czwartek, 24 czerwca 2010

Znalezione na blogu Darrena Rovella, dziennikarza CNBC.

NBA podziękowało wszystkim sponsorom, którzy związani byli z ligą w tym sezonie. Rovell podziękowania znalazł trzy dni temu w papierowym wydaniu USA Today.

Co myślicie? Mi się podoba, prostota, pomysł, świetne wykonanie. Wszystko na miejscu, a do tego informuje społeczeństwo o tym, kto wykłada potężne pieniądze na to, abyśmy mogli oglądać tak fascynujące rozgrywki jakimi raczy nas NBA.

Tagi: NBA
17:45, anfernee , NBA
Link Komentarze (1) »

Będzie krótko, będzie bardzo krótko.

Spółka Skarbu Państwa, PGNiG ze swoich 10-12 milionów złotych przeznaczonych na sponsoring, aż 6 milionów ma zamiar przeznaczyć na sponsorowanie sportu. Taka informacja ukazała się dziś w Dzienniku Gazecie Prawnej, a przeze mnie znaleziona na Cire.

Autorzy newsa do informacji dotarli nieoficjalnie, ale przyglądając się rynkowi i temu jakie strategie obierają SSP związane z energetyką, można powiedzieć, że mocniejsze zaangażowanie się spółki gazowniczej w utrzymywanie przy życiu polskiego sportu jest pewne.

Dlaczego?

Kilkanaście tygodni temu w rozmowie z rzecznikiem Polskiej Grupy Energetycznej usłyszałem słowa

PGE chce promować się w Europie i najlepszym wyjściem jest promowanie się przez sport

Analogicznie sprawa wygląda w przypadku PGNiG. Spółka jest głównym sponsorem kadry kobiet, mężczyzn, utrzymuje także zdolną młodzież. PGNiG sponsoruje także Polskie Towarzystwo Wioślarskie.


PGNiG chce w ten sposób wzmocnić swój wizerunek na rynku.

Na stronie Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa czytamy między innymi

Sponsorowanie reprezentacji Polski w piłce ręcznej jest kolejnym, obok współpracy z Polskim Związkiem Towarzystw Wioślarskich, elementem sponsorowania polskiego sportu, programu wynikającego z realizowanej przez Spółkę strategii zaangażowania społecznego.

To już kolejne angaże Spółek Skarbu Państwa w sponsoring sportu. PGE pieniądze daje na koszykówkę, siatkówkę, piłkę nożną, kupiło prawa do nazwy stadionu w Gdańsku, przymierzało się do zainwestowania w siatkarski Trefl, było jednym z organizatorów EuroBasketu etc, etc. W sport powoli wchodzi też Tauron Polska Energia, firma która kilka miesięcy temu przekazała około 500 tysięcy złotych dla Polskiej Ligi Koszykówki.

Niestety większość pieniędzy na rynku sponsoringu sportowego pochodzi od SSP. Niestety, bo oprócz SSP mało kto wnosi na rynek sponsoringu sportowego duże pieniądze, a dopiero to może prawdziwie ożywić sport w Polsce.

wtorek, 22 czerwca 2010

Kilka dni temu we wrocławskim oddziale Gazety Wyborczej wystartował cykl tekstów o Śląsku Wrocław. Dokładniej o reaktywacji, jej braku, problemach, kłopotach tego istniejącego jedynie w drugiej lidze, legendarnego zespołu. Generalnie - szukamy odpowiedzi na istniejące pytania, czy ktoś jest ich w stanie udzielić? Oczywiście ilu pytanych, tyle różnych wersji - ale to dobrze, jest z czego wybierać.

Do tej pory światło dzienne ujrzały trzy teksty - wstępny, opisujący całą sytuację, w którym zawarte jest między innymi

Niestety, w ostatnich latach koszykówka stała się w Polsce dyscypliną niszową. Pod względem ogólnokrajowej popularności znacznie przewyższają ją zarówno znakomicie wypromowana przez telewizję Polsat siatkówka, jak i odnosząca sukcesy na arenie międzynarodowej piłka ręczna. Właśnie przede wszystkim męska liga siatkarska i męskie rozgrywki w piłce ręcznej stają się atrakcyjne dla widzów. Dlatego te dyscypliny są w Polsce chętnie oglądane i ustępują tylko najpopularniejszej na świecie piłce nożnej. Mimo że futbol ligowy w naszym kraju stoi na bardzo słabym poziomie.

A koszykówka systematycznie traci na znaczeniu i marce. W Polsce sport ten systematycznie zostaje wypychany z dużych miast do kilkudziesięciotysięcznych miasteczek, stając się coraz bardziej prowincjonalny. A jeśli nawet kluby koszykarskie funkcjonują w Poznaniu czy Warszawie, czyli w dużych aglomeracjach miejskich, to zespoły z tych miast raczej nie liczą się w grze o najwyższą stawkę.

Więcej o idei debaty i podsumowaniu całej sytuacji w okolicach reaktywacji Śląska jest tutaj

Już w kolejnym ‘odcinku’ byliśmy świadkami odrodzenia władz miejskich we Wrocławiu, które są chętne by dać pieniądze na koszykówkę.

Stawiają jednak - i bardzo, bardzo, bardzo słusznie - warunki

Dwa lata temu kiedy Śląsk wycofał się z ligi, rozmawialiśmy o tym, że możemy na klub przekazywać około dwóch milionów złotych. Myślę, że ta kwota w dalszym ciągu byłaby realna, ale wszystko zależy od tego, jak poważnie ewentualny sponsor zaangażuje się w budowanie koszykówki we Wrocławiu - mówi dyrektor departamentu spraw społecznych urzędu miejskiego Michał Janicki.

Więcej ... przecież wiecie gdzie

Głos oddaliśiimy także przedstawicielowi biznesu, prezesowi Dolnośląskiej Izby Gospodarczej, Zbigniewowi Sebastianowi. Tu padają ostre słowa o braku profitów przy inwestowaniu w sport czy bardzo logiczne podejście - nie inwestuje, bo mnie na to obecnie nie stać.

Mi bardzo podobała się reakcja Pana Zbigniewa gdy spytałem o kryzys. Bardzo stanowczo i ostro odparł wtedy

Powiedziałbym w czasach spowolnienia, a nie kryzysu. Inni mają kryzys, a my w Polsce, jako takiego tego kryzysu nie mamy. My nie wiemy, co to jest kryzys. Proszę pojechać na Łotwę, Litwę, Węgry, do Estonii, to przekonamy się, czym jest kryzys. Na Węgrzech wkrótce zacznie się druga Grecja. Nie możemy mówić o kryzysie w Polsce, bo takowego nie mieliśmy i nie mamy. Ale przedsiębiorca musi patrzeć na przyszłość i rozwój swojej firmy, dopiero nadwyżki, które generuje mu firma w dłuższym czasie, może przeznaczyć na jakieś społeczno użyteczne cele.

Całość można przeczytać oczywiście na stronach Gazety Wyborczej Wrocław

Więcej odcinków naszej małej Mody na sukces już niedługo. Wypowie się między innymi Wojciech Majeran niejako kontrując argumenty o braku sensowności inwestowania w sport. Głos zabiorą także Maciej Zieliński, Jerzy Binkowski i Robert Kościuk.

I raczej nie będzie to końcem zbierania najróżniejszych opinii o wielkiej wyrwie, która powstała po upadku Śląska Wrocław.

Stay tuned, a tymczasem zapraszam do dyskusji w komentarzach na blogu i pod tekstami w GW

piątek, 18 czerwca 2010

Zrzuty ekranów z kilku najważniejszych portali internetowych po porannym mistrzostwie dla Lakers.

Główny powód wrzucenia to archiwizacja tego momentu. Większość serwisów podwójnie, strona główna i sekcja NBA.

ESPN

Yahoo

Sports Illustrated

Fanhouse

NBA

LA Times

Ogłaszam także konkurs na najlepszy tytuł wśród porannych wiadomości, głosujcie w sondzie.

 

Phil Jackson po raz 11 (w tym po raz 4 prowadził zespół, który wygrał rok po roku), Kobe po raz 5, Fish po raz 5, Gasol po raz 2, Artest po raz 1.

Kilka chwil po końcowym gwizdku ESPN napisał - L.A. Encore, a producent płatków Wheaties już miał gotowe pudełko

Spotkanie godne finału, godne siódmego meczu. Lakers momentami byli bezradni, Kobe nie trafiał seriami (w pewnym momencie 3/17), Gasol nie trafiał. Nad Los Angeles wisiało widmo porażki, widmo powtórki z rozrywki, podtrzymania tradycji i historii. Boston był lepszy, prowadził, wydawało się, że w tych siódmych spotkaniach w dalszym ciągu będzie niepokonany, że w roku, w którym zespoły Celtics i Lakers rozgrywają siódmy mecz i trwają piłkarskie Mistrzostwa Świata to bostończycy mają patent na zwycięstwa.

Nigdy nie lekceważ serca mistrza - mówił w 95 roku Rudy Tomjanovich.

Lakers się podnieśli, nad Miastem Aniołów czuwały koszykarskie niebiosa. W połowie czwartej kwarty do remisu trójką z biodra doprowadził Derek Fisher, osobiste rzucił Kobe, poprawił z półdystansu i Lakers już tej przewagi nie oddali. W końcówce było jeszcze sporo emocji, wymiana trójek w kolejności - Sheed - Artest - Ray. W końcówce z dystansu trafił też Rondo.

Bostonowi nie wystarczyło. Lakers wystarczyło. Kobe MVP.

Kobe cieszył się jak dziecko, Fish i Gasol płakali.

To  był mecz godny finału. To był wspaniały sezon.

Jak było podczas meczu numer siedem? Relację można przeczytać na moim i Łukasza Ceglińskiego Twitterze.

EDIT: na deser Ron Ron podczas pomeczowej konferencji prasowej. Naprawdę warto popatrzeć na szczęście Artesta i posłuchać tego co mówi


środa, 16 czerwca 2010

Ziściło się, mamy siedem spotkań w finałach NBA, pierwszy raz od roku 2005 kiedy to w decydującej batalii o puchar zmierzyłī się San Antonio Spurs i Detroit Pistons.

Lakers zdominowali mecz szósty, byli wszędzie, a jak już byli wszędzie to byli w tym lepsi. Celtics mimo ciekawych mów motywacyjnych Doca Riversa, nie byli w stanie w jakikolwiek sposób odpowiedzieć na defensywę i agresywność LA. Przede wszystkim jednak, po stronie Lakers w końcu zafunkcjonowała ławka rezerwowych. Wpuszczeni na parkiet Jordan Farmar, Sasha Vujacić, Lamar Odom i Shanon Brown robili to co mieli robić już we wcześniejszych meczach - męczyli graczy Bostonu i kontrowali zdobywając łatwe punkty.

Zatrymując się na chwilę przy rezerwowych, zobaczcie co zrobił Shanon Brown w G6

(za filmik dobrej jakości wielkie podziękowania dla Torontos)

Phil Jackson po raz pierwszy zagra w finale siódme spotkanie, to samo tyczy się praktycznie wszystkich graczy występujących w tym finale. Kobe i Fish nie grali nigdy G7, bo wszystkie ich finały obserwował z ławki PJ, podobnie jak Gasol, KG, Pierce, Allen czy Rondo.

Mecz siódmy będzie ponadczasowy, magiczny i mistyczny. Siódemka jest liczbą, która swoją obecność podkreśla praktycznie wszędzie. Jest przecież siedmiu krasnoludków, świat został stworzony w siedem dni, istnieje siedem grzechów głównych, siedem darów ciała i siedem darów ducha, siedem kolorów tęczy, siedem cudów świata, siedem mórz, siedem sióstr*, siedem rzek i gór w przysłowiu, koty mają siedem żyć czy w końcu jest też siedem zasad w porządku architektury.

Bliżej naszego podwórka? Siódemka rysuje się bardzo wyraźnie w seriach play-off NBA, które nazywają się przecież - best-of-seven.

Mówi się, że cyfra siedem posiada nadludzką moc, w systemie pitagorejczyków stanowi symbol wszechświata, łącząc ze sobą cztery żywioły z boskością trójki.

W Egipcie symbolizowała wieczne życie.

Już w czwartek w nocy, siódemka przyniesie komuś szczęście, da Celtics lub Lakers egipskie wieczne życie i otworzy bramy raju. Komu?

Historia mówi - Celtics. Podczas meczu realizatorzy wyszperali ciekawostkę o rywalizacji finałowej pomiędzy Lakers i Celtics w roku, w którym odbywają się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej.

W obu przypadkach, zarówno w 1962 roku jak i 1966 doszło do siedmiu spotkań i dwukrotnie lepsi byli Celtics. W 62 wygrali po dogrywce decydujący mecz 110:107, w 66 skończyło się na 95:93. Wśród piłkarzy radością cieszyli się odpowiednio Brazylia, a następnie Anglia.

Ja już nie mogę doczekać się tego magicznego, przepełnionego metafizyką i podtekstami spotkania.

*Nieformalne porozumienie z 1928 kompanii wydobywczych mające na celu łagodzenie ostrej konkurencji, lecz siedem sióstr to także fikcyjne postaci z gry Dungeons and Dragons, czy w końcu siedem sąsiadujących ze sobą wodospadów w Norwegii.

Tagi: nba finals
12:35, anfernee , NBA
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 14 czerwca 2010

Phil Jackson w finałach NBA jako trener znalazł się już 13 raz, zdobył rekordowe 10 tytułów, ma szanse na 11 - od tego, po przegranej w piątym meczu dzielą go dwa zwycięstwa.

Genialny mecz rozgrywał Kobe Bryant, który praktycznie w pojedynkę chciał wygrać ze znakomicie grającymi Celtics. Kobe nie miał wsparcia od partnerów i - moim zdaniem - wcale nie dlatego, że nie chciał z nimi grać, to oni wyglądali jakby pobyt na parkiecie w piątym meczu finałów sprawiał im ogromny kłopot, jakby żyli przeświadczeniem, że swój plan wykonali, odzyskali przewagę własnego parkietu i mogą spokojnie wrócić do Miasta Aniołów.

Bryant chciał, walczył, ciągnął, pobudzał kolegów, zdobył 38 punktów, dał niesamowite 10 w 4 minuty, rzucał nawet z 10 metra, ale nie dał rady. Szkoda, bo to byłby występ godny zapamiętania - wyobraźcie sobie, co by było gdyby Kobe w pojedynkę wygrał ten mecz. Fanfary, tytuły w prasie krzyczące na kilometr, że to najwspanialszy występ w finałach od czasu Magica i jego gry na pięciu pozycjach, od flu game Jordana, etc. etc.

Teraz to Lakers stoją nad przepaścią, co gorsza patrząc na grę tego zespołu jestem przekonany, że to Kobe na cieniutkiej lince utrzymuje drużynę od upadku. Aby tak się nie stało, aby zrobić krok w drugą stronę Pau Gasol musi użyć swoich przedługich ramion i pomóc KB, a Lamar Odom wepchnąć tych słabych i będących najbliżej upadku choćby kilka milimetrów dalej. I nie będzie wielkim odkryciem - bo ławka Lakers nie istnieje.

Jedno jest pewne. Lakers muszą więc wygrać dwa razy z rzędu, wygrać w meczu numer sześć, jak i siedem. Oznacza to, że po raz pierwszy w historii awansów do finałów, Phil Jackson będzie musiał rozegrać siedem spotkań.

Tak, do tej pory ten legendarny trener nigdy nie rozegrał w finałach pełnej serii. Prowadząc Chicago w 91 roku wygrał 4:1 z Lakers, w 92 przeciwko Trail Blazers było 4:2, tak samo rok później z Suns.

Kolejny three-peat w latach 96-98 (Sonics i dwukrotnie Jazz) wygrywał z doskonałą precyzją 4:2. Większy rozstrzał miał w pierwszej wyprawie po pierścienie wspólnie z Lakers w latach 200-2002. Pierwsza podróż to standardowe dla Jacksona 4:2 przeciwko Indianie, z Sixers potknął się raz, z Nets ani razu. Raz dał wygrać też w 2009 roku Orlando Magic z Marcinem Gortatem w składzie.

Czasem przed samym celem ktoś podcinał mu nogi i tak Pistons pokonali Lakers w 2004 roku pozwalajac im wygrać zaledwie jeden mecz, a Celtics w 2008 dwa.

Wynik trwających ciągle finałów jest dla Jacksona niekorzystny. Są więc dwie możliwości - albo Jackson po raz pierwszy w swojej historii rozegra w finałach pełną serię, albo odpadnie i nie zmyje wstydu ze swojej drużyny. Wstydu, którego Boston już raz w tej dekadzie Lakers przysporzył.

Phil wie jak wygrywać, w końcu to on jest rekordzistą w liczbie tytułów, to on wygrał z Bulls 72 mecze i to on ma najwięcej zwycięstw w play-off. Nie udało mu się zmotywować swoich graczy w czwartej kwarcie kiedy mówił

To jest drużyna, która przegrała najwięcej spotkań w czwartych kwartach, oni wiedzą jak przegrywać mecze. Wykorzystajcie to.

Teraz Jacksonowi nie pozostaje nic innego jak zerwać z tradycją, wygrać mecz szóśty i po raz pierwszy w 13 występie w finałach, rozegrać siódme spotkanie.

Tego chyba wszyscy chcemy - aby ten finał się nie kończył.

piątek, 11 czerwca 2010

Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo ciekawy wywiad przeprowadził Grzegorz Kubicki z Trójmiejskiego odddziału Gazety Wyborczej.

Gwiazdą - tak, gwiazdą, bo jak nazwać kogoś, kto zdobył 10 (!) tytułów z rzędu (?) - stojącą po drugiej stronie mikrofonu trzymanego przez Grzegorza był trener Asseco Prokomu Gdynia Tomas Pacesas.

O odwadze Pacecasa w roli szkoleniowca mówiło się od momentu kiedy objął powierzoną mu funkcję. Bez problemu wprowadzał do gry młodego Zamojskiego i Łapetę, nie bał się dać szansy Kostrzewskiemu czy zakontraktować nieobliczalnego Woodsa, lub też wyrzucić na bruk Pape Sowa.

Mi najbardziej zaimponował jednak stwierdzeniem o młodych Polakach. Na pytanie o zakontraktowanie Macieja Lampe odpowiada

Nie. Przecież pod koszem mamy już Polaków, i to dużo, dużo tańszych. Po co im robić konkurencje. Są ambitni, lojalni, pracowici, robią progres. To dlaczego pozbawić ich szans?


Który z trenerów z Polski, prowadzących zespoły w PLK, myśli w ten sposób? Wojtek Kamiński? Kto jeszcze? Z miłą chęcią wysłucham, przeczytam maile, wiadomości sms, czy na gadu-gadu.

Wywiad jest bardzo długi, porusza wiele tematów, sukcesu, trudności w jego osiąganiu, wypalenia zawodników i zmianie miejsca czy w końcu tego czym jest dla Pacecasa koszykówka - a jak twierdzi jest to wojna. Trener Prokomu mówi też gorzko o Kazimierzu Wierzbickim, któremu zarzuca bałagan organizacyjny, chaos i chęć zbyt wielkiej ekspansji sportowej w innych dyscyplinach.

Jest też mowa o szaleństwie przy linii bocznej. Obiegową opinią o Pacecasie jest, że to furiat, wariat i wyżywa się na swoich podopiecznych. Ale co na to sam Szeryf?

Nie wymagam, żeby każdą akcję kończyli wsadem, odbijając się z linii rzutów osobistych. Nigdy na nikogo nie nakrzyczałem, że nie trafił z linii wolnych czy nawet spod kosza. Bardziej chodzi mi o myślenie na boisku i realizację zadań, które naprawdę nie są skomplikowane. Te zadania trzeba umieć realizować także pod presją. Zawodowi koszykarze muszą sobie radzić ze stresem, presją kibiców, wyniku, swojego kontraktu, właścicieli. Presją trenera oczywiście. Jeżeli potrafisz sobie z tym poradzić, to jesteś w stanie osiągnąć wiele. A jak przychodzi 5 tys. kibiców, a tobie trzeba ubrać pampersa, to znaczy, że nie jest to miejsce dla ciebie.

Co ciekawe, blog The Hoop, podaje, że bohater wywiadu i tego krótkiego tekstu, jest kandydatem do objęcia posady w ... Olympiakosie Pireus.

Przeczytajcie całość, naprawdę warto.

 

12:00, anfernee , PLK
Link Dodaj komentarz »

Paul Pierce musiał oglądać ostatnio film z 1992 roku A Few Good Men z m.in. Jackiem Nicholsonem w roli głównej.

Musiał, nie ma innego wyjścia.

W pamięć zapewne zapadły mu też słowa wielkiego kibica Lakers -

You Can't Handle The Truth.

Arbiter spotkania z Prawdą, a raczej jedną z jej odnóg, się nie rozminął.

W oryginale wyglądało to troszkę inaczej, no i na sali sądowej, prowadzący 'zawody' sędzia po twarzy nie dostał.

Sędzia zniósł cios utrzymując się na nogach, ale to C's wygrali i w rywalizacji finałowej jest remis.

Czy Lakers będa w stanie znieść prawdę?

środa, 09 czerwca 2010

Wakacje - za maksymalnie 4 spotkania, po finałach NBA, zacznie się gorące lato transferowe. Tymczasem obok opisywanych niedawno streetballi, przychodzi też czas na campy koszykarskie. Czysto informacyjnie, ale i promocyjnie o takich wydarzeniach najzwyczajniej trzeba mówić, aby popularyzować tą lekko upadłą w Polsce dyscyplinę sportu.9

Jeden z takich obozów organizuje Wojciech Zeidler.

II Basket Camp w Spale!

Po sukcesie pierwszej edycji Basket Campu czas na II BASKET CAMP! Tym razem udajemy się do Centralnego Ośrodka Przygotowań Olimpijskich w Spale w dniach 26.07 – 4.08.2010!

Camp organizowany jest dla młodych koszykarzy urodzonych w latach 1992 – 1995 (w szczególnych przypadkach akceptowane będą zgłoszenia zawodników klubowych urodzonych w 1991 roku).

Organizatorzy zapewniają:

 Trzy treningi dziennie

 Zakwaterowanie i wyżywienie w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale

 Trzy posiłki dziennie

 Pokoje z łazienką, TV i Internetem

 Profesjonalną opiekę kadry trenerskiej

 Indywidualne podejście do każdego zawodnika

 Odnowę biologiczną

 Pamiątkowy strój koszykarski

Zgłoszenia oraz kontakt z trenerami na oficjalnej stronie Campu: www.basketcamp.pl

Ruszają także zapisy na Marcin Gortat Camp 2010. Taką informację otrzymałem od Piotrka Kwiatkowskiego

Znamy już terminarz trzeciej edycji campów Marcina Gortata, jedynego polskiego zawodnika grającego w koszykarskiej NBA. Tegoroczny Marcin Gortat Camp będzie zorganizowany w sześciu polskich miastach i rozpocznie się 7 lipca w Olsztynie. Następnie środkowy Orlando Magic odwiedzi Warszawę, Łódź, Zieloną Górę, Wrocław i Kraków.

Na oficjalnej stronie internetowej fundacji Marcina Gortata można już zapisywać się na lipcowe campy. Podobnie, jak w zeszłym roku, w każdym mieście przygotowaliśmy 105 miejsc dla uczestników. Impreza przeznaczona jest dla dzieci w wieku 9-13 lat.

Terminarz Marcin Gortat Camp 2010

1. Olsztyn – 7 lipiec

2. Warszawa – 8 lipiec

3. Łódź – 9 lipiec

4. Zielona Góra – 11 lipiec

5. Wrocław – 13 lipiec

6. Kraków – 18 lipiec

Zgłoszeń można dokonywać za pośrednictwem formularza na stronie internetowej.


Tagi: camp gortat
08:56, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Subskrybuj RSS