sobota, 31 grudnia 2011

Większość graczy i zespołów jest w formie iście świąteczno-noworocznej. Niektórzy zawodnicy mówili to nawet otwarcie podczas transmisji telewizyjnych. Dlatego też ostatnie w tym roku  TBL WOW stats będzie bardzo ubogie. Ma za to jednego bohatera, którego występ zapamiętają wszyscy.

Mateusz Ponitka (AZS Politechnika Warszawska) - 16 punktów, 3 asysty, 4 przechwyty 6/9 z gry i ... 17 zbiórek. W tym momencie powinienem skończyć ten wpis, bo występ Ponitki powalił na łopatki. Ale, żeby podkreślić to jak przepotężną liczbę zbiórek miał Ponitka, warto zaznaczyć, że rekord ligi wynosi 18 zebranych z tablic piłek, a wśród liderów tej kategorii statystycznej rządzą środkowi i silni skrzydłowi. Ponitka jest najniższym zawodnikiem w tym sezonie, który zebrał 11 i więcej piłek. Wśród pięćdziesięciu najlepszych występów pod względem ilości zbiórek, niższy od Ponitki był tylko mierzacy 191 centymetrów J.T. Tiller, który uplasował się na 46 pozycji z 10 zbiórkami.

Do pełni szczęścia sprawdziłem także to ilu zawodników poniżej 200 centymetrów wzrostu, zebrało w tym roku w TBL 10 i więcej piłek. Było ich z Ponitką w sumie sześciu. Pozostała piątka to Żarko Comagić, Jessie Sapp, Akselis Vairogs, Łukasz Diduszko i Tiller.

Ah, Ponitka jest rekordzistą pod względem zbiórek w obronie. Drugie miejsce zajmuje Darrell Harris z 12 zebranymi piłkami.

Zielonogórsko-koszalińska Sinusoida - nie mogłem uwierzyć w to co działo się w Zielonej Górze. Najpierw Zastal wypracował 17 punktów przewagi, na przerwę schodził mając ich 15 oczek zaliczki. W połowie trzeciej kwarty był na remisie, a chwilę później przegrywał 13 punktami. Na kilka minut przed końcem meczu ponownie był remis, a wtedy na parkiecie pojawił się Kamil Chanas, rzucił 8 punktów i dał Zastalowi zwycięstwo. Może to mało statystyczne, ale taka huśtawka nie zdarza się często, aż chce się krzyknąć - cholera, że też nie można było tego meczu nigdzie zobaczyć.

Paul Graham (Śląsk Wrocław) - 9 punktów i 10 asyst. W tej drugiej kategorii Graham ustanowił swój ligowy rekord. Wcześniej w sezonie miał 6 asyst przeciwko AZS Koszalin i 5 w meczu z ŁKS Łódź. Na koncie gracza Śląska nie pojawia się zbyt dużo podań kończących, tym bardziej ten wynik robi wrażenie.

Marcin Nowakowski (Polpharma Starogard Gdański) - 12 punktów i 8 asyst, cieszył oko komentatorów PLK TV, cieszył i moje. Nie tylko tym, że nabijał statystyki, ale równie odważnymi wejściami pod kosz i nieustępliwością. Oby tak dalej.

Stanley Burrell (Energa Czarni Słupsk) - 30 punktów to rekord tego sezonu w wykonaniu rozgrywającego Czarnych. Wcześniej Burrell tylko dwukrotnie przekroczył barierę 20 punktów w meczu.

Obserwujemy '93 w ekstraklasie

Mateusz Ponitka już został podsumowany.

Michał Michalak - 4 punkty 2/9 z gry, 3 asysty i 2 zbiórki.

Przemysław Karnowski - 2 punkty, 4 zbiórki w 21 minut. Walczył pod koszami, ale chyba czas najwyższy powiedzieć rozgrywającym Siarki, żeby chociaż co dziesiątą akcje podawali piłkę swojemu środkowemu.

Piotr Niedźwiedzki - standard, 5 minut, 2 punkty, 1 zbiórka, 1 faul.

P.S. Wszystkiego dobrego w nowym roku wszystkim fanom sportu oraz czytelnikom Difensa. :)

17:35, anfernee , PLK
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 grudnia 2011

Błagam, nie pokazujcie tego tekstu tradycjonalistom i wielbiącym święta Bożego Narodzenia. Jeśli pokażecie, wbiją mi nóż w plecy, albo podpalą na stosie pełnym innych czarownic i bluźnierców.

Nie jest odkryciem Ameryki w konserwie, ani wielkim szałem stwierdzenie, że w Wielkiej Brytanii jeździ się lewą stroną drogi, a samochody przeważnie posiadają kierownicę, podobnie jak nie jest tajemnicą poliszynela fakt, że Polska to kraj tradycjonalistów oraz naród zakochany w martyrologii.

Próba zerwania z tradycją w granicach naszego kraju kończy się pospolitym ruszeniem, widłami w plecach i narzekaniem na zastaną rzeczywistość. Przykłady mogą się dwoić i troić, a jednym z nich może tu być choćby zmiana wyglądu Facebook'a, który zamiast ukochanej tablicy, w profilach pokazuje obecnie timeline. Lamet, płacz i zgrzytanie zębów, w najłagodniejszej wersji - nie podoba mi się to. Martyrologia? Jak ktoś śmie zaprzeczyć to niech zada sobie pytanie, kiedy ostatnio włączając telewizor słyszał o wspominaniu wypadku, katastrofy czy też innego rodzaju sytuacji mającej miejsce kilka, kilkadziesiąt i setki lat temu.

Szczególnie widoczne jest to podczas świąt Bożego Narodzenia, istotnych dla nas zarówno pod względem religijnym, kulturowym jak i społecznym. Ten czas, to najczęściej momet na spędzenie ważnych chwil z rodziną, z najbliższymi, czas na refleksję i wypicie kieliszka wina, uśmiech, radność, ale również zaduma.

Broń przenajświętszy Allahu przed tym, żeby w dniach 25-26 grudnia ktokolwiek powiedział coś o pracy, rozrywce, zabawie w kulturze zdominowanej przez masy. NIE-DO-POMYŚLENIA. W tych ramach mieści się także szeroko pojęty sport, który w tradycyjnym i zdominowanym przez martyrologię kraju, jest poza nawiasem, w kontekście grudniowych świąt.

Ktokolwiek, kto chce aby zespoły zawodowe grały właśnie w święta, zostaje prędziutko okrzyknięty bluźniercą, ksenofobem, gejem, faszystą, półgłówkiem i kretynem, który nie rozumie idei i nigdy nie czytał Pisma Świętego.

Oczywiście mowa przede wszysktim o sportach halowych, tych które wstrzymują rozgrywki na kilka dni, po to by gracze w tradycyjny sposób mogli spędzić święta. W momencie kiedy porusza się kwestię nakazu gry 25 lub 26 grudnia, podnoszą się lamenty - najczęściej kibiców - które mówią o tym, że w dzień świąteczny nie powinno się pracować.

Nie zbaczając z tematu nasuwa się więc proste pytanie, czy Ty pracowniku mediów, czy Ty policjancie, czy Ty górniku, Ty energetyku pracujący w elektrowni i wszyscy, którzy pracujecie na zmiany w dużych zakładach produkcyjnych, macie zawsze wolne w tych dniach?

Nakazanie gry w święta niesie za sobą ogrom pozytywów. Święta, w które faktycznie większość społeczeństwa ma wolne, to moment, w którym spora liczba przysłowiowych Kowalskich, może w spokoju zasiąść przed telewizorem i oglądać sport, albo wybrać się na halę, z prostego powodu ... Mają wolne i jakby nie spoglądać na tradycję i buńczuczne zapowiedzi rodzinnych świąt i śpiewania kolęd, to ludzie najczęściej poszukują rozrywki. Więc skoro mogą zamiast na pasterkę wybrać się na wódkę, zamiast śpiewać 25 grudnia kolędy i jeść ciastos, pić wódkę, a w drugi dzień świąt, nie odpoczywać tylko pić wódkę, to dlaczego nie mogą pojawić się na widowisku sportowym, albo pijąc wódkę przełączyć telewizor na TVP Sport i oglądajc spotkanie na szczycie popijać drinka? Albo wódkę.

Za rozgrywaniem meczów w święta przemawiają także twarde dane i fakty. Co prawda w USA nie udało się wprowadzić świątecznych meczów MLB, nie do końca przyjął się też pomysł wypuszczania na murawę futbolistów amerykańskich (święto NFL to jednak nie Boże Narodzenie, a Święto Dzienkczynienia), tak koszykówka za oceanem jest tym, na co czekają całe rzesze fanów w całych Stanach. A to przecież specjaliści od organizacji eventów i zabaw różnego rodzaju z USA, uznawani są za tych, którzy robią to najlepiej i najefektywniej.

Dowody? Dlaczego NBA organizuje Christmas Day? Bo słupki oglądalności skaczą wtedy pod sam sufit. Niedzielny mecz Bulls z Lakers oglądało w ABC ponad 8 milionów 300 tysięcy widzów (rating firmy badawczej Nielsen 6,5) i był to trzeci najlepszy wynik oglądalności w sezonie zasadniczym w ostatnich latach. Spotkanie finalistów poprzedniego sezonu, Dallas i Miami oglądało 7 milionów i 162 tysiące widzów (w skali Nielsena 5,3).

Biorąc pod uwagę wyniki oglądalności według badań prowadzonych przez firmę Nielsen (przedstawiane w punktach rating), wynoszące średnio w sezonie regularnym okoló 2,0-2,5, wyniki dnia świątecznego są oszałamiające. Dlaczego? Dlatego, że mecze te są szczególnie mocno nagłaśniane, są wybrane z pieczołowitą starannością, tak aby zapewnić wszystkim jak najwięcej rozrywki (pojedynki gwiazd, niedomówienia jak niegdyś Shaq-Kobe, rewanże za finał, wschodzące gwiazdy), a do tego, tak jak wspomniałem wcześniej, ludzie po prostu mają czas je oglądać, bo większość ma wolne.

Może zamiast wymyślać kwadratowe koła, w końcu i w Polsce pomyślimy o tym, żeby nieco zmienić tradycję, osadzić koszykówkę w stałym punkcie roku, nie tylko poprzez styczniowo-lutowy Mecz Gwiazd czy majowo-czerwcowe finały. Być może ten pomysł się nie przyjmie, bo jakiś czas temu zrezygnowała z niego bardzo dobrze funkcjonująca niemiecka BBL i gra nie 25-26 grudnia, tylko 27 i 29. Ale, skoro niektórzy gracze naszej ligi twierdzą, że chcieliby grać w święta, to dlaczego nie spróbować i nie przeprowadzić takiego eksperymentu? 

P.S. Znalezione dzień po opublikowaniu wpisu. Jak spędzamy wolny czas

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Między innymi dzięki takim produkcjom, NBA jest najlepszą zawodową ligą jak Ziemia długa i szeroka.

NBA is back!

00:43, anfernee , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2011

Kolendę śpiewaną przez zawodników Trefla zapewne każdy już widział.

Życzenia świąteczne składają również Spurs i cały sport z San Antonio.

Ode mnie również wszystkiego najlepszego, sukcesów, zdrowia, spokoju ducha i spełnienia marzeń.

18:15, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2011

Osiem zwycięstw i siedem porażek to bilans ekstraklasowego Śląska Wrocław, który w tym sezonie prowadzi Serb, Miodrag Rajković.

To wynik, który z pewnością może cieszyć fanów koszykówki we Wrocławiu, bo mało kto wierzył w to, że Śląsk zacznie wygrywać i stanie się jednym z najgroźniejszych przeciwników w Taron Basket Lidze.

Ba! Mało kto spodziewał się, że wrocławianie bez gwiazd, z tylko jednym prawdziwym rozgrywającym, z tanimi i potencjalnie przeciętnymi graczami, a do tego po starcie sezonu z czterema porażkami na koncie, będą w stanie rywalizować o coś więcej niż o dolne rejony tabeli!

Na przekór wszystkim, z wiatrem w oczy, bez okularów przeciwsłonecznych i z promieniami słońca w źrenicach, Śląsk prowadzony na parkiecie przez Roberta Skibniewskiego, a na ławce dowodzony przez generała Rajkovića, zaczął tłuc wszystkich jak leci.

Oczywiście, że Śląskowi zdarzają się porażki i potknięcia, ale to jak ogromną metamorfozę przeszła drużyna, która powróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej, jest wręcz niewiarygodna. Przed sezonem, jak i w trakcie feralnej passy, Rajković wydawał się mówić tak, jakby każde jego słowo miało być usprawiedliwieniem słabej postawy jego zespołu, braku zwycięstw czy zaangażowania.

Na kolejnych konferencjach prasowych, podczas wywiadów, w wypowiedziach w mediach dało się słyszeć: w tej hali nie graliśmy, ciągle gramy w innym obiekcie, moi gracze nigdy ze sobą nie grali, ten zespół jest nowy i potrzeba czasu na wyniki, wspominał o czarodziejskich kontuzjach, o których nie mówił przed meczem. I tak dalej i tak dalej. Rajković mówił dużo, a po wielu jego słowach wśród zgromadzonych na konferencjach przechodził głuchy szept niedowierzania. Wszystko to brzmiało jak próba tłumaczenia. Niektórzy myśleli o nim nawet - wariat.

Z ust Serba padło także wiele słów mówiących o koncepcji gry i założeniach, które chce z zespołem realizować na parkiecie. Sam byłem zdziwiony, kiedy pytany o środkowych i braku centymetrów w jego drużynie, Rajković odpowiadał: come on! Wzruszał ramionami i następnie spokojnie tłumaczył.

Pod koszem w ogóle brakuje nam też siły fizycznej, takiego "koszykarskiego mięsa". Nie oznacza to jednak, że od razu będziemy rozpaczliwie szukać środkowego. Bo kto tak naprawdę w całej lidze ma takiego typowego, silnego, dominującego centra? Moim zdaniem w tym momencie nikt. W tamtym roku w Prokomie był to Ratko Varda, ale on sam zarabiał tyle, ile cała nasza pierwsza piątka. Poza tym zbytnie dostosowywanie się do przeciwnika prowadzi do myślenia, że musimy naprawdę kupić cały inny skład i każdego gracza za 200 tys. dolarów.

Ale moim ulubionym cytatem Rajkovića było twierdzenie, że jego zespół będzie bił się o miejsca 5-6 i walczył o awans do play-off.

Wariat, pomysłałem. I to odstawiony od leków. Szczególnie w momencie kiedy co trzy dni schodził z parkietu pokonany, a my czekaliśmy na kolejne (wydawałoby się) wymówki.

Rajković też czekał, ale czekał na efekty. I on jedyny tak naprawdę wiedział, że ciężka praca, którą włożył on sam, sztab szkoleniowy oraz zawodnicy w to, by z sekundy na sekundę, treningu na trening, meczu na mecz i tygodnia na tydzień, stawać się lepszą drużyną, przyniesie oczekiwane efekty.

Nie mam pojęcia jakiego wyznania jest Rajković, nie wiem i nie zamierzam nawet pytać która z religii jest mu najbliższa, albo kogo wieczorami prosi o to, aby jego ciężka praca była doceniona. Nie wiem nawet czy jest religijny. Mimo tego wiem, że Rajković wierzył, ale i wiedział, bo po prostu zna się na koszykówce i swojej robocie. Według krążących w środowisku plotek, kilku scoutów koszykarskich i ludzi związanych blisko z koszykówą zwalniało już Serba i twierdziło, że ten niedoświadczony trener nie będzie w stanie nic ulepić ze zbieraniny, którą ma w Śląsku. Bo do tej pory pracował tylko w koszykówce młodzieżowej.

A Rajković znowu w niezgodzie z panującym trendem pokazał, że może i będzie! Wokół swojego lidera, wspomnianego już Skibniewskiego, szkoleniowiec Śląska stworzył tak umiejętną i skuteczną strategię, w której komfortowo czuje się praktycznie każdy zawodnik. Każdy zna też swoją rolę, wie, że wiele od niego zależy, ale wyraźnie widać, że przede wszystkim w głowach graczy Śląska pali się stale zapalona lampka z napisem: zespołowość i zwycięstwa. W Śląsku jest miejsce na popisy strzeleckie, tylko w ramach określonej taktyki. Rajković nie blokuje graczy, pozwala im się realizować, ale nie pozwala na głupie, szaleńcze akcje, które niszczą morale i chemię w zespole.

I w kontekście wyników, nie jest istotne, że odbudowywany przez Przemysława Koelnera Śląsk kuleje marketingowo, że promocja i nagłośnienie wydarzeń koszykarskich to jakiś niesmaczny żart, a wszystko co nie związane z samą grą realizowane jest ... Wcale nie jest realizowane.

Dla kibiców we Wrocławiu, którzy uznają, że wojenka koszykarska ich nie dotyczyn, tych którzy nie chcą wnikać w środowisko, tylko oglądać koszykówkę (niezależnie od tego na jakim poziomie), liczą się wyniki na parkiecie. A te bronią Rajkovića.

I zapewne przemiły Serb powiedziałby mi teraz z charakterystycznym dla siebie uśmiechem: No i kto jest teraz wariatem? 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Przez cały sezon poszukiwałem stabilnego, choć może i momentami szalonego strzelca. Teraz, po 16 kolejkach ekstraklasy mam dwóch, którzy po nieznacznym nagięciu zasad, pasują do poszukiwań. Są to Tony Weeden i Slavisa Bogavać.

Ronald Moore (PGE Turów Zgorzelec) - 19 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst w 31 minut. Jacek Winnicki wyraźnie postawił na to, aby podstawowym rozgrywajacym w meczu ze Śląskiem był właśnie filigranowy Moore. Amerykanin spisał się świetnie i to nie tylko w statystykach, bo w ważnych momentach brał piłkę w swoje ręce i wcielał się w rolę lidera zespołu.

Daniel Kickert (PGE Turów Zgorzelec) - 26 punktów w 26 minut, 8/18 z gry i 2/7 za trzy punkty. Był kluczowym graczem

Slavisa Bogavać (Śląsk Wrocław) - w trzech ostatnich meczach zdobył w sumie 75 punktów, miał 24 zbiórki i aż 28 razy stawał na linii rzutów wolnych trafiając 25 prób. Wrocławianie wygrali dwa z tych trzech spotkań, a w ostanim przeciwko Turowowi polegli tylko jednym punktem. Wyrasta na lidera?

Tony Weeden (Polpharma Starogard Gdański) - długo czekałem na to, aż w lidze odnajdzie się łowca punktów. Od samego początku wierzyłem, że dużo głupich i niepotrzebnych rzutów, ale także tych, które dadzą zwycięśtwa, odda właśnie Weeden. Zaczął. Trzy ostatnie spotkania: średnio 25 punktów, tyle samo co Bogavać.

Piotr Pamuła (AZS Politechnika Warszawska) - 43 punkty w dwóch spotkaniach, 21 przeciwko Polpharmie dało zwycięstwo.

Tomasz Kęsicki (Kotwica Kołobrzeg) - o Kęsickim pisałem już na Sport.pl, ale jego 15 punktów, 12 zbiórek i 5 bloków przeciwko Siarce to jedno. W sumie ostatnie 4 mecze to 44 punkty, 38 zbiórek, 8 bloków. ZDROWIA!

Jessie Sapp (Kotwica Kołobrzeg) - eval 34, na który złożyło się 28 punktów, 8 zbiórek, 5 asyst i 3 przechwyty a to wszystko przełożyło się na zdemolowanie Siarki.

Nicchaeus Doaks (Siarka Jezioro Tarnobrzeg) - Doaks notował dobre spotkania, ale tak dobre jak to z Kotwicą ostatnio zdarzyło mu się 19 listopada przeciwko Anwilowi (20 punktów, 12 zbiórek). W 16 kolejce miał 17 punktów 12 zbiórek i eval 27.

Trefl Sopot - nie wyróżnię poszczególnego gracza, bo i Waczyński i Koszarek i Mallett zasłużyli na słowa pochwały. Trefl zagrał po prostu świetny, zespołowy mecz.

John Allen (Anwil Włocławek) - 21 punktów, rekord sezonu. Allen grał agresywnie, wchodził pod kosz, tak jak powinien tego typu zawodnik. Swoje zadanie wykonał, ale Anwil przegrał.

3:0 - taki bilans w TBL w tym roku ma Andrej Urlep.

Callistus Ezwiuku (AZS Koszalin) - nie umie rzucać? No to rzucił 15 punktów, nieco słabiej zagrał pod tablicami, bo zebrał tylko 7 piłek, ale miał też 3 bloki i 2 asysty. No i 5/5 z gry.

3 - tyle zwycięstw na koncie ma AZS Politechnika Warszawa. Ostatnio Akademicy wygrali 19 października kiedy ich przeciwnikiem była Kotwica Kołobrzeg. Polpharmę AZS pokonał 92:72.

Obserwujemy '90 w ekstraklasie:

Michał Michalak - 6 punktów, 4 zbiórki i 2 asysty w 18 minut i w efekcnie zwycięstwo. W końcu!

Mateusz Ponitka - 11 punktów, 4 asysty i tak samo jak w przypadku Michalaka, ważne zwycięstwo przeciwko Polpharmie.

Przemysław Karnowski - 4 punkty, 6 zbiórek w 26 minut. Przeciętnie, bo przyzwyczaił do nieco lepszych występów. 

15:02, anfernee , PLK
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 grudnia 2011

Do świąt pozostało jeszcze kilka dni, ale z związku z tytułem filmu, 18 grudnia jest datą odpowiednią do pierwszego składania życzeń.

I czy poniższy filmik nie jest związany ze sportem?  Koszykówki w tym mało, ale emocji, szczególnie siedząc w środku, jest ogrom.

14:00, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2011

Hitem hitowego pojedynku pomiędzy Treflem Sopot, a Anwilem Włocławek nie były wsady Jermaina Malletta, ani dobra postawa Adama Waczyńskiego, ani też to, że Trefl przegrywał w drugiej kwarcie nawet 9 punktami, a potem zdeklasował Anwil i wygrał aż 93:72.

Hitem był teledysk, który puszczono w przerwie meczu. 

Zobaczcie Ci, którzy nie widzieli.

19:52, anfernee , PLK
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2011

Pewnym jest, że wykupienie NBA TV (140 dolarów) da w tym sezonie jeszcze więcej radości niż w latach poprzednich.

Popatrzcie, bo na nich będziecie czekać nocami!

 

22:20, anfernee , NBA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Subskrybuj RSS