sobota, 31 lipca 2010

Już za dwa dni rozpoczynają się eliminacje do Mistrzostw Europy na Litwie. Polacy pierwszy mecz zagrają z Gruzją, górzystym krajem położonym na Kaukazie Południowym. Popatrzmy więc na atuty naszego kraju. Atuty troszkę inne niż typowo koszykarskie.

Polska vs Gruzja: garść informacji podstawowych

Powierzchnia: 312,685 km2 vs 69,700 km2

Populacja: 38 mln 192 tyś vs 4 mln 630 tyś

I wyobrażacie sobie, że w kraju który jest prawie 10 razy większy znajdzie się mniej utalentowanych koszykarzy? Są takie przypadki - choćby Słowenia - aczkolwiek Gruzja to nie Słowenia, więc takowego problemu nasza reprezentacja mieć nie powinna.

PKB: 430,2 mld USD vs 10,227 mld USD

Domena internetowa: .PL vs .GE

Kod samochodowy: .PL vs .GE

Kod telefoniczny: +48 vs +995

Nie wiem do czego to nam się przyda i w jaki sposób wpływa na cokolwiek, ale fajnie wygląda w zestawieniu.

Tak czy inaczej wygrywamy i w liczebności populacji i w PKB i w powierzchni kraju. Czy będziemy lepsi i w koszykówce? Miejmy nadzieję.

Wracając do Gruzji.

Z ciekawości i weekendowej nudy związanej z unieruchomieniem, przeszperałem internet w celu dowiedzenia się czegoś więcej o Gruzji, niż tylko to co podaje Wikipedia w liczbach przytoczonych powyżej. Natrafiłem na kilka naprawdę ciekawych informacji, do tej pory mój obraz Gruzji w głowie sprowadzał się przede wszystkim do postrzegania tego kraju jak i jego mieszkańców jako szarych, nabarmuszonych, ubranych w welonki pasterzy. Błąd.

Otóż okazuje się, że Gruzini to bardzo pogodni, weseli, gościnni i serdeczni ludzie, których według legendy przytoczonej w portalu www.kaukaz.pl, Bóg obdarzył najpiękniejszym miejscem na Ziemi, które nazwał Sakartwelo, czyli Ziemia Karltów.

Niezwykle interesującym jest także podejście Gruzinów do ojczystego języka, który traktują jako jedną z najważniejszych świętości. Powszechnym jest twierdzenie, że język gruziński ma wiele wspólnego z rosyjskim i cyrylicą. Błąd - Gruzini nie stosują takiego zapisu, a historia powstania języka sięga czasów starożytnych, na długo przed Słowianami i ich mową. Należący do grupy języków aglutacyjnych (oznacza to, że kolejne wyrazy lub całe wyrażenia tworzy się dołączając do nich kolejne, mające znaczenie litery), język gruziński jest językiem bardzo trydnym w wymowie (głównie ze względu na występowanie dźwięków nieobecnych w naszej mowie).

Nie będę jednak nikogo zamęczał resztą informacji o Gruzji, załączę tylko mapkę znalezioną na stronie Kaukaz.pl. Grafika przedstawia najważniejsze zabytki Gruzji. Jeśli ktoś wybiera się na mecz eliminacji EuroBasketu, może przy okazji odwiedzi, któryś z zaznaczonych punktów.

Więcej informacji o, jak się okazuje, bardzo ciekawym kraju, jakim jest Gruzja, znajdziecie na www.kaukaz.pl.

Jeszcze przed drugim sierpnia, sportowa (krótka) analiza szans w meczu Polska - Gruzja.

Stay tuned.

Tagi: gruzja Polska
12:23, anfernee , Europa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 lipca 2010

Staram się nie oceniać transferów przed zobaczeniem graczy w akcji, przed dokładnym przyglądnięciem się jak funkcjonują w zespole, w danym systemie. Czasem ciężko jednak trzymać język za zębami, emocje na wodzy kiedy tylu co najwyżej przeciętnych graczy pojawia się na parkietach.

