poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Wręczyliśmy nagrody sezonu zasadniczego PLK. Bardzo szerokie grono dziennikarzy Gazety Wyborczej głosowało na najbardziej wartościowych graczy ligi, najlepszych obrońców, najlepszy import. Moim małym sukcesem i powodem do zadowolenia jest zwycięstwo Wrighta w kategorii MVP.

Wyjaśnienie moich wyborów poniżej, a pod linkami jak typowali Łukasz Cegliński i Michał Owczarek.

W międzyczasie typowaliśmy także wyniki par ćwierćfinałowych, startujących już jutro play-off w PLK. Moje typy Prokom - Czarni 3:0, Anwil - Polonia 3:1, Polpharma - AZS 3:1, Trefl - Turów 3:2.

MVP

1. Michael Wright, Qyntel Woods, Jeremy Chappell, David Logan, Darnell Harris

Według niektórych bardzo kontrowersyjnym wyborem jest stawianie Michaela Wrighta na pierwszym miejscu, przed samym Qyntelem Woodsem.

Głównym kryterium z jakim powinniśmy spotykać się oddając głos na najbardziej wartościowego gracza sezonu, to przyjrzenie się sytuacji drużyny, gdy danego gracza z niej zabierzemy. Wyciągając element Wrighta z Turowa, zespół ze Zgorzelca pada na łopatki i z 5 miejsca w tabeli po sezonie, wicemistrzowie Polski znaleźliby się gdzieś poza dziesiątką. W przypadku Woodsa sprawa nie jest tak oczywista. Ma wokół siebie wielu znakomitych partnerów, którzy najpewniej i tak wywalczyliby dla Prokomu miejsce na pierwszym miejscu w tabeli. Czynnik statystyk? Wright zdobywa więcej punktów i zbiórek, ma mniej asyst, ale ogólnie pod względem (najprostszego z prostych) evala, wypada lepiej.

Nie zgadzam się też z twierdzeniem, że Woodsowi należy się nagroda ze względu posiadane umiejętności. Jest na pewno najbardziej utalentowanym i gdyby mu się chciało, najbardziej domiunującym na parkiecie i w statystykach koszykarzem. MVP to statuetka za pokazanie talentów i drzemiących w graczy pokładów wytrenowanych manewrów - Woods tego w tym roku najzwyczajniej nie pokazywał - i w przypadku nagrody nie jest istotne, czy musiał, czy nie - nie pokazał.

Najlepszy rezerwowy

1. Mantas Cesnauskis, 2. Paweł Leończyk, 3. Rashard Sullivan

Kompletnie zapomniałem o Michaelu Kublerze. Mój wybór padł jednak na notującego 12 punktów i ponad 2 asysty w meczu Cesnauskisa. Będący od zawsze w Słupsku koszykarz był w tym sezonie istotnym ogniwem Czarnych, pogodził się z rolą rezerwowego bez najmniejszego problemu. Sullivan to ogromne pokłady energii z ławki, które przekładają się na ponad 8 punktów i 6 zbiórek w każdym meczu. Wszyscy szkoleniowcy w PLK chcieliby mieć tak dobrego, energetycznego gracza wchodzącego z ławki rezerwowych.

Najlepszy Polak do lat 23

1. Dardan Berisha, 2. Tomasz Śnieg, 3. Damian Kulig

Mimo tego, że Berisha Polakiem z urodzenia nie jest, to nie ma dyskusji, że w posiadany paszport stawia go w tej kategorii bezkonkurecyjnym. Drugi Śnieg mógłby spokojnie znaleźć się także na pierwszym miejscu i nikt nie czuł by się zraniony.

Najlepszy obrońca

1. Darrell Harris, 2. Konrad Wysocki, 3. Jeremy Chappell

11,5 zbiórki w meczu co daje mu miejsce pierwszego zbierającego, do tego trzecie miejsce wśród blokujących z prawie 1,5 blokami na mecz - troszkę lepsze osiągnięcia, w najlepszej lidze Świata ma Dwight Howard (13,8 i 2.8). Wysocki to mój ulubiony typ obrońcy, trochę brudny, zaczepny, silny i nieustępliwy. Chappell jest liderem w przechwytach, drugi w zbiórkach w lidze, to wyróżnienie na pewno mu się należy.

