko środkowy John Thomas. Ma on 206 centymetrów i 34 lata. Grał w Atlanta Hawks, Boston Celtics, New Jersey Nets, Toronto Raptors, Memphis Grizzlies i Minnesota Timberwolves. Średnio po 3 punkty i 2 zbiórki w meczu, w ostatnim sezonie grał w czwartym zespole ligi ukraińskiej - Khimik-OPZ Yuzny. 

Sporo lat ma Pan Thomas - a to już drugi tak wiekowy zwodnik pod koszem Turowa. Pierwszy był Adam Wójcik. O ile formy tego drugiego można być pewnym, tak o 34 letnim amerykaninie powiedzieć tego nie można - kto wie jaki tryb życia prowadził i jak bardzo jest wyeksploatowany.

Kto następny? Mali, niscy, szybcy, rzucający gracze - przynajmniej w Turowie - bo tego potrzebuje Saso Obradović. Gdzie indziej? Ciekawych, fajnych zawodników - z przeszłością, z przyszością. Chcę nowej, świeżej krwi, o którą mają postarać się trenerzy ledwo co w Polsce zatrudnieni. Takich nowych wynajdował m.in. Saso Filipovski, teraz kolej na Obradovića i Muiznieksa. Chcę oglądać kolejne prospekty w stylu Kelatiego, czy Bobby Dixona ze Świecia. Chcę monstrum pod koszem podobnego do Erica Hicksa, albo Ernesta Browna. Chcę ułożonego i potrafiącego wszystko Kevina Hamiltona - chcę aby ta liga i gracze byli coraz ciekawsi. Liczę na panów trenerów i scoutów. 

UPDATE: Tak jak w komentarzach. Rafał Bigus podpisał już kontrakt w Sportino, Paweł Kowalczuk w Sopocie, a nowa krew w PLK to Mike Trimboli - konkurent Szubargi w Anwilu.

Dzięki za ort. :)

11:18, anfernee
Link Komentarze (2) »
środa, 12 sierpnia 2009

W sondzie jednoznacznie stwierdziliście drodzy internauci, że Janusz Wierzbowski musi odejść. Pewnie i tak nie odejdzie, bo otrzymał już w tym roku listy intencyjne od klubów w sprawie zatrzymania go na stanowisku prezesa Polskiej Ligi Koszykówki.

Nie badałem i nie interesowałem się szczegółowo sprawą związaną z nieustalonym, złym, fe regulaminem. Jednak z tego co wiem, dziś może nastąpić przełom w jakże głośnej sprawie wyżej wymienionego - Janusz Wierzbowski obiecywał, że we wtorek/środę wystosuje oficjalne pismo w sprawie poruszonej przez Jakuba Wojczyńskiego i następnie Łukasza Ceglińskiego.

Choć jak twierdzi Wojczyn, ekspertyza prawnicza regulaminu i zarzutów postawionych lidze przez dziennikarzy miała być dostępna już tydzień temu.

- Nie uważasz że coś jest nie w porządku? Gdyby było ok, gdyby wszystkie przepisy były tak jasne i klarowne jak twierdzi Wierzbowski, prawnicy już dawno przekazaliby potwierdzenia - usłyszałem wczoraj w Łodzi z rozmowach z Wojczynem i kilkoma innymi dziennikarzami.

Jak będzie bronił się Janusz Wierzbowski? Na pewno powoła się na regulamin, w którym scedował odpowiedzialność za udzielanie licencji na Radę Nadzorczą (rozdz. II §2 p. 5 - dzięki uprzejmości Macieja Szlachtowicza), która według odrębnego dokumentu (Warunki licencji zawodowej) określa warunki występowania w lidze. 

Maciek Szlachtowicz, który rozmawiał z prezesem ligi mówił, że chodzi też o datę ustalenia regulaminu i jego rzekome nieobowiązywanie w obecnym sezonie - ze względu na tytuł Regulacje Polskiej Ligi Koszykówki S.A. 2008-209. Do momentu nie ustalenia nowego regulaminu (lub daty jego zakończenia - której w regulaminie PLK nie ma), obowiązuje ten stary. Tą wersję potwierdza też Maćkowi mecenas Andrzej Malicki.

Przewidywane zakończenie sprawy? Czy proces weryfikacji został przeprowadzony zgodnie z prawem? Czy to dziennikarze się pomylili, czy po raz kolejny liga niedopatrzyła jakże istotnych szczegółów? Poczekajmy na oficjalne pismo z PLK.

10:56, anfernee
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 sierpnia 2009

O błędzie jaki wkradł się ostatnimi czasy w poczynania prezesa Polskiej Ligi Koszykówki powiedziane już było dość. Napisał o tym na swoim blogu Łukasz Cegliński, pierwszy wspominał o sytuacji Jakub Wojczyński w Przeglądzie Sportowym. Pisałej i ja we wcześniejszych notkach, doszukując się drugiego dna i teorii spiskowej. Pisali też na sport.pl.

