poniedziałek, 28 marca 2011

Taka informacja jak ta powyżej wisi zawsze na stronach Apple, kiedy firma z Cupertino wprowadza na rynek nowe produkty i apdejtuje swoją witrynę.

Na D-płofcie update nie będzie, przekaz jest dokładnie taki sam jak na żółtej naklejce, nie ma żadnego podtekstu. Powód? Wyjazd na Mistrzostwa Polski Dziennikarzy.

Postaram się napisać jakąś relację w trakcie, padł między innymi pomysł nagrania materiałów wideo o NBA, bo przecież w Szczyrku będą praktycznie wszyscy dziennikarze, którzy zajmują się koszykówką.

Sporo materiału z tego co dzieje się w Szczyrku będzie można obserwować na moim Twitterze.

Zobaczymy, stay tuned.

Zakładam też, że w piątek, po powrocie z tego wielkiego wydarzenia, na blogu może pojawić się coś podobnego do poniższego obrazka. :)

09:28, anfernee , Inne
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 marca 2011

Po dzisiejszych meczach Tauron Basket Ligi w głowie cały czas siedziała mi ta piosenka.

I to jest już koniec - sezon zasadniczy Tauron Basket Ligi dobiegł końca. I chyba pierwszy raz od wielu lat mam nieco mieszane uczucia, bo przecież byliśmy świadkami takich rozstrzygnięć, takich sytuacji, których nie doświadczaliśmy w innych, wcześniejszych sezonach ekstraklasy.

A jak były, to było ich niezwykle mało. Ten sezon zasadniczy obfitował w nadmiar emocji, sama ostatnia kolejka była niczym wygrana na loterii emocji. Nikt nie wiedział co się stanie, były tylko mniej lub bardziej udane przewidywania, a i na kilkadziesiąt czy kilkaset sekund do końca spotkań 22. kolejki, rozstrzygnięcia wciąż mogły być różne.

Zresztą pisałem o tym w ostatnim TBL Defensywnie, które dotyczyło sezonu zasadniczego.

Turów do ostatnich chwil walczył z Treflem Sopot, choć dwie minuty przed upływem czasu czterdziestu minut przegrywał dziesięcioma punktami - a miał szansę na remis na minutę do końca. Anwil błagał o pudła Filipa Widenowa na linii rzutów wolnych, bo kosz po drugiej stronie parkietu był wielki jak ocean, a Łukasz Majewski i Dardan Berisha po prostu wypuszczali piłkę w jego stronę i seryjnie trafiali za trzy.

Zastal 15 sekund przed końcem meczu miał cztery punkty straty, a w ziemię beniaminka wbiły celne rzuty wolne rodzimego snajpera - Kamila Chanasa.

Spokojniej było tylko w meczach w Słupsku, gdzie Czarni na minutę do końca prowadzili dziewięcioma punktami i w Poznaniu, gdzie PBG Basket w 39. minucie miało 10 punktów przewagi.

Siarka co prawda nie walczyła o nic, ale na pożegnanie ekstraklasy wygrała jednym punktem z Kotwicą Kołobrzeg.

Ale, ale ... to nie koniec, bo przed nami TA część sezonu. Ta, w której pot, łzy, ciężka praca to dopiero początek drogi do miejsca, w którym stoi tron, a ktoś zostanie królem.

Nie mogę się doczekać. Tymczasem zagrzeję Was drodzy czytelnicy do play-off kawałkiem tak znanym jak ten Elektrycznych Gitar.

sobota, 26 marca 2011

Facet na filmach poniżej ma blisko 400 par Jordanów. Jestem wściekle zazdrosny.

Miejsce, które za chwilę zobaczycie nazywa się The ShoeZeum, ma dwa piętra i prawie 840 metrów kwadratowych powierzchni. W sumie oprócz butów marki Jordan znajduje się tam także 1600 par innych butów. Facet, który jest właścicielem tego niezwykłego zbioru nazywa się Jordan Geller.

Mały update, bo zgubiłem to ostatnie video, które jest wstępem do mojego - od dziś - ulubionego muzeum.

Reszta filmów z ShoeZeum dostępna tutaj. Polecam w szczególności łazienkę.

 

10:08, anfernee , Inne
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 marca 2011

Nie rozumiem przeciwników zamknięcia Tauron Basket Ligi. Nie rozumiem, nie będę nawet starał się próbować rozumieć, bo po prostu nie chcę patrzeć na świat ich oczami. Oczami, które nie widzą szansy, możliwości i perspektyw jakie daje zamknięcie ligi w kraju, w którym koszykówka cechuje się niskim poziomem sportowym, słabą organizacją i podstawowymi brakami promocyjnymi.