Najlepszy import

1. Jeremy Chappel, 2. Darrell Harris, 3. Saulius Kuzminskas

Czy to naprawdę wymaga wyjaśnienia? Chappel 3 w moim głosowaniu MVP, 3 w głosowaniu na najlepszego obrońcę. Harris stał się w PLK bestią podkoszową, a Kuzminskas miał genialną pierwszą połowę sezonu, potem nieszczęśliwie zatrzymały go kontuzje.

Najlepszy trener

1. Igor Griszczuk, 2. Tomas Pacesas, 3. Milija Bogicević

Griszczuk za śmiesznie małe pieniądze złożył we Włocławku zespół, który do ostatniego meczu sezonu bił się z potęgą Prokomu o pierwsze miejsce w tabeli. Tomas Pacesas może trochę na wyrost, ale delikatnie nagiąłem przepisy patrząc na niego przez pryzmat Euroligi. Co do Bogicevića, mam nadzieję, że Jarosław Poziemski nie pozwoli odejść mu z Polpharmy i trener będzie mógł kontynuować swoją pracę właśnie w tym miejscu.

Pierwsza piątka: Szubarga, Logan, Chappell, Woods, Wright

Druga piątka: Swanson, Weeden, Burrell, Jovanović, Harris

Tagi: nagrody plk
09:38, anfernee , PLK
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 kwietnia 2010

Jako jeden z trzech fanów Spurs w Polsce bardzo emocjonalnie przeżywam każdą potyczkę SAS z rywalem zza miedzy. San Antonio wyrównało stan rywalizacji z Dallas na 1:1, co było najlepszą wiadomością poranka. Ktoś mówił, że Tim Duncan gra na jednej nodze? Ok, zgadzam się z tym - na jednej nodze, ten staruszek i nudziarz zrobił wczoraj w nocy 25 punktów i 17 zbiórek - czym wyrównał tegoroczny play-off w zebranych z tablicy piłkach. Ciekawe co by było gdyby dostał drugą nogę.

duncan

We wczorajszym meczu pudłował namiętnie Dirk Nowitzki, którego Spurs wcale nie kryli wybitnie ostro - może znowu bali się, że za same dmuchnięcia w stronę skrzydłowego faule będą sypały się na prawo i lewo?

Kryli za to Nowitzkiego w każdy z możliwych sposobów.

The key for the Mavs in everything they do is Dirk Nowitzki. So naturally, if you stop Dirk, than you stop Dallas. And that's precisely what the Spurs did. Using a variety of defenders (small and quick Manu Ginobili, thick and bulky Antonio McDyess, and the long and cagey Tim Duncan), the silver and black were able to disrupt Nowitzki's timing and fluidity just enough so that he could never establish the comfort level and pace he did in Game 1 when he torched the nets for 36 points on 12-of-14 shooting. On Wednesday, he finished with 24 points ... on 24 shots.

Spurs pomogła przede wszystkim w końcu dobra dyspozycja Richarda Jeffersona. Ile krwi i potu wylali kibice San Antonio patrząc na tego chimerycznego gracza, nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić. Jefferson w drugim meczu 1 rundy play-off zagrał jednak skutecznie. Rzucił 19 punktów i był aktywniejszy niż zwykle.

After difficult "rookie'' years in San Antonio, veterans Richard Jefferson and Antonio McDyess proved to be strong acquisitions after all. Jefferson (19 points) went 6-of-7 for 13 points in the second quarter as the Spurs ran out to a 58-46 lead. “He was the difference in the game, very aggressive” - said Duncan.

Trener Mavs mówił po meczu tak.

When you are down 0-1, you come out and play a desperate game, which they did.

Ian Thomas ze Sports Illustrated skwitował to natomiast w ten sposób.

So now he will expect the same kind of frenzied response from his Mavericks in Game 3 at San Antonio Friday.