Jeszcze kilka lat temu czołowe kluby z Polski ściągały do siebie reprezentantów Litwy, koszykarzy choćby z CSKA Moskwa, z mniejszym lub większym sukcesem takich, którzy byli/są uznanymi byłymi zawodnikami/obecnymi trenerami w swoich krajach. Ściągaliśmy zawodników, którzy wchodząc na parkiet byli przykładem dla Polaków, byli w stanie czegoś ich nauczyć - i tylko dlatego, że byli lepsi, prezentowali poziom koszykówki europejskiej, tej z wysokiej półki.

A teraz? Teraz spotykamy się z partactwem, przeciętniactwem i postępującą gangreną, którą w swojej ofercie mają tak zwani - najlepsi agenci od Odry aż do Buga. Kogo oferują nie tylko klubom, ale i nam dziennikarzom/kibicom (niepotrzebne skreślić)? Nie, nie Lavrynovićów, nie choćby Einikisów, nie Gregowów, Miglinieksów, LaBradfordów Smithów, Adomaitisów, ani Pacecasów.

Zaznaczam - wyłączam z tej wyliczanki obecny stan Prokomu, to zespół z innej ligi, innego środowiska i o zupełnie innych możliwościach finansowo, organizacyjnych. Sami sobie na to zasłużyli, więc będą oszczędzeni w tym negatywnym wywodzie.

Wracając do sedna. Ściągają nam, ci kochani agenci, psychicznych streetballowców potrafiących jedynie kozłować i ładnie mijać. Quinton Day, Jeremy Chappell to w tym roku jedni z lepszych zawodników w PLK. Ale czy to naprawdę postaci, na których można budować jakiekolwiek drużyny walczące o realne, wysokie cele? Nie wydaje mi się.

Popatrzmy też na taki Turów, w którym za koncepcję drużyny odpowiadają Waldemar Łuczak i Jacek Winnicki. Ten pierwszy przecież wie jak to jest podpisać kontrakt z naprawdę dobrym zawodnikiem. Dlaczego więc decyduje się na ruchy w postaci Ivana Zigeranovića (w tym wypadku niesamowicie podoba mi się jego imię, nigdy nie poznałem jeszcze oryginalnego Ivana), czy wcześniej Nejca Glavasa? Skąd takie dramaty w ogóle znalazły się w notesie jakiegokolwiek, poważnie myślącego o wynikach trenera/dyrektora sportowego. Wielkim sukcesem jest sprowadzenie do Polski Marko Brkića. Ok, to solidny, fajny zawodnik, ale jakieś 5-7 lat temu, jego kontrakt przeszedłby bez większego echa. Teraz jego podpisanie wywołuje wrzawę wśród fanów, prawie równą tej jaka towarzyszyła wicemistrzostwu świata U17.

Każdy z nowych w lidze jest dobrym rozgrywającym, mającym genialny przegląd pola, do tego świetnie panuje nad piłką, a wysocy genialnie bronią jeden na jeden pod koszem i są świetnymi zbierającymi. Rzeczywistość weryfikuje jednak takich koszykarskich atletów i okazuje się, że większość graczy z USA sprowadzona do Polski wygląda jakby jedyną nauką koszykarskiego rzemiosła było podpatrywanie starszych kolegów (wcale nie koszykarzy) rzucających na kosz przy głównej ulicy?

Owszem, kilka i kilkanaście lat temu też zdarzały się niewypały, które pojawiały się w Polsce, a po rozwiązaniu kontraktu kierownik drużyny chcąc zawieźć gracza na lotnisko napotkał go kręcącego warkoczyki na brodzie, siedzącego przed stertą prezerwatyw i numerów telefonów.

Teraz za to zdarza się, że koszykarz po bardzo dobrej uczelni, grający w NCAA z jednym z najlepszych rozgrywających w NBA, strzela - jak mówią nastolatkowie - focha i sabotuje swój zespół. Zdarza się także coraz częściej podpisywanie kontraktów z zawodnikami, którzy grali w ligach, nawet jak dla Polski, egzotycznych. Coraz częściej zdarzają się jednak asy z pogranicza abstrakcji sportowej nie potrafiące biegać, znakomici atleci - skoczkowie w dal, sprinterzy, skoczkowie w zwyż, pseudo gangsterzy i raperzy, ale na pewno nie koszykarze.

Z drugiej strony, obwiniając graczy i agentów trzeba także zastanowić się nad tym, dlaczego scouting w klubach PLK polega na oglądaniu jednego nagrania, z najlepszymi zagraniami zawodnika. Płytę zainteresowanym władzom przynosi oczywiście agent gracza. Czy to nie w języku internautów najzwyklejszy FAIL?