Już raz pisałem i ostro krytykowałem tych, którzy mówią o tradycjach zawartych w spadkach i awansach. W dalszym ciągu uważam, że to bullshit.

W stu procentach popieram za to Jacka Jakubowskiego, który dwa dni temu zapowiedział stworzenie ligi kontraktowej. Takie zmiany popierają też gracze, którzy mają dość często wirtualnych pensji i zastanawiania się czy kolejny twór w postaci Górnika Wałbrzych, Znicza Jarosław, Kotwicy Kołobrzeg (wstawcie w to miejsce obojętnie jaki zespół, który ma problemy finansowe) powie w połowie sezonu: sorry, nie mamy pieniędzy. Co gorsze, zrezygnuje z ligi, ogłosi bankructwo, upadłość, a biegający rok po parkiecie gracz co najwyżej będzie mógł prosić komornika o zajęcie kont klubowych.

Oczywiście samo zamknięcie ligi nie jest rozwiązaniem problemów koszykówki, bo aby wyjść na prostą potrzeba wielu innych rzeczy. Podstawą będzie zmiana mentalności rządzących klubami i sponsorów.

Chodzi przede wszystkim o tym, aby uzmysłowić sobie, że w momencie zamknięcia granic i wymagania od jej przekraczających odpowiednich badań, szczepionek, visy i zachowania, władze klubów dostają do ręki narzędzie - bardziej pasuje mi tu słowo szansa - które muszą wykorzystać.

Szansą tą jest budowa zespołów na lata. Nie na jutro, bo sponsor wymaga wyników za dwa dni. Prezes Michalski, Polatowski czy jakikolwiek inny, będzie mógł teraz usiąść do rozmów o sponsoringu mając w ręku argument długofalowości i gwarancji pokazania X spotkań na antenie telewizji. Mając zagwarantowane fundusze na 3 lata do przodu będzie też mógł usiąść do rozmów z zawodnikiem i powiedzieć mu: słuchaj, chcemy podpisać kontrakt na minimum dwa lata z możliwością przedłużenie na trzeci rok, bo nie nastawiamy się na sukces w tym sezonie, mamy plan długofalowy i jesteś dla nas ważną częścią tego planu.

Czy ktoś o zdrowych zmysłach powie nie stabilizacji?

Będzie też mógł zakontraktować czterech bardzo dobrych obcokrajowców i dać szansę młodym Polakom nie dlatego, że tak stanowi kretyński przepis, ale dlatego, że w końcu nie będzie to znaczyło spadku z ligi i straty sponsora.

Wiem, może wybiegam daleko w przyszłość, może myślę zbyt idealistycznie jak na warunki panujące w Polsce. Ale może też przestańmy pieprzyć o tym, że coś nam nie pozwala, co innego nas blokuje i dlatego nie jesteśmy w stanie stworzyć dobrego, profesjonalnego produktu. Krok z zamknięciem ligi daje taką szansę.

Takie rozwiązania dają też kolejną możliwość dla dziennikarzy i kibiców. Przecież mając gracza kilka lat w jednym zespole można wokół niego budować historię, opowiadać ją, sprzedawać. W przypadku rocznych przygód często nie jesteśmy w stanie nawet dobrze poznać gracza, trenera czy masażysty, który tak jak np. Torey Thomas czy Daniel Ewing mają bardzo fajny background do tworzenia niezwykłych opowieści.

Ah i skończmy z ekstraklasą, która gra 20 spotkań. Niech w Tauron Basket Lidze będzie 10 finansowo i organizacyjnie stabilnych zespołów, ale niech grają ze sobą po cztery razy w ciągu sezonu.

Takiej ligi i częstotliwości chcemy.

P.S. A kwestia kary za ostatnie miejsce to bardzo ciekawa koncepcja i prawdę mówiąc chyba nie jest to głupie rozwiązanie.

Tagi: TBL
15:47, anfernee , Marketingowo
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 marca 2011

Zaskoczę Was tym, kto jest psychologiem z tytułu notki.

Nieco starsi fani NBA na pewno pamiętają pana, który nazywa się John Amaechi. Środkowy pochodzenia brytyjskiego, grał Cleveland Cavaliers, Orlando Magic, Utah Jazz a pomiędzy Cavs i Magic, występował w Europie w Cholet, Panathinaikosie Ateny czy Kinderze Bolonia.

Obecnie John, a dokładniej doktor John pracuje jako psycholog, nauczyciel, aktywista polityczny w Europie i USA. Wielu zapamięta go też z racji tego, że jest pierwszym zawodnikiem NBA, który otwarcie powiedział o swoim homoseksualiźmie.

Poniżej bardzo ciekawy wywiad z Johnem, w którym opowiada m.in. ekspansji NBA do Europy, Twitterze i sportowcach, programach CSR (społecznej odpowiedzialności biznesu) czy w końcu swojej pracy w Amaechi Basketball Centre.

Enjoy!

Tagi: NBA
10:28, anfernee , NBA
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 marca 2011

W ostatnich dniach pisałem o trzech startujących kampaniach. Pierwsza z nich to Reebok ZigTech (ReeZig), druga Adidas All In i w końcu Nike Free Yourself.

Dziś małe uzupełnienie w kwestii All In. Uzupełnienie bardzo ciekawe, bo dzięki Adidasowi zwykły szary śmiertelnik może stać się gwiazdą telewizji MTV, obok np. Dwighta Howarda lub Derricka Rosea.

Kto by nie chciał znaleźć się w takim towarzystwie. Wszystko co musicie zrobić, to pokazać światu swój GAME FACE.

A o co chodzi? To proste. Potrzebujecie zrobić zdjęcie swojej twarzy, na której będą rysowały się najróżniejsze emocje. Złość, miłość, irytacja, szczęście etc. Wszystko to oczywiście ma odnosić się do jednego momentu. Wsadu, bloku, przechwytu, wygranego meczu, zwycięstwa w maratonie, przeskoczenia nad rekinem na rowerze górskim i inne niewiarygodne i karkołomne kombinacje.

Dla mnie świetna sprawa, wciąga ludzi do gry, dzięki czemu produkt i marka żyją.

Swój GAME FACE pokazuje center Orlando, Dwight Howard.

Ale nie wszystko sprowadza się do sportu. Bo B.o.B, inna z twarzy All In, pokazuje GAME FACE podczas koncertu, na który sprzedano wszystkie bilety.

Panowie w powyższych filmach mówią o Facebooku, a adres na którym znajdują się GAME FACEs to - www.facebook.com/adidasBasketball

poniedziałek, 21 marca 2011

Nie, nie chciałem oglądać takiego spotkania. Liczyłem na twardą walkę, zabijanie się i uszczypliwości. Ale gdy okazało się, że nie gra Vladimir Tica, wydawało mi się, że PBG Basket łatwo polegnie w Zgorzelcu.

Ale tego, co stało się na parkiecie , nie tyle się nie spodziewałem, co nigdy nawet nie wyobrażałem.

Przez trzydzieści pięć, a może i nawet trzydzieści siedem minut meczu w Zgorzelcu spałem.

Czasami ziewałem, popatrzyłem co dzieje się na Facebooku, poczytałem Twittera, sprawdziłem maila, zaglądnąłem statystykom przez ramię na komputer (też siedzieli na Facebooku). Gdybym miał lornetkę, lub choćby dobry aparat fotograficzny, zapewne skupiałbym swój wzrok na pięknych zgorzeleckich kobietach siedzących na trybunach. Nie miałem, więc w wolnych chwilach patrzyłem jednym okiem na to co działo się na parkiecie i na to co starają się zaprezentować koszykarze PBG Basketu i PGE Turowa.

Uwierzcie mi, dawno, bardzo dawno nie widziałem takiego spotkania i nie wiem co chcieli pokazać, ale z emocjonującą koszykówką miało to niewiele wspólnego.

I nawet pomimo wyniku oscylującego w okolicach remisu, było przeraźliwie nudno. Nic, a nic nie zmieniały krzyki jednego, czy drugiego kibica. Nie wiem czy widziałem w tym sezonie gorszy mecz w Tauron Basket Lidze. Na kilku spałem przed telewizorem jeszcze przed rozpoczęciem drugiej połowy, kilka było słabych, ale na palcach jednej ręki mógłbym policzyć te nudne.

Podczas oglądania tego pojedynku miałem nawet wrażenie, że gracze postawili duże pieniądze na to, że swoją nudną grą są w stanie kogoś zabić. Albo może, że są w stanie tym bezpłciowym graniem, asekuracją, zapomnieniem jak trafia się do kosza spowodować jakąś efektowną śmierć, lub może przynajmniej samookaleczenie. Może założyli się o to, który będzie bardziej beznadziejny.

Po 37 minutach gry zauważyli jednak, że nic z tego, ludzie co najwyżej przysypiają, ale do śmierci lub innych choćby nieco emocjonujących czynów jest bardzo daleko. Wzięli się więc owi nudni zawodnicy do roboty i niczym bokserzy po etapie zapoznania z przeciwnikiem poszli na wymianę ciosów.

A była to wymiana ciosów, która w pamięci pozostanie na długo, bo zęby latały, nosy krwawiły, sole trzeźwiące musiały być używane co chwilę. Widocznie 10 biegających po parkiecie doszło do tego, że pięciu walczy o pewne drugie miejsce, a kolejnych pięciu o prawie pewny udział w play-off.

Nie oszczędzali kończyn i nerwów. Starali się nawet odgryźć ucho, uderzyć poniżej pasa aby tylko wygrać. Te kilka dodatkowych minut, to chyba rekompensata tego, że przez pierwsze 37, koszykarze zafundowali kibicom, dziennikarzom, komentatorom telewizyjnym, ochronie, władzom klubowym i tym fanom przed telewizorami, prawdziwą, leniwą, hiszpańską sjestę.

Jednocześnie wybaczcie, za ten nudnawy tekst, ale jeszcze siedzi we mnie atmosfera TYCH 37 zgorzelecko-poznańskich minut.

Tagi: TBL
09:33, anfernee , PLK
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 marca 2011

Pamiętacie start sezonu i niespodziankę od ESPN i Marvel? Tak, chodzi mi o te cudowne, jakże inne niż wszystko okładki.

Jeśli ktoś nie czytał tamtego wpisu, można go znaleźć tutaj. Tymczasem wokół NBA powstaje wiele niezwykłego designu, na które trafiłem jakiś czas temu na PSD Tuts. Z racji niedzieli, podziwiajcie te piękne obrazki.

Justin Maller np. wkomponował Kobe Bryanta w dzieło, które świetnie pasuje nie tylko do alter ego gracza Lakers, ale i do konceptu Nike.

Druga praca Mallera, to LeBron James. Ten podoba mi się mniej i nie wiem dlaczego render 3D nasuwa skojarzenia z Transformers i Bumble Bee.

Pete Harrison na zlecenie Nike stworzył takie dzieła.

Ostatnim dziełem są okładki z nigdy nie wypuszczonej NBA Elite 11 od EA Sports. Wybrałem trzy najciekawsze. Twórcami byli fani, bo oryginalna okładka miała prezentować Kevina Duranta.

A na zakończenie digital Kobe, który kompletnie mi się nie podoba.

Tagi: desing NBA
12:07, anfernee , NBA
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 marca 2011

Niedawno informowałem o największej w historii Adidasa kampanii All In. Ze swoim komunikatem wystartowało też Nike. W 32 krajach na całym globie ruszyła Nike Free Yourself, promująca nową linię produktów Nike Free.

Jedną z twarzy kampani jest m.in. ta pani. Jakby ktoś nie mógł rozpoznać, to to jest Maria Sharapova.

Główny element kampanii to spot Throwdown, który możecie zobaczyć poniżej. Jego reżyserem był Jake Scott, ten sam pan, który wyreżyserował reklamy Lance'a Armstronga z 2004 roku.

This campaign is about celebrating athletes of all ages in different sports and activities challenging each other to train harder and push their physical limits. Now is the perfect time to put a spotlight on our successful Nike Free product, helping inspire consumers to get stronger and faster by working out - mówi Davide Grasso, wiceprezydent marketingu Nike.

Teasery Nike Free Yourself były emitowane już od lutego. Kampania potrwa do maja.

Jakby kogoś interesowała ścieżka dźwiękowa, to jest to Nobody But Me. Remake utworu Isley Brothers.

piątek, 18 marca 2011

Trwa polskie March Madness. We Wrocławiu rozgrywane są finały Mistrzostw Polski Juniorów Starszych. Veni, Vidi, Śląsk Vici, a Maciek Shla. nabija się z młodych koszykarzy-lanserów Polonii Warszawa.

Słusznie? Niesłusznie? Poniekąd ma rację, choć w pewnych kwestiach się po prostu nie zgadzam.

To co na Vigo-Sport pisze Maciek nie podoba się publiczności, bo tekst jest niepoprawny politycznie. Ale koszykarze Czarnych Koszul tak po prostu wyglądali. To nie pierwsze i zapewne nie ostatnie małoletnie gwiazdy, które wychodząc z szatni bujały się jak przysłowiowe rezusy (gdzie przysłowiowe powinno zająć inne słowo na P), ze słuchawkami na uszach z czerwonym B na każdym nauszniku wyglądali jak Harding Nana podczas Meczu Gwiazd. Szkoda tylko, że lans słuchawkowy zajął im około sześćdziesięciu sekund, bo trener Bakun zaciągnął modeli do szatni i kazał sprzęt grający pozostawić głęboko w torbach.

Modne buciki, świetne, wystylizowane fryzurki - wszystko o czym pisze Maciek to prawda. Pytanie tylko, czy my Maćku też tacy nie jesteśmy lub nie byliśmy?

Ty nie chciałeś? Ja nie będę zaprzeczał. A jeśli zaprzeczysz, no trudno. Przekonywał na siłę nie będę, ale zapominasz nieco o prawach młodości. A w tych królują zupełnie inne wartości, które z naszej perspektywy wydają się być nieco śmieszne.

Ale zaraz, zaraz. Przecież i ja i Ty w dalszym ciągu lubimy wygodnie, dobrze i fajnie (boję się użyć słowa modnie) się ubrać. Nie raz rozmawialiśmy o kolejnych Jordanach na nogach, tych które mają w sobie pierwiastek tak zwanej zajebistości, czy też beznadziejności to jednej lub innej kolekcji. Przecież ja chodzę w fioletowych polówkach i noszę na nosie Ray-Bany i podobnie jak Ty bokserki CK. I błagam, nie pytajcie skąd wiem jaką bieliznę nosi Maciej.

Wspominałem Ci nawet wczoraj, że to dla zaściankowego, w stosunku do Warszawy, Wrocławia może być coś szczególnego, niewiarygodnego. A nie jest! Młodzież się zmieniła, czasy się zmieniły, a w naszej rzeczywistości jeszcze nie funkcjonuje to o czym dyskutujesz z komentującymi Twój wpis.

Nasze kluby sportowe niestety nie mają jeszcze tak skonstruowanej kultury organizacji, by dorównywać tym za oceanem, by wymagać czasami niemożliwego - patrz np. spisanych zasad funkcjonowania, zachowania czy dress code. Tak wiem, że to wszystko można spisać raz i wymagać od dziesięciu roczników. Nie usprawiedliwiam, czekam aż ruszymy do przodu, choć takie wzorce mamy. I tu przywołać należy przykład Poloni 2011, gdzie Mladen Starcević wymaga porządku i każe rezerwowym siadać na ławce w określonej kolejności

Poza tym przecież na świecie tak teraz wygląda młodzież. I niech sobie wygląda. A pomieszanie stylów koszykarzy Polonii? Tu hip-hop tam … nie wiem nawet co? Mi nie przeszkadza, takie czasy, takie wzorce w badziewnej telewizji, tym jarają się oglądając kretyńskie filmiki na YouTube czy też podniecając i śmiejąc z idiotycznych żartów jeszcze bardziej idiotycznego filmu Jeż Jerzy.

I nigdy w życiu nie bronię tego jak wygląda jak to ładnie nazwałeś koszykarska WarszaFka, niech sobie robią co chcą i jak chcą. I nie będę bronił też Ciebie przed atakami, których właśnie doświadczasz ze strony mieszkańców Warszawy, byłych koszykarek, obecnych kibiców etc. Mimo tego rozumiem o co Ci chodzi, bo głównym założeniem tego tekstu było brak przełożenia zachowania na grę.

No właśnie. Bo śmieszy i bawi mnie to co powinno być clue całego programu i o czym też wspominasz. I nie chodzi wcale o zwycięstwo, a o to, że ci napinający się, ubrani w modne ciuszki, bujający i mający na nogach naprawdę fajne buciki koszykarze, na parkiecie wyglądali jak wydmuszki. Niestety.

Konfrontacja modnych z niemodnymi wyglądała jak pojedynek Dawida z Goliatem, albo nawet jak wybory do drużyny w White Man Can’t Jump, gdzie Woody Harrelson był źle przystrzyżonym, tragicznie wyglądającym, niemodnym i wyśmiewanym Śląskiem.

Miał jednak (uwaga będzie modnie) skills. I niech sobie ta Polonia wygląda jak chce, byle za tą napinką szły umiejętności. W czwartek nie poszły.

P.S. Dyscyplinę niektórzy juniorzy z Polonii znają jednak na pewno. Jak donosi Łukasz Cegliński, trener Michała Kwiatkowskiego z MKS MOS Pruszków (z tego klubu i miasta pochodzi "Kwiatek") Jerzy Kwasiborski w 1997 roku groził swoim zawodnikom, że będzie własnoręcznie wyciągał im kolczyki z uszu, jeśli sami ich nie usuną. A koszykówki "Kwiatek" uczył się u Kwasiborskiego...

 
1 , 2 , 3
Subskrybuj RSS