Mastermind od obrony, Rick Carlisle ma dylemat. Obrońcy Mavs nie sa w stanie dogonić na obwodzie Strusia Pędziwiatra Ginobilliego i TGV Parkera.

W piątek zapowiada się interesujące spotkanie, niech nikt się bowiem nie spodziewa, że Mavs po jednej porażce złożyli broń.

 

Tagi: mavs NBA Spurs
10:34, anfernee , NBA
Link Komentarze (3) »
środa, 21 kwietnia 2010

Że on, że ten co prowadzi bloga o wdzięcznym tytule D-Fence nie napisze, nie wspomni nawet o najlepszym obrońcy w całej NBA?

Jakby zmusza mnie do tego cała otoczka fana obronnych poczynań Bruce’a Bowena, Rona Artesta, Dennisa Rodmana i innych brudnych, ale i tych mniej umorusanych, parających się trudną sztuką obronną. Ah jak mi tych dirty-players brakuje.

Dwight Howard po raz drugi z rzędu - dostał tę - dla mnie - prestiżową nagrodę. Dostał ją także jako jedyny, który drugi raz z rzędu prowadził w kategoriach zbiórek i bloków rok po roku. Kolega Marcina Gortata z Orlando Magic notował w tym sezonie średnio 13.2 zbiórki i 2.8 bloku w meczu, do tego miał aż 64 spotkania z double-double. Był ostoją Magic pod koszem i to dzięki temu jaki postrach Howard rozsiewał w trumnie, Orlando mogło pozwolić sobie na budowanie drużyny za linią za trzy punkty - i to w obronie i w ataku.

Jak na obecne czasy Howard znakomitym obrońcą jest - to nie podlega dyskusji. Udowodnił to w pierwszym meczu play-off kiedy w samej pierwszej kwarcie miał 6 bloków, a w całym meczu 9. Dyskusji podlega moim zdaniem fakt znakomitości Howarda patrząc z perspektywy lat wcześniejszych. Porównajmy Howarda do największych centrów lat 90.

David Robinson, Shaquile O’Neal, Hakeem Olajuwon, Patric Ewing, bo o nich mowa, grali każdy w zupełnie inny sposób. Howardowi najbliżej do osiągnięć Patrica Ewinga - bardzo podobnie wyglądają w kategorii bloków, gracz Magic ma jednak o około 2-2.5 zbiórki więcej średnio niż miał legendarny Knickerboker. Co do Shaq’a - ten przez większość kariery dostarczał swojemu zespołowi ponad 11 zbiórek w meczu i ponad 2 bloki. Miał sezony (1999-00), gdzie jego średnie to odpowiednio 13.6 zbiórki i 3.0 bloku w meczu - nagrody dla najlepszego obrońcy jednak nie dostał. W temacie porównania Ewinga, Shaqa i Howarda raczej nie ma co dyskutować, poziom w tych dwóch kategoriach statystycznych prezentowali bardzo podobny.

Howard wypada jednak nieco blado w porównaniu z całą wielką trójcą David, Hakeem i Shaq. Przypomnę wybitne sezonu Olajuwona, kiedy center Rockets notował 14 zbiórek i 4.6 bloku. Rok wcześniej cyferki były następujące 13.5 i 3.4, rok później 13.8 i 3.9 - robi wrażenie, szczególnie biorąc pod uwagę to, że spotkań z 5 i więcej blokami Olajuwon miał w samym sezonie 89-90 - 35!

Inny z półki, do której kilku stopni Howardowi brakuje to David Robinson. Admirał potrafił być królem strzelców całej NBA, a do tego dodać jeszcze 3.3 bloku i prawie 11 zbiórek w meczu. Notował też sezony, w których zbierał 13 piłek, a przez pierwsze 7 lat kariery nie zszedł poniżej 3.2 bloku w meczu. Później nastąpił feralny sezon 96-97, a następnie era Tima Duncana i odsunięcie w cień Robinsona. Jednak nawet w tym czasie David potrafił blokować ponad dwa razy w meczu.