Cegieu sugeruje, że może to być ostatnia pomyłka prezesa Janusza Wierzbowskiego i chyba najwyższy czas położyć kres rządom tego Pana. Sprawdźmy więc, co internauci i kibice sądzą na ten temat. 

Zachęcam gorąco do głosowania w zakładce z boku.

P.S. Były zawodnik Polpharmy Starogard Gdański, Turowa Zgorzelec i Basketu Poznań w nowym sezonie zagra w Treflu Sopot. Będzie pierwszym zawodnikiem nowo tworzonego klubu.Przypadki Kitzingera odbijają się szerokim echem po Polsce wzdłuż i wszerz, zaczepiają też o Hiszpanię i Włochy. O Kitzingerze głośno było w tamtym sezonie, gdy stracił pracę w Turowie i był poddany testom antydopingowym, a następnie zakontraktowano go w Poznaniu.

15:34, anfernee
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 sierpnia 2009

Tomas Pacesas jest chyba największym szczęściarzem wśród trenerów PLK. Dwa lata temu, gdy objął zespół po wyrzuconym z Prokomu Eugeniuszu Kijewskim, miał pod swoimi skrzydłami Milana Gurovića - ten zagrał jeden niesamowity, wręcz genialny i przyprawiający o westchnienia mecz. Mecz siódmy finałów, który dał Prokomowi złoty medal. W ubiegłym sezonie nie dość, że miał Logana, Ewinga, Burke'a i Burrella, to jeszcze w trakcie sezonu podpsiał największego dominatora, jaki chyba grał w polskiej lidze - Qyntela Woodsa. Woods rządził i dzielił i praktycznie nawet bez obecności Pacecasa pociągnął by swoich kolegów do kolejnego złota. 

Nawet patrząc na skład Prokomu już teraz, wydaje się on być niesamowicie mocny. David Logan, Qyntel Woods, Daniel Ewing i niedoceniany przez wielu Ronnie Burrell - trzon zespołu zachowany, zawodnicy się znają, dobrze gra im się w systemie proponowanym przez Tomasa Pacecasa. 

Pacesas będzie miał jednak ogromny problem, bo kolejny Polak zniknął mu z celownika. Szymon Szewczyk podpisał kontrakt w Avellino, a trener Prokomu dostał migreny. Mówiło się, że w Prokomie zagra Łukasz Koszarek, chciał podobno milion złotych za sezon i ... wybrał ofertę z Włoch.

Kim Pacesas zapełni miejsce Polaków? Ok, jest David Logan, który będzie grał po 30+ minut - to jednak jedynie jedno miejsce. Na drugie obecnie Pacesas ma Piotra Szczotkę, Adama Łapetę i Adama Hrycaniuka - jakby trochę mało. Nie zagra raczej Przemysław Zamojski, a to kolejny cios dla Prokomu.

Nie wiadomo, na co liczą w zespole mistrza Polski, a kolejni Polacy uciekają z rynku wolnych agentów. Kolejni sensowni Polacy, bo Prokom musi się wzmocnić. Kogo weźmie Pacesas? Frasunkiewicza? Hyżego? Wolny jest chyba też Rafał Bigus, Marcin Stefański również szuka klubu. 

To władze Prokomu lobbowały za zniesieniem przepisu o młodym zawodniku na parkiecie, a teraz wprowadzenie przepisu o grze dwóch Polaków przez cały mecz może odbić się czkawką drużynie mistrzów kraju.

Zapewne jednak ktos w końcu skusi się na grę w Sopocie. Może scouting Prokomu wynajdzie jakieś perełki w pierwszej lidze?

Śmiesznie - bo w sytuacji tak ogromnego bagna i syfu o tragedii mówić już nie sposób i należy jedynie z politowaniem postarać się o uśmiech - wygląda Polska Liga Koszykówki, która nie zatwierdziłą regulaminu i nie może odmówić gry w ekstraklasie żadnemu klubowi. Tak przynajmniej wynika ze śledztwa przeprowadzonego przez dziennikarzy Przeglądu Sportowego.

Janusz Wierzbowski będący obecnie na urlopie zaprzecza, że sprawa ma się właśnie w ten sposób. A może to taki sprytny wybieg mający na celu pokazanie słuszności w działaniu? Najpierw władze ligi skrupulatnie prześwietliły i zweryfikowałī kluby, odrzucając te niespełniające warunków regulaminu. Teraz okazuje się, że wszyscy mogą grać. Wniosek? Mój daleko idący i bardzo powierzchowny - a więc możliwe, że również i bardzo mylny - liga zagrała tak, aby i tak wszyscy występowali w ekstraklasie. Dwa miliony, trzy miliony, brak długów? Nieistotne, o ile nie został uchwalony regulamin. Tłumaczenie przeoczeniem i niedopilnowaniem jednej formalności ujdzie wszystkim płazem, a my jeszcze bardziej zapadniemy się w koszykarskie bagno Polski.

P.S. Artur Drozdov rozgrywającym - tak przynajmniej napisałem w tekście o Pawle Leończyku w GW. Nie wiem zupełnie jak to się stało. :)

13:32, anfernee
Link Dodaj komentarz »
Subskrybuj RSS