poniedziałek, 28 lutego 2011

San Antonio Spurs wygrali w nocy swój 49. mecz w tym sezonie, a Tim Duncan awansował na dziesiąte miejsce wśród najlepiej blokujących graczy w historii ligi.

W jednej z akcji (pierwsza na poniższym filmiku) Duncan aż trzy razy blokował Zacha Randolpha. Zobaczcie.

Jak block party i awans na dziesiątą pozycję skomentował Duncan? Jak to Duncan, bez emocji, bez wywyższania się - po prostu robiłem co mogłem.

It just means I’ve been playing a long time.

Jeszcze pięć bloków i Duncan dogoni Roberta Parisha, który jest dziewiąty.

A na oficjalnej stronie Spurs jest komentarz Duncana do trzech bloków na Randolphie. Kliknijcie i zobaczcie sami, bo nie mogę zembdedować. Mnie rozłożył na łopatki.

10:12, anfernee , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 lutego 2011

Sobotnia poranna porcja prasy przyniosła nieoczekiwaną i zaskakującą wiadomość. W serwisie SportBiznes.pl przeczytałem (wklejam całość)

YouTube prowadzi rozmowy z władzami National Basketball Association (NBA) i National Hockey League (NHL) w kwestii pokazywania w serwisie bezpośrednich relacji z meczów zawodowych lig koszykówki i hokeja na lodzie.

Gautam Anand, jeden z dyrektorów Google, stwierdził w wywiadzie dla agencji Bloomberg, że w drugiej połowie bieżącego roku YouTube zamierza pokazywać więcej sportowych rozgrywek na żywo.

Z kolei Brian Suh z koreańskiego oddziału internetowego giganta, w osobnej wypowiedzi dla Bloomberga stwierdził, że aktualnie toczą się rozmowy z "większością zawodowych lig sportowych". Oprócz NBA i NHL na celowniku serwisu są m.in. europejskie ligi piłkarskie.

YouTube ma już prawa do pokazywania bezpośrednich relacji z rozgrywek hinduskiej ligi krykieta, otrzymując część przychodu z reklam wyświetlanych podczas transmisji. Dotychczasowe spotkania przyciągnęły 55 milionów użytkowników z 250 państw. W Japonii serwis pokazuje też mecze Major League Baseball (MLB).

Jak dla mnie jest to news z kategorii HUGE, jeśli do tego dojdzie to ciekawe jak będzie wyglądała przyszłość League Pass, MLB TV i innych. Czy w takiej sytuacji projekty przestaną funkcjonować, czy też przeniosą się właśnie do YouTube i najważniejsze pytanie czy będą płatne i w jaki sposób.

Czekam z niecierpliwością na rozwój sytuacji.

Tagi: NBA
10:35, anfernee , Marketingowo
Link Komentarze (7) »
czwartek, 24 lutego 2011

Ze względu na artykuł o Toreyu Thomasie i jego dokonaniach w Polsce, zabrakło mi nieco czasu na napisanie podsumowania siedemnastej kolejki TBL.

Tekst powstał nieco później, więc na Sport.pl się nie znalazł, ale jakby kogoś interesowało to spóźnione TBL Defensywnie znajduje się poniżej.

I tak jak niedawno na Patricka Okafora, tak tym razem eksploruję Teda Scotta. Nic wielce odkrywczego w nim nie ma, ale tak czy inaczej enjoy.

Ted Scott pogrążył Kotwicę

Głupie akcje Teda Scotta w końcówce meczu przeciwko PGE Turowowi przekreśliły szansę Kotwicy na sprawienie wielkiej niespodzianki i zwycięstwo w Zgorzelcu.

Superstrzelec Kotwicy i najlepszy snajper obecnego sezonu potrafi w pojedynkę decydować o losach swojego zespołu. Najgorsze jest jednak to, że o ile Scott umie wziąć piłkę w ręce, seryjnie trafiać, rozmontowywać obronę na dziesiątki sposobów, wprowadzając tym samym fanów w stan niedowierzania, tak potrafi także odpalać niepotrzebne rzuty i tracić piłki w sytuacjach, które komentowane są nawet podczas transmisji telewizyjnych jako kretyńskie i frajerskie.

Tak było w niedzielę w spotkaniu przeciwko PGE Turowowi. Scott najpierw rzucał jak natchniony, przechwytywał piłki i dzięki jednej z trójek wyprowadził swój zespół na jednopunktowe prowadzenie na dwie minuty do zakończenia meczu. W Zgorzelcu ten scenariusz znali, bo w podobny sposób Kotwica wygrała pierwsze starcie pomiędzy tymi drużynami. Jednak po popisie geniusza Scotta, nadszedł czas na popis alter-ego Scotta. Ta zła strona obrońcy pojawiła się na twarzy Scotta w najmniej oczekiwanym i najgorszym ze wszystkich momentów meczu. Amerykanin chciał być bohaterem, słusznie brał piłkę w ręce, bo jest jednym z nielicznych graczy w Kołobrzegu, którzy potrafią wykreować sobie pozycję do rzutu i unieść ciężar presji w trudnych momentach.

W niedzielę nie podołał. Nie dość, że oddał głupi rzut z dziewiątego metra przez ręce obrońcy na samym początku akcji, to dwukrotnie stracił piłkę w iście juniorski sposób. Najpierw z kozła wyciągnął mu ją David Jackson, a następnie Scott chcąc oszczędzić czas na zegarze, czekał ze złapaniem toczącej się po parkiecie piłki tak długo, że w momencie gdy chciał ją podnieść, wpadł w partnera z zespołu, a piłkę ponownie przejął Jackson. Te trzy akcje kosztowały Kotwicę sześć punktów i być może zwycięstwo w meczu. Zwykle powściągliwi w swoich uwagach komentatorzy TVP Sport, nazwali poczynania Scotta frajerstwem i długo debatowali nad tym, że tak niewiarygodne błędy nie powinny przytrafiać się profesjonalnemu koszykarzowi.

Lekkomyślne zachowania Scotta były już niejednokrotnie komentowane w kuluarach ligowych. Według nieoficjalnych informacji i anonimowych wypowiedzi osób związanych z Kotwicą, wiara Scotta we własne umiejętności doprowadza nawet do rozpadu w drużynie i frustracji wśród innych graczy, którzy bardzo niechętnie współpracują z liderem strzelców ligi.

Tymczasem w zapowiedzi 18. kolejki znowu m.in. o TS, jego wyczynach punktowych i innych superstrzelcach TBL.

środa, 23 lutego 2011

Dziś w Gazecie Wyborczej Wrocław ukazał się mój tekst o futbolu amerykańskim i gwarancjach, które daje Lowell Hussey, właściciel The Crew.

Poniżej tekst, autorstwa Lowella, w którym mowa nie tylko o gwarancjach zdobycia mistrzostwa przez The Crew i pewnej, jedynej takiej w Polsce inwestycji, ale traktujący także o śmiałym i odważnym założeniu, że w 2020 roku futbol amerykański będzie w Polsce bardziej popularny niż piłka nożna, o czym świadczą badania przeprowadzone przez Lowella i spółkę w Bielawie.

Zachęcam do zapoznania się z materiałem. Naprawdę warto dowiedzieć się tego, co do powiedzenia ma Lowell Hussey*.

Jedyna w Polsce inwestycja ze 100% gwarancją I wilk syty i owca cała

Kupujesz udziały. Notowania idą w górę, a Ty jesteś zadowolony. Kiedy idą w dół, zwracamy ci pieniądze. W prezencie dostajesz elegancki t-shirt. Zbyt piękne, by było prawdziwe? Tak, to prawda. Albo po prostu nigdy nie słyszałeś o podobnej ofercie. Ale istnieje jedna, prawie tak dobra, jak ta, o której mówimy.

Kupujesz sezonowy karnet na mecze The Crew Wrocław, ekscytujesz się przez cały sezon oglądając na żywo sportową rozrywkę na światowym poziomie, by w połowie lipca być świadkiem finału, kiedy to The Crew odzyskują tytuł Mistrza Polski. A, i dostajesz kultowy t-shirt.

Hola, hola, nie tak szybko - możesz powiedzieć, kiedy dokładniej przyjrzysz się tej propozycji.

Co jeśli The Crew nie zostanie mistrzem albo nawet nie wejdą do półfinału?

Spokojnie. W tym momencie na stole kładziemy Gwarancję. Jeśli The Crew nie zdobędzie mistrzostwa, zwrócimy ci pieniądze. Ale prosimy, zachowaj t-shirt.

Czy zatem The Crew są tak dobrzy, że wróżą sobie zwycięstwo jeszcze przed rozpoczęciem sezonu? Niekoniecznie. Wprawdzie w zeszłym sezonie wywalczyli miejsce w finale, ale tam zostali pokonani przez swojego lokalnego rywala - Devils. Niemniej jednak wielki finał został uznany, przez sporą część bliżej zaznajomionych z tym meczem, za sportowe wydarzenie Wrocławia roku 2010.

To wyjaśnia trochę zuchwałą pewność siebie graczy. The Crew gra w futbol amerykański, ale to futbol w polskim stylu, futbol, który określany jest obecnie jako najszybciej rozwijający się sport w Polsce i cieszący się wysokim poziomem satysfakcji publiczności. Oni wiedzą, że jeśli zwabią cię na jeden mecz, prawdopodobnie wrócisz po więcej.

Apokalipsa 2020

Chyba nie myślisz, że ten artykuł ma na celu sprzedanie ci karnetu na mecze The Crew? Choć jeśli mieszkasz w okolicach Wrocławia, to być może nie byłby to dla ciebie najgorszy zakup. W każdym razie sedno jest inne. Słyszysz tu i uwdzie informacje ekonomiczne. Akcje, bony, obligacje niby idą w górę, ale sytuacja jest raczej chwiejna. Być może przyglądasz się bardziej alternatywnym formom inwestycji kapitału. Może alternatywnie - dzieła sztuki, które są raczej najmniej alternatywne z tych alternatywnych, ale jednak. Jakiś osobliwy Monet na początek? Eee, bardziej korzystne wydaje się otwarcie własnego muzeum, może dostaniesz kredyt.

Czy namawiam cię zatem do kupienia drużyny futbolu amerkanskiego w Polsce? Nie. przynajmniej jeszcze nie teraz. O tym będzie mowa w dalszej części artykułu, ale wcześniej krótkie wprowadzenie.

W ciągu zaledwie 5 lat obecności futbolu amerykańskiego w Polsce, założono w ponad 25 miastach 30 drużyn, które rywalizują w Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego (PLFA). 2000 Polaków rozgrywa mecze w pełnym uniformie, a niezliczona ilość gra w wersję niewymagającą tak specjalistycznego sprzętu. Wyłączając topowe polskie ligi innych dyscyplin sportowych, prawdopodobnie na żadne inne mecze nie przychodzi więcej osób niż na futbol amerykański. Publiczność to głównie młodzi i pełni entuzjazmu, przyjaźnie nastawieni ludzie. OK, statystyki robią wrażenie, ale żeby nie zanudzać, pora na ciekawe rzeczy.

Pionierzy futbolu amerykańskiego w Polsce twierdzą, że do 1 stycznia 2020 roku sport ten będzie bardziej popularny niż piłka nożna. Proszę pozwolić, że powtórzę. Albo nie, przecież już zostało to napisane.

Tak, a na ręce wyrośnie mi kaktus. - możesz dodać z przekąsem, stukając się w czoło. Co, poza szaleństwem, skłania mnie do uwierzenia, że to się naprawdę wydarzy?

Wyniki badań, drogi czytelniku, wyniki badań! Jeśli odwiedzisz miasto Bielawa w południowo-zachodniej Polsce, urzeknie cię ono pięknem przyrody i spokojną atmosferą. Nie odmawiaj sobie wspinaczki lub przejażdzki na nartach po uroczych stokach. W mieście zatrzymaj się na chwilę i porozmawiaj z mieszkańcami o futbolu amerykańskim i ich ukochanych Owls’ach.

Trzech z dziesięciu Bielawianów obejrzało w ostatnim roku mecz futbolu amerykańskiego na stadionie. Spośród osób poniżej 50 roku życia większa liczba osób uczestniczyła w widowisku futbolu amerykańskiego niż piłki nożnej. Także trzech z dziesięciu respondentów wierzy, że futbol amerykański będzie bardziej popularny niż piłka nożna, przy czym jeśli weźmiemy pod uwagę młodzież do 18 roku życia, wierzy w to co szósty młody człowiek. Jeśli ten artykuł zaczął cię już irytować, to zapewniam cię - nie jesteś jedyny.

Ale usiądź proszę spokojnie i przeczytaj dalszą część. Pytając przypadkowych mieszkańców Bielawy czy zetknął się kiedyś z nazwą Owls, 76% spośród wszystkich mężczyzn, kobiet, dzieci odpowie pozytywnie. Pytając tych przed 40 rokiem życia, 85% potwierdzi, że zna drużynę futbolu amerykańskiego Owls. Taki poziom świadomości można przyrównać do pierogów czy Coca-Coli! To fascynujące, w jaki sposób drużyna z zaledwie 3-letnią historią zostawiła w tyle sport z ponad 1000-letnią tradycją. Złożyły się na to m.in. zdobycie mistrzostwa drugiej ligi i spektakularny awans do pierwszej, sprowadzenie amerykańskich graczy, reelekcja dzielnego Burmistrza, któremu za wsparcie udzielone nowemu sportowi, kibice odwdzięczyli się w wyborach. Ale to historia na inny dzień.

Konkluzja. Futbol amerykański w Bielawie, po raz pierwszy w Polsce, stał się tak samo dostępny jak piłka nożna i wygląda na to, że ... jest bardziej lubiany. Szczególnie wśród młodych ludzi.

Czym druk przysłużył się dla bibliotek, tym telewizja dla futbolu amerykańskiego

Wydaje się być oczywistym, że skromny autor tego tekstu jest miłośnikiem futbolu amerykańskiego w każdej jego formie. Woli jednak oglądać go na ekranie telewizora niż na żywo. Lenistwo i bliskość lodówki odgrywa tu pewną rolę, ale ważniejsze jest to, że będąc fanem już ponad 40 lat, wciąż czasami nie mam pojęcia o co chodzi w grze na żywo. Proszę mnie źle nie zrozumieć. I tak bardziej lubię mecze futbolu amerykańskiego niż jakiejkolwiek innej dyscypliny rozgrywanej na żywo.

Ale gra jest dość skomplikowana. Dwudziestu dwóch wysoko wykwalifikowanych i niesamowicie sprawnych mężczyzn prezentuje umiejętności zawodników sumo, olimpijskich sprinterów i strongmenów. O każdy cenny centymetr boiska walczą w pojedynkę lub w grupach, najczęściej jednak tworząc chaotyczne kłębowisko ze swoich umięśnionych ciał. Za każdym razem tworzy to niepowtarzalnie szybkie, głośne, kolorowe i czasami niebezpieczne widowisko. I nawet najbardziej zaprawione oko, nie jest w stanie uchwycić szczegółów tego, co dzieje się na boisku. Oświecił nas dopiero, jak chciałoby się rzec, późniejszy Gutenberg, który dając nam powtórzenia w zwolnionym tempie, odmienił futbol amerykański na zawsze.

W czasach mojej młodości profesjonalny futbol amerykański był trzecim najpopularniejszym sportem Ameryki! Owszem, jestem starszym panem, ale nie starożytnym. To historia współczesna. Niemniej jednak, kiedy nasz sport trafił na ekrany telewizorów z komentatorami uzbrojonymi w powtórki w zwolnionym tempie, wystarczyła jedna dekada, by futbol stał się w Ameryce sportem numer 1. Futbolu amerykańskiego w telewizji w Bielawie jeszcze nie było, przynajmniej nie relacji na żywo. Ale lokalna telewizja zaadoptowała już futbol jako swój sport komunikując o nim, tłumacząc go i pomagając kreować styl życia, jaki z niego wynika i jaki młodzi ludzie w Bielawie kochają.

Nie ma żadnej różnicy w DNA Polaków i Amerykanów, która determinowałaby wybór ich ulubionego sportu. W zasadzie 10% Amerykanów, ma bliższe bądź dalsze, Polskie korzenie. Jeśli młodym ludziom dać wolny wybór oraz dostarczyć taką samą ilość informacji i dostępność do wszystkich sportów, wybiorą futbol amerykański. Młodzież kocha szybkość, akcję, kolory i hałas, zarówno w swoim życiu, jak i w sporcie, który wybierają. Futbol amerykański daje im to, czego oczekują. Wracając do telewizji. W tym roku, po raz pierwszy w historii, mecz Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego będzie transmitowany w ogólnopolskiej stacji. Będą kompetentni komentatorzy i powtórki w zwolnionym tempie! Droga do roku 2020 właśnie się rozpoczyna.

Gdzie mogę się zapisać?

Jeśli jesteś rosyjskim bilionerem i lecisz właśnie nad Polską do swojego domu w Londynie, ląduj natychmiast i kup pierwszy klub futbolu amerykańskiego jaki zobaczysz. Nie będzie cię to kosztować więcej niż paliwo na twoją wycieczkę. Tym mniej zamożnym, Rosjanom czy innym, niekoniecznie polecam kupno drużyny. Większość drużyn w Polsce to wciąż prywatnie zarządzane kluby, których często nie ma właściwie od kogo odkupić. Ale warto wspomnieć, że pewien inwestor kupił warszawską drużynę Eagels, plotka głosi, że za kwotę miliona złotych. Dla porównania, wrocławski klub piłki nożnej, średnia półka - ani lepszy ani gorszy, został wyceniony na 22 miliony złotych. Jeden i drugi traci na razie pieniądze. Ale który będzie sobie finansowo radził lepiej w przyszłości? Przyjmuję zakłady. Jest więcej sposobów na zarobienie na futbolu niż tylko kupienie drużyny.

Jesteś dystrybutorem lub producentem jakichkolwiek produktów związanych ze sportem, od butów do biegania zaczynając na suplementach kończąc? Wejdź do gry, do której wchodzą młodzi ludzie! Każdy zawodnik grający w futbol potrzebuje dość drogiego osprzętu, od naramienników do specjalnych skarpet. Wszystko to jest obecnie importowane z zagranicy, co dodatkowo podnosi koszty. Idąc dalej, jeśli masz wpływy w firmach sprzedających cokolwiek, czego targetem jest młodzież lub ludzie młodzi duchem, naprawdę musisz się przyłączyć. Osobiście gdybym miał taki produkt czy usługę - telewizor, telefon komórkowy czy batonik, wszedłbym w taką sponsorsko-marketingową współpracę. Wkład jest niewielki, a zyski olbrzymie. Są też całe rzesze specjalistów, którzy będą czerpać korzyści z fenomenu futbolu amerykańskiego. To scouci, trenerzy, agencje reklamowe - ci wszyscy, którzy będą pracować przy rozwoju, marketingu i zarządzaniu.

Możliwości jest wiele. Pomyśl o tym w ten sposób - kiedy Google nie wyszedł jeszcze z garażu, Eric i jego towarzysze nie mogliby zaoferować Ci sprzedaży akcji firmy, ale na pewno znalazłbyś inny sposób by także czerpać korzyści z tego co wniosła w kulturę ich innowacyjność. Futbol to będzie kaliber raczej mniejszy niż Google, ale też zrobi trochę zamieszania.

Czy radość na linii końcowej uczyni Polskę szczęśliwszą?

W temacie przełomowych momentów w kulturze skromny autor ma pewne doświadczenie. Przyglądałem się z bardzo bliska, kiedy MTV wykluwało się ze skorupki. Widziałem jak ewoluowała, od czasów kiedy wzbudzała ciekawość, przez okres kiedy ludzie nie wyobrażali sobie muzyki bez MTV, aż po dzień dzisiejszy, kiedy jest, hmm, czymkolwiek dziś jest. Tak czy siak, jest to zjawisko w takim samym stopniu kulturowe jak i biznesowe.

Wierzę, że sport także wpływa na młodzież. Zacząłem popularyzować futbol, ponieważ mój syn i ja chcieliśmy znaleźć w Polsce miejsce, gdzie moglibyśmy na żywo obejrzeć mecz futbolu amerykańskiego. We wczesnych początkach zdarzyło mi się spytać grupy zawodników, jak powiedzieć teamwork po Polsku. Zamiast odpowiedzi - cisza, jak makiem zasiał.

Polska młodzież jest niesamowicie niezależna, pewna siebie i odważna. Ale większość z nich twierdzi, że są raczej indywidualistami, a nie częścią grupy. Grając w futbol stajesz przed wyborem: albo grasz zespołowo albo zacznij przygotowywać się się na katastrofę. Młodzi ludzie uczą się kultury pracy zespołowej. Myślę, że to jest właśnie najpiękniejsze w futbolu amerykańskim w Polsce. Ale równie istotne jest wprowadzenie elementów stylu życia i kultury futbolu amerykańskiego poprzez rozwijanie idei osiągania wspólnego sukcesu i zaszczepienia dumy z przynależności do społeczności.

Nasi młodzi ludzie są inteligentni i dobrze wykształceni. Wielu z nich wyjedzie z Polski, która jest stosunkowo monokulturowym krajem, by pracować w międzynarodowych i interkulturowych środowiskach. Będą tam dobrze prosperować, tylko jeśli będą potrafili współpracować z osobami o odmiennych wyznaniach, kolorze skóry czy zachowaniach. Oczywiście futbol nie jest jedynym rozwiązaniem, by tego uczyć. Ale nie jest złym początkiem. A w między czasie, kiedy będziemy usiłować wypierać polską piłkę nożną, futbol polsko-amerykański będzie fascynującym fenomenem do obserwowania. Dajemy na to 100% gwarancji.

*Lowell Hussey jest prezesem firmy Superbol, właścicielem dwóch drużyn futbolu amerykańskiego w Polsce: Bielawa The Owls i Wrocław The Crew, jak również grupy tanecznej Sista Crew oraz szkolnego programu futbolu flagowego Super Flag Bol. Absolwent studiów MBA Universytetu w Harvardzie. Były wiceprezes koncernu TimeWarner w USA.

10:43, anfernee , Inne
Link Komentarze (16) »
wtorek, 22 lutego 2011

Tytuł notki jest nieco zwodniczy, bo nie będzie tu ani słowa o wydarzeniu, o którym piszą i mówią dziś wszyscy. Będzie za to filmik z wizyty Kobe Bryanta u Conana O'Brien'a.

Co prawda materiał jest sprzed kilkunastu dni, ale jak ktoś nie widział to jest to najzwyczajniej must see. Kilka tekstów kładzie na łopatki. I fani LA oraz tego typu programów pamiętajcie, to nie wina Conana, że jest z Bostonu.

 

09:25, anfernee , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lutego 2011

Cieszę się, że zasnąłem, przespałem noc i nie jestem pół żywy. W innym wypadku snułbym się po ulicach i działał na zwolnionych obrotach. Mecz Gwiazd w NBA był przyzwoity, ale jak dla mnie, nie wart tego, by zarywać noc.

Oczywiście w całym meczu da się znaleźć elementy, dzięki którym ktoś powie, że jednak warto. Np. 37 punktów Kobe Bryanta i czwarte MVP ASG, czy drugie w historii triple double, którego autorem był LeBron James, podobno warto też było widzieć występ Rihanny na żywo.

Dla mnie to jednak cały czas za mało, by skusić się na nieprzespane kilka godzin i oglądanie wątpliwego, pozbawionego emocji widowiska, które nie ma żadnego znaczenia.

I zgadzam się z Łukaszem Ceglińskim, który w magazynie NBA na Sport.pl powiedział, że z wiekiem Mecz Gwiazd obchodzi nas coraz mniej i nie widzimy w nim nic szczególnego. Kilka lat temu śledziłem z uwagą to co dzieje się podczas All Star Weekend, czekałem na konkursy wsadów, wielkie widowisko i dostawałem to czego oczekiwałem. Dla nastolatka obcowanie z kulturą zachodu, całym show i wszystkimi wielkimi, idolami i znienawidzonymi, w jednym miejscu, było przeżyciem porównywalnym do pierwszego pocałunku, albo - jak mawiają za oceanem - dojściem do kolejnych baz.

A obecnie? Obecnie mogę zacytować słowa kultowej w pewnych środowiskach piosenki Jesienna Deprecha zespołu Pidżama Porno/Kury (nigdy nie wiem kto nagrał oryginał)

Brazylijski serial już nie cieszy jak kiedyś nawet seks jest banalny i nie kręci mnie, może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku, może w lecie jakiś komar adidasa sprzedał mi.

Tak właśnie odbieram mecz gwiazd. Banalne widowisko, w którym jedyną atrakcją zaczyna być dla mnie Celebrity Game, zakulisowe wygłupy i komentarze pracowników telewizji. Kocham wydurniającego się Shaqa, przepychanki komentatorów i Michaela Rapaporta.

Zachowując jednak wszelkie proporcje, zwracając uwagę na kwestię show i tego co dzieje się w Polsce i USA, wnioski po ASG NBA i Meczu Gwiazd TBL praktycznie wcale się od siebie nie różnią.

Już słyszę te głosy niezadowolenia, krytykę i stukanie się w czoło. Różnic jest przecież tak dużo, że nie sposób wszystkich wypisać, a nieograniczone miejsce w internecie pewnie by się skończyło, gdyby każdy fan NBA w Polsce zaczął spisywać swoje listy.

Upraszczając jednak sprawę, biorąc pod uwagę różnicę w rozmachu i tym, że w USA mówimy o weekendzie, w Polsce ciągle o jednym dniu i tego, że za oceanem impreza jest świętem, u nas chcemy, by była, tak konkluzje obu leżą naprawdę blisko siebie. Obok wielkich meczów w play-off, kilku potyczek w święta, niezwykłych 80 punktówych występów, ASG/ASW jest/ma być świetną promocją, zabawą, jest skierowana do tych młodszych, ‘niefanów’ i do samych graczy, którzy mają chwilę odpoczynku i luzu od trudów sezonu.

Czy to źle? Broń Boże nie! Nigdy nie powiem i nie pomyślę nawet, że mecz gwiazd jest niepotrzebny, bo wręcz przeciwnie - jest potrzebny. Prostym jest jednak, że nie emocjonuję się nim tak jak kiedyś i zapewne już nie będę.

Ale czy to problem ASG? Nie, to mój problem, który problemem de facto nie jest.

sobota, 19 lutego 2011
piątek, 18 lutego 2011

I tak, wiem, że pierwsze nazwisko wielu - tak samo jak zresztą wcześniej i mi - nie mówi kompletnie niczego, tak zestawienie go z brandem Jordan, musiało zostać odnotowane.

Jak donosi Darren Rovell, mój ulubiony dziennikarz zajmujący się marketingiem sportowym, Denny Hamlin - cały czas chłop kojarzy mi się z Markiem Hamillem, odwtórcą roli Luke'a w Gwiezdnych Wojnach - kierowca niezwykle popularnego w USA NASCAR, podpisał kontarkt z Jordan Brand i w 2011 roku po padoku będzie paradował z rozstawionymi nogami Michaela Jordana na kombinezonie.

Jak donosi Rovell, umowa opiewa też na obuwie, ale w samochodzie kierowca nie będzie nosił produktów Jordana, a tylko poza nim. Umowa doszła do skutku, bo Jordan już wcześniej nawiązywał kontakty z kierowcą oraz - o czym kompletnie nie wiedziałem i muszę się do tego przyznać - marka MJ już od 2004 roku jest zaangażowana w sponsoring sportów motorowych.

Inni sponsorzy Hamlina to m.in. Coca-Cola, FedEx i Gillete. Nie dziwię się, że tak potężne firmy chcą mieć kierowcę w swojej stajni. W końcu przed rokiem był wicemistrzem NASCAR Sprint Cup.

W stajni Jordana znajdują się m.in. Carmelo Anthony, Chris Paul, Ray Allen, Dwyane Wade, baseballista Derek Jeter i LaMarr Woodley, zawodnik Pittsburg Steelers.

A jako bonus, załączam zdjęcie tego, co znajduje się w nowym boxie z klasycznymi już Jordanami III w kolorystyce "White Cement".

Taka sama opcja istnieje przy obuwiu Jordan 2011, które będzie dostępne podczas All Star Game NBA. Różnica jest taka, że jedna ze słuchawek jest niebieska, druga czerwona. Ciekawe dlaczego.

środa, 16 lutego 2011

Już nic nie będę dodawał, popatrzcie na zdjęcia, które dostałem dzięki życzliwości portalu Zgorzelec.info.

 

18:01, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »

Jak informowałem kilka dni temu, aukcja butów Toreya Thomasa nieco się przedłużyła. Po kolejnym kilku dniach obuwie znalazło w końcu swojego właściciela!

Pan Krzysztof z okolic Zgorzelca cieszył się jak dziecko, że to on będzie szczęśliwym posiadaczem butów Toreya, zawodnika swojego ulubionego klubu. Wcześniej datki na Gawrosza wpłynęły od Bartka i Adama.

Przekazanie butów, jak i pieniędzy nastąpi dziś o godzinie 14 w Świetlicy Gawrosz.

W akcji weźmie udział Torey Thomas, który już rano pisał

Muszę się powtórzyć, ale to niesamowite, naprawdę nam się to udało, a ja z tego całego podekscytowania wstałem dziś wcześniej niż zwykle.

Uzbieraliśmy w sumie 1931 złotych i naprawdę wszyscy jesteśmy pod wielkim wrażeniem, bo spodziewaliśmy się dużo mniejszych kwot.

Plakat przygotował oczywiście Dariusz Ejkiewicz, a relację video ze spotkania z dziećmi z Gawrosza, będzie można zobaczyć na GoTorey.com i zapewne u mnie. Reżyserem i operatorem kamery ma być DJ 'Spike Lee' Jackson.

W imieniu swoim jak i wszystkich zaangażowanych oraz przedstawicieli Gawrosza chciałem podziękować każdemu, kto choć w najmniejszym stopniu przyczynił się do tego, że akcja była udana.

Wielkie ukłony dla Torey'a Thomasa, który bez słowa zastanowienia powiedział OK, kiedy zaczęliśmy rozmawiać o samej idei aukcji charytatywnej.

Stay tuned - być może niedługo kontynuacja w innej placówce.

10:00, anfernee , Inne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Subskrybuj RSS