Zgodzę się z tym, że czasy się zmieniły, system obrony, ataku, gracze są bardziej atletyczni, ale do cholery dlaczego to wszystko nie idzie w parze z umiejętnościami koszykarskimi i podniesieniem poziomu ligi? Dziesięć lat temu nie do pomyślenia było, aby zawodnik nie potrafił zebrać piłki, aby problemem było dla niego rzut lewą ręką czy podanie. Teraz, byli uznani gracze i trenerzy z żalem mówią o niedotrenowaniu, niedouczeniu technicznym pojawiających się w Polsce graczy drugiego sortu.

Pisząc drugiego sortu, zastanawiam się jednak, czy przez przypadek nie podniosłem oceny ich umiejętności koszykarskich.

Kiedyś wzorce i nauki czerpano od Adomaitisa i Miglinieksa, reprezentantów swojego kraju, uznanych graczy. Teraz? No właśnie, od kogo?

O typografii i logo opowiada Piotr Piwocki. Właściciel agencji brandingowej BrandMade, wykładowca na wydziale mediów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Krótkiej analizie i ocenie poddane zostało logo Polskiej Ligi Koszykówki/Tauron Basket Ligi.

(logo jest screenshotem ze strony PLK.pl, wybaczcie za niebieskie końcówki)

Samo logo nie jest złe, choć wygląda ciężko. Po prawej stronie za dużo się dzieje, ale to drobne niedociągnięcia i raczej próby przyczepienia się do czegoś. Zastanawia mnie jedno - dlaczego nie stworzono nowego logo, połączenia tych dwóch, ich charakterystycznych elementów, typografii, kolorystyki. Tak jak na przykład w przypadku logo Orange Ekstraklasy.

Dlaczego - to było najważniejsze pytanie tej rozmowy. Odpowiedź jest prosta, Tauron związał się z PLK na zaledwie dwa miesiące (wtedy). Tworzenie nowego logo, byłoby próbą przywiązania do nowej marki, która za 60 dni mogłaby przestać istnieć. Pomijając ten jakże istotny szczegół przechodzimy do dalszej analizy.

Osobiście przekonywałbym klienta do połączonego logo - nawiązującego barwami do firmy Tauron, a formą do koszykówki . Tak jak to było w przypadku Orange Ekstraklasy. Ale chyba domyślamy się dlaczego właśnie w ten sposób postanowiono zrobić nowe logo Tauron Basket Ligi. Nie można mieć pretensji do grafika, bo generalnie nic wielkiego nie da się z tego wyczarować. Może lekkie poprawki, przesunięcie logo PLK nieco wyżej, trochę rozsunął, ale to minimalne ruchy, które niewiele by dały.

Do sedna. Zdaniem eksperta, logo nie jest fatalne, brakuje mu dynamizmu, ale Piotr nie czuje wielkiego zgrzytu - jak sam mówi: o matko, jesteśmy w komunie. Nie ma też czegoś co łapie za serce i nie pozwala oderwać oczu od logotypu. Połączony znak graficzny PLK i Taurona jest neutralny.

Odchodząc od logo TBL/PLK/Tauron spytałem również o wzorcowe znaki graficzne, które złapały za serce. Oczywiście tych sportowych.

Logo NBA było wzorem i mnóstwo kolejnych grafik było wzorowanych właśnie na tym logo. I choć nie lubię stylistyki amerykańskich logotypów, trzeba oddać, że akurat ten znak jest najwyższej klasy. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o “łyżwie”, którą w każdym możliwym miejscu umieszcza Nike. Oni też są niedoścignieni.

Właśnie takich odpowiedzi się spodziewałem. Przejdźmy jednak do kategorii logo - jesteśmy w komunie.

Fatalne, obrzydliwe są logo polskich i nie tylko polskich drużyn piłkarskich. Co dziwne, nawet brytyjskie kluby nie mają ładnych logotypów. Brak zmian w tym segmencie może jednak wynikać z tradycji.

Nie pytałem dalej z prostego względu - im dalej w las, tak okazało by się, że 95% logo klubów sportowych funkcjonujących w Polsce, nadaje się do wymiany, a w najlepszym przypadku do mniejszych lub większych poprawek.

P.S. Serdecznie dziękuję Piotrowi za poświęcony czas i bardzo przydatne wskazówki.

P.S.2 Zapewne wszyscy już czytali, ale jeśli nie, to polecam felieton Łukasza Ceglińskiego w Sport.pl. Nie zdradzę szczegółów, po prostu przeczytajcie, zawiedzeni nie będziecie.

Tagi: NBA plk Tauron
10:07, anfernee , PLK
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 lipca 2010

Mikhail Prokhorov, obrzydliwie bogaty Rosjanin, który niedawno kupił New Jersey Nets za 200 milionów dolarów, liczył na zakontraktowanie któregoś z cozłowych wolnych agentów tego lata (LeBron, Wade, Bosh), nie traci optymizmu.

W artykule w rosyjskiej wersji magazynu Forbes, Prokhorov otwarcie mówi o tym, że jego drużyna do 2015 roku będzie warta MILIARD dolarów.

I hope that this asset, which I bought for $200 million, will be worth at least $1 billion in five years. We got in at the right time.


Co więcej, będzie przynosiła 20 milionów dolarów zysku rocznie. Nie da się tego zrobić w Newark, ale na Brooklynie i z ambicjami multimilardera jak najbardziej jest to możliwe.

Brooklyn is a country unto itself. Even the Americans themselves say that. It's the center of immigration. It has a unique energy to it. Tens of millions of people who now live in the US came through Brooklyn. When I've travelled around to different cities, people have come up to me and said, 'We're Brooklynites. Give us a great Nets team and we'll root for them.
The structure of the deal is such that, before the move to Brooklyn, we plan to have a certain budget deficit. That's built in. But from the time we move to Brooklyn, the team becomes profitable.

Jestem bardzo ciekawy, czy pierwszemu właścicielowi klubu NBA spoza USA, uda zrealizować się ten plan. Mam nadzieję, że tak i na naszych oczach zrodzi się coś niesamowitego.

Więcej cytatów Prokhorova z Forbesa w Nets Daily.

Jest między innymi wypowiedź o piciu wódki z Philem Jacksonem.

EDIT

Dla pokazania, czego chce dokonać Prokhorov oto 10 najbardziej wartościowych klubów sportowych na świecie według Forbes (20.07.2010). W najlepszej dziesiątce nie ma ani jednego klubu NBA, a najwięcej z drużyn koszykarskich warci są Lakers (607 milionów dolarów), którzy zajmują miejsce ... 49.

1. Manchester United (Premier League) - 1.83 miliarda $

2. Dallas Cowboys (NFL) - 1.65 miliarda $

3. New York Yankees (MLB) - 1.6 miliarda $

4. Washington Redskins (NFL) 1.55 miliarda $

5. New England Patriots (NFL) - 1.36 miliarda $

6. Real Madryt (La Liga) - 1.32 miliarda $

7. New York Giants (NFL) - 1.18 miliarda $

8. Arsenal Londyn (Premier League) - 1.18 miliarda $

9. New York Jets (NFL) - 1.17 miliarda $

10. Houston Texans (NFL) - 1.15 miliarda $

Od jakiegoś już czasu gdy tylko złapię książkę i oddam się jej chcąc zapomnieć o koszykówce, o sprawach mniej lub bardziej przyziemnych. Gdy tylko trafiały do mnie kolejne pozycje z cyklu Sekrety Ludzi Sukcesu (opisywane tutaj kiedyś Zakupologia i Poza Schematem), albo w momentach rozkoszowania się kolejnymi ciętymi ripostamia Jerremy Clarksona, nie chciałem myśleć o koszykówce.

Każdą z publikacji wiąże jednak jedna wspólna rzecz. Właśnie to, od czego chciałem uciec -koszykówka. Poważnie, nie wymyślam tego - ok, Clarkson w przedrukach swoich felietonów wspomniał o tym sporcie może raz, ale już sam jego wzrost determinuje to, że coś ma, lub choćby mógł mieć wspólnego z basketem.

Pobyt w szpitalu umilałem sobie lekturą Andrew Gottlieba - Pij, Graj, Używaj. Generalnie autor pisze o porzuceniu przez żonę i rocznej podróży po świecie - Dublin, Las Vegas, Tajlandia. Uwielbieniu do picia, hazardu i … sami się domyślcie, co można robić w Tajlandii.

Jak wyglądała podróż z Dublina do Las Vegas, tego skacowanego po przygodach w Irlandii, zwiedzaniu Szlaku Whiskey, człowieka?

Ponieważ nie udało mi się znaleźć bezpośredniego połączenia z Dublina do Las Vegas, z premedytacją zabukowałem lot z przesiadką w Atlancie, gdyż dzięki temu miałem pewność, że nie będę musiał walczyć z pokusą przerwania podróży na zwiedzanie. Bez urazy, ale nigdy nie byłem w Atlancie i nie zamierzam się tam udać. Dla mnie Atlanta jest czymś w rodzaju minivana wśród miast. To uprzedzenie zagnieździło się w mej duszy chyba w dzieciństwie, kiedy oglądałem w telewizji Atlanta Hawks grających przed pięćdziesięcioosobową widownią na stadionie mogącym pomieścić pięćdziesiąt tysięcy widzów. Czym oni są tam tak bardzo zajęci, do cholery, żeby nie znaleźć czasu na podziwianie gry Dominique’a Willkinsa i Spuda Webba? Leniwe palanty z Georgii.

Jest i fragment o Sir Charlesie, nałogowym hazardziście, w którym mowa o wpadaniu Barkley’a w tarapaty z powodu uwielbienia do zwiedzania i poznawania magii kasyn oraz sprzętów tam usytuowanych.

Las Vegas, kasyno w hotelu Bellagio - jedno z najbardziej znanych kasyn na świecie, podczas gry w ruletkę nasz bohater myśli o …:

Z jakiegoś powodu skupiam się na rzekomym faulu na Larrym Johnsonie podczas meczów fazy play-off w roku 1999. To było żałosne, Antonio Davis na pewno go wtedy nie sfaulował - a mówię to ja, kibic Knicksów! Kosztowało nas to prawie cztery punkty. Ciekawe, kiedy znowu uda się nam dotrzeć do tej fazy rozgrywek!

Uh, kontrowersyjnie, prawda? Był, czy nie było? Fan Knicks mówi, ja także twierdzę, że przewinienie Antonio Davisa było wyciągnięte z kapelusza.

Wracając do myśli przewodniej - na koszykówkę natrafiam nawet tam, gdzie chcę chwilami od niej uciec, i nie powiem żeby było to bardzo uciążliwe. Prowadzi mnie raczej do odważnego wniosku - ten zaniedbany u nas sport, jest drugim najpopularniejszym sportem na świecie. Zaraz po mojej ukochanej piłce kopanej.

PS. W końcówce opowiadania, kiedy to bohater dotarł do Tajlandii jest jeszcze jedna wzmianka o NBA, ale tak drobna i nieznacząca, że nie będę o niej pisał nic więcej.

PS 2. Komentujcie tu i na Facebooku. Rzucajcie tytułami, które podobnie jak w Graj Pij Używaj mają w sobie koszykarskie korzenie!

Tagi: książki
11:28, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 lipca 2010

 

Dziś drugi mecz sparingowy pomiędzy Polską, a Słowacją. Pierwszopiątkowym graczem kadry Igora Griszczuka jest Michał Chyliński, były zawodnik m.in. Unicaji Malaga i PGE Turowa Zgorzelec.

Władze tego drugiego klubu bardzo mocno liczą na to, że Chyliński przedłuży kontrakt z Turowem. Niestety dla nich, liczenie nie wyjdzie na dobre - z moich informacji wynika, że Chyliński w zbliżającym się sezonie będzie biegał po boisku w zupełnie innych barwach.

W jakich? Jeden z kolorów koszulek jest na pewno czarny, ale drugim kolorem nie będzie zielony, a … żółty. Miejscem w jakim Chyliński będzie kontynuował karierę będzie przeciwnik Turowa w ćwierćfinale play-off. Tak, Chylu zagra najpewniej w Treflu Sopot.

Podkreślam - wszystko to jest bardzo nieoficjalne.

Karta jakby się odwróciła, mówiło się o próbach podebrania graczy Trefla przez Turów (Kitzinger, Hawkins, Stefański). Tymczasem to Trefl skupuje zawodników, których chciał mieć w swoim obozie Turów (Dylewicz, Chyliński).

Możliwe, że w drugą stronę powędruje jednak Iwo Kitzinger - Turów musi starać się o wartościowych Polaków, bo w składzie w chwili obecnej znajdują się jedynie Michał Gabiński, Jacek Jarecki, Robert Tomaszek, Bartosz Bochno i młodzi Sebastian Szymański, Oskar Bukowiecki, Tomasz Bodziński.

Żaden z nich nie gwarantuje gry na wysokim poziomie przez blisko 30 minut w meczu. Jacek Winnicki we have a problem?

Tak czy inaczej, zakontraktowanie Chylińskiego, to bardzo ciekawy ruch Trefla - skład ponownie jest silny. Widać perspektywa gry w nadmorskim kurorcie przyciąga podobnie jak występy blisko South Beach.

Uwagi i obserwacje po pierwszym i przed drugim meczem sparingowym Polska - Słowacja.

1. Słowacja jest 600 reprezentacją koszykarską w Europie.

1a. Polska jest 300.

2. “Już go lubię! Nie to co Logana” - o Thomasie Kelatim, po 45 sekundach spotkania powiedział mój znajomy.

3. Kelati nie domaga się gry i piłki. To dobre przesłanki drużynowe. Choć jak wszem i wobec wiadomo, kiedy trzeba Tomek potrafi wziąć odpowiedzialność na swoje barki.

4. Dlaczego nie można połączyć Koszarka i Szubargi w jednego naprawdę świetnego rozgrywającego?

5. Post moves Marcina Gortata zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Z roku na rok MG13 ma coraz lepszy repertuar zagrań podkoszowych. Kolejny etap rozwoju? Rzut z półdystansu.

6.. Dardan Berisha, Adam Waczyński - liczę na was!

7. Gortat, Lampe, Hrycaniuk, Łapeta, Dylewicz - pod koszem jesteśmy naprawdę groźni.

8. Maciej Lampe reborn? Again? Hope so. Czy mi się w ogóle wydaje, czy Lampe stał się bardziej atletyczny niż był przed rokiem?

9. Czy po sobotnim laniu, Słowacja w niedzielę w ogóle pojawi się w hali? Oby podeszli bardziej ambicjonalnie.

10. Potrzebujemy mocniejszych sparing partnerów.

11. Trochę ponad 3800 widzów - Łodź chyba nie jest miastem koszykarskim. Choć to tylko sparing.

A co dał nam ten mecz? Prosto z Łodzi z wyjaśnieniami śpieszy Łukasz Cegliński.

piątek, 23 lipca 2010

Skandal!

Tylko takie słowo - ostatnimi czasy moje ulubione w odniesieniu do wielu sytuacji (polityka, ekonomia, gospodarka, sport etc. etc) - przychodzi mi do głowy kiedy patrzę na to co wyrabia się w i z polską piłka nożną.

Tak ten wpis będzie poświęcony nie koszykówce, a tej innej, niby w naszym kraju jedynej słusznej dyscyplinie sportu. Nie jestem fanem piłki, nigdy nie byłem i raczej nie będę. Owszem oglądam najważniejsze mecze Ligi Mistrzów, z zaciekawieniem obserwuję to co dzieje się podczas Mistrzostw Europy czy Mistrzostw Świata. Jasne ekscytuję się, podniecam, rozmawiam, kłócę się i piszę na Twitterze o tej kopaninie. Nie jestem żadnym ekspertem piłkarskim, ale kompletna ignorancja w sytuacji odbywania się największych imprez sportowych jest dla mnie niedopuszczalna.

Nie zmienia to jednak mojej pozycji stania w opozycji do uwielbienia i inwestowania w piłkę nożną za wszelką cenę.

Zdanie powyżej powinno nakierować na tory myśli, o której za chwilę napiszę. Domyśliliście się?

Brawo. Obserwowałem wczoraj mecz Lecha Poznań z Interem Baku. Lech po dramatycznych wyczynach bramkarza Kotorowskiego, jego bramce i wybronionym karnym, wygrał i awansował do trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów.

Tytuły w raporcie z meczu na Sport.pl powinien powiedzieć wszystko o poziomie i tym co zaprezentowali mistrzowie Polski.

Zawstydzający mecz Lecha. Kotorowski uratował awans w karnych.

Blamaż Lecha, ale zagra ze Spartą Praga.


Cieszmy się sukcesem, ale nie zapominajmy o żenadzie, jaką był mecz Lecha. I nie chodzi o samego Lecha, bo nic nie mam do tej drużyny i patriotycznie chciałbym, aby za kilka miesięcy stali w euforii radości z pucharem w rękach.

Mówię, a raczej piszę, o sytuacji jaka dotknęła całą naszą piłkę nożną. Moja nieulubiona dyscyplina sportu to żal, żałość, tragedia, dramat i wszystko inne, co prowadzi do płaczu i bezradnego rozkładania rąk.

Przykrym faktem jest to, że odnosząca żadne sukcesy polska piłka nożna jest pompowana ogromnymi pieniędzmi i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Ok jest to najbardziej popularna dyscyplina sportowa na świecie. W naszym kraju termin dyscyplina sportowa powinien być zmieniony na - partactwo sportowe - ewentualnie - jak nie być nawet średniakiem, wśród słabych. Nic bardziej kreatywnego nie przychodzi mi do głowy, a to tylko ze względu na kłębiącą się silną myśl w mojej głowie - jak do cholery można inwestować w takich (przepraszam) patałachów.

W niektórych miastach (patrz Wrocław) inwestowanie w kopaninę doprowadza do upadku innych sportów. I nie chodzi mi tylko o moją ukochaną przecież koszykówkę. Padła piłka ręczna, siatkówka utrzymuje się tylko dzięki dobroci Zbigniewa Dzika, prezesa firmy IMPEL, dofinansowanie dostał żużel, co także niejako uratowało ten klub. Reszta? Nie interesuje kompletnie nikogo.

Ogromne pieniądze wydawane na co najwyżej przeciętne drużyny piłkarskie, można przecież spożytkować w inny, lepszy, ciekawszy sposób. I wcale nie chcę zaglądać inwestorom do kieszeni - przynajmniej tym prywatnym - bo to przecież ich pieniądze i ich ‘widzimisie’ na co i gdzie przeznaczają swoje dochody.

Będę jednak pochwalał zupełnie inne, niż ekstraklasowo-piłkarskie, inwestycje typu akademie dla młodych talentów - golfowych, tenisowych, softballowych, baseballowych, etc. etc.

Dlaczego? Popatrzmy choćby na sukces koszykarskiej kadry U17, która dzięki dobremu podejściu w klubach młodzieżowych jest tam, gdzie jest - czyt. wicemistrzem Świata. Zwróćmy uwagę na firmę TOYA, której właściciel skrupulatnie zainwestował w pole golfowe, gdzie pracuje dwóch trenerów opiekujących się narodową, młodzieżową kadrą golfistów. Co więcej, jeden z młodych graczy TOYA Golf Club, Mateusz Gradecki, zajął bardzo wysokie, 17 w turnieju German Boys Open. Przypomnijmy sobie także euforię, gdy młodym koszykarzom Polonii 2011 kibicowali wszyscy dookoła, nawet rywale.

Zdolnej młodzieży w Polsce mamy sporo, potrzeba tylko pracować od podstaw i dostatecznie długo, by odnosić sukcesy i tym samym doprowadzać nas do kolejnych napadów szczęścia. Inwestycje tego typu (również w młodzież piłkarską), są bardziej trwałe i moim zdaniem opłacalne, niż inwestowanie w pseudo gwiazdy i kluby, dla których sukcesem jest pojedynek eliminacyjny.

czwartek, 22 lipca 2010

Obiacałem sobie nie pisać nic osobnego na bloga dotyczącego nadania obywatelstwa Thomasowi Kelatiemu.

I nie zrobię tego, bo dosyć duży tekst mojego autorstwa dotyczący Kelatiego znalazł się w portalu Sport.pl - Tomek Kelati, czyli przeciwieństwo Dawida Logana.

Zachęcam do lektury, a Thomasowi życzę sukcesów w kadrze, kontraktu w Lakers, ewentualnie zdobycia mistrzostwa Euroligi.

Wrzucam obiecane tydzień temu zdjęcia z Marcin Gortat camp, edycji z Wrocławia.

Autorem fotografii jest Damian Filipowski.

 

10:08, anfernee , Inne
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Subskrybuj RSS