Nie dyskutuję ze słusznością przyznania Howardowi DPoY, bo on na nią zwyczajnie zasługuje. Mam jednak nadzieję, że Superman dorówna do średnich, które prezentowali jego poprzednicy i będzie zachwycał 15 zbiórkami i 4 blokami w meczu. Bo samo porównanie sezonu 89-90 Olajuwona i kariery Howarda w kategorii ilości bloków w meczu, Howard nie istnieje. The Dream miał takich spotkań we wspomnianym sezonie 4, Howard w karierze ma 1.

Nie raz wśród znajomych interesujących się koszykówką padało zdanie - Dwight musi przestać być tym uśmiechniętym miłym chłopcem, przy tej posturze i warunkach fizycznych może robić dużo więcej pod tablicami, potrzeba mu tylko być nieustępliwym, budzącym grozę - także mimiką - twardziela.

 

Pomimo moich odczuć, gratulacje i oby w przyszłym roku było jeszcze lepiej w kwestii mojej ulubionej części koszykówki.

sobota, 17 kwietnia 2010

Piękno i esencja koszykówki w postaci obrony. Jak budujące dla drużyny jest, gdy gracz wyciągnie piłkę przeciwnikowi z kozła lub nie pozwoli zdobyć punktów w taki sposób w jaki Manu Ginobilli nie pozwolił zdobyć ich Kevinowi Durantowi.

Poniżej 10 najlepszych przechwytów tego sezonu NBA.

W drugiej kolejności bloki - zastanawiam się tylko jaki problem mieli wybierający z blokami Jamesa w kontrach i z tymi z pomocy Dwighta Howarda. Tym dwóm graczom powinno zrobić się osobną kategorię - największe upokorzenie.

 

EDIT: Przepraszam za wcześniejsze nie działające video z NBA, nie mam pojęcia dlaczego nie chciały się odtwarzać.

piątek, 16 kwietnia 2010

Bez zbędnego wstępu - podaję typy na nagrody sezonu zasadniczego i pierwszą rundę play-off w NBA.

 

MVP - LeBron James

Tu chyba nie można dyskutować. O ile nie przepadam za Jamesem w kwestiach okołosportowych, tak na boisku nie ma sobie równych. Statystyki, które wykręcił w tym sezonie powalają na kolana. Blisko 30 punktów, 7.3 zbiórki, 8.6 asysty, 1.6 przechwytu i 1 blok z 18 piętra w kontrze w każdym meczu. Do tego rzuca ze skutecznością ponad 50%, a Cavs mają najlepszy bilans w NBA. Dalibyście tą nagrodę komu innemu? Sorry Kevin, twój genialny sezon nijak ma się do tego co robił pociąg towarowy imieniem LBJ.

Coach of the year - Jerry Sloan

Sorry Scott [Brooks], ale Jerry powinien dostać tą nagrodę kilka razy, zawsze ktoś sprzątnął mu ją sprzed nosa. Tym razem to on dokona tej sztuki. W moim rankingu pierwszy jest Jerry - i nie tylko ze względu na poprzednie zdanie, ale także dlatego, że ma lepszy bilans.

6th man - Jamal Crawford

Niepokorny strzelec w końcu trafił pod skrzydła trenera, u którego gra mu się bardzo dobrze. Crawford wygrał kilka meczów Atlancie, okazał się być brakującym elementem układanki, która tworzona jest od kilku lat w Hawks i przede wszystkim pogodził się z rolą, jaką wymyślił mu szkoleniowiec. Blisko J.R. Smith, blisko Jason Terry, ale jednak zbyt daleko.

MIP - Russell Westbrook

Russell Westrbook w tym roku zdobywa 16 punktów, zbiera 5 piłek i rozdaje 8 asyst (o 3 więcej niż przed rokiem), i to między innymi dzięki jego wyśmienitej grze OKC zagrało tak dobry sezon. Oczywiście nie byłoby tego sezonu bez Kevina Duranta, który jest runerem w tej kategorii.

Defensive player of the year - Dwight Howard

Czy to w ogóle wymaga wyjaśnień?

Rookie of the year - Stephen Curry

Przepraszam miłośników Brandona, czy Tyreke’a, ale Curry za samą akcję z latającym Andersenem powinien dostać Nobla.

General Manager of the year - Danny Ferry

Czym powinien w NBA charakteryzować się dobry GM? W ostatnich latach trend mówi - wyszukiwaniem wyprzedaży. Dwa lata temu wyprzedaż najpierw trafiła w środek celu w Bostonie, nieco później Lakers znaleźli garaż z promocjami. W tym roku po okolicznych supermarketach i przedmieściach chodził Danny Ferry, któremu w przecenie udało się kupić Jamisona, ogniwo dzięki któremu Cavs są zespołem kompletnym, a James ma kolejnego chętnego do odbierania od niego podań.

Pierwsza piątka

Kobe Bryant

LeBron James

Kevin Durant

Carmelo Anthony

Dwight Howard

Druga piątka

Deron Williams

Dwayne Wade

Zach Randolph

Dirk Nowitzki

Chris Bosh

Trzecia piątka

Rajan Rondo

Steve Nash

Brandon Roy

David Lee

Amare Stoudemire

NBA All Rookie Team

Tyreke Evans

Stephen Curry

Brandon Jennigs

DeJuan Blair

James Harden

NBA Defensive Team

Dwight Howard

Geraldn Wallace

Matt Barnes

Rajon Rondo

Josh Smith

 

Przy okazji NBA, wytypuję pierwszą rundę play-off.

Cavs - Bulls 4:1

Derric zagra jeden mecz, który da Bulls zwycięstwo. W więcej nie wierzę. Nawet minimalna prędkość pociagu towarowego LBJ wystarczy, aby poprzestawiać młode Byczki.

Magic - Bobcats 4:1

Siła ognia Magic i potęga ich obrony to zbyt wiele dla Bobcats. Jeden mecz urwą, bo SJax będzie miał dzień konia, a Carter uda Boba Budowniczego, rzucając w stronę kosza cegłami.

Hakws - Bucks 4:1

Hawks rokrocznie robią postęp, tym razem nikt nie patrzy na drużynę z Atlanty jakby znalazła się w play-off przypadkiem. Bucks bez Boguta nie będą dla nich wielką przeszkodą.

Celtics - Heat 4:3

Aż takich cudów Dwyane Wade nie będzie w stanie wyczarować. Celtics może grają słabiej, nie mają już w sobie tej agresywności co jeszcze choćby rok temu, ale ze starcia z Miami to oni wyjdą zwycięsko. Stara - dosłowie stara - gwardia, KG, Paul, Ray, wspomagana młodą krwią będzie po raz ostatni próbowała

Lakers - Thunder 4:2

Kevin będzie się dwoił i troił, ale w Lakers jest więcej niż trzech dobrych koszykarzy i nawet tragiczne ostatnie dni sezonu w wykonaniu Jeziorowców nie znaczą nic w obliczu potyczki z dużo mniej doświadczonym rywalem.

Mavs - Spurs 3:4

Z racji sympatii nie mogę postawić inaczej. Dla większości ta nudna, zniechęcająca do ‘prawdziwej’ koszykówki, koszykówka jest pierwiastkiem tego, co potrzebne do zwycięstw. Spurs z Popovichem, Duncanem udowadniali to przez ostatnie lata, niech w tym roku zleją Mavs i udowodnią to po raz kolejny.

Suns - Blazers 2:4

Nie ma Roya, ale gdzieś szukam sensacji - mam nadzieję, że znajdę ją tutaj.

Jazz - Nuggets 3:4

Moim zdaniem najciekawsza i najtrudniejsza do wytypowania para. Obie drużyny mają wiele do powiedzenia w kwestii talentu, a kluczowym wydaje się być pojedynek Williams - Billups.

Tagi: NBA
16:24, anfernee , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 kwietnia 2010

Na prośbę Wojciecha Zeidlera, trenera młodych adeptów koszykówki wrzucam informację o obozie dla graczy.

Trefl Sopot zaprasza utalentowanych zawodników urodzonych w latach 1993-1995 na Trefl Camp 2010. Celem otwartych treningów jest wyłonienie utalentowanych i perspektywicznych koszykarzy, którzy od przyszłego sezonu będą reprezentować barwy sopockiego klubu oraz uczyć się w miejscowej szkole.

Treningi odbywać się będą 24 kwietnia (sobota) w Sopocie. Klub skontaktuje się z zainteresowanymi osobiście.

Chętni proszeni są o wysłanie zgłoszenia na adres treflcamp@gmail.com

W zgłoszeniu należy zawrzeć poniższe informacje:

Imię i nazwisko

Data urodzenia

Adres

Telefon kontaktowy

Wzrost

Waga

Rozmiar buta

Klub

Przebieg przygody z koszykówką

Krótka charakterystyka zawodnika

Nazwisko i telefon obecnego trenera

Na pytania wszystkich zainteresowanych odpowie trener Wojciech Zeidler pod numerem telefonu +48 694 791 587.

 

czwartek, 08 kwietnia 2010

Łukasz Cegliński na Skull Full Of Maggots napisał o wielkich niewiadomych z jakimi zetknął się podczas oglądania klasyku PLK - Prokom vs Turów. O blamażu Turowa, gromieniu przez Prokom można przeczytać na każdym forum, w każdej gazecie i serwisie internetowym.

Chyba nikt nie spodziewał się takiego scenariusza, plotki ze środowiska koszykarskiego mówiły nawet, że Tomas Pacesas będzie chciał tak ułożyć tabelę na koniec sezonu, aby w półfinale Turów wymordował się z Anwilem Włocławek.

Zatrzymując się na chwilę przy tym wątku, większych bzdur w całym moim życiu nie słyszałem. Obecny Prokom może do PO startować nawet i z ósmej pozycji nie mając czego się obawiać, bo przeciwnika w lidze, który jest w stanie realnie zagrozić drużynie z Gdyni, po prostu nie ma. Poza tym zapytajcie Andreja Urlepa czym kończą się próby poukładania tabeli tak, żeby trafić na kogoś innego. W jednym słowie - dramatem. Takie sytuacje zawsze się mszczą.

Jeśli nie pogromu, to czego spodziewali się kibice? Choćby w połowie takiego meczu jak obie drużyny zaserwowały nam w pierwszej rundzie. Po tamtym spotkaniu media i fani z maślanymi oczami pisali o wspaniałym pojedynku na szczycie, meczu telewizyjnym, doskonałej promocji koszykówki. Zachwycaliśmy się genialnymi akcjami, dogrywką, emocjami, walką - po prostu wszystkim, co tworzy niesamowite widowisko.

Tym razem była klapa - głównie przez niedorastający Prokomowi sportowo do pięt Turów.

Po takim meczu brakuje słów, ręce bezwładnie zwisają wzdłuż ciała nie przelewając myśli na elektroniczny papier. Większość podsumowań pogromu została już powiedziana. My natomiast, powinniśmy śmiać się przez łzy (no przynajmniej uśmiechać) i cieszyć tym, że koszykówka dzięki depresji, w której jest i niszowości TVP Sport nie dotarła tym razem do większej ilości przypadkowych widzów. Gdyby średnia oglądalność basketu była większa niż te 15 tysięcy widzów zasiadających przed telewizorami, gdyby taki mecz na szczycie transmitowany był w otwartym kanale w prime-time, mielibyśmy się czym martwić. Przecież w TVP2, na czołówkę ligową mógły trafić Pan Józef spod 5 i zobaczyć dramat, który na zawsze odepchnąłby go od koszykówki.

Odetchnijmy z ulgą, że tej tragedii w czterech aktach nie oglądali pstrykający kanałami Kowalscy, że retransmisje puszczane są późno w nocy, a generalnie oprócz zagorzałych fanów koszykówki, ta dyscyplina interesuje prawie nikogo.

Odkładając na bok ironię - wiele trzeba poprawić w koszykówce w Polsce. I to nie tylko na szczeblu ligowym, ale przede wszystkim klubów. Taka kompromitacja jak w sobotę, drużyny mającej aspiracje po raz czwarty z rzędu awansować do finału, nie może się po prostu przytrafiać bo psuje wizerunek i atrakcyjność całej dyscypliny.

Na deser jeden z powodów nie przybycia fanów na środowe spotkanie PLK w Gdyni. Proszę zwrócić przede wszystkim uwagę na godzinę rozpoczęcia meczu.

20:40, anfernee , PLK
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 kwietnia 2010

Podziękowania, gratulacje, wyrazy uznania i szacunku otrzymali przedstawiciele polskich drużyn grających w Eurolidze. Nie można się oszukiwać, że awanse Wisł Can-Pack Kraków, czy Asseco Prokomu Gdynia były niczym istotnym, bo były ogromnym wydarzeniem. Radość tego typu była do tej pory podyktowana osiągnięciami klubów siatkarskich - to te przede wszystkim w polskim sporcie drużynowym odnosiły na polu międzynarodowym. Próżno tej radości szukać wśród ekip piłkarskich, które ledwo przędą w rozgrywkach europejskich.

Czy oznacza to, że nadszedł czas, w którym w stronę sukcesu i odrodzenia krok stawia polska koszykówka? Czy to ten moment, w którym wszyscy powinni podjąć jedynie słuszne decyzje - niektórzy wyjść z ukrycia, inni wycofać się, a jeszcze inni robić to co robią tylko dwa razy intensywniej?

Niektórzy tych słusznych podjąć nie potrafią, a wręcz przeciwnie kopią nawet nie leżącego, ale dogorywającego, pokazując jak wielkimi hipokrytami są, mówiąc o szkoleniu młodzieży, samodzielnie je niszcząc. Więcej o tym pisałem kilka dni temu w Gazecie Wyborczej.

Wracając jednak do pozytywów.

Czytając kolejne doniesienia z obozów zespołów występujących w Eurolidze, przed oczami widzę interesującą przyszłość - jeszcze ciągle mglistą, ze sporymi czarnymi plamami, ale Polska stoi przed kilkoma ogromnymi szansami. Prokom w Elite 8, Wisła w Final Four, powiedzmy, że przyzwoite zaprezentowanie się w Eurolidze kobiet Lotosu i AZSu Gorzów. Już nawet sam udział trzech zespołów z Polski w tych rozgrywkach znaczy bardzo dużo.

Grzegorz Kubicki z gdańskiego oddziału GW donosi też, że dzięki genialnym występom Prokomu w najlepszych rozgrywkach klubowych Europy, nasz kraj może dostać drugie miejsce w tym jakże elitarnym towarzystwie. Oczywiście jest to uwarunkowane kilkoma czynnikami, jednakże otwarcie się okna możliwości musi skutkować jednym - niech ktoś włoży ręce pomiędzy framugę i nie da się im zamknąć, za wszelką cenę doprowadzając do występów dwóch zespołów z Polski w Eurolidze.

Kto miałby to być? Zapewne w tym momencie najbardziej gotowy byłby Anwil Włocławek (mam nadzieję poważnie myślący o występach w pucharach), mniej Turów, który jest organizacyjną tragedią, a wielką niewiadomą jak dla mnie Polpharma, która mogłaby w ogóle zacząć brać udział w rozgrywkach europejskich.

Osobiście jest mi to jednak obojętne, która z drużyn będzie tą drugą na scenie elity. Ktokolwiek jednak nie dostanie tej szansy, będzie musiał zapewne zmienić kilka rzeczy w swoim klubie - organizacyjnie, finansowo, trenersko, personalnie. I mam nadzieje, że przed dylematem zmian na lepsze, stanie w Polsce wiele klubów, które zostaną wręcz zmuszone do występów w Europie.

Sfera tak zwanych plotek i nieoficjalnych doniesień z dobrze poinformowanych źródeł przebąkuje też o koncentracji Prokomu na udziale w lidze VTB. Tomas Pacesas w wypowiedzi dla Przeglądu Sportowego przyznał kilka miesięcy temu, że taka perspektywa jest bardzo ciekawa. Grać pzeciwko CSKA, Unicsowi, Żalgirisiwi z kolejkip na kolejkę i jeszcze dostawać za to pieniądze? Bezcenne i wcale nie zdziwię się, jeśli Prokom dzięki sukcesom i finansom Ryszarda Krauze znacząco poszerzy kadrę zespołu i będzie występował 3 razy w tygodniu.

Pojawiło się więc sporo jasnych punktów na koszykarskiej mapie Polski, jest fundament w postaci Prokomu, tworzony jest szkielet, którym jest otwarcie się możliwości gry w Eurolidze drugiego zespołu, są elementy wspomagające, za które uważam zespoły żeńskie i ich sukcesy - a obok tego wszystkiego jest medialna bomba w Orlando. Potrzeba teraz stabilizacji, aby zły wilk, nie przyszedł i nie dmuchnął w konstrukcję domku, niszcząc te mozolnie - może i momentami przypadkowo - wybudowane podwaliny.

czwartek, 01 kwietnia 2010

- Pozwoliliśmy zagrać Prokomowi tak, jak lubi, ale jestem pewien, że w czwartek nie powtórzymy już tak słabego początku. Napór przeciwnika przetrwamy bez strat i wygramy. Wolałbym uniknąć meczu nr 5, który będzie loterią - taką wypowiedź Milosa Teodosica czytamy dziś w ogromnym tekście na ostatniej stronie Gazety Wyborczej.

Jeden z moich ulubionych graczy w Europie wie co mówi. W ostatnim meczu, decydującym o wszystkim, wystarczy, aby jeden z zawodników z ławki miał przysłowiowy dzień konia. Zaczął trafiać z nieprawdopodobnych pozycji, trzykrotnie trafił z dystansu, raz z faulem, albo przypadkiem w ostatniej sekundzie przy remisie, ktoś umieścił piłkę w koszu rzutem z połowy - i cały ciężki sezon faworyta może zakończyć się fiaskiem.

Olympiakos na to nie pozwoli. Rzuci się dzisiaj na Prokom jak wściekły pies, będzie gryzł, szarpał za koszulki, uderzał w żebra i bezkompromisowo posyłał na parkiet w newralgicznych sytuacjach. Gracze Prokomu muszą być gotowi na to samo, albo i więcej. Muszą ponownie wyłączyć z gry Linasa Kleizę, ograniczyć poczynania Milosa Teodosića, nie dać wbijać się pod kosz Childresowi, ale pozwalać na rzuty z dystansu i półdystansu. Hrycaniuk, Varda i Łapeta pod koszem muszą ustawić mur, z którym zderzali będą się zawodnicy z Grecji, a Woods z Loganem i Ewingiem muszą zagrać poziom wyżej niż zwykle.

Tylko wtedy spotkamy się przy piątym, loteryjnym meczu. Jak zwykle jestem jednak pesymistą, bo Kleiza nie da zrobić sobie takiego bubu po raz drugi z rzędu, Olympiakos nie będzie pudłował z dystansu, albo przeniesie grę bliżej kosza, zabije Prokom kontraatakiem i nie da pograć Loganowi - bo tylko on z trójki Ewing, Woods, Logan, jest moim zdaniem zawodnikiem, którego można najbardziej ograniczyć.

Co jednak kiedy na parkiecie w Gdyni zobaczymy kanonadę Olympiakosu takją jak we wczorajszym meczu Barcelony z Arsenalem? Co jeśli zawodnicy Giannakisa Panagiotisa będą równie nieskuteczni jak Blaugrana i będą strzelali nie w środek obręczy, a po bokach, w róg tablicy lub nadziewając się na bloki - niczym Zlatan i Messi na rękawice Almuni?

Będziemy świadkami przedłużenia, tworzącej się na naszych oczach historii. Historii, którą za kilkanaście lat będziemy opowiadać swoim dzieciom, a następnie wnukom, podając im w ręce elektroniczne czytniki gazet z dostępem do numerów archiwalnych, albo przeglądając płyty DVD z nagraniami tych chwil

Tak czy inaczej - w czwartek szukamy w szafie barw Prokomu i o 19:45 liczymy na cud w Trójmieście.

Subskrybuj RSS