sobota, 27 lutego 2010

Pochwalam tego typu inicjatywy, nie wierzyłem - ale z reguły jestem niedowiarkiem, a tu jednak się udaje i chciałem złożyć gratulacje. Mówię o internetowej transmisji telewizyjnej przeprowadzonej przez www.esporttv.pl i pomyśle Jacka Jakubowskiego - prezesa Polskiej Ligi Koszykówki, który chwilę po tym jak usiadł w fotelu główno-dowodzącego, mówił o ekspansji internetowej.

Pomysł genialny, ale wydawało się, że do jego realizacji potrzeba będzie tygodni, a nawet miesięcy pracy i ustabilizowania formy koszykówki w Polsce, aby w ogóle zacząć myśleć o przekazie internetowym. Potrzeba matką wynalazku, jak mówi stare przysłowie, w przypadku transmitowania spotkań PLK, potrzebą okazała się irytacja, a wynalazkiem … znany nam wszystkim internet.

Mówiąc delikatnie, zirytowany sytuacją zdjęcia z anteny TVP Sport meczów PLK (na rzecz pokazywania ‘popisów’ Polaków w Vancouver), prezes Anwilu Włocławek Zbigniew Polatowski, postanowił, że transmisję ze spotkania Anwil - Polpharma zrobi w internecie. Dzięki temu - zdawałoby się - radykalnemu pomysłowi, w ten weekend fani mogli oglądać na żywo pojedynek o trzecie miejsce w tabeli ekstraklasy koszykarzy pomiędzy Polpharmą, a PGE Turowem.

Brawo.

Ani prezes Polatowski, ani Jakubowski nie otworzyli nam oczu na coś nowego, ekscytującego, do tej pory nieznanego. Nie wyważyli obrotowych drzwi, a jedynie skorzystali z możliwości, które daje nowoczesna technika.

Przecież takie inicjatywy są prowadzone na całym świecie. W samym środowisku koszykarskim wszyscy słyszeli o NBA League Pass, które w jakości HD i ze świetnym komentarzem gwiazd TNT, NBC, ABC i NBA TV jest dostępne nawet dla nas w Polsce.

To samo rozwiązanie co NBA, zastosowały władze Euroligi, które za kilkadziesiąt Euro udostępniają fanom możliwość oglądania wszystkich spotkań najmocniejszych rozgrywek pucharowych w Europie.

Jakość transmisji meczów PLK w internecie nie dorasta jeszcze do pięt temu co serwują nam NBA i Euroliga. W okienku przeglądarki da się oglądać, na pełnym ekranie niestety nie byłem w stanie podziwiać wyraźnych sylwetek koszykarzy. Nieźle jednak wyglądały infografiki i choć było ich mało, to były bardzo czytelne. Pozytywnie wypadła też kwestia samej transmisji - na moim łączu nic nie przerywało, nie miałem kłopotów ze skaczącym obrazem. Przeprowadzając szybki wywiad środowiskowy na Twitterze, dowiedziałem się, że na łączach 2 MB z Dialogu, 1 MB Neostrady i 512 Neostrady, wszystko działa ok. Niektórzy ze znajomych mieli drobne kłopoty, ale były to raczej sporadyczne przypadki.

Technicznie jest sporo do poprawienia - choćby wspomniana jakość - ale w tym momencie nie marudzę, nie wytykam błędów, tylko zwracam uwagę na kwestie, które z pewnością z czasem zostaną dopracowane i nie pozostanie po nich nic, co mogłoby przeszkadzać w podziwianiu kolejnych meczów Polskiej Ligi Koszykówki w internecie.

Tak czy inaczej, w tej dyscyplinie, pełnej ostatnimi laty negatywów, niezbyt pochlebnych opinii i niezbyt wielu możliwości zobaczenia koszykarzy w telewizji, inicjatywa transmisji internetowych jest być może zalążkiem tego dobrego, które nadchodzi. Mam nadzieję, że kolejne przedsięwzięcia będą równie udane i w końcu podniosą notowania koszykówki w Polsce.

21:11, anfernee
Link Komentarze (3) »
czwartek, 25 lutego 2010

Ja chcę być świadkiem tych wydarzeń, tych emocjonujących, tych o których można mówić z uśmiechem na ustach i chwaląc zespoły, zawodników, jak bardzo byłyby przez nas uwielbiane czy znienawidzone. Chcę by historia dokonywała się na moich oczach, tak jak dokonuje się w skokach narciarskich odzyskał formę, tak jak dokonywała się w F1 gdy Robert Kubica był tym pierwszym i do tej pory jedynym Polakiem, tak dokonywała się gdy wszyscy z zapartym tchem byliśmy szczypiornistami i oglądaliśmy zmagania naszych twardzieli, tak jak byliśmy siatkarzami czy siatkarkakmi, gdy kadry podnosiły puchary i chwaliły się medalami. Tak, chcę tego.

Teraz jest to możliwe i w koszykówce, gdzie za chwilę, za parę dni, miejmy nadzieję, Prokom znajdzie się wśród ośmiu najlepszych drużyn Europy.

Kilka tygodni temu jeden z moich wpisów na blogu zatytułowałem Prokom lepszy od CSKA Moskwa. Wtedy chodziło o to, że zespół z Gdyni zajmuje wyższe miejsce w tabeli TOP16 niż legendarny w Europie zespół z Moskwy.

Przed meczem z Prokomem, na Twitterze dodałem

Czy ktoś ich lubi, czy nie, dzisiaj wszyscy przywdziewamy barwy Prokomu, niech ten sukces się ziści.

Tytuł dzisiejszego wpisu mógłby być ten sam, tyle tylko, że teraz Prokom wygrał z CSKA Moskwa i na naszych oczach doszło do kolejnego historycznego wydarzenia. Samo zwycięstwo cieszy, ale jeszcze bardziej cieszy to, że prowadzony przez Tomasa Pacecasa zespół jest o tyci, tyci, malutki kroczek od awansu do Elite 8.

Oficjalna strona Prokomu pisze po zwycięstwie:

Mecz wyglądał jak wielka zacięta bitwa, gracze z Moskwy maszerowali i ginęli, atakowali zwartym murem, aby na końcu przegrać z honorem. Real, CSKA, kto następny?

Dla dobra koszykówki w Polsce miejmy nadzieję, że następną drużyną, która polegnie przeciwko Prokomowi będzie Unicaja Malaga i to przypieczętuje historyczny triumf.

Radość i emocje w artykule chwalącym Prokom widać u mojego redakcyjnego kolegi Grzegorza Kubickiego. Podkreśla on ogromny sukces zespołu z Gdyni, wspominając o tym, że CSKA to zespół megaklasowy, potęga w Europie.

Nie dał rady słynny Real, nie dało wielkie CSKA. Koszykarze Prokomu znów zadziwili Europę, a po wygranej w wicemistrzem Euroligi 88:81 są o krok od historycznego awansu do najlepszej ósemki.

Rosjanie to potęga, która w Gdyni skończyła znakomitą serię dziesięciu wygranych w Eurolidze. Trudno w tej chwili rozstrzygać, który sukces Prokomu był większy - zwycięstwo z Realem w rundzie zasadniczej czy teraz z Rosjanami? Najważniejsze jest to, że polska drużyna jeszcze nigdy nie miała tak udanego sezonu w Europie i w końcu może zagrać w najlepszej ósemce Euroligi.

Praktycznie każdy portal i gazeta piszą, że Prokom praktycznie znalazł się już w najlepszej ósemce Starego Kontynentu. Bycie świadkiem czegoś wielkiego i przełomowego powinno spowodować powszechną radość i kibiców wprowadzić w stan ekstazy, euforii, czy choćby zadowolenia. Niestety nie do końca da się odczuć takie postawy w świecie koszykarskim. Nie wątpię, że wielu, nawet przeciwników Prokomu, cieszy się z tego ogromnego dla nas, dla polskiej koszykówki wydarzenia, ale niechętnie mówi o emocjach. Adam Romański w jednym z podcastów PLK.pl wspominał, że liga będzie miała problem jeśli Prokom awansuje do ósemki, że mecze Euroligi będą pokrywały się z meczami ligowymi, ale to będzie problem ligi i niech ten problem zaistnieje.

Nie sposób nie zgodzić się z tą tezą, nie sposób nie kibicować nawet nie samemu Prokomowi, który można darzyć antypatią, nie sposób nie kibicować koszykówce i temu, czego gdynianie dokonują.

Na deser wypowiedź Adama Hrycaniuka, której środkowy Prokomu udzielił zaraz po meczu dla stacji Canal+Sport. Jest genialna, a zachowanie Hrycaniuka pokazywało jak bardzo ważna i emocjonująca była dla graczy z Gdyni, ta właśnie wygrana.

Parę tygodni temu palnąłem, że jesteśmy jedną z lepszych drużyn w Europie, potem się trochę złapałem za głowę, "co ja powiedziałem, ale teraz okazuje się, że to może być prawda.

 

niedziela, 21 lutego 2010

Chcielibyście być LeBronem Jamesem? Tylko szaleniec odpowie nie, w sytuacji kiedy może zamienić się z jednym z najlepszych koszykarzy na świecie i nie wiadomo czy nie z jednym z najlepszych jacy kiedykolwiek grali w tą grę. Patrząc obok sportu też ciężko przejść obojętnie obok fortuny i sławy jaką zdobył LeBron James.

A chcielibyście żyć w najbardziej przygnębiającym mieście w USA? Nie wydaje mi się. No to macie problem, bo LeBron James gra właśnie w takim miejscu. Magazyn Forbes ogłosił doroczny ranking najbardziej przygnębiających miast w Ameryce i znajduje się wśród nich aż siedem miast, w których grają drużyny NBA. Sport, to według Economist Intelligence Unit, składowa, która podnosi poziom i jakość życia, nie macie się więc co martwić kibice i fani poszczególnych drużyn - to raczej nie one wpływają na beznadziejność miast, w których się mieszczą.

Cleveland zajmuje niezbyt zaszczytne pierwsze miejsce. Króluje w nim niestety nie tylko LeBron James, ale i korupcja, kapryśna pogoda, wysokie podatki i … kiepscy sportowcy oraz drużyny nie mające najlepszych wyników w ligach zawodowych (tu zaznaczone jest, że wyjątkiem jest właśnie zespół ligi NBA).

W Polsce narzekamy na bezsens komisji śledczych, na polityków, którzy nie powinni ustalać prawa, którego sami nie przestrzegają, na tych nic nie robiących oraz na zwykłych dorobkiewiczów, albo mniejszych i większych oszołomów. Ciekawi mnie ilu polityków w Polsce skazano od roku 2000, bo w samym Cleveland tylko za korupcję ich liczba sięga 300.

Cleveland nie jest jedynym miastem koszykarskim, które w raporcie wypada bardzo blado. Na trzecim miejscu znalazło się bowiem rodzinne miasto Elvisa Presley’a i dom koszykarzy Grizzlies - Memphis. Ciekawe jak musi czuć się taki Marc Gasol, w mieście które jest drugie na liście we wskaźniku najwyższej przestępczości? W raporcie autorzy wspominają jednak o pozytywach i to pozytywach związanych właśnie z Niedźwiadkami. Zespół zaczął bowiem grać dużo lepiej, po tym jak przegrał 72% spotkań w ostatnich trzech miesiącach.

W tak “prestiżowym” zestawieniu nie mogło zabraknąć miasta uznawanego za światową stolicę motoryzacji Detroit. Wysokie miejsce w rankingu Motown zawdzięcza właśnie przemysłowi motoryzacyjnemu, który przeżywa ogromny kryzys. Poza tym mając 10 tysięcy dolarów, można kupić mieszkanie w Detroit i zostać fanem Pistons. To było miejsce czwarte, na dziesiątym jest Chicago (podatki), na szesnastym Nowy Jork (tragedia komunikacyjna i powodujący krwawienie z nosa, najwyższy w USA podatek dochodowy). Na siedemnastej pozycji uplasowała się stolica stanu Kalifornia - Sacramento - gdzie istnieją problemy mieszkaniowe. Ostatnie miejsce okupuje prawie rodzinne miasto Allena Iversona Philadelphia. Narzeka się tam na przestępczość, jakość i zanieczyszczenie powietrza oraz komunikację.

Najbardziej interesującym moim zdaniem przygnębiającym i do tego koszykarskim miastem w tym zestawienu jest … Miami, zajmujące miejsce szóste. Za co? Za korupcję i wysoką przestępczość. Zawodowi sportowcy lubują się jednak w takich miejscach jak Miami, ale raczej ze względu na brak podatku dochodowego i pogodę, przy której można bawić się od rana do wieczora.

Specjalnie pominąłem numer drugi, który nie ma prawie żadnego związku z koszykówką. Nie ma w tym mieście drużyny ligi zawodowej, jest za to potężne bezrobocie i ogromna przestępczość. Jest za to nazwa miasta, która bezpośrednio kojarzy się z … zresztą, to miasto to Stockton w stanie California. W klimacie koszykarskim utrzymuje się także miejsce 12, na którym uplasowano Akron w stanie Ohio - rodzinne miasto LeBrona Jamesa.

Przy okazji raportu wykonanego przez Forbesa, zastanawiam się jakie jest najbardziej przygnębiające miasto w Polsce. Zawężę się do tych koszykarskich i postawię na coś w okolicach Zgorzelca, Jarosławia, Wałbrzycha i okolice Górnego Śląska.

W kwestii tych dwóch pierwszych. Jeden z moich znajomych twierdzi nawet, że różnica pomiędzy Zgorzelcem a Jarosławiem polega na tym, że patrząc za rzękę, w Zgorzelcu mamy drugie miasto, w Jarosławiu widzimy niekończące się połacie pól.

A Waszym zdaniem, które miasta w Polsce - oczywiście te posiadające koszykówkę - są najgorsze do życia?

sobota, 20 lutego 2010

Kilka dni temu ruszyło głosowanie na zawodników Meczu Gwiazd PLK, który w tym roku odbędzie się w Lublinie.

Głosy oddawać można poprzez wysłanie wiadomości tekstowej na ustalone numery, które znaleźć można na stronie http://meczgwiazd.wp.pl.

SMS'y są oczywiście płatne, a w polach nie wpisujemy np. 5 graczy z każdej strony Polski, tylko po jednym. Chcąc więc zagłosować na 10 zawodników, będzie nas to kosztowało 12 złotych. Tak, ten pomysł władz na pewno spodoba się wszystkim kibicom, fanom, przypadkowym Kowalskim i innym.

Zacytuję anonimowo jednego z moich znajomych.

Ta liga chce tylko zarobić, ale jak zarobić skoro produkt jest beznadziejny, a tu jeszcze wymyślono taką formułę głosowania?

Przepraszam, ten pomysł już spalił na panewce wśród symaptyków koszykówki. Negowanie sposobu głosowania władz ligi, przeprodził się w inicjatywę społeczną. Pod adresem http://mecz-gwiazd.ir.pl, fani uruchomili stronę nieoficjalnego typowania graczy, którzy mieliby w meczu wystąpić.

Nie ma tam pięknej grafiki, nie ma logo PLK, Meczu Gwiazd, ani żadnego innego. Jest tylko 6 prostych sond i kilkanaście nazwisk oraz po kliknięciu wyniki.

To taki mały bunt fanów, którzy czują się zapewne zawiedzeni rozwiązaniami proponowanymi przez rządzących koszykówką w Polsce.

 

12:19, anfernee , PLK
Link Komentarze (2) »
środa, 17 lutego 2010

Popierając pomysł Rafała Tymińskiego z Przeglądu Sportowego, napisałem tekst o Pucharze bez znaczenia, zestawiając ze sobą możliwość gry i wynikające z tego profity w lidze VTB, z bezsensem rozgrywania Pucharu Polski.

Występy w Pucharze Polski są obecnie tak znaczące dla koszykarzy i kibiców, jak rozgrywane przeze mnie mecze w NBA 2K10. Nagroda w wysokości 70 tysięcy złotych to dla klubów żadne środki finansowe, bo VTB za udział w meczu płaci ponad 40 tysięcy (10 tysięcy euro). Ale skoro nie pieniądze to może prestiż?

Bullshit. Przypadkowy kibic o meczu AZS Koszalin - Asseco Prokom Gdynia nawet nie wiedział. Podobnie zresztą jest w starciu PGE Turów Zgorzelec - Anwil Włocławek. Tymi wydarzeniami interesują się ludzie w Koszalinie, Gdyni, Zgorzelcu i Włocławku. I podkreślam - kibice, a nie ci przypadkowi widzowie.

Mogę zgodzić się z wpisami na forach internetowych, w których m.in. Adam Romański ocenia sam system rozgrywek jako sensowny i sprawdzający się, ale nie mam ochoty oglądać kolejnych bezsensownych zawodów, grania o pietruszkę i wygrywanie pucharu zakupionego w pobliskim sklepie sportowym.

Prezes Poslkiej Ligi Koszykówki Jacek Jakubowski nie chce wypowiadać się o do końca o samym pucharze, bo PP nie podlega pod PLK. Chce natomiast, podobnie jak i ja, aby zwiększono rangę i prestiż tych rozgrywek - w związku z tym PLK ma walczyć o przejęcie organizacji pucharu.

Jacek Jakubowski nie wyobraża sobie jednak, żeby zespoły takie jak Turów, czy Prokom nie brały udziału (wzorem Olimpiji Ljubljana) w rozgrywkach PLK. Dlaczego? - Taki ruch wypacza sens rywalizacji sportowej. Ok, slusznie.

Niech więc te zespoły grają 3 razy w tygodniu - zakładam, że i Prokom i Turów w VTB będą w końcu musiały zagrać. Taki scenariusz dla drużyn koszykarskich w Europie staje się powoli normą i chcąc równać do najlepszych władze ligi i klubów muszą przejść na poziom wyżej. Zarówno poziom sportowy jak i organizacyjny. Niektórzy tumaczą się zbyt intensywnymi występami, pogodzeniem pucharów w Europie, ligi i do tego jeszcze PP.

O mój Boże - można rzec. Przecież ten nic nie znaczący obecnie Puchar Polski to dla czołowych klubów zaledwie trzy występy przez całe 8-9 miesięcy. Tragedia, której nie są w stanie sprostać zawodowi sportowcy.

Pomysł grania w lidze VTB popierają trenerzy - powiedzmy - zainteresowanych drużyn, Tomas Pacesas i Andrej Urlep. Oni doskonale wiedzą, że granie w tych rozgrywkach, może drużynom przynieść wiele korzyści i spowoduje znaczące poprawienie się poziomu sportowego. W końcu trzeba będzie starać się równać do takich zespołów jak CSKA i Khimki Moskwa czy Żalgiris Kowno.

Przepustka do poprawienia poziomu, do poprawienia wizerunku i budowania pozycji koszykówki leży w rękach Rosjan, którzy chętnie widzieliby drużyny z Polski w swej lidze. Korzystajmy z kuponu lotto z pewną 5, zamiast bezskutecznie czekać na 6.

wtorek, 16 lutego 2010

Popatrzcie na autografy złożone w jednej z kronik Turowa Zgorzelec.

mgortatautograf

Był to chyba jeden z pierwszych podpisów Marcina Gortata jako kadrowicza. O ile mnie pamięć nie myli, karierę w seniorach zaczął bowiem niecały miesiąc wcześniej podczas turnieju o Puchar Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego. Był rok 2004.

Na tym zgrupowaniu i meczu towarzyskim kadry z Turowem Zgorzelec obecni byli trzej Polscy gracze, występujący (wcześniej lub później) w NBA. Są autografy Marcina Gortata, Cezarego Trybańskiego i Macieja Lampe.

Poniżej zdjęcie protokołu meczowego. Samo spotkanie było zamknięte dla publiczności i mało kto o nim wiedział.

mgortatprotokol

poniedziałek, 15 lutego 2010

What was that honey? It was BAD! It had no fire, no energy, no nothing! So tomorrow from 5 to 7 will you PLEASE act like you have more than a two word vocabulary.

Taki cytat pojawił się na blogu The Association, w Piątym Elemencie wypowiada go Ruby Rhod, postać grana przez znakomitego Chrisa Tuckera.

Do czego się odnosi? Do bezpłciowości All Star Weekend (z wyłączeniem samego meczu). Do braku pomysłu, braku zaskoczenia, braku emocji podczas konkursu wsadów, więjącej wszędzie nudy i braku osobowości, które swoją charyzmą byłyby w stanie dać nam to coś z rozrywki, czego pragniemy, ten factor X, który sprawiłby, że po ASW w Dallas zapamiętalibyśmy coś więcej niż tylko 108,713 widzów na trybunach.

Bez dwóch zdań brakowało Shaqa.

Brakowało też gwiazdy, która przyciągnęła by swoją osobą fanów do konkursu wsadów. Nate Robinson? Gerald Wallace? Shannon Brown? DeMar DeRozan? Please. Fajnie, że zdecydowali wystąpić się w konkursie wsadów, ale ta konkurencja jest motorem napędowym całego weekendu. To te wygibasy nad obręczą i show tworzone przy okazji slam dunk contest mają być magnesem, który spowoduje wypadanie oczu z orbit i zainteresowanie całą resztą. W motorze brakowało paliwa, dolano do niego jakąś niezbyt wybuchową mieszankę i głównie przez to, cały rajd po przepięknych terenach z kierowcą rajdowym za kierownicą, szlag trafił.

No bo nie oszukujmy się, że kogoś innego niż fanatycy koszykarskich zmagań podnieca biegający wokół słupków Steve Nash, albo rzucający z połowy Dirk Nowitzki. Kevin Durant? Umiejętności i talent na najwyższym poziomie, ale nie nadaje się on do jakiejkolwiek zabawy. Gdzie tu pasja i ogień rozpający do czerwoności? Większe emocje zapewnił już pojedynek celebrytów, w którym Special K z Harlem Globetrotters po raz drugi z rzędu nabrał komentatora ESPN Jona Barrego.

W tym roku, Special K w wiadrze miał wodę, a Barry znając dowcip sprzed roku, nawet nie drgnął. Efekt wyobraźcie sobie sami.

Kończąc tą małą dygresję i powracająć do tematu, uważam, że po All Star Weekend jest po prostu cicho, zbyt cicho jak na tak duże wydarzenie. Mało, które media wspominają o tym święcie koszykarskim, mało kto w ogóle interesował się ASG bez wielkiego, trochę przygrubego, ale jakże niesamowicie potrafiącego zrobić show, Shaqa. Mało kogo interesował pojedynek LeBron vs ... no właśnie, kto? Bo Kobe Bryant siedział kontuzjowany na ławce rezerwowych, a czasy walk kogutów pomiędzy LBJ, a Carmelo Anthonym jeszcze nie nadeszły.

Przesadzam, wiem. Przecież kilka dni temu wystartowały Zimowe Igrzyska Olimpijski i było nie było, jest to impreza dużo większej rangi niż pojedynek na niby, często określany jako konkurs piękności. Może marudzę i narzekam jak to Polacy mają w zwyczaju, ale zabrakło mi czegoś. Zabrakło mi Michaela Jordana ściągającego spodnie Anfernee Hardaway'owi podczas prezentacji, zabrakło mi tańczącego Shaqa, zabkrało mi pojedynku Supermana z Kryptonitem, zabrakło sprintu Charlesa Barkley'a. Zresztą tego wszystkiego brakowało chyba nie tylko mi.

Dobrze, że przynamniej sam mecz był zacięty i stał na bardzo wysokim poziomie, a fascynacja po nim napływa z każdej strony.

Tak przy okazji mówienia/pisania o meczu gwiazd, chciałem zwrócić uwagę na to, jak genialnie bawili się siatkarze przy okazji pojedynku Północ - Południe. Serwy Rafy z końca Torwaru zarówno ręką jak i nogą, przebijanie piłki głową i odbiory klatką piersiową, Krzysztof Stelmach i Daniel Castellani na parkiecie przeciwko sobie, uśmiechy i dobra zabawa, która aż chciało się oglądać. W siatkarzach widać było luz, ogromne umiejętności, chęć pokazania tego, czego nie można na codzień oglądać w meczach ligowych.

Liczę na przynajmniej to samo w meczu gwiazd koszykarzy, który odbędzie się niedługo w Lublinie.

sobota, 13 lutego 2010

Komisja, która wybierała tegorocznych finalistów, mających znaleźć się w  Hall Of Fame popełniła mały, delikatny błąd.

Nie znalazł się w finale Dennis Rodman. Co więcej, Scott Howard-Cooper z NBA, twierdzi, że komisja była daleka nawet od rozmowy na temat Rodmana. Dla młodszych czytelników śpiesze z kilkoma wyjaśnieniami kim Dennis Rodman był w lidze.

Ten Dennis Rodman, który był siedmiokrotnym zwycięzcą klasyfikacji najlepiej zbierających.

Ten Dennis Rodman, który w całej karierze ma średnią ponad 13 zbiórek w każdym meczu.

Ten Dennis Rodman, który w sezonach od 91-92 do 97-98 notował odpowiednio 18.7, 18.3, 17.3, 16.8, 14.9, 16.1 i 15 zbiórek.

Ten Dennis Rodman, który dwukrotnie był wybierany najlepszym obrońcą w NBA.

Ten Dennis Rodman, który był pięciokrotnym mistrzem NBA.

Ten Dennis Rodman, który umiał powstrzymać każdego zawodnika pod koszem. To on, a nie David Robinson umiał ograniczyć poczynania Hakeema Olajuwona i walczyć jak równy z równym.

Ten Dennis Rodman, który dla Michaela Jordana był chłopcem od brudnej roboty, a jak trzeba było to ścianą, która łamała ręce jak prawdziwy mur ochronny.

rodman

Co z tego, że kontrowersyjny?

Co z tego, że zaprosił wielu dziennikarzy na ślub i sam wystąpił w sukni ślubnej?

Co z tego, że kopnął kamerzystę w krocze?

Co z tego, że jego miłosne skandale z Madonna czy Carmen Elektrą były często bardziej zawuażalne niż nagłówki z wydarzeń sportowych?

To jest też ten sam Dennis Rodman, który w książce Bad as I wanna be bez pomijania detali opisuje swoje śmierdzące życie, próbę samobójstwa i nazywa jendych z największych w lidze NBA chłopcami bez jaj.

Kontrowersyjny? Na pewno.

Wielki koszykarz? Bez dwóch zdań.

Jeszcze garść cytatów odnośnie całej sytuacji.

Najpierw były trener Rodmana z czasów gry w Detroit, Brendan Malone.

I think that there is a prejudice against him because of his off-court conduct or whatever, the perception that people have of him. They say, 'He can't be in the [Hall of Fame] because of his bizarre lifestyle. But what they should do is sit back and see what he had done for two championship-caliber teams and what they would have been without him.

Wypowiada się też sam Bil Walton.

Dennis changed the game of basketball in a lot of ways. A real force who played on five championship teams, some of the greatest teams ever, and a dynamic power in the history of basketball. And if I were in charge, things would be different.

Wizerunek w tym momencie był ważniejszy. Jak mogliśmy przyjąć do tych wszystkich znakomitych, wielkich nazwisk, tego wariata, psychopatę i kogoś kto tak mocno do nas nie pasuje.

Ano tak, że Rodman wielkim koszykarzem był. Kropka.

Podczas Euro All Star Weekend 2009, doszło do sytuacji niezbyt często spotykanej w koszykówce kobiet. Sylvia Fowles zostawiona w kontrze wsadziła piłkę do kosza.

Zobaczcie sami.

Nie umywa się to do podniebnych akrobacji panów, ale każdy wsad wśród kobiet jest mocno nagłaśniany.

Pierwszy dunk w historii występów WNBA wykonała niekwestionowana gwiazda tej ligi Lisa Leslie, drugim poszczycić się mogła Candace Parker.

Parker jest też pierwszą kobietą, która wsadziła piłkę do kosza podczas turnieju NCAA i pierwszą, jaka zrobiła to dwukrotnie w jednym meczu ligi akademickiej.

Tak wsadza Parker.

Wracając do wątku meczu gwiazd w Europie, w którym grają panie, w tym roku odbędzie się on w Polsce, a dokładnie w Gdyni. Będzie to pierwsze tego typu wydarzenie w naszym kraju.

środa, 10 lutego 2010

Łukasz Cegliński z Gazety Wyborczej/Sport.pl i autor bloga A Skull Full Of Maggots, porozmawiał z prezesem Polskiej Ligi Koszykówki Jackiem Jakubowskim o - można powiedzieć - konflikcie, który zaistniał na linii TVP - PLK.

Fani koszykówki, których w tym kraju pozostało niewielu, wiedzą doskonale że przez zaangażowanie Telewizji Publicznej w relacje z zimowych Igrzysk Olimpijskich odbywających się w Vancouver, TVP Sport wstrzymało na miesiąc transmisje z meczów ekstraklasy koszykarzy.

Pozwoliłem sobie przytoczyć pewne cytaty z wywiadu przeprowadzonego przez Łukasza, zabawić się w tłiumacza i w sposób, który nazwałem wolną amerykaną, zinterpretować, a może nawet przetłumaczyć na 'nasze' słowa Jacka Jakubowskiego. Tnę cytaty, całość tekstu można znaleźć na Sport.pl.

[Zaznaczam, że moje tłumaczenia są tylko i wyłącznie wymysłem mojej wyobraźni i nie mają kompletnie żadnego podparcia faktami. Nie są słowami, które prezes Jacek Jakubowski wypowiedział prywatnie, czy też publicznie.]

jjakubowski

Ja jestem wyrozumiały - TVP wypełnia kontrakt i transmituje tyle meczów, ile jest zapisane w umowie.

Tłumaczenie - Za cholerę nie wiem jak mam dogadać się z Włodkiem Szaranowiczem.

Ja się dopiero z tą umową zapoznaję. Nie chcę iść na wojnę, straszyć się paragrafami z umowy, wolę załatwić to polubownie.

Tłumaczenie - Nie ma żadnej umowy, ale poprawność polityczna nie pozwala mi powiedzieć, że moi poprzednicy zawalili sprawę, dlatego teraz G** będziemy oglądać, a nie koszykówkę w TVP Sport.

Analizujemy tą umowę, będę z TVP rozmawiał.

Tłumaczenie - Powtarzam, nie ma umowy, dzwonię do kogokolwiek z TVP, ale ich to nic nie interesuje. Myślę, że aby cokolwiek wywalczyć, będę musiał błagać na kolanach.

Dlatego teraz będziemy rozmawiać o formie zadośćuczynienia w postaci transmisji w regionach lub w internecie.

Tłumaczenie - Sekretarka szefa marketingu w TVP nas wyśmiała i cytowała swoich przełożonych, twierdząc, że mogą puścić nas w strimingu na itpv.pl, który i tak nie działa.

Pierwsze kroki skieruję do TVP, ale nie zamykam sobie innych drzwi, jestem otwarty na rozmowy z innymi telewizjami.

Tłumaczenie - Tak naprawdę to nikt nie jest zainteresowany prowadzeniem transmisji z meczów koszykówki. W najgorszym wypadku znowu będziemy 'szczęśliwymi' współpracownikami TVP.

W tym kierunku chcielibyśmy pójść - otworzyć się np. na regiony, które moim zdaniem są zaniedbane. O tym chciałbym m.in. rozmawiać z TVP - aby mecze były obecne nie tylko w TVP Sport. Chcę mieć gwarancje obecności w pasmach regionalnych. Pracuję także nad projektem Plk.tv, czyli telewizji internetowej, która pokazywałaby mecze spoza telewizyjnej ramówki. Chciałbym, aby Plk.tv ruszyła na dobre w przyszłym sezonie, ale inauguracja mogłaby nastąpić już w najbliższych miesiącach.

Tłumaczenie - Tak jak mówiłem wcześniej, nikt koszykówką w tym kraju się nie interesuje. Wykupiłem sobie dostęp do NBA League Pass i Euroleague.tv, które działają świetnie. Fajnie by było, gdybyśmy kupili domenę PLK.tv i wrzucili tam skróty meczów, takie dwuminutowe, ale to trudne zadanie, a patrząc na bałagan wokół wszystkiego co staram się robić w PLK, uważam stworzenie działającej telewizji PLK, za zadanie niemożliwe do wykonania.

 

 
1 , 2
Subskrybuj RSS