poniedziałek, 31 stycznia 2011

Torey Thomas - koszykarz znany w Polsce z gry w PGE Turowie Zgorzelec, prowadzenia bardzo ciekawej strony internetowej GoTorey.com, nagrywania wszystkiego co możliwe kamerą i wrzucania tego do internetu. Oprócz tego rozgrywający zgorzeleckiego klubu doskonale wie, że jest jednym ze szczęśliwców, którym dane jest robienie tego co kochają i zarabianie na tym pieniędzy. W związku z tym często udziela się charytatywnie i społecznie, pomaga tym, którzy pomocy potrzebują i robi to bardzo chętnie.

Najnowszą akcją, w którą zaangażował się Thomas jest przekazanie swoich butów na aukcję, z której dochód przeznaczony zostanie na Świetlicę Gawrosz, która mieści się w Zgorzelcu. Działalność placówki wspierają Urząd Miasta w Zgorzelcu, Starostwo Powiatowe i wiele małych przedsiębiorstw mieszczących się na terenie nadgranicznego miasta. Swoje wsparcie dla dzieci chciał też okazać Torey Thomas.

Buty, które przekazuje rozgrywający Turowa to biało-zielone Nike LeBron Soldier IV. Oczywiście z autografem Torey'a.

Oto o jakim modelu mówimy i Torey Thomas podpisujący swoje obuwie.

Aukcja dostępna jest TUTAJ - licytujcie!

Wszystkich, którzy piszą o koszykówce, interesują się każdym sportem i trafią na bloga prosi się o rozpropagowanie akcji. Wpis może być kopiowany w całości i nie będą z tym związane żadne nieprzyjemne konsekwencje.

09:05, anfernee , PLK
Link Komentarze (1) »
niedziela, 30 stycznia 2011

Drogi Panie Grzegorzu,

jak doskonale wie cała koszykarska Polska, wygrał Pan wybory i został nowym prezesem Polskiego Związku Koszykówki. Ani ja, ani nikt z fanów koszykówki nie musi Panu przypominać, że w związku z tym faktem, ciąży na Panu ogromna odpowiedzialność.

Wielu ludzi zaufało Panu jako temu, który odbuduje potęgę basketu w Polsce. Ma Pan być osobą, która stworzy podwaliny piramidy sukcesu, tym który dzięki racjonalnym, sensownym krokom spowoduje, że w Polsce nie będzie jednej szkółki koszykarskiej, nie będzie dwóch, czy trzech, a każde miasto, w którym istnieje koszykówka będzie mogło pochwalić się szkoleniem młodzieży, które to będzie odpowiadało standardom najlepszych krajów koszykarskich w Europie. Nie będę pisał o tym co zawarł Pan w swoim programie, wiem że doskonale zna Pan problemy koszykówki w Polsce i co potrzeba zrobić, by wyjść z tego ogromnego dołka.

Zapowiada Pan, że tworzony przez Pana zespół ludzi, którzy mają pracować przy odrodzeniu naszego ukochanego sportu, to profesjonaliści, ludzie kochający basket i chcący by ten wrócił na czołowe miejsca w rankingach popularności. Tak mówi się w środowisku i ja w to w tym momencie wierzę. Liczę na to, że dobrane zostaną właśnie takie jednostki, o których Pan wspomina, a ich personalia zostaną poznane jak najszybciej. Poza tym, Wy doskonale wiecie, że czeka Was ogrom pracy, obowiązków i nieprzespanych nocy.

Mam jednak wrażenie, że nie nikt z nowych władz nie będzie bał się podjąć trudnych decyzji, których czeka Was wiele. Ale co ważniejsze, mam nadzieję, że same decyzje to nie wszystko, a za nimi pójdą realne działania.

Zbudowanie potęgi koszykarskiej nie jest i nie będzie łatwe.

W swoim programie mówi Pan o sprawach, o których środowisko koszykarskie wie doskonale, mówi Pan o normalności, której wszyscy chcemy. Przykrym jest tylko fakt, że o tą normalność trzeba walczyć z tak daleko posuniętą patologią. W jednej z rozmów spytałem Pana czy obietnice i program, który można przeczytać na stronie NowyPZKosz.pl to nie populistyczne idee, którymi wszyscy karmieni jesteśmy od dawna i którymi karmił nas Pana poprzednik.

Nie mamy w tym momencie żadnego dowodu na to, że Pana działalność przyniesie jakiekolwiek rezultaty. Niczego nie możemy być pewni, ale jak widać po wynikach głosowania i tym co mówi się w kuluarowych rozmowach i pisze na forach internetowych, Pana i Pana zespołu myślenie, otwartość to coś czego potrzeba, coś czego koszykówce brakowało. W tej chwili musieliśmy zaufać obietnicom takim, jakie składa wielu polityków, musieliśmy całą sytuację wyborczą potraktować jak religię i wierzyć w Pana słowa bez dowodów. Przesadzam? Być może nieco przekraczam linię, bo jak miał Pan nam udowodnić czyny w momencie kiedy nie mógł Pan podejmować decyzji?

Przekonamy się już niedługo, liczę na to, że będziemy skrupulatnie informowani o wszystkich działaniach podejmowanych przez PZKosz. Panie Grzegorzu, Pan doskonale wie, że ludzie Panu zaufali i nie może Pan tego zaufania nadszarpnąć.

piątek, 28 stycznia 2011

Do wyborów na prezesa Polskiego Związku Koszykówki został już tylko jeden dzień. Wojna trwa, kandydaci spotykają się z przedstawicielami związków i klubów licząc głosy.

Ja od trzech dni zabieram się za napisanie tekstu o obu kandydatach i co kilkanaście zdań dochodzę do punktu, w którym zadaję sobie pytanie - po co? Przecież głosują delegaci, czyli mało który, a w zasadzie praktycznie żaden z fanów koszykówki, którzy kibicują na meczach i czekają na kolejne transmisje telewizyjne.

Poza tym, to co już miało zostać powiedziane, zostało powiedziane. Zarówno Roman Ludwiczuk jak i Grzegorz Bachański nie wymyślą nic nowego, nie zaproponują nikomu nic więcej. Jedynym co może się wydarzyć to obrzucanie błotem kontrkandydata i wyciąganie asów z rękawa. Choć czy ktoś z Was liczy na jakąś bombę 24 godziny przed zjazdem? Ja chyba nie.

Retorykę stosowaną przez Romana Ludwiczuka i agencję, z którą współpracuje, widzimy wszędzie, zaprzecza, poddaje w wątpliwość, chwali się sukcesami. W jednej z wersji tekstu, który miał być w tym miejscu, negowałem i krytykowałem nawet to obnoszenie się z wielkim sukcesem EuroBasketu, aż nagle … naprawdę zrobiło mi się Senatora RP żal. Żal, bo wszyscy dookoła go krytykują i wyciągają kolejne to wpadki Romana Ludwiczuka. Zaprzestałem więc ataku. O ile słowo atak jest tu słuszne. Nie będę też ‘ustępującego’ prezesa bronił, bo owe wpadki to tylko i wyłącznie zasługa samego Ludwiczuka, a nie moja, kibiców koszykówki, czy mediów. Sam Pan sobie nawarzył piwa Panie Romanie przez ostatnie cztery lata i sam Pan będzie musiał je wypić.

Nie będę też bronił, zachwalał, ani krytykował Grzegorza Bachańskiego. Rozmawia się z nim bardzo przyjemnie, jest wydaje się otwarty na wiele pomysłów i w tym co mówi jest zalążek sensu. Często mam wrażenie, że w całym tym natłoku słów brakuje konkretów, wbicia szpilki dokładnie w to miejsce, gdzie wszyscy powiedzą WOW - albo i postukają się w głowę. Zastanawiam się dlaczego, przez brak tego konkretu, czy może niechęć do całkowitego odsłonięcia się?

Roman Ludwiczuk czy Grzegorz Bachański? Prawdę mówiąc nie wiem, ale skoro muszę wybrać. Patrząc na przedstawiony program bliżej mi do Bachańskiego, bo mimo braku wielu konkretów, tych konkretów z jego ust padło więcej niż z ust Romana Ludwiczuka.

Wydaje, się, że idealnie sprawę w kilku słowach ujął Marek Cegliński z Rzeczpospolitej, w reszcie tekstu, podobnie jak większość ludzi ze środowiska koszykarskiego, krytycznie ocenia pracę Romana Ludwiczuka.

Jeszcze nigdy wybór prezesa w Polskim Związku Koszykówki nie budził takich emocji. Ludwiczuk, obarczony tzw. aferą wałbrzyską, wydaje się stać na straconej pozycji, ale okopał się w obozie rówieśników-popleczników, obiecując im stanowiska w związkowych strukturach. O Bachańskim trudno dziś powiedzieć, że dokona cudów, ale przynajmniej gwarantuje normalność.

A jak według nieoficjalnych danych sytuacja wygląda w tym momencie? Grzegorza Bachańskiego popierają województwa:

- Mazowieckie

- Małopolskie

- Śląskie

- Wielkopolskie

- Zachodnio-Pomorskie

- Pomorskie

- Opolskie

- Lubelskie

- Lubuskie

- Warmińsko-Mazurskie

- Świętokrzyskie

Romana Ludwiczuka według mojej wiedzy popierają województwa:

- Dolnośląskie

- Podkarpackie

- Podlaskie

- Kujawsko-Pomorskie

- Łódzkie

Jeśli tak jest naprawdę i nie ma mowy o znanej w socjologii i badaniach opinii publicznej, spirali milczenia, to Grzegorz Bachański ma ogromną przewagę nad swoim konkurentem.

Czy faktycznie delegaci zagłosują tak jak sugerują, okaże się jutro po wyborach. A może zgłoszony zostanie trzeci kandydat, który namiesza w stawce? Wątpliwe.

P.S. Kuba Wojczyński z Przeglądu Sportowego udowodnił, że Roman Ludwiczuk autoryzował wypowiedź z 19 listopada. Senator twierdził w jednej z wypowiedzi dla mnie, że zapewne nie poprosił o autoryzację. Oryginalny obrazek na blogu Kuby.

środa, 26 stycznia 2011

Minął miesiąc od ostatniego odcinka Subiektywnego Power Rankingu. Trzy mecze drugiej rundy rozgrywek już za nami, kto spadł, kto awansował w rankingach Tauron Basket Ligi? Jak zwykle subiektywnie w SPR. Zapraszam.

1. PGE Turów Zgorzelec (poprzednie notowanie: 3, bilans 9:4) - bardzo długo zastanawiałem się nad tym, czy Turów zasługuje na miejsce lidera SPR. Wyniki twierdzą, że tak, bo w tej rundzie zgorzelczanie wygrali u siebie z Czarnymi i na wyjazdach z Anwilem oraz Polonią. Dalej są jedynym zespołem, który w każdym notowaniu SPR zajmuje coraz wyższą pozycję. Szczyt został osiągnięty, na miejscu zerowym nie da się być.

2. Polpharma Starogard Gdański (poprzednie notowanie: 4, bilans 8:6) - podobnie jak Turów, trzy zwycięstwa w trzech meczach drugiej rundy i już czwarta pozycja w tabeli? Polpharma gra bardzo fajnie, pokonała w tej rundzie Trefl, Siarkę i PBG Basket. Mam jednak jeden zarzut. W Starogardzie Gdańskim jest tragiczny, powyklejany parkiet, na który w telewizji po prostu nie da się patrzeć.

3. Asseco Prokom Gdynia (poprzednie notowanie: 5, bilans 9:2) - jeszcze chwilka, jeszcze momencik i Prokom wejdzie na miejsce, w którym wszyscy się go spodziewają. Gracze prowadzeni przez Tomasa Pacecasa nie mają już na swoich barkach rozgrywek Euroligi ani VTB i mogą skupić się wyłącznie na spuszczaniu łomotu klubom w Tauron Basket Lidze.

4. Energa Czarni Słupsk (poprzednie notowanie: 1, bilans 10:4) - to się musiało w końcu skończyć. Czarni przegrali trzy mecze w tej rundzie, z Turowem, AZSem i Kotwicą. Kibiców w Słupsku szczególnie bolą te dwie ostatnie porażki, pierwsza w derbach kolejna z dużo słabszym przeciwnikiem. Podopieczni Dainiusa Adomaitisa zostali rozpracowani i mają problemy z poskładaniem niegdyś świetnie działającego kolektywu.

5. Trefl Sopot (poprzednie notowanie: 2, bilans 8:6) - dwie porażki w trzech meczach, to główny powód dla, którego Trefl obsunął się w rankingu. Porażka z Polpharmą mogła być wkalkulowana w terminarz, ale ta z AZS Koszalin. Raczej nie, nawet mimo świetnej postawy graczy Mariusza Karola w tamtym okresie. Czyżby z Trefla uchodziło powietrze?

6. AZS Koszalin (poprzednie notowanie: 9, bilans 6:7) - wygrali pięć spotkań z rzędu, przegrali dopiero z Anwilem w czternastej kolejce. Wyróżnienie? George Reese, skrzydłowy który w sześciu ostatnich spotkaniach zdobywał 22,6 punktu i zbierał po 7,5 piłki. AZS pnie się w górę i mocno włączy się do walki o play-off.

7. Anwil Włocławek (poprzednie notowanie: 7, bilans 6:8) - Emir Mutapcić w końcu wygrał. Przerwał passę AZSu i mógł odetchnąć z ulgą. Przed szkoleniowcem Anwilu jeszcze długa droga, by jego zespół grał na miarę oczekiwań i mógł choćby myśleć o awansie do finału rozgrywek.

8. Polonia Warszawa (poprzednie notowanie: 8, bilans 6:8) - Polonia czarowała, zdobyła tylko 40 punktów przeciwko znakomicie broniącemu Prokomowi, dzielnie walczyła z Turowem, a na rozpoczęcie rundy zaskakująco pokonała Anwil. Na utrzymanie pozycji wystarczyło.

9. PBG Basket Poznań (poprzednie notowanie: 12, bilans 5:8) - co prawda wygrali tylko jedno spotkanie i to dwoma punktami z Kotwicą, ale w Poznaniu chyba jest sporo lepiej niż przed kilkoma tygodniami. Mam wrażenie, że przez odejście Patricka Okafora.

10. Kotwica Kołobrzeg (poprzednie notowanie: 11, bilans 4:9) - to miejsce należy się choćby za wygraną nad Czarnymi.

11. Siarka Tarnobrzeg (poprzednie notowanie: 10, bilans 3:11) - Siarka zasługuje na to miejsce za zlanie Zastalu, za maszynkę na tablicach, którą jest Louis Truscott i za to, że grają dużo lepiej i zupełnie inaczej od momentu kiedy zmienili trenera.

12. Zastal Zielona Góra (poprzednie notowanie: 6, bilans 6:7) - napisałem cyferkę przy Zastalu, przypomniałem sobie lanie jakie ten zespół dostał w Tarnobrzegu, jak bezradny jest w kilku ostatnich meczach i sądzę, że potraktowałem beniaminka bardzo łagodnie dając mu na początku dziewiątą pozycję. Sprawdziłem kogo jeszcze mam na tapecie i … obniżyłem noty.

Tagi: SPR TBL
20:34, anfernee , SPR TBL
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 stycznia 2011

Niedługo, bo już 25 lutego, na ekrany kin wchodzi nowa komedia z pieprzykiem w tle. Tytuł tej produkcji to Wojna Żeńsko-Męska. Reżyserem produkcji jest Łukasz Palkowski, a scenariusz napisała Hanna Samson. Fabuła? Pomocny będzie portal Filmweb, który pisze:

To film dla bezpruderyjnego widza, otwartego na nowe doznania… także damsko-męskie. Historia bezrobotnej dziennikarki, która walczy z nadwagą i brakami na koncie skuteczniej niż Bridget Jones i choć o mężczyznach wie znacznie więcej niż wszystkie Lejdis razem wzięte, znalezienie tego właściwego będzie wymagało od niej nie lada wysiłku. Szczególnie, że jej dorosła córka nie tylko bezlitośnie ocenia jej poczynania, ale sama liczy na radę matki w miłosnych perypetiach. W roli matki i córki Sonia Bohosiewicz i jej młodsza siostra Maja. Zbliża się decydująca bitwa w odwiecznej wojnie żeńsko-męskiej. Kto z tego starcia wyjdzie zwycięsko?

Piszę o tym nie bez przyczyny i mam nadzieję, że ta ciekawostka ucieszy i zainteresuje wielu fanów sportu w Polsce. W kilku scenach filmu będziemy mogli zobaczyć Aki Jones'a, 29-letniego, ważącego 130 kg, zawodnika uprawiającego futbol amerykański.

Jones występował w pierwszej dywizji NCAA w zespole Fordham Rams, a w 2005 udało mu się zadebiutować w NFL w drużynie Washington Redskins. Zagrał w tylko czterech meczach, a obecnie reprezentuje barwy wrocławskiego zespołu The Crew. Jest też jedynym byłym graczem NFL, który gra w Polsce.

Nie mam pojęcia jak wygląda rola Aki Jones'a w filmie, ale w trailerze sama końcówka jest przekomiczna. Popatrzcie zresztą sami.

Tagi: NFL the crew
18:44, anfernee , Inne
Link Komentarze (6) »
niedziela, 23 stycznia 2011

W czternastym ‘numerze’ TBL Defensywnie napisałem o przypadkach Patricka Okafora. Już drugi raz, bo po raz pierwszy Okafor zagościł w mojej kolumnie w listopadzie. Kim jest ów zawodnik? To środkowy, który ma problemy z samym sobą, środkowego z którego charakterem problemy mają inni.

Okafor jest przypadkiem trudnym, określanym mianem nie do okiełznania. Podpisując kontrakty mówi w superlatywach o szkoleniowcach, kolegach z zespołu, organizacji, cudowności wszystkiego dookoła i medalach. W przypadku jakiegokolwiek konfliktu jest bezpośredni i emocjonalny, rzuca oskarżenia i jest niczym wulkan. W momencie rozwiązania kontraktu w trakcie, czy też po zakończonym sezonie pastwi się nad trenerami i kolegami z drużyny, a czasem i nad prezesami, niczym … Niczym - mam wrażenie - ja nad nim.

Cieszę się, że zacząłem prowadzić tego bloga 18 miesięcy temu, bo po raz pierwszy mam okazję uzupełnienia tekstu o moje prywatne zdanie na temat tego, co ukazało się w GW lub Sport.pl.

Piszę o Okaforze złe słowa, że nie umie dogadać się z kolegami, że jest nadpobudliwy, że krytykuje wszystkich dookoła, a winy nie widzi tylko w sobie. W wywiadach nie szczędzi cierpkich słów, Andrzej Kowalczyk jest dla niego beztalenciem szkoleniowym, zawiódł się na Miliji Bogiceviću, nic złego nie było też w tym jak prawie pobił - co prawda ostro prowokującego - Dragisę Drobnjaka, a świetna seria Stali Ostrów Wielkopolski w ćwierćfinałach play-off przeciwko Prokomowi, to zasługa tego, że Okafor opuścił zespół.

Megaloman jakich mało.

Pytam teraz, co z tego? Piszę o Okaforze już trzeci tekst w zaledwie dwa i pół miesiąca, bo gracz ten jest charakterystyczny, wyróżnia się czymś na tym, wydawało by się, bezpłciowym poletku koszykarskim. Jest Ronem Artestem Tauron Basket Ligi, nieprzewidywalny, nadpobudliwy, chcący wygrywać, ale wyraźnie potrzebujący porad podobnych do tych, z których korzysta skrzydłowy Lakers.

Okafor ma w sobie wyrazistość, grał w Polsce już w kilku zespołach, kibice go znają, kochają lub nienawidzą. Wokół gracza można budować historię. Poprawka, można ją opowiadać, bo tworzy się ona sama za sprawą ciekawego i interesującego charakteru i osobowości zawodnika.

Kibice Anwilu, Stali, Polpharmy, PBG Basketu, mają zapewne sporo do powiedzenia o tym kim i jaki jest Okafor. Dla mnie ważne, że jest jakiś.

Może i gracz nie jest najlepszym elementem do budowania tożsamości ligi, do promocji koszykówki, ale jest jakiś. Tak jak Daniel Ewing. Spokojny, zrównoważony, mówiący starannie i poprawnie, a z jego ust wypływają pełne i ciekawe wypowiedzi.

Ewing też ma w sobie historię, choćby samo Duke. Historię do opowiedzenia miał też Justin Gray, obrońca Wake Forest, partner klubowy Chrisa Paula. Swoje ‘story’ ma Torey Thomas, który nie tylko aktywnie udziela się w internecie, ale i prowadzi wiele dodatkowych aktywności społecznych.

Takich graczy jest w lidze sporo, Marcin Stefański, Kamil Chanas, Filip Dylewicz i Tomas Pacesas. Ale ich historie wszyscy kibice koszykówki znają. Szkoda tylko, że wielu z wymienionych przeze mnie obcokrajowców przyjeżdża do Polski na rok i nie jesteśmy w stanie tworzyć kolejnych historii i tożsamości graczy przez kolejne sezony.

Sprawa Okafora skłoniła mnie do małej refleksji na temat tego co dzieje się w lidze - promocji i sprzedania tego na zewnątrz. Dlaczego my tego nie robimy? Przecież w tej lidze jest wielu, naprawdę wielu ciekawych graczy, o których warto mówić, przedstawiać ich kibicom i mimo wszystko jest kilku takich, którzy z Polską są związani już od 2-3 lat.

Dzisiejszy wpis miał dotyczyć wyborów w PZKosz, jednak zrezygnowałem z tego pomysłu, a dla tych, którzy jeszcze nie widzieli, embdeduję video z wywiadem z Grzegorzem Bachańskim.

 

środa, 19 stycznia 2011

Kłamałem wczoraj. To będzie ostatni wpis o kaliskim Meczu Gwiazd. Nie mogłem po prostu pominąć tego wideo, które stworzyli Torey Thomas i DJ Jackson.

Polecam też tekst w dzisiejszej Gazecie Wyborczej Wrocław, w którym opisuję wydarzenie nie będące przełomem.

Mam coraz większe wrażenie, że spotkania gwiazd to właśnie spotkania towarzyskie, chwila wytchnienia i nieliczne momenty dobrej zabawy. Promocja? Jednorazowo, pochwalenie się ilością widzów przed telewizorami (o ile jest się czym chwalić) i być może jednostkowym wyskokiem typu Łukasz Biedny. A Wy co myślicie?

wtorek, 18 stycznia 2011

Na zakończenie tematu Meczu Gwiazd zapraszam do oglądania fotografii, których autorem jest Paweł Pietranik. Wybrałem moim zdaniem najciekawsze, cała galeria na Pietranik.com

16:08, anfernee , PLK
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 stycznia 2011

Kalisz, najstarsze miasto w Polsce i to będące na ustach wszystkich fanów koszykówki w naszym kraju. Dlaczego? Oczywiście ze względu na rozgrywanie w tym mieście Meczu Gwiazd TBL, a przecież w Kaliszu brak jest tradycji koszykarskich, drużyny koszykarskiej i wszystkiego tego, co teoretycznie potrzebne jest do tego, by impreza koszykarska była udana.

Prawda? Na szczęście dla Kalisza i organizatorów spotkania, kłamstwo, bo w Kaliszu było naprawdę fajnie.

Przede wszystkim hala, kiedyś Winiary, teraz Kalisz Arena, prezentuje się naprawdę wyśmienicie. Jest przestronna, może pomieścić 3,5 tysiąca widzów, dostęp do wszystkich wygód i pomieszczeń jest całkiem sensowny i naprawdę szkoda, że w Kaliszu nie ma sportu stojącego na wysokim poziomie, bo obiekt stoi i najzwyczajniej niszczeje.

Mówiąc jednak o słuszności wyboru Kalisza jako miasta, które przyjęło i zorganizowało Mecz Gwiazd TBL, to w czym tak naprawdę problem? Gdzie to spotkanie miało być rozegrane? Jedynym sensownym miejscem wydawała się Zielona Góra, ale tam z różnych przyczyn nie chciano podjąć się wyzwania.

Jeśli ktoś myślał, albo mówił o tym (a byli tacy na różnych forach), by impreza odbyła się we Wrocławiu, to nie był na poprzednich MG czy Pojedynkach Gigantów organizowanych w stolicy Dolnego Śląska. Nie ma znaczenia, że Wrocław to miasto koszykarskie, z tradycjami i świetną atmosferą, skoro przesyt imprez tego typu odczuwa się od trzech lat.

Tradycja, wielkie słowa, ideologia - bzdura. Mecz Gwiazd w Kaliszu był dobrze zorganizowany, hala była pełna, było kilka potknięć i błędów, ale to raczej normalne. Tu ukłon w moją stronę i Hardinga Nany, który moim zdaniem występował w drużynie Północy :)

Osobiście nie lubię imprez tego typu, ale będąc w Kaliszu byłem naprawdę zadowolony, kiedy udało się już przestawić na funkcję zabawy, rozluźnienia i ogromu żartów jakie krążyły po hali. Uważam, że genialnym posunięciem organizatorów było ściągnięcie amatorów do konkursów rzutów za trzy i wsadów. Łukasz Biedny zaistniał, pokazał się z jak najlepszej strony, a koledzy z drużyn Południa i Północy nie wierzyli w to, co robi ten mierzący zaledwie 186 centymetrów chłopak.

Cameron Bennerman nie raz łapał się za głowę kiedy Biedny lądował po coraz to potężniejszym wsadzie. Ocena za pomysł? 10, podobnie jak dobór jury w konkursie wsadów, w którym w końcu znaleźli się nie sami prezesi i inni politycy, ale ludzie, którzy choć raz włożyli piłkę do kosza.

Zgadzam się z opinią, że mecz gwiazd to spotkanie telewizyjne, ale nie w przypadku tego Meczu Gwiazd w Kaliszu. Nie możemy mówić o organizowaniu zawodów specjalnie pod telewizję w momencie kiedy kanał, który robi transmisję ma mały zasięg i słabą oglądalność w przypadku koszykówki. Przeniesienie transmisji (wiem, utopia) z TVP Sport do TVP 2, dałoby efekt, ale tylko taki, którym można by pochwalić się liczbą widzów, którzy zasiedli przed telewizorami.

Przyszłość meczu? Nie wiadomo, na pewno musi to być nagłaśniane święto, realizowane z rozmachem i skierowane do przysłowiowych Kowalskich. Jesteśmy przecież świadomi, tego że mecze gwiazd stoją na przeciętnym sportowo poziomie i nikt nie spodziewa się po nich cudów. Liczymy wszyscy tylko na to, by te spotkania były okazją do dobrej zabawy, która do tych nie oglądających koszykówki na co dzień mówi: popatrz jestem fajna, chłopcy mają niezłe umiejętności, włącz albo udaj się na mecz ligowy.

Jak już napisałem, fanem meczów gwiazd nie jestem, wręcz przeciwnie, ale przebywając w Kaliszu, rozmawiając z wieloma znajomymi, muszę w krótkich słowach stwierdzić, że Kalisz się obronił.

P.S. Wieczorem - jak uda mi się zedytować pliki - wrzucę na bloga wideo z eliminacji konkursu wsadów, samego konkursu i reakcję dziennikarzy na jeden ze wsadów. Stay tuned.

EDIT: Linki do wsadów Bennermana i Biednego. Reszty jeszcze nie zrzuciłem i jednocześnie przepraszam za piony, nie wpadłem na to, aby robić to po ludzku w poziomie.

12:02, anfernee , PLK
Link Komentarze (5) »
piątek, 14 stycznia 2011

W październiku pisałem o Darku Ejkiewiczu i Kamilu Grzegorczyku, którzy tworzą strony www między innymi dla graczy NBA.

Darek w LowGravity.pl zajmuje się grafiką i na moją prośbę wysłał kilka tapet, które chciałem umieścić na blogu.

Poniżej prace Darka, oraz kilka słów komentarza do tapet i tego, jak to wszystko się zaczęło.

torey_thomas

Praca pod tytułem "Conquer Your Fear" jest kolejnym elementem motywu przewodniego strony zawodnika http://www.gotorey.com prezentującego różne motywujące cytaty. Oprócz tapety i tła na Twitterze, LowGravity stworzyło kompletną stronę dla Torey'a Thomas'a.

Link do innych rozdzielczosci: http://ejkiewicz.com/gfx/clients/torey_thomas/

rajan_rondo

Tapeta ta została stworzona jako część serii na potrzeby oficjalnej strony Rajon'a Rondo w 2009 roku. Wszystkie tapety można było zobaczyć na starej oficjalnej stronie RR.

Linki do innych rozdzielczosci: http://www.ejkiewicz.com/gfx/clients/babodee/2/index.htm

Maciej_lampe

"Psychedelic Experience" mialo za zadanie pokazac Maćka Lampe w zupełnie innym świetle niż zwykle. Zdjęcia udostepnione przez http://www.unoperdue.pl nadawały się doskonale do tego graficznego eksperymentu. Tapeta jest częscią większej serii tapet stworzonych na oficjalną stronę Maćka, która powinna już niedługo pojawić się w sieci.

Link do innych rozdzielczosci: http://www.ejkiewicz.com/gfx/clients/maciej_lampe

kevin_garnett

Praca stworzone wspólnymi siłami z austriackim grafikiem Oktay'em Oerdekci'm. Chcieliśmy w tej pracy ukazać to jak wiele historii ma za sobą Kevin Garnett grajac dla tak znakomitego zespołu jak Boston Celtics. Jak wiele zawodnik taki jak on musi udźwignąć aby stać się jedną z legend zespołu z Bostonu. Praca została doceniona przez Magazyn MVP i w ich #2 numerze otrzymała drugie miejsce w konkursie graficznym.

Link do innych rozdzielczosci: http://ejkiewicz.com/walls/kevin_garnett/

demar_derozan

Tapeta stworzona wspólnie z wielkim fanem Toronto Raptors, Jakubem Kaletą z http://www.j-kaleta.com. Po kilku dobrych występach Demara w swoim Rookie Season postanowiliśmy stworzyć pracę ukazująca młodą gwiazdę zespołu z Kanady.

Link do innych rozdzielczosci: http://ejkiewicz.com/walls/d_derozan/

Gdyby kogoś interesowała reszta prac Dariusza, odsyłam na DevianArt i Flickr.

(Przed)ostatnie słowo należy do autora grafik.

Zaczynałem w 2001 roku po tym jak Hornets zrobili Sweep na Heat, w poszukiwaniu tapety doszedłem do wniosku, że nigdy dobrej nie znajdę i zacząłem sam projektować :) Potem forum E-basket i wysyłanie ludziom przez maila tony tapet.:) W 2009 roku pracowałem przez 3 miesiące na stażu w Niemieckmi Five Mag... W tym czasie zrobilem "Polaroid Series" która zajęła około 150 godzin roboczych i na 31 tapetach znajduje sie łącznie ok 1600 różnych zawodników NBA. Każda tapeta ma ok 55-60 zdjęć.

Seria Polaroid, to moja ulubiona, którą zrobił Darek, całość tu.

10:57, anfernee , Inne
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Subskrybuj RSS