wtorek, 28 czerwca 2011

Znalezione na TheHoopDoctors.com. Nie mogłem się powstrzymać przed przerzuceniem.

Enjoy!

Tagi: NBA
08:46, anfernee , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 czerwca 2011

Nowe są od kilku miesięcy władze Polskiego Związku Koszykówki. W związku z tym, nowe są wytyczne, nowa jest strategia i plan rozwoju koszykówki w Polsce. Nowe są także pomysły na wejście w świat nowoczesności, który jakby się czasem mogło wydawać omija nasz piękny kraj i ciągle zostajemy w tyle. A to z automobilizmem, a to sportem, a to marketingiem, a to znowu z brakiem stadionów i hal czy w końcu z ułatwianiem życia nam, zwykłym obywatelom. Brakuje baz danych, możliwości wygodnego siedzenia przed komputerem i złożenia wniosku o dowód, odnowienie prawa jazdy, przeniesienia usługi internetowej czy telewizyjnej dzięki jednemu szybkiemu kliknięciu.

Owszem, mBank oferuje możliwość wzięcia kredytu na 50 tysięcy złotych w kilka minut, a wszystko to można zrobić w samych bokserkach, na potężnym kacu i ledwo otwierając oczy.

A ja, jako kibic, dziennikarz, pasjonat koszykówki, szukając informacji o Krzysztofie Szubardze albo Adamie Hrycaniuku, czy też (a może przede wszystkim) historii i statystyk danych graczy, muszę przebijać się przez stos niepotrzebnych mi newsów, a tych konkretnych, np. sięgających 6 lat do tyłu zdobyczy punktowych, nie znajdę bezproblemowo.

No cóż, jak zapowiedziałem na początku, w związku idzie nowe, zmiana mentalna i pokoleniowa doprowadziła do tego, że Polski Związek Koszykówki, jako pierwszy w Polsce tworzy specjalny produkt mający ułatwić życie dziennikarzom, kibicom, trenerom, zawodnikom i władzom klubu.

Zmian będzie sporo, o tych mało istotnych napiszę na końcu w kilku zdaniach. Na mnie największe wrażenie zrobiła informacja o aplikacjach mobilnych.

Oczy zaświeciły mi się niczym świeczki w romantyczny wieczór z Angeliną Jolie, a uśmiech był tak wielki jakbym był świadkiem któregokolwiek z The Shot w wykonaniu Michaela Jordana. W końcu (!) powstaną aplikacje dla Androida i iOS (być może też na systemy z BlackBerry i Windowsa), które będą współpracowały z PLK i PLKK. Śledzenie newsów, statystyki na żywo i PLK TV w komórce?

Niemożliwe, przecież to nie NBA! Nie ma róży bez kolców. Dostosowanie systemu, stworzenie aplikacji i wdrożenie ich w życie będzie czasochłonne i może zająć nawet dwa lata. Dobrze jednak, że jest plan i chęć pracy nad tym, co obecnie powinno być już standardem.

Spore wrażenie zrobiła też na mnie zapowiedź oparcia działania biura PZKosz na tak zwanej i niezwykle popularnej w ostatnich miesiącach chmurze.

Dla niezorientowanych, chmura to taki wynalazek, dzięki któremu synchronizacja dokumentów - np. baz danych licencji zawodników, statystyk, samo przesyłanie protokołów etc - odbywa się w czasie prawie, że rzeczywistym. (Tak, ten opis to spore uproszczenie, ale w chmurze działa np. MobileMe od Apple, albo Dropbox).

Rozwiązanie nie tyle modne, co pozwalające zaoszczędzić sporo czasu i zasobów ludzkich. Będzie na przykład tak, że sędzia który został wyznaczony na mecz do Gdyni, zamiast dzwonić i uzgadniać swój przylot z klubem, z poziomu komputera będzie mógł zarezerwować hotel współpracujący z daną drużyną. A to wszystko dzięki prostemu systemowi.

Hitem, jak podkreślają w PZKosz, ma być też ewidencja i spis powszechny graczy. Szczegółów jednak zdradzać nie chcą, ale przebąkuje się m.in. o tym, że każdy zawodnik, który ocierał się będzie o jakąkolwiek kadrę narodową, będzie posiadał szczegółową kartotekę. Wzrost, wiek, waga, punkty rzucone i zbiórki już nie wystarczą. Zakładam się, że będziemy mogli obserwować np. odniesione kontuzje, tendencje rzutowe, prognozy i tym podobne. Kto to będzie robił, spytacie. Możliwe, że trenerzy, którzy danego gracza szkolili, albo dalej mają pod swoją opieką. I wszystko w jednym, łatwo dostępnym z każdego zakątka świata, miejscu.

Ja to kupuję! O ile oczywiście wszechwładny PZKosz da szarej masie dostęp do tak poufnych informacji. O dostęp będę się jednak bił rękoma i nogami, a w ostateczności zagrożę obrażeniem się na pracowników, jeśli nie będą chcieli spełnić mojej prośby.

Z innych zmian - sztandarowym produktem internetowym ma być serwis Koszkadra.pl, który będzie skupiał nie tylko reprezentacje seniorskie, ale i te młodszych roczników. Do tego podobno linia ubrań, gadżetów i sklep internetowy dla kibiców. Ja krzyczę ponownie - W KOŃCU - mamy przecież 21 wiek, a ja dalej nie mam koszulki Marcina Gortata, Macieja Lampe, Łukasza Koszarka, Filipa Dylewicza i Thomasa Kelatiego.

Idzie nowe, a ja nie mogę się doczekać, bo o moim zamiłowaniu do aplikacji mobilnych, rozwiązań ułatwiających życie pracując przy komputerze oraz wszelkiego rodzaju nowinek z tym związanych, wie zapewne kilka osób w PZKosz. Czekam więc na kolejne informacje, o których nie omieszkam przecież poinformować reszty społeczności koszykarskiej. 

wtorek, 21 czerwca 2011

Pamiętacie badanie przeprowadzone przez Pentagon-Research i Polską Ligę Koszykówki? Było w nim kilkadziesiąt pytań, nazw sponsorów, partnerów i tym podobnych.

Na Sport.pl w kolumnie TBL Defensywnie ukazało się już moje krótkie podsumowanie zbieranych przez kilka tygodni danych. Według słupków i odpowiedzi ankietowanych, kierunkiem, który musi obrać liga jest (nie będzie zaskoczenia) internet.

Oto fragment ze Sport.pl

Oprócz uczęszczania na mecze fani jako aktywności wokół koszykówki wskazywali szukanie informacji o koszykówce właśnie w portalach internetowych, na popularnych blogach i profilu ligi na Facebooku. Bardzo istotnym jest także chęć fanów do oglądania meczów w projekcie internetowym PLK TV. Ta inicjatywa oceniana jest przyzwoicie, ale z nadzieją na poprawę jakości transmisji i komentarza podczas spotkań. Badanie profilu kibiców wskazało też, że fanom koszykówki w Polsce ewidentnie brakuje także magazynu koszykarskiego oraz krótkich filmów z najlepszymi akcjami kolejki czy podsumowujących mecze. Te materiały miałyby znajdować się nie tylko w tradycyjnej telewizji, ale być dostępne właśnie na stronie ligi, czy profilach w portalach społecznościowych.

To właśnie ekspansja do Internetu wydaje się być głównym kierunkiem działań, jakie powinni podjąć rządzący Tauron Basket Ligą. Rozwój technologiczny pozwolił na przeniesienie wszelkiego rodzaju aktywności multimedialnych właśnie do internetu, który według badań Pentagon Research jest najczęstszą formą spędzania wolnego czasu. 

Całość tak jak wspomniałem w TBL Defensywnie, a poniżej kilka faktów z raportu, które nie znalazły się w tekście oraz kilka moich spostrzeżeń. 

Jako technikę badawczą wykorzystano ankietę internetową (CAWI). 

Drugą najpopularniejszą dyscypliną sportu wśród kibiców koszykówki jest Piłka Nożna. Kolejne miejsca to siatkówka, F1, skoki narciarskie, piłka ręczna, boks, lekkoatletyka, żużel (tak nisko?), biegi narciarskie (tak wysoko?), sztuki walki, rajdy samochodowe, pływanie, biathlon, kolarstwo szosowe, narciarstwo alpejskie, rugby, kolarstwo górskie, żeglarstwo, wioślarstwo, windsurfing, łyżwiarstwo figurowe, jeździectwo, szermierka.

Zdecydowanie największa grupa kibiców kibicuje Anwilowi Włocławek. 

Wybaczcie drogie Panie, ale koszykówką kobiecą w tym kraju interesuje się prawie nikt.

Zdaniem kibiców, miasta powinny sponsorować kluby koszykówki. 

Połowa kibiców PLK uczęszcza na wszystkie mecze rozgrywane w miejscowości zamieszkania i przynajmniej niektóre wyjazdowe. 

Więcej niż trzech na czterech kibiców jest na meczu co najmniej raz w miesiącu. 

Trzech na czterech kibiców oglądających mecze PLK na żywo robi to w towarzystwie znajomych, a jeden na trzech w towarzystwie partnera życiowego. 

Najsłabszym punktem oglądania rozgrywek PLK na żywo jest oferta gastronomiczna w halach. 

Najpopularniejszym bloggerem w koszykarskim świecie jest Łukasz Cegliński. Następne miejsca wskazywane przez fanów to 3sekundy.com, ZawszePoPierwsze.bloog.pl i moja skromna osoba. Dziękuję za uznanie i polecam się na przyszłość. Dziwi mnie tylko fakt, że wszystkich w tyle nie zostawił SuperGigant, który znalazł się na piątej pozycji. No cóż, Michał Rutkowski i Paweł Wujec zawsze podkreślali, że nie są blogiem koszykarskim.

Portale koszykarskie, które czytają respondenci: PLK.pl, Polskikosz.pl, NBA.com, Probasket.pl, Sport.pl.

Gazety, z których ankietowani czerpią informacje o koszykówce: Basket, MVP Magazyn, Gazeta Wyborcza, Trudno Powiedzieć (nie znam tytułu, ale spytam dziś w Empiku), Przegląd Sportowy w dalszej odległości Gazeta Pomorska, Dziennik Bałtycki, Głos Pomorza i inne tytuły lokalne.

Polonia Warszawa inwestuje najwięcej ze wszystkich drużyn w szkolenie młodych talentów. 

Najelpszą Halą, zdaniem kibiców, dysponuje Trefl Sopot. 

Zdaniem większości kibiców polskie drużyny grające w ligach regionalnych nie powinny być zwolnione z udziału w rundzie zasadniczej rozgrywek PLK. 

Rozgrywki PLK, w opinii kibiców, nie są zbyt wyrównane. Część ich wyników można przewidzieć już w momencie ich rozpoczęcia. 

I pasujące do tego - Połowa kibiców przynajmniej raz obstawiała wyniki rozgrywek sportowych korzystając z usług firm bukmacherskich. 

Niestety, w oparciu o oceny kibiców, Polskiej Ligi Koszykówki nie można zaliczyć do czołowych lig europejskich. 

Ponad połowa kibiców deklaruje, że czyta „Gazetę Wyborczą". 

Trzech na czterech kibiców ma dostęp do TVP Sport. 

Wśród kibiców ulubioną marką odzieży sportowej jest Nike.

Sponsoring koszykówki może być skutecznym narzędziem zwiększania sprzedaży dla firm z branży energetycznej. 

Tauron, Energa i PGE - każda z tych firm jest rozpoznawana przez co najmniej 80 procent ankietowanych. 

81,7 procenta zdeklarowanych fanów koszykówki, którzy brali udział w badaniu, jest w trakcie studiów lub posiada wykształcenie wyższe.

UZUPEŁNIENIE wątpliwości w komentarzach



poniedziałek, 20 czerwca 2011

Mój bardzo dobry przyjaciel od kilku ładnych lat jest mieszkańcem Australii, ze względu na opowieści Maćka i ogromną chęć wyjazdu w ten daleki zakątek świata, zainteresowałem się nieco materiałem, który otrzymałem kilka dni temu.

Mail dotyczył dwumiesięcznej wyprawy motocyklowej przez Australię, a mechanicznego rumaka ujeżdżał wrocławski podróżnik Tadeusz Szumiński. Motocyklista jechał widział dzikie obszary Alice Springs, Parku Narodowego Kakadu, bezdroża Wielkiej Pustyni Wiktorii czy Pustyni Gibsona. 

A co sam Szumiński mówi o podróży? 

Pierwszy etap techniczny poprowadził nas na północ od miasta Perth, do Portu Grzegorza. Znajdujemy się więc w największym zachodnim stanie Australii, który mimo że wielkością porównywany jest do Indii, zamieszkuje niespełna 2 mln osób. Widok na wyświetlaczu nawigacji robi na nas wielkie wrażenie – pierwszy skręt w lewo za 350 km! Mimo to nie narzekamy na monotonię drogi. Jazda jest przyjemna, a wszystko wokół nas intryguje. Od przyrody (różowe jezioro niczym kisiel) do pojazdów na drogach, które nie wytrzymały trudu tej przeprawy. 


Były też takie miejsca jak droga pomiędzy Kalgoorlie, a miejscowością Leonora (niektóre z tych nazw brzmią jakby były żywcem wyjęte z Gwiezdnych Wojen). 

Adwuś, czyli motocykl BMW model 1200 GS, spisał się dzielnie, choć nie obyło się bez drobnych strat. Do tego wyskakujące nie wiadomo skąd kangury, nie ułatwiały przeprawy. Lawirowanie między nimi z 350 kg bagażem było prawdziwym wyzwaniem. Ale 1258 km odcinek został w końcu pokonany.

Tadeusz Szumiński radzi:


Ciekawostki i cenne wskazówki dla wszystkich tych, którzy planują przyjazd do Australii z własnym motorem:

1. Warto upewnić się czy planowany odbiór sprzętu przypadnie w terminie wolnym od świąt. Tutaj na wyraz cenią sobie święta i nie robią w tym czasie zupełnie nic, poza świętowaniem i zabawą. Mieliśmy okazję sprawdzić to na własnej skórze, bawiąc się od piątku do wtorku włącznie.

2. O czym należy pamiętać podczas odbioru motoru:


a) warto na miejscu mieć kogoś znajomego, kto nawet na trzy tygodnie przed naszym przylotem załatwi transport i dopilnuje papierkowych spraw, których jest całkiem sporo;
b) jeżeli nie masz na miejscu znajomych – wypożycz samochód ze sprawną nawigacją i pamiętaj – w Australii obowiązuje zasada lewostronnego ruchu drogowego! A teraz długa lista spraw do załatwienia zaraz po przylocie: wizyta u spedytora, w Urzędzie Celnym i w Urzędzie od kwarantanny. Następnie kierujemy się do magazynu agencji celnej, gdzie oczekujemy na urzędnika od kwarantanny. Czas może się wydłużyć, ponieważ urzędnik pojawia się jak pozwala mu na to grafik. Aby odbiór motoru przebiegł sprawnie, proponuję wykonać przed wylotem następujące czynności: zmienić opony na nowe, umyć dokładnie motocykl, szczególnie błotniki od wewnątrz. Dzięki temu zwiększamy nasze szanse na szybki odbiór sprzętu. W przeciwnym razie narażamy się na spore wydatki, które muszą pokryć mycie, dezynfekcję i ponowną wizytę u oficera kwarantanny. I tak może być aż do znudzenia. Ja na szczęście, dzięki uprzejmości BMW Group Polska i Inchcape Motor mam nowy motocykl, więc wszystko poszło gładko.

3. Po odbiorze sprzętu okaże się, że na czas wyprawy nie mamy co zrobić ze skrzynią/bagażami. Koszt przechowania bagażu na miejscu wynosi 70$ za tydzień. Polecam więc, w miarę możliwości oczywiście, wypożyczenie busa i przewiezienie rzeczy do znajomych – koszt: 140$ w obie strony.


4. Po wizycie u urzędników zaczyna się kolejna przeprawa – przegląd motocyklu w celu dopuszczenia do ruchu. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takimi praktykami. Stacja obsługi mieści się razem z Urzędem Rejestracji. Panowie inspektorzy, ubrani w mundury niczym policja, mają do dyspozycji wiatę, kilka stanowisk, podnośniki, etc. Najciekawszy okazał się sposób sprawdzenia hamulców – wsiadają na motocykl i sprawdzają ich działanie na betonie. Ustawiasz się w kolejce na pierwszym peronie dla motocykli, pojazdów użytkowych oraz nowych i czekasz. Stoisz i nic się nie dzieje, stoisz dalej, aż w końcu inspektorzy znajdują chwilę i proszą pojedynczo, abyś podjechał. Sprawdzają światła – koniecznie powiedz, że są przystosowane do ruchu lewostronnego (nie mają możliwości, aby to skontrolować), następnie dostajesz numerek, w końcu płacisz. Bardzo ważne, abyś przed wyjazdem załatwił carnet de passage – międzynarodowy dokument celny, który upoważnia do wjazdu samochodem/motorem na terytorium kraju oraz zwalnia z obowiązku meldunkowego. Co warto pamiętać – tutaj każdy ceni swój czas i pracuje od 10 do 16.30.

5. Na koniec pozostaje ubezpieczyć sprzęt, ponieważ polskie ubezpieczenie nie jest tu honorowane. W tej kwestii nie ma przymusu, istnieje pełna dowolność, jednak z własnego doświadczenia doradzałbym wykupić polisę. W każdym dużym centrum handlowym jest agencja. Mamy przy tym pewność, że za jakiekolwiek usterki czy problemy nie będziemy płacić z własnej kieszeni. 

A to mój ulubiony cytat Tadeusza Szumińskiego i jego kompana, Piotra Niewiejskiego.

Mimo że noce zimne, dni upalne, kolejna strefa czasowa przekroczona, kurki w umywalce kręcą się w drugą stronę, w południe słońce jest na północy, a ruch lewostronny daje nam się we znaki, to i tak jest cudownie.

Zazdroszczę, też chciałbym, aby BMW dało pieniądze na moje podróże i zachcianki. Wyprawa zakończyła się dziś, czekam na materiały podsumowujące całość ekspedycji.

17:02, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2011

Miało być o baseballu, bo w deszczu i słońcu jednocześnie wybrałem się dziś z autorem Vigo-Sport.pl na wrocławskie Niskie Łąki. Nie będzie, bo moją uwagę od walenia pałką w piłkę odwrócił niszczący kosze długonogi i długoręki Kevin.

Durant grał chyba z jakimiś dziećmi, czyli w jego perspektywie rówieśnikami, bo sam jest młokosem, który alkohol w USA może legalnie kupić od niespełna dwóch lat, a do mnie mógłby zwracać się spokojnie per pan. Koszykarsko ja mógłbym jednak do niego mówić królu, bo od tylu też lat Durant jest najlepszym strzelcem sezonu w NBA, a rok temu tego zaszczytu dostąpił też na MŚ.

Kevin grał sobie w jakimś turnieju, rozgrywkach amatorskich, trenując i pracując ciężko, nie tracąc kontaktu z koszykówką. Podobne rzeczy jak na poniższym filmiku Durant robił w NBA, ale za każdym razem jak, nie głową, a prawie szyją, ktoś jest na wysokości obręczy, moje ramiona wyglądają jakby się rozwijały, a szczęka opada do podłogi.

15:49, anfernee , NBA
Link Komentarze (3) »
środa, 15 czerwca 2011

Photohsop to ciekawe i potężne narzędzie. Powstają w nim wielkie dzieła graficzne, nad którymi roztaczamy jęki zachwytu. Powstają też prace tragiczne warsztatowo, ale bawiące i mające w sobie ten pierwiastek odniesienia do rzeczywistości, który powoduje automatyczny uśmiech. 

I nie, nie pastwię się nad przegranymi, ale niektóre z prac na które trafiłem są naprawdę śmieszne.

Popatrzcie.

A tymczasem Mark Cuban nie rozstaje się z Pucharem (link do foto umieścił w komentarzach Paweł, dzięki!).

11:56, anfernee , NBA
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 czerwca 2011

Mavs od kilkunastu godzin są nowym mistrzem NBA, Dirk Nowitzki, który został MVP serii finałowej, w tym momencie z pewnością tańczy do tej muzyki.

Ja cieszę się, bo tytuł zdobył pan z poniższej fotografii.

Balanga trwa, wszyscy świętują, Dallas i mieszkańcy tego miasta oraz kibice Mavericks w szale radości, nie mniejszym niż jak świętują ich ukochani Cowboys.

Tymczasem popatrzmy co można powiedzieć o mieście nowych mistrzów NBA.

- Dallas to trzecie największe miasto w Texasie, zaraz po Houston i San Antonio, oraz dziewiąte największe w USA (Nowy Jork, Los Angeles, Chicago, Houston, Phoenix, Philadelphia, San Antonio, San Diego i właśnie Dallas).

- Dallas prawa miejskie nabyło w lutym 1856 roku. Wcześniej znane było jako Dallas County.

- Skoro to Texas, to jest tam też całkiem ciepło, a klimat określa się jako tropikalny. Choć są w internecie zdjęcia Dallas i leżącego na ziemi śniegu. Na przykład na tym, zrobionym przed kampusem akademickim Uniwersytetu Metodystów.

- Mój znajomy, który często jest w USA, twierdzi że w Dallas jest nudno i nie ma zbyt wielu rozrywek. Dziwne, bo szperając po stronach widziałem, że jest tam całkiem sporo różnego rodzaju galerii sztuki, muzeów etc. No ok, kogo interesują muzea? No ale co by nie mówić, jest to największe zagłębie tego typu w całym USA.

- Jest w Dallas za to sporo rozrywek sportowych. Dallas ma kluby z NBA (Mavericks), NFL (Cowboys), NHL (Stars), MLB (Texas Rangers), MLS (FC Dallas). Oprócz tego sporo wyścigów konnych, trochę mniejszych klubów baseballowych czy rugby. 

- W Dallas można zobaczyć też wyścigi Nascar i Indy Racing. 

- Miłośnicy golfa mają też w czym wybierać. W Dallas jest ponad 200 pól golfowych.

- W Dallas jest też 406 parków, które obejmują swoją powierzchnią około 85 kilometrów kwadratowych. A w parkach boiska do baseballa, koszykówki i wiele, wiele innych rozrywek. Do tego 17 jezior, zoo (największe w Teksasie).

- W całym Dallas jest podobno 30 tysięcy pokoi hotelowych.

- Największą firmą w Dallas jest potentat telefonii komórkowej, ukochany partner Apple, AT&T. Jest to także siódma największa firma w USA. W sumie w tym mieście mieści się 24 z listy 500 największych firm zdaniem magazynu Fortune.

- W Dallas rozgrywany był też serial o wdzięcznym tytule Dallas. Serial opowiada o bogatej rodzinie Ewingów.

 - Miasta partnerskie czy też siostrzane Dallas to Brno (Czechy), Dijon (Francja), Monterrey (Meksyk), Ryga (Łotwa), Saratov (Rosja), Taipei (Taiwan), Ipoh (Malezja), Senddai (Japonia) i trzy chińskie - Tianjin, Qingado, Dalian, Nanjing. Polskich miast na liście brak.

- W Dallas zastrzelono prezydenta Johna F. Kennediego. 

- W Dallas wynaleziono maszynę do mrożonej Margarity.

- Ten wpis nie powstałby, gdyby nie rok 1958 w Dallas, bo wtedy wynaleziono mikrochip.

- Dallas, a dokładnie dystrykt Forth Worth Metroplex to dom dla 41 najbogatszych amerykanów.

- W Dallas od 1986 roku odbywa się ogromny jarmark State Fiar of Texas.

- No i jak to w Texasie, tak inaczej nie może być w Dallas, jeśli już coś mają, to mają to największe.

19:33, anfernee , NBA
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 czerwca 2011

Obietnice dotarcia do oddanej i zakochanej widowni przedstawiają przed potencjalnymi sponsorami przedstawiciele władz klubów Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego. Jednocześnie szukają bohatera swoich rozgrywek, którym może stać się jakakolwiek firma gotowa na współpracę.

Kilkanaście dni temu w kolumną TBL Defensywnie na Sport.pl, zawładnął wielki gwiazdor filmowy, obiekt pożądania wśród płci pięknej - Kevin Costner. Tańczący Z Wilkami był wzorem bohatera, o którym wspominałem w kontekście Tauron Basket Ligi i poszukiwań kogoś, kto przed telewizory i na hale przyciągnie nowych kibiców.

Odzew? Ze strony koszykarskiej przeciętny, ale sprawą zainteresowali się przedstawiciele i miłośnicy futbolu amerykańskiego. Przyczyny są proste, ci ludzie poszukują dokładnie tych samych wzorców, co koszykarze.

Kopanie jajowatej piłki to w Polsce dyscyplina ciągle raczkująca i podobnie jak baseball, lacrosse, ultimate frisbee, korfball nazywana pieszczotliwie - egzotyczną. Futbol amerykański ma jednak nad resztą tą przewagę, że jest sportem najprężniej i najszybciej się rozwijającym.

O ile w przypadku koszykówki i poszukiwań bohatera, skupiamy się wokół postaci, osobowości, charakteru, jednostki ewentualnie drużyny, tak w PLFA ta sztuka jest dużo trudniejsza. Jasne, wszyscy, którzy uprawiają futbol amerykański w Polsce wiedzą kim jest Sebastian Janikowski i kochają go niczym fani basketu kochają Marcina Gortata.

Władze ligi, rządzący klubami, zawodnicy i niezwykle oddani fani, którzy na meczach mają pomalowane twarze, wiele banerów wspierających swoje drużyny patrzą w tym momencie w nieco inną stronę.

I nikt nie kryje się z tym, że bohaterem dla fanów futbolu amerykańskiego, ma być sponsor, który angażując się w sport niszowy i wykładając 100 tysięcy złotych na finał Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, stworzy sobie przepiękną platformę komunikacji.

Jednym z powodów jest choćby to, że futbol amerykański nie jest kojarzony z niczym negatywnym. Być może ze względu na charakterystykę samego sportu, można przyczepić do niego łatkę brutalności. Ta, jest jednak obecna w wielu innych dyscyplinach i nie powinna być brana pod uwagę. Ewentualny sponsor stanie się też pionierem działań jeśli chodzi o zaangażowanie w futbol amerykański, bo do tej pory żadna z firm w Polsce nie zrobiła tego na tak dużą skalę. Patrząc też na działania ligi i klubów nie można odmówić im determinacji, zaangażowania i skupienia się na wspólnym celu - wyniesienia futbolu amerykańskiego wysoko, wysoko w hierarchii sportowej w Polsce. A przynajmniej w miejsce, które da możliwość zobaczenia meczów w telewizji.

Jak? W bardzo prosty sposób, który cechuje sporty drużynowe. Poprzez zespołowość. Przykładem może tu być choćby zaangażowanie w zbieranie podpisów pod petycją, która ma pokazać ilu fanów futbolu zza oceanu jest w Polsce i pomóc w znalezieniu sponsora na finałowy mecz PLFA. Do tej pory udało się zebrać 5 tysięcy sygnatur, a wszystko to dzięki skonsolidowanym działaniom wszystkich drużyn PLFA. Promocja na kontach w portalach społecznościowych, artykuły na stronach ligi, zbieranie podpisów przez zawodników w miastach, w których grają swoje mecze i angażowanie do tego członków rodziny. Akcja, o której już kilka razy wspominaliśmy przybrała też nieoczekiwany obrót i przeniosła się poza granice Polski. Pisały o niej największe portale z Europy traktujące o futbolu amerykańskim, m.in. Europlayers.com i serwis Międzynarodowej Federacji Futbolu Amerykańskiego (IFAF).

Z mojej wiedzy wynika, że liczba 5 tysięcy podpisów może zapewnić około 25 tysięcy widzów przed telewizorami. Liczymy, że przed startem finału trwającego teraz sezonu, będziemy mieli 10 tysięcy podpisów. Liczby, które oszacowaliśmy nie są chyba złe, bo średnia oglądalność finałów Tauron Basket Ligi wynosiła około 15 tysięcy widzów, a wiemy doskonale, że koszykówka w Polsce jest dużo popularniejsza od futbolu amerykańskiego. Tłumaczył mi Lowell Hussey, właściciel firmy SuperBol.

Hussey, który pracował m.in. w wielkim przedsiębiorstwie medialnym Time Warner, nie zerwał się z choinki, wie że aby ktokolwiek zainteresował się wyłożeniem pieniędzy na jakikolwiek sport, jakąkolwiek inicjatywę, potrzebuje zwrotu w postaci wartości medialnej, oglądalności telewizyjnej i oddanych fanów. Podkreśla również, że zaangażowanie w granicach 100 tysięcy złotych da średni koszt dotarcia do jednego widza na poziomie 2-3 złotych.

Bohater, jak to komiksowa, książkowa czy filmowa postać musi mieć w sobie atrybuty, które desygnują go do miana takowego. Widzenie przez ściany, umiejętność latania, fajny samochód, determinację, wolę walki, świetne gadżety, a w przypadku poszukiwanego przez miłośników futbolu herosa, tym atrybutem są pieniądze, które dadzą możliwość zorganizowania transmisji telewizyjnej.

SR

sobota, 04 czerwca 2011

LeBron James może być najlepszym graczem wszechczasów. Tak twierdzi Scottie Pippen, były partner klubowy Michaela Jordana. 

Oglądajcie ripostę.

10:37, anfernee , NBA
Link Komentarze (13) »
czwartek, 02 czerwca 2011

To jest koniec pewnej ery. I nie chodzi wcale o rebranding sieci Era GSM na T-Mobile. To jest koniec czasów, w których żyliśmy, to jest jak upadek Imperium Rzymskiego lub Bizantyjskiego. 

Shaquille O'Neal zapowiedział, że odchodzi na emeryturę. Shaq, wielkie monstrum, showman, którego się kocha lub nienawidzi, nie będzie już grał w koszykówkę. A to przecież było tak dawno, a tak naprawdę tak niedawno.

Pamiętam jak zaczynał karierę, pamiętam te monstrualne wsady i zmiany w przepisach oraz specyfikacji technicznej dotyczącej tablic i konstrukcji koszy. Pamiętam finały z Houston i bezradnego młokosa w walce z Olajuwonem. Pamiętam dominatora w Los Angeles, tytuły mistrzowskie i kłótnie z Kobe Bryantem. Pamiętam rapowe płyty, tragiczne filmy, które naście lat temu były cudownym wytworem i arcydziełem kinematografii. 

Nie oznacza to jednak, że Shaq zniknie z życia. Nie oznacza to końca rozrywki, której ten olbrzym dostarcza nam od lat. On tylko przestaje grać, ale czy ktokolwiek z Was wierzy w to, że O'Neal nie powie czegoś dosadnego, śmiesznego, obrażającego czy kontrowersyjnego już za trzy dni? Czy ktokolwiek spodziewa się, że Wielki ... (tu wstaw jeden z tysiąca przydomków Shaqa), nie zorganizuje kolejnego happeningu i nie zacznie udawać gołębia ze złamanym skrzydłem, albo jak wielu ulicznych artystów nie odzieje się w szaty Lenina? 

A oto simply the best from Shaq. Aż się łezka w oku kręci.

13:55, anfernee , NBA
Link Dodaj komentarz »
Subskrybuj